Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maraton Lębork. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maraton Lębork. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Maraton Lębork 2014


Już trzeci maraton w Lęborku za mną. Tym razem było naprawdę wyjątkowo, ale po kolei. Przygotowania przez ostatni tydzień były chyba bardzo dobre: pobiegałem we wtorek i czwartek, w sobotę już tylko rozruch w formie marszu 6km. Trzy ostatnie dni jadłem dużo więcej węglowodanów i duuużo piłem w tym izotoniki. Dwie ostatnie noce spałem po 10 godzin albo i więcej. 
W tym roku maraton w Lęborku dorobił się tytułu mistrzostw Polski Wojska Polskiego - to znacznie poprawiło frekwencję i organizację. Było 413 biegaczy na mecie a rok temu coś powyżej 180 tylko. Pogoda miała być dobra do biegania - nie za ciepło i przelotne opady. Niestety nie sprawdziło się - było gorąco a opadów właściwie nie było. 
Rano przygotowałem się jak zwykle - wstałem trzy godziny przed biegiem, od razu coś zjadłem i wypiłem 0,5 litra izotonika - żeby rozruszać żołądek. Ta część sprawdziła się dobrze - wczoraj tak jak zawsze do tej pory nie czułem się odwodniony ani nie musiałem zatrzymywać się "do toalety" (czytaj chować się za drzewem na trasie). 
Rano musiałem pójść na start przed 8:00 odebrać czipa - znowu nowość, w 23-ciej edycji maratonu mamy po raz pierwszy elektroniczny pomiar czasu :) Potem oddać napoje - można było tutaj zostawiać indywidualne napoje i odżywki do przekazania na trasie. To akurat bardzo dobrze działa - wypatrują wcześniej na trasie numerów startowych, odżywki są opisane tymi numerami. Obsługa wyszukuje w pojemnikach odżywkę albo napój i podaje jak się dobiega do nich - super.
Na starcie byłem z tatą a potem przyszła jeszcze żonka z młodszą córką. Było fajnie - jeszcze nie za gorąco, atmosfera bardzo miła. No ale w końcu nadeszła godzina 9:00 i trzeba było wybiec :)
Rundka honorowa po mieście i wybiegliśmy w okołolęborskie pola (i trochę lasy). Biegłem naprawdę równo na tyle ile się to da zrobić gdy trasa praktycznie nie ma odcinków płaskich. Na podbiegach zauważałem że mi bardzo źle idzie a na zbiegach nadrabiałem, ale trzymałem tempo średnie 4:51/km czyli na czas 3:25 na mecie. Odchylenia były do 20 sekund (zsumowanego czasu ze wszystkich kilometrów) zwykle czasy kilometrów były w granicach kilku sekund na plus albo minus od celu. Biegło się przyjemnie, chociaż im dalej w las (tutaj to właściwie "w pole") tym było goręcej. Odliczałem sobie kilometry, dzieląc dystans na tercje po 14km. Pierwsza tercja - pilnuj żeby nie wyrwać za szybko. Druga tercja - trzymamy tempo (zwykle nie ma już tutaj problemu z wyrywaniem do przodu) i trzecia tercja - walka o utrzymanie tempa a jak można to przyspieszamy. 
Niestety wczoraj ostatnia tercja to był jakiś dramat. Na 29-tym kilometrze jest najgorszy podbieg i tak mnie sponiewierał że już od tego momentu całkowicie odpadłem. Głównym problemem była ogólna niemoc w mięśniach, do tego doszły bóle - nie wiem czy to stawy w biodrach czy to ból mięśni tak promieniował. Trzy razy musiałem zatrzymać się i rozciągać skurcze w lewej łydce a jeszcze dwa czy trzy razy przeszedłem na chwilę do marszu. Coś co zdarzyło mi się tylko raz do tej pory - i oczywiście też w Lęborku, dwa lata temu.
To był najgorszy ze wszystkich moich biegów maratońskich. Muszę to teraz dobrze przemyśleć, spróbować znaleźć powody i poprawić je, bo mimo że podczas biegu miałem całkowicie przeciwne pomysły to jednak za rok muszę się zemścić na lęborskich górkach!
Zakończyłem te męczarnie w czasie 3:50:53 na 239 miejscu z 413 startujących wliczając w to panią Marię Pańczak (8:13:16) Janinę Rosińską rocznik 1936 (6:55:46) i pana Jana Morawca rocznik 1933 (4:15:23!!!). Zawody wygrał kenijczyk 2:25:50 i jak widać po czasie - pogoda była słaba na bicie rekordów bo daleko miał do rekordu trasy Artura Pelo 2:19:10.
Patrząc historycznie to moje czasy w maratonie lęborskim wyglądają tak:
2012: 3:49:32
2013: 3:33:55
2014: 3:50:53
Jak widać było najgorzej ze wszystkich edycji :) tak na szybko myślę że głównym winowajcą był całkowity brak długich wybiegań po maratonie w Rzymie. Mimo że tam udało się 3:25:01 zrobić, to nie da się przez trzy miesiące pobiec o ile z pamięci dobrze wyliczę tylko jeden raz 25km i nic dłużej, a tak to do 21km chyba tylko były biegi. Trochę mnie usprawiedliwia że cały czas do czegoś się przygotowywałem (5km, 10km, półmaraton) i te długie wybiegania mi nie pasowały, ale to tylko pokazuje że nie da się złapać kilku srok za ogon.
Po drugie moje testy z ładowaniem węglowodanami pokazały że przed Rzymem w wersji niemiłej (czyli z ograniczeniem najpierw węgli przez dwa dni) zadziałało znacznie lepiej. Tutaj przez Lęborkiem zrobiłem wersję skróconą, która u niektórych działa tak samo dobrze (czyli tylko jeść więcej przez ostatnie trzy dni). Czyli wniosek: przed Frankfurtem zrobię tą wersję "eksluzywną" :) 
 I to chyba na tyle z wniosków jak na razie. Mam nadzieję że pełne skupienie na kolejnym celu w październiku da dużo lepsze skutki niż to co się działo przez ostatnie 3 miesiące.

Przed biegiem - jeszcze super:

Za metą


Zrzut z endo - widać jak straszna tragedia była i to już od 29km:


I na koniec najlepsza część całego biegu - po raz pierwszy wbiegnięcie na metę z obiema córami!


sobota, 21 czerwca 2014

Zapraszam do Lęborka po raz trzeci


Jutro już trzeci raz pobiegnę w maratonie lęborskim. Pakiet już jak widać powyżej odebrany. Uwaga - jest wielka zmiana: technika zawitała pod strzechy czyli po raz pierwszy będzie elektroniczny pomiar czasu. Trochę szkoda, ten system pomiaru który był w poprzednich 22 edycjach miał swój urok: pan z wąsami i lornetką wypatrujący nadbiegających zawodników i dyktujący na głos numery startowe. A pani z ołówkiem i zeszytem obok spisuje te numery :) No ale w tym roku Lębork się postarał i oprócz mistrzostw Polski weteranów w maratonie i mistrzostw Polski dziennikarzy w maratonie będziemy mieć jutro mistrzostwa Wojska Polskiego w maratonie. Z tego powodu będzie pewnie więcej niż poprzednio zawodników i zawitają też tzw. "czipy". Ale żeby nie było za różowo to czipy trzeba odebrać osobiście jutro przed 8:00 rano w pobliżu mety. A start jest o 9:00 :) więc darmowa godzinka nudzenia się, na szczęście ja mam tak blisko na start od rodziców że mogę po odebraniu czipa jeszcze wrócić do domu.
Dobra, a właściwie po co pisać dzień przed biegiem co się planuje? Dla mnie to bardzo ważne. Po pierwsze przelanie planu na papier (nawet elektroniczny) wymaga żeby go najpierw sprecyzować. Po drugie - ułatwia to potem trzymanie się tego planu (i ostudza zapędy żeby od razu wyrwać do przodu). A po trzecie i najważniejsze: tak naprawdę za kilka dni czy tygodni to co mi zostanie po tym biegu to wspomnienia. Tak fajnie jest potem za rok czy dwa przeczytać co się napisało i przypomnieć sobie co się planowało i jak to wyszło. No tak, w sumie jest jeszcze "po czwarte": można sobie potem poczytać i przeanalizować czy plany były sensowne i jak wyszła ich realizacja.
Wracając więc do planów na ten rok: umyśliłem sobie że pobiegnę na wyrównanie mojej życiówki z Rzymu, czyli 3:25. Oznacza to że będę się starał biec po 4:51/km od początku. Mam z tyłu głowy że ostatnia ćwiartka tego maratonu jest bardzo trudna. Więc nawet jak zwolnię w końcówce to nie będzie tragedii, ale plan jest taki na dzień dzisiejszy żeby w końcówce utrzymać stałe tempo, ewentualnie przyspieszyć na samej końcówce i pobić to 3:25 o jakieś kilka sekund.

Cieszę się bardzo tym jutrzejszym biegiem. Trochę mam dość ścigania się po asfalcie w "miejskiej dżungli". Tutaj co prawda jest 100% asfaltu, ale 95% jest w pięknych okolicach Lęborka: pola i lasy.

Na koniec kilka zdjęć Lęborka (źródło: lebork.pl, wikipedia).

Baszta bluszczowa i fragment murów miejskich 
(mamy w Lęborku kilka baszt, dobrze nawet zachowanych)

Kościół p. w. św. Jakuba

Kamieniczki wzdłuż ul. Staromiejskiej

Ratusz - ładnie podświetlony tutaj wyszedł

Nasz dreptak czyli ulica Staromiejska

czwartek, 27 czerwca 2013

Maraton Lębork


W niedzielę pobiegłem mój piąty w życiu maraton, po raz drugi w moim rodzinnym Lęborku. Dużo chciałbym napisać ale z racji braku czasu zapewne wszystkiego nie dam rady, musiałbym taki elaborat sklecić że pewnie za dwa tygodnie ujrzałby światło dzienne.

Do Lęborka dojechaliśmy dwa dni wcześniej, w sobotę odebrałem pakiet startowy - było jak rok temu czyli miałem uczucie że biuro maratonu funkcjonuje tym lepiej im mniej jest zawodników. Coś w rodzaju dziekanatu na uczelni wyższej który by funkcjonował idealnie gdyby tylko nie było tych zupełnie niepotrzebnych studentów :) Dla przykładu konieczne były badania lekarskie wykonywane na miejscu. Badanie lekarskie w opinii organizatorów maratonu w Lęborku oznacza to że idzie się do pokoju obok gdzie stacjonują 3 osoby, jedna z nich mierzy mi ciśnienie (120/80) i stwierdza na tej podstawie że mogę biec maraton (!!!). Żadnych innych badań, pytań nawet - po prostu zupełnie zbędna biurokracja i koszty no bo te trzy osoby siedziały nad ciastami a jak byłem rok temu to nad obiadem. W samym biurze podobnie - ja jeden odbierający (z dopingujacym Tatą) a osób obsługi koło 10 w biurze. Zresztą jak widać po ulotce komitet organizacyjny był ogromny - samych kierowników ponad 10 a w maratonie biegło... 180 osób. Jak doliczyć wszystkich z obsługi to tak na oko wychodzi mi że na jednego biegacza było kilka osób obsługujących. To wszystko za skromną cenę 90 złotych za co w pakiecie startowym dostaliśmy: koszulkę bawełnianą (dofinansowaną z ministerstwa), wodę niegazowaną 0,5l taką "z Biedronki" do tego ulotka z całą litanią kierowników w tym kierownikiem od transportu (będzie jeszcze o tym) acha i to wszystko było w reklamówce w kwiatki (dobrze że nie w takiej z Biedronki).

W sobotę rano zrobiłem sobie bieg spokojny z kolegą z liceum. Przebiegliśmy jakieś chyba 7km miło gawędząc - chyba za każdą moją wizytą w Lęborku testujemy nową trasę - bardzo fajnie pozwiedzać okolice, tym bardziej że akurat tam jeszcze nie byłem.
Co do mojego "pasta party" to było nietypowe bo nawcinałem się pierogów z mięsem. W sumie ciasto na pierogi to mąka z wodą więc prawie to samo co makaron, nie? Najadłem się sporo i dość późno jak na mnie ale podobno przed maratonem tak trzeba więc nie miałem wyrzutów sumienia.

W niedzielę rano obudziłem się o piątej bo śniło mi się że jestem już za połową maratonu. Myślę sobie - dziwne, nie pamiętam kiedy przebiegłem pierwszą połowę biegu! Potem pomyślałem że sprawdzę czas na zegarku żeby wiedzieć jak mi idzie - patrzę a tutaj wynik bardzo dobry i od razu się zezłościłem że wszystko popsułem bo pobiegłem pierwszą połowę za szybko czyli jak zwykle. No i wtedy się obudziłem :) Przełożyłem poduszkę tam gdzie były nogi żeby mnie już drugi raz wschodzące słońce nie obudziło i zasnąłem. Wstałem tak naprawdę między 6 a 6:30, zacząłem od śniadania (dwie bułki - jedna z kremem czekoladowym, druga z serem i szynką). Piłem dużo i modliłem się o dobrą pogodę. Poprzednie dwa dni to upały rzędu 33-35 stopni, na szczęście niedziela okazała się dużo lepsza. Było gorąco ale na szczęście chmury zasłaniały słońce.
W tym roku rozkopany był cały centralny plan Lęborka (plac Pokoju) przez co namioty musiały być rozstawione trochę z boku tego placu. Żonka z młodszą córą i moim tatą przyszli mnie dopingować na starcie - atmosfera startu zawsze jest dla mnie wyjątkowa, w Lęborku było fajnie. W dodatku na starcie spotkałem kolegę z liceum i studiów który też biegł i mogliśmy pogadać przed startem. Poza tym niektórzy mnie poznają z mojego bloga - to też jest bardzo fajne!

W końcu ruszyliśmy. Zrobiliśmy rundkę po mieście i wybiegliśmy "w pole". Trzymałem od początku równe tempo na 3:30, pamiętając że ta trasa jest bardzo zdradliwa - im dalej tym więcej podbiegów. Było gorąco ale słońce nadal za chmurami więc biegło się dobrze. Zresztą na maratonie zawsze się biegnie dobrze przez przynajmniej 25km :) Czasami rozmawiałem z innymi, wyprzedzałem powoli albo byłem wyprzedzany - generalnie dobrz mi szło utrzymywanie stałego tempa. Było ono troszkę szybsze od zakładanego ale tylko minimalnie. W wioskach po drodze był doping ale miałem odczucie że trochę słabszy niż rok temu. Mimo to przybiłem kilka razy piątki z dziećmi, było klaskanie i dopingowanie. Pierwszy solidny podbieg na 7km, potem już było właściwie cały czas z górki albo pod górkę. Na półmetku byłem akurat tuż po zbiegu więc miałem małą nadróbkę ale poniżej jednej minuty o ile dobrze pamiętam, za chwilę zaczął się pierwszy z dwóch dużych podbiegów i na nim ta nadróbka zniknęła więc przyjmuję że tempo było poprawne - na 3:30.
Około 27km słońce wyszło zza chmur i zaczął się ten drugi porządny podbieg. Tempo mi spadło trochę ale za to na tym etapie spotkałem Jacka z którym przebiegłem resztę maratonu. Zaczęło się od pytania o tempo - Jacek biegł z zegarkiem mechanicznym ze wskazówkami (!) i chciał na 3:30 biec więc chciał się podłączyć. Ja uprzedzałem że coś czuję że odpadnę niedługo - przecież zawsze do tej pory tak ze mną było ale Jacek nie przyjmował do wiadomości takiej ewentualności. Do końca trasy ciągnął mnie za uszy, dopingował i zajmował rozmową - wszystko na raz i to głównie dzięki jego uporowi dowiozłem tak dobry wynik do mety. Podbiegi były straszne - rok temu pamiętam że musiałem przejść wiele razy do marszu a tym razem... ani razu! Dobiegłem walcząc ze sobą aż do mety i to zwalniając niewiele. Oczywistym jest że na tak stromym podbiegu na 30km nie dawałem rady utrzymać  tego samego tempa ale średnio z tego co liczę to spadło ono tylko o mniej niż 15 sekund na kilometr! W dodatku tylko raz złapały mnie kurcze (lewe udo z tyłu) ale nie musiałem się nawet zatrzymać ani przejść do marszu - ROZBIEGAŁEM to :)
Końcówka była ciężka, gdyby nie Jacek który miał siłę biec szybciej ale czekał na mnie i mnie dopingował to bym pewnie zwolnił dużo bardziej. Pierwszy raz doświadczyłem czegoś takiego - do tej pory tylko o tym czytałem, to było naprawdę coś wielkiego.
Wreszcie wpadliśmy do miasta, kilka zakrętów i ostatnia prosta. Po prawej stronie przed metą rodzina, ja już ledwo kontaktuję co się dzieje ale Małgosia stała po mojej stronie barierek - złapałem ją za rękę i razem wbiegliśmy na metę :)

Podsumowanie

Miałem 3 cele na ten maraton:
1. dobiec w 3:30 - nie udało się, wyszło 3:33:55 (czas brutto, innego tam nie ma bo pomiar czasu w maratonie w Lęborku to pan z długopisem i lornetką na mecie). Mimo to jestem bardzo zadowolony z tego czasu - poprawa o ponad 4 minuty od wiosny w Wiedniu gdzie było dużo bardziej płasko (chociaż goręcej ale i w Lęborku też grzało od około 27km)
2. druga połowa szybciej niż pierwsza - też się nie udało ale było blisko. Do tej pory odpadałem porządnie - ostatnio w Wiedniu o 18 minut a teraz mniej niż 4 minuty!
3. wytrzymać równym tempem cały dystans - patrząc na liczby to nie wyszło ale myślę że biorąc pod uwagę profil trasy (porównując pierwszą i drugą połowę) to można to prawie zaliczyć. Tempo bardzo mało spadło i dobiegłem do mety w dobrym stanie.

Bardzo mnie jeszcze ucieszyło po tym maratonie:
- rodzina na mecie: gratulacje od nich są najważniejsze
- znajomi - i ci z Lęborka i poznani rok temu podczas biegi i ci w tym roku, dużo ich było
- po biegu byłem zmęczony ale porównując do poprzednich maratonów to czułem się świetnie. Żadnych bólów mięśni czy kurczy. Na drugie piętro do rodziców wchodziłem i schodziłem (!!) bez sensacji i w niedzielę i następnego dnia
- uczucie że dałem radę nie odpaść pod koniec tak jak to zwykle bywało do tej pory

Czemu tak dobrze mi poszło w końcówce? Myślę że poza Jackiem - holowniczym jest jeszcze drugi pan Jacek któremu to zawdzięczam czyli Jack Daniels. Jego plan treningowy jest jeszcze w powijakach u mnie (mniej niż połowa za mną) ale myślę że to właśnie zasługa tych częstszych ale krótszych biegów i rozpoczętych treningów specjalistycznych.

Czy uda się w Berlinie pobiec te wymarzone 3:20? Obawiam się że będzie ciężko. Z jednej strony trasa płaska, pora roku będzie idealna, dużo czasu przede mną z planem Danielsa, obecne wyniki (1:33 w połówce) mówią że to możliwe, no i gdzie ma mi się to udać jak nie właśnie tam? Z drugiej strony między niecałymi 3:34 a 3:20 zieje ogromna, strasznie ogromna przepaść :) Jedyne co muszę więc zrobić to skupić się na planie ale nie wiem czy oprócz tego też nie zająć się trochę moją wagą bo 82kg przy 185cm to chyba za dużo jak na amatora który chce przebiec królewski dystnas w 3:19:59.

Na koniec obiecana wspominka o kierowniku transportu. Niech to będzie taki symbol całego tego maratonu w moim Lęborku. Otóż po biegu mieliśmy dostać piwo, grochówkę i kiełbasę na gorąco. Okazało się że tylko piwo dojechało bo reszta w kuchni polowej... spóźniła się jakieś 1,5 godziny. Powodem było to że jechali pod prąd - no jak mogli przewidzieć że ulice będą zamknięte z powodu maratonu, nie? A jak już dojechali to zajęli się rozpalaniem ognia pod tą kuchnią polową (drewno, papier, zapałki) i odgrzewaniem jej i tych kiełbas. Na końcu stwierdzili że mamy stać w dwóch kolejkach po kiełbasę i oddzielnie po grochówkę. I śmiesznie i strasznie bo przez taką właśnie organizację maraton w Lęborku w dobie tak ogromnego boom'u na bieganie w Polsce przeżywa głęboki kryzys. W tym roku pobiegło tylko 180 osób - prawie 20% MNIEJ niż roku temu, frekwencja maleje od 2011 roku i jest najmniejsza od 6 lat. Obawiam się że w czasie gdy wszędzie naokoło ludzie garną się do biegania maraton w Lęborku umrze śmiercią naturalną. Mimo tradycji (22 edycja), tytułów (mistrzostwa Polski weteranów), poświęcenia go pamięci Tomasza Hopfera i co najważniejsze - bardzo dobrej bazy starszych o aktualnych biegaczy: z tego regionu pochodzą znakomici biegacze i to nie tylko historyczni. Przecież tydzień temu na Ursynowie mistrzynią Polski została Dominika Nowakowska z Lęborskiego Klubu Biegacza.

Zdjęcia dla wytrwałych co doczytali do końca :)

 Przed startem z tatą i Agatką

 Prężę klatę przed Żoną robiącą zdjęcie

 Stres przed startem objawia się u mnie takimi minami

Na trasie - sam początek. Z panem z numerem 98 biegliśmy początek równym tempem

20 metrów do mety - podbiegam żeby chwycić Małgosię za ręce. Obok super-Jacek. 

No i lecim z Małgosią do mety!

Ulotka ze zdjęciami z zeszłego roku - jestem na zdjęciu po lewej. Zwracam uwagę na litanię nazwisk kierowników, organizatorów, sponsorów itd. :)

piątek, 21 czerwca 2013

Plan na Lębork



Wczoraj: 33 stopnie, dzisiaj 35 - jak tak dalej pójdzie to żadne plany w niczym nie pomogą i zamiast testować moją wytrzymałość biegową to będę w niedzielę walczył o dotarcie do mety w jednym kawałku :)

No ale jak to powiedział generał Eisenhower: "plans are useless but planning is indispensable" czyli plany są bezużyteczne ale planowanie jest konieczne. No więc mój plan na niedzielę jest taki: przebiec po raz pierwszy cały maraton równym tempem, ewentualnie drugą połowę szybciej niż pierwszą. To będzie bardzo trudne bo trasa w Lęborku jest bardzo zdradliwa. Zaczyna się płasko, po 7km do 37km jest z górki albo po górkę. A najgorsze dwa podbiegi są na odcinkach 19-23 i 28-32km. Mam za sobą cztery maratony i. Tylko raz - rok temu w Lęborku nie przebiegłem całej trasy. Mam więc co nieco do udowodnienia!

Martwi mnie tylko pogoda - rok temu było gorąco, nawet upadnie, ale w porównaniu z tym co się działo wczoraj i dzisiaj to było przyjemnie. Liczę że przyjdą te burze o których mówią że są możliwe bo inaczej nie widzę tego maratonu.

A wracając do (bezużytecznych) planów: mam zamiar wystartować na 3:30 o ile pogoda na to pozwoli. Cel numer 1: złamać 3:30, cel numer 2: druga połowa szybciej niż pierwsza, cel numer 3: wytrzymać równym tempem cały dystans. To bardzo wysoko zawieszona poprzeczka ale zawsze lubiłem mierzyć siły na zamiary :) a plan minimum to poprawić wynik z zeszłego roku - wtedy też zaczynałem tempem na 3:30, wytrzymałem tylko 27km - do tego pierwszego zabójczego podbiegu. Czas na połówce idealny 1:45 ale na końcu... 3:49:32.

Jutro odbieram pakiet, mało chodzę (chyba znowu nad morze pojedziemy - przy tej temperaturze nawet Bałtyk się trochę ogrzał!) i... czekam na start! :)

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Kolejne dwa zwariowane tygodnie


Za tydzień maraton w Lęborku. Będę tam już po raz drugi i mam duże nadzieje związane z tym biegiem. Co prawda w ogóle się do niego (specjalnie) nie przygotowuję, bo jestem po 9 tygodniach z 24-ro tygodniowego planu maratońskiego Danielsa, ale mimo to mam nadzieję, że uda mi się sporo poprawić mój wynik z Wiednia. Ciekawy jestem jak zadziała na mnie to że znacznie podniosłem sobie kilometraż. Do Wiednia biegałem cztery razy w tygodniu, do tego dochodził dwa razy w tygodniu rowerek stacjonarny i jak się udało to raz basen. Teraz przez te 9 tygodni biegałem więcej - w kilometrach wzrosło to z około 50km tygodniowo do około 70km (nawet w porywach było 80km) a w treningach z 4 do 6 wyjść tygodniowo. Brakuje mi jeszcze treningów specjalistycznych - te dopiero się zaczęły, przeważająca większość tego biegania od poprzedniego maratonu to były spokojne biegi. W dodatku nie za długie - zwykle około 10km, ale starałem się choć raz w tygodniu pobiec te 20km. Porównując do planu FIRST to nie za wiele, tam długie wybiegania miały od 21 do 32 kilometrów. Ciekawy jestem jak to zadziała na mnie - czy można lepiej pobiec maraton biegając krótsze biegi za to częściej (i sumarycznie więcej kilometrów)???

Zobaczymy za tydzień. Na razie więc zapraszam do Lęborka, zupełnie jak rok temu. Żeby jednak dać sobie szanse na dobry wynik nie podejdę zupełnie z marszu do tego biegu. Planuję odpoczynek przed tym biegiem, chociaż będzie to trudne bo jednocześnie nie chcę zawalać planu treningowego. Jak na złość akurat tygodnie: przed i po maratonie miały mieć dość duży kilometraż: 90% maksymalnego czyli 0,9*80=72km. Żeby wilk był syty i owca cała wykombinowałem to tak że wliczając sam maraton do kilometrażu zostanie po ok. 50km na tydzień. Zrobię więc zaplanowane długie wybieganie jak najszybciej - spokojne 20km, drugi trening specjalistyczny (ok. 11km interwałów) we wtorek a pozostałe kilometry w krótkich odcinkach tak aby przed samym maratonem odpocząć kilka dni. Również po maratonie planuję najpierw odpocząć a potem powoli po zaledwie kilka kilometrów biegać i stopniowo wracać do planu treningowego.

Bardzo mnie cieszy ta impreza w rodzinnym mieście, mam nadzieję że wezmę odwet za poprzedni rok (3:49:32) i za Wiedeń (3:38:09). Moim celem numer jeden będzie przebiec równo i zmieścić się w 3:30. To o 10 minut wolniej niż moje tempo którym biegłem w Wiedniu, ale tam wymiękłem bardzo szybko (po 27km). Jak by patrzeć na tabelki np. Danielsa to z mojego wyniku w Biegu Ursynowa wynikało że powinienem przebiec maraton w 3:09 (!!!) ale ja wiem że te tabelki do mnie się nie stosują w maratonie (do półmaratonu włącznie sprawdzają się bardzo ładnie). W dodatku w Lęborku jest dużo podbiegów. a i pogoda też może być niesprzyjająca - rok temu było bardzo gorąco. Trasa jest trudna bo im dalej tym więcej podbiegów, bardzo ważne będzie nie szaleć na początku żeby starczyło sił do końca. Marzy mi się finisz w czasie 3:29:59 z obiema córkami na rękach... a jak będzie - zobaczymy! :)

wtorek, 19 czerwca 2012

Maraton Lębork 2012 - relacja

Mój drugi maraton w życiu pobiegłem w rodzinnym Lęborku. Wiem że porównywanie go z Paryżem to jak porównywanie Dawida z Goliatem ale skoro to moje dwa jedyne doświadczenia maratońskie to siłą rzeczy porównania będą. Na początek garść danych:


Paryż
Lębork
Data
21012.04.15
2012.06.17
Uczestników
32.980
219
Temperatura
7-8 st. C
25-28 st. C (?)

Temperatury nie jestem pewien - to moje subiektywne odczucie chociaż rano około 7:00 jak wstałem to termometr już pokazywał 24 stopnie (ale był na słońcu).

Plany były wielkie - pobiec tempem na 3:30 i wytrzymać ile się da. Tak jak pisałem ostatnio liczyłem się z tym że wytrzymam około 30km a potem tracąc mniej niż minutę na kilometr dobiegnę w 3:40. Ostatecznym marginesem bezpieczeństwa było jeszcze 5 minut które zostawało do 3:45 co miało być moim planem minimum. A jak wyszło? A więc po kolei: w piątek wieczorem krótkie rozbieganie z kolegą z liceum a w sobotę wieczorem w kościele było już czuć maratonem. W niedzielę nie miałbym sił się tam wybrać i więcej maratończyków pomyślało tak samo. Były koszulki z Dębna, bluzy z New York City Marathon i moja czerwona z warszawskiego Ekidenu :) Rano po typowych przedmaratońskich ablucjach wyruszyłem na start. Tam spotkałem dwóch kolegów i panią nauczycielkę polskiego z liceum dumną z córki (która bardzo dobrze zresztą pobiegła!) - wiadomo że w nie za dużym mieście - ok. 36 tys. gdzie mieszkało się prawie 20 lat łatwo spotkać znajomych.
Warto wspomnieć że to chyba jedyny maraton w Polsce który nie ma elektronicznych czipów do pomiaru czasu. Po prostu na trasie w paru miejscach i na mecie siedzi pan z ołówkiem i kartką i notuje numery przebiegających zawodników :) Pakiet startowy nie był więc za bogaty ale jak dla mnie był w zupełności wystarczający: fajna zielona koszulka bawełniana z logo maratonu, numer startowy z agrafkami, kilka ulotek z informacjami o maratonie i reklamami innych biegów, mała butelka wody, torba "ekologiczna" czyli chyba bawełniana - nawet porządna i to tyle. Acha, jeszcze trzy kupony z napisami: WĘDLINA, GROCHÓWKA, PIWO. Czego chcieć więcej :) ?

Pogadałem z kolegami, minimalnie się rozgrzałem i poszedłem na start. Tuż przed udało się mojej rodzince dojść na start i bardzo fajnie było wyściskać córeczki przed wybiegnięciem na trasę! Rodzina stawiła się licznie na starcie i potem na mecie, aż za dużo żeby wszystkich wymienić.
 
No i teraz przechodzimy do sedna. Trasa okazała się masakryczna! Trasa składała się właściwie tylko z podbiegów i zbiegów! Na początku tego nie odczuwałem i nie słuchałem jak jeden starszy biegacz (ok. 60 lat) powiedział mi że to najtrudniejszy maraton. Potem inny (też starszy ode mnie) mówił też o tym że to trudny bieg - a ja nic tylko biegłem swoje po 4:58/km a nawet minimalnie szybciej. Żeby zobrazować różnice między profilem trasy w Paryżu i Lęborku naniosłem wykres z endomondo Lęborka na wykres Paryża (rozciągając Lębork żeby zachować tą samą skalę na obu osiach). Wyszło coś takiego:

Endomondo "rwie" wykres bo dane ma z garmina więc powinien on być bardziej łagodny ale generalnie widać że odcinków płaskich jest jak na lekarstwo - na początku i na końcu gdy biegnie się jeszcze w mieście a potem to już tylko interwał podbieg-zbieg i tak bez końca.
W sumie sam się sobie dziwię że wytrzymałem aż 27 kilometrów tym tempem. W trakcie biegu byłem bardzo niezadowolony że tak szybko odpadłem bo chciałem jeszcze z 5 kilometrów wytrzymać ale tempo i temperatura były za wysokie. Bardzo szybko bo już na 25km zaczęły mnie łapać skurcze - najpierw z tyłu nóg ale potem, około 35km zdarzyło się coś nowego - skurcze w udach z przodu. Może i wyglądało to komicznie bo obie nogi usztywniły mi się jak u Pinokia ale nie było mi do śmiechu. Pomyślałem sobie "jak ja wbiegnę na metę na prostych patykach?" :) Jeśli już o skurczach to pierwszy raz mi się zdarzyło też coś takiego jak skurcz w ręce! Dokładnie w prawym przedramieniu a nic nie niosłem, tylko kilka kilometrów izotonik.

Tempa kilometrowe:

Co do picia i jedzenia: w Lęborku można dawać swoje odżywki i napoje do wręczenia na trasie. Zadziałało bardzo dobrze, dałem po butelce Powerade z dwoma żelami isogel+ (firmy High5) na 20km i na 30km. Żele te są pitne więc nie trzeba ich popijać i mają troszkę kofeiny (mniej niż połowę tego co w puszce coli) - zadziałały bardzo dobrze, myślę że bez tego byłoby trochę gorzej. Punkty z wodą, izotonikiem i gąbkami do schładzania były co 5km, obsługiwane przez wspaniałych ochotników - naprawdę dobrze się spisali. W małych wioskach ludzie stali przy trasie i klaskali, dzieci przybijały piątki a czasami wystawiali wiadro z wodą żeby się ochłodzić gąbką.
Ja niestety na końcówce dużo szedłem. W Paryżu tego nie robiłem i w Lęborku też nie chciałem ale przy tak stromych podbiegach idąc męczyłem się nieporównywalnie mniej a tempo było jak najbardziej porównywalne. W ten sposób straciłem ładnych parę minut. Dodatkowe parę minut "straciłem" z powodu profilu trasy - w sumie więc myślę że plan na Warszawę musi być 3:40 albo nawet 3:30.
Na metę chciałem wbiec z moją starszą córeczką, niestety źle się poczuła i musiała wrócić do babci a młodsza spała w najlepsze w wózku więc ten plan musi poczekać do 30 września :) Wykrzesałem z siebie ile mogłem i spiąłem się aby zmieścić się w 3:50 - na szczęście mimo marszu (wielokrotnego) na ostatnich 2 kilometrach chyba już całość biegłem, jakoś dało radę i wpadłem zgodnie ze zmodyfikowanymi założeniami: 3:49:32!


Czułem się tak jak wyglądałem :)

Wynik: 3:49:32 czyli miejsce 105 na 219. Potem były gratulacje, wspólny obiad z kibicującą rodziną i duże zmęczenie. Ale już wiem że jak tylko będę mógł to przyjadę do Lęborka za rok - muszę tą trasę przebiec co najmniej poniżej 3:30!

Na koniec podziękowania dla biegowego rywala z którym mijaliśmy się wielokrotnie: Artur Brzoskowski z okolic Lęborka który ostatecznie mnie wyprzedził i dobiegł w 3:48:15. Fajnie się razem biegło, spróbuję za rok też mieć lotnego wspomagacza na rowerze, bardzo fajny pomysł :)

Trochę zdjęć na koniec:
 
Przed startem

start!

Pierwsza połowa trasy - jest jeszcze dobrze

Tuż za metą

Tuż po biegu - ramiona w zupełnie innym kolorze niż na starcie - można porównać z wcześniejszymi zdjęciami. Te ramiona bolały mnie dłużej i mocniej niż nogi - dziwne jak na maraton :)

 
 Na koniec coś dla poznaniaków - słynna pani Maria z waszego miasta (oczywiście najlepsza w swojej kategorii wiekowej!)
Zdjęcia pochodzą ze źródeł własnych oraz z serwisu fotki.lebork.pl.

wtorek, 12 czerwca 2012

To ostatnia niedziela

Chciałoby się zaśpiewać "To ostatnia niedzieeeela..." bo właśnie ta ostatnia przed maratonem w Lęborku minęła. Tydzień zleciał miło - sportowo zaczął się w środę - 500m na basenie, miały bć wieczorem też interwały ale byłem zbyt zmęczony. A że następnego dnia było Boże Ciało czyli dzień wolny to na interwały (5x1000m przewy po 400m) wybiegłem rano. Miały być po 4:02/km a wyszły między 4:03 a 4:04 - troszkę za wolno ale jeszcze w granicach normy. Potem w sobotę bieg ciągły - już krótszy niż zwykle bo zaraz maraton, było 10km w tym 3km spokojnie, 5km po 4:30/km i 2km spokojnie. Wyszło jak miało być. Ostatni trening ze względu na mocny deszcz w niedzielę wieczorem przesunąłem na poniedziałek - wyszło też ładnie, tak jak miało być: 16km po 4:58/km a właściwie to nawet troszkę szybciej (4:51/km).

No i teraz ostatnia faza: jutro ostatnie interwały, w sobotę spokojne 5km a w niedzielę... mój drugi maraton! Już wiem że doping będzie naprawdę liczny, naliczyłem już 12 osób a może być więcej. Przez ten niecały tydzień chcę jeszcze zbić wagę o 1,5kg która mi podskoczyła nie wiedzieć czemu. W sumie to chyba normalne wahania - w tej chwili jak to piszę to już jestem w połowie drogi. Mam zamiar teraz mniej pałaszować ale ostatnie dwa dni odwrotnie - czyli makaron, makaron, makaron.

Cały czas biję się z myślami jak pobiec. W Paryżu plan był prosty: pobiec po 5:20/km, z powodu choroby nie wyszło ale teraz sam nie wiem. Trenowałem na tempo 4:58/km czyli na wynik 3:30 natomiast czuję że mogę wytrzymać tylko około 30km w tym tempie. Plan więc mniej więcej mam taki: zaczynam po 4:58/km i próbuję wytrzymać ile się uda. Tym razem jestem zdrowy więc będę się starał nie odpuszczać jak w Paryżu. Minimum które uznam za sukces to 3:40 a "na zaliczenie" to 3:45. Od tego wyniku uzależniam plan treningowy na Maraton Warszawski. Oczywiście wynik będzie mocno zależał od warunków na trasie. Maraton Lęborski to głównie bieg między polami. Po "mojej" stronie Lęborka (tam gdzie się wychowałem - na południowy-wschód) jest właściwie tylko las - piękne miejsca na zbieranie grzybów, spacery itp (są też dwa jeziora). Natomiast maraton jest na terenach na północ od Lęborka czyli w kierunku morza. Tam są pola uprawne i łąki a lasów jest bardzo mało. Dlatego jak słonko przypraży tak jak dzisiaj to wynik może być bardzo słaby.

Moja lista rzeczy do zrobienia przed maratonem jest już więc bardzo krótka:
- dwa krótkie treningi
- wziąć magnez przeciwko skurczom (nigdy nie brałem żadnych suplementów ale teraz spróbuję)
- zakupić ze dwa, trzy żele energetyczne w płynie, najlepiej z kofeiną - kawy w ogóle nie pijam, żeli też nie biorę poza jednym na maratonie paryskim, zakładam że mi to pomoże w niedzielę na trasie bo nie mogę liczyć na tak bogaty bufet jak w Paryżu
- do piątku ograniczyć przegryzki "sportowe" czyli to co zwykle się spożywa w trakcie ogląania meczów Euro 2012 :)
- od piątku wcinanie makaronu i innych glikogeno-twórczych dań
- wysypiać się porządnie do niedzieli włącznie

No i.. to wszystko! W niedzielę pojawię się na tej trasie:
 


wtorek, 5 czerwca 2012

Zapraszam do Lęborka

Zbliża się moment gdy będę mógł odegrać się za chorobowy maraton w Paryżu i spróbować jeszcze raz moich sił w królewskim dystansie. Z tej okazji zapraszam do kibicowania (nie tylko mi!) na trasie XXI Maratonu Ekologicznego w Lęborku.
Zostały mi tylko niecałe dwa tygodnie w trakcie których nie będzie długich treningów - rozpoczynam okres ograniczania kilometrażu. W tym tygodniu długie wybieganie będzie już tylko z nazwy długie, bo tylko 16km w tempie maratońskim, a w przyszłym tygodniu... długim wybieganiem będzie maraton :) 
Zanim przejdę do fotek zachęcających do zajrzenia do Lęborka krótko o ostatnich dwóch tygodniach treningów:
22.05 wtorek - 500m na basenie a wieczorem interwały 10x400m po 3:55/km które pobiegłem na stadionie  w mojej wioseczce. Z ciekawszych rzeczy - spotkałem tam Krasusa :)
24.05 czwartek - piłka nożna 1:15. Pierwszy mecz w sezonie, zwykle po nim ledwo żyłem przez dwa dni i tak samo mieli widziałem moi koledzy z pracy. Ale nie ja, bieganie swoje robi! Jak kończyliśmy nie czułem się za bardzo zmęczony o koledzy twierdzili że biegałem po boisku jak szalony
25.05 piątek 13km w tempie maratońskim 4:58/km - wyszło po 4:54/km
27.05 niedziela - Ekiden 10km w 44:31 - nowa życiówka
29.05 wtorek - zaległe z zeszłego tygodnia długie wybieganie 32km po 5:07/km, wyszło idealnie zgodnie z planem. Cieszy mnie to bo uważam ten bieg za najważniejszy w tych dwóch tygodniach. Tylko 10km więcej (no i całość 9 sekund na kilometr dłużej) i będzie super w Lęborku. Chociaż nie wiem czy dam radę aż tak szybko pobiec.
31.05 czwartek- 8x800m po 4:00/km - znowu na stadionie bo przyjemniej na tartanie no i nie trzeba się na samochody oglądać - tak jest wygodniej interwały biegać. Ciężko było - po pięciu interwałach przerwy wyjątkowo zacząłem robić w marszu a nie w truchcie no ale dzięki temu trening zaliczyłem (plan mówi że można przejść do marszu ale ja robię je w truchcie).
1.06 piątek - basen 500m
2.06 sobota - wieczorem było ślub i wesele kolegi z pracy ale udało się rano wyjść na trening: 8km w tempie średnim (MT) czyli 4:39/km, wyszło po 4:36/km
4.06 poniedziałek - zaległe z zeszłego tygodnia długie wybieganie (przesunęło się wszystko ze względu na wciśnięty ekstra Ekiden). Plan był 21km w tempie maratońskim 4:58/km. Zrobiłem najpierw 11km w tym tempie, potem 5km po 4:50/km a potem 5km po 4:40/km. Wyszło nawet trochę lepiej:


A na koniec obiecane zdjęcia z mojego rodzinnego miasta:

W tle kościół św. Jakuba, po lewej plac Pokoju w środku kadru park


Rzeka Łeba która przepływa przez Lębork

Ulica Staromiejska nocą

Z średniowiecznych obwarowań pozostały stare baszty i fragmenty murów miejskich, ostatnio odrestaurowane i zabezpieczone.

A na koniec nie mogłem nie wrzucić mojej kochanej budy czyli I Liceum Ogólnokształcące im. Stefana Żeromskiego w Lęborku. To tutaj w latach 1991-1995 męczyłem siebie i nauczycieli (których pozdrawiam!).

Zdjęcia niepodpisane autorem pochodzą z serwisu www.lebork.pl 


czwartek, 10 maja 2012

Plan treningowy na Lębork

Nowy maraton, nowy plan. Tym razem jest dziwnie bo między Paryżem a Lęborkiem jest tylko 9 tygodni z czego z powodu choroby i wchodzenia w treningi po maratonie wypadły mi dwa tygodnie. Dlatego mam tylko 7 żeby się przygotować. Niestety nie mam za bardzo doświadczenia w przygotowywaniu planów treningowych samemu, wiem że powinno się jakieś BPS (Bezpośrednie Przygotowanie Startowe) zrobić ale nie wiem z czym to się je. Dlatego zdecydowałem się po prostu na ten sam plan FIRST - ostatnie 7 tygodni z niego. Podkręciłem tylko tempo - poprzednio trenowałem na 3:45 a teraz na 3:30. Nie wiem czy to się uda - po pierwszym tygodniu napiszę jak wyszło i czy wrócę do temp na 3:45 czy zostanę przy 3:30 (które wynika z mojego czasu w Półmaratonie Warszawskim).
Plan więc wygląda tak:
A tempa tak:

SkrótOpisSkrót ang.Opis ang.Tempo
TMtempo maratońskieMPmarathon pace4:58/km
SPspokojnie-easy5:29/km
DTdługie tempoLTlong tempo4:48/km
ŚTśrednie tempoMTmedium tempo4:39/km
KTkrótkie tempoSTshort tempo4:30/km

DystansTempoCzas
3200m4:2113:55
2000m4:138:26
1600m4:106:41
1200m4:054:55
1000m4:024:02
800m4:003:12
600m3:582:23
400m3:551:34
200m3:450:45

ADs