wtorek, 20 marca 2018

Półmaraton Gocki

Na starcie - to łączna grupa maratonu i półmaratonu. 
Przy prawym filarze w ten zziębnięty w zielonej bluzie to ja :) (fot. Sandry Brdy)

Za trzy tygodnie maraton - wypadałoby się przetestować jak tam z formą. No ale nie za bardzo jest jak - fajna impreza do tego (Półmaraton Warszawski) dopiero za tydzień... w dodatku teraz wypada impreza rodzinna i trzeba pojechać całą rodziną. Ale dla chcącego nic trudnego - udało się w internetach znaleźć że 24km od imprezy rodzinnej organizują w Borach Tucholskich już piąty raz maraton, połówkę i dyszkę! Nazywa się ta impreza Maraton Gocki, w miejscowości Wojtal.
Super, udało się zapisać i byłem w sobotę rano zwarty i gotowy.
Problem niestety że pogoda wcale taka nie była. Nad ranem nawet do -10, wieje jak nie wiem co. Dobrze że chmur nie było i słonecznie bardzo - w sumie gdyby nie ten wiatr to nawet warunki by były naprawdę fajowe! No ale wiatr był, więc przed biegiem ludzie raczej po samochodach się pochowali :)
Pakiet odebrany (czytaj: sam numer startowy w stylu fartuszka) no i szybko rozgrzewka jeszcze i na start! Przy tym wietrze temperatura odczuwalna niższa niż to co termometr pokazywał (około -6 na starcie, -4 na mecie). Limit biegaczy to 100 osób na wszystkie trzy imprezy, w półmaratonie było nas podobno około 45. Szybkie przemówienie burmistrza, potem organizatora (Sandry Brdy - super nazwa, nie?) i ruszamy.

Plan był biec po 4 minuty na km. Ruszyłem w grupce 6 osób, 4 wyrwały się do przodu, 5-tej się trzymałem. Ale kurka za szybko biegną! 3:50/km! No i głupio zrobiłem - trzymałem się tej prędkości. Trochę potem zwolniliśmy, po 2km dałem zmianę temu 5-temu zawodnikowi (wiało!!) i próbowałem biec po 4:00/km. Oddaliłem się od tego mojego towarzysza niedoli tym tempem i beigłem sam przeciwko temu wiatrowi, już na 5-tym miejscu. Sił starczyło niestety tylko na 7km. Tempo siadło do jakichś 4:10/km... no ale wiało tak że jak z boku walnęło to autentycznie z asfaltu na pobocze mnie ściągało.

Na nawrotce miałem całkiem przewagę nad tym 6-tym zawodnikiem, niestety słabłem. W dodatku założyłem buty startowe (adizero boston) a mają raczej wąskie cholewki i z racji mojego krzywego palca (uraz z dzieciństwa) muszę zaklejać tam jedno miejsce plastrem. Nie zakleiłem - zaczął mi rozorywać tego palca obok... No i tak biegłem dziwnie stawiając stopę, walcząc z wiatrem i podbiegami które co chwilę były gdy zbiegaliśmy na mostki nad Wdą albo jej dopływami. Nie za duże, ale mi to się bardzo dało we znaki bo strome.

Powoli ale ten 6-ty zawodnik zaczął mnie doganiać. Po powrocie z dużej agrafki zostało już tylko 2km i tam się wyrównaliśmy. Po małej agrafce został kilometr. Próbowałem na zbiegu (do mostku, a jakże) zaatakować - niby szło dobrze, troszkę się oddaliłem, ale na podbiegu mi tak bezlitośnie uciekł że tylko mogłem na mecie pogratulować :)
Zakończyłem bieg na 6-tym miejscu z czasem 1:27:19. Nie było jednak pełnego dystansu bo wg garmina było 20,85km. Daje to średnie tempo 4:11/km.


Jak by to podsumować? No jest niezbyt, nie wiem na co mnie stać w Hanowerze za trzy tygodnie. Postaram się dać z siebie wszystko, ale muszę jeszcze pomyśleć czy biec na 2:59:59?


czwartek, 8 marca 2018

Nie sądź biegacza po wyglądzie


Wybraliśmy się na week-end do Paryża na półmaraton (czyli "Semi de Paris" jak to mówią w skrócie Francuziki). Właściwie to ja robiłem za niańkę a biegła moja Połowica, ale oczywiście nie zmarnowałem okazji żeby też wyjść pobiegać. Więc wychodzę sobie w sobotę wieczorem z hotelu pobiegać i w windzie widzę innego biegacza. Ja miałem w planach 18km tempem maratońskim - czyli jak dla mnie straszna kobyła: trudny trening, ubrałem się więc na krótko, nastawiłem bojowo i kierowałem się na lasek Viscennes przy którym się zatrzymaliśmy. 

Biegacz w windzie za to ubrany grubiej, klikał coś w telefonie - wyglądało że pewnie endomondo zaraz uruchomi i potruchta powolutku rozbieganie przez półmaratonem który miał być następnego dnia. Zamieniliśmy parę słów, ale było to trudne bo prawie po angielsku nie mówił, no w sumie to dość często w kraju serów. Wybiegliśmy razem do parku coś tam rozmawiając. Spróbowałem się wytłumaczyć że ja teraz muszę szybko pobiec (bo jednak 4:16/km to wg moich standardów szybko, a wyglądało że on będzie po 6:00/km biegał). Usprawiedliwiłem się i pobiegłem. Sam bieg wyszedł całkiem dobrze: odliczając rozgrzewkę i schłodzenie wyszło poniżej 4:18/km średnio - no a w lasku biegać musiałem czasami po błotku, czasami pod wiatr a też i równo wcale nie było.

Zadowolony po 80 minutach wracam do hotelu, za jakiś czas idąc po gorącą wodę na noc na mleko dla najmłodszej widzę że mój biegowy kompan dopiero wrócił - dziwne, ale może wstąpił do sklepu w drodze powrotnej? Jeszcze nie dało mi to do myślenia :)

Następnego dnia odprowadziliśmy całą rodzinką naszego biegowego delegata na start (pogoda pod psem - lało, zmokliśmy strasznie, więc po starcie poszliśmy szybko do hotelu).


Dotarliśmy po chwili bo trzeba było do samochodu dojść, a tu z hotelu wychodzi już mój biegowy kompan wykąpany, spakowany i najwyraźniej wraca już z hotelu do domu! Pytam go czy już skończył? A on łamaną angielszczyzną mi tłumaczy że tak, miał godzinę i sześć minut i miał dziewiąty czas. Marszczę brwi i patrzę na niego czy coś mu się nie pomyliło - może dwie godziny i sześć minut? Może chodzi o jego osobisty dziewiąty najlepszy czas w historii jego startów? Ale upewniam się - mówi że miał 1:06, no to zrobiłem oczy jak talerze i pogratulowałem mu.

Potem sprawdzamy z Żonką wyniki i zdjęcia - no i okazuje się że to naprawdę gość co nabiegał 1:06:47 - widać go na zdjęciach. Wyprzedził pierwszą kobietę - po nazwisku sądzę że z Kenii, był lepszy od Geoffrey'a Rono z Kenii (chyba literówka i powinno być Ronoh - ten zając Kipsanga).


Słowem - powiedziałem gościowi co biega połówkę w 1:06 że wiesz, ja to muszę iść szybko pobiegać bo myślałem że on będzie powolutku truchtał :)

Trochę śmieszne, w naszym hobby często nie widać po człowieku że on biega strasznie szybko. Jak to pisał Daniels w swojej książce zresztą i to prawda - te uwarunkowania do biegania na bardzo wysokim poziomie nie za bardzo się uzewnętrzniają - bo chodzi o proporcje włókien mięśniowych, miejsce przyczepu mięśni do kości, ilość czy wielkość mitochondriów w komórkach - tego nie widać. Oczywiście do pewnego poziomu widać (jak ktoś waży 20kg więcej niż by wynikało z jego wzrostu i zalecanego BMI to biegaczem super nie jest na pewno), ale jak ktoś jest szczupły i na oko wygląda zdrowo to może biegać półmaraton w 1:06 a może w 2:30 :)

środa, 14 lutego 2018

Plany na 2018




Plany, plany, plany - dobrze je robić, żeby potem można było się do czegoś odnieść no i żeby się zmobilizować do jakichś większych wysiłków. A że już trochę czasu minęło od kiedy się ten rok zaczął, to lepiej napisać krótko (ale napisać) niż odkładać aż w końcu będzie się miało więcej czasu.
Więc do rzeczy! Co bym chciał w tym roku osiągnąć? To w kolejności, tak z głowy czyli z niczego :)
1. Złamać tą trójkę w maratonie!
2. Poprawić życiówkę na dychę!
3. Biegać regularnie bo to fajne
4. Biegać zdrowo i nic sobie nie uszkodzić
5. Pozwiedzać trochę biegowo
6. Pobiegać choć trochę po górach

Chyba tyle wystarczy. Robię w sumie już kilka rzeczy, które mnie w kierunku tych celów prowadzą. Na przykład jestem już zapisany na dwa maratony (punkt 5):
  • wiosna: Hannower
  • jesień: Chicago
Pobiegłem już nawet w moim pierwszym w życiu biegu górskim (punkt 6):
  • Icebug Gorce Winter Trail
Opis zapewne za kilka dni się pojawi na blogu (fajnie było!).
Co do punktów 1 i 2 - nawiązałem współpracę z trenerem - zobaczymy jak się biega bez samodzielnego układania planu, o tym też niedługo napiszę.
Zostają punkty 3 i 4 - tutaj motywacja i to czego mi ostatnio brakuje czyli wysypianie się i ćwiczenia wzmacniające powinny być na tapecie :)

To chyba tyle, zobaczymy na koniec roku co z tego wyszło!



sobota, 3 lutego 2018

Półmaraton towarzyski Turek - Poroże



Drugi raz zawitałem u mojego biegowego kompana na organizowanym przez niego półmaratonie towarzyskim (bieg dwa lata temu opisałem tutaj). Super impreza - nie brałem udziału nigdzie poza tym miejscem w takim rodzaju imprezy. Całkowicie własnymi siłami zorganizowana, biorą udział biegowi znajomi (z Klubu Biegacza Turek i zaprzyjaźnionych). Forma się nie zmieniła: start z rynku w Turku, honorowa runda dookoła rynku i wybiegamy przez okoliczne pola i lasy do Poroża. Dlaczego akurat taki start i meta? Bo Wielki Organizator mieszka przy Turku a w Porożu ma hacjendę gdzie po biegu odbywa się feta :) a dokładnie: ognisko z pieczeniem kiełbasek, jest chleb ze smalcem i ogórkami itp, a biegacze przynoszą ciasta. Do picia naotmiast jest woda i nie tylko ;)

Biegło się super. Obawiałem się że grupa się porwie, są tam biegacze co biegają maratony poniżej trzech godzin (z zapasem i wcale nie tak mało ich jest) a oprócz tego osoby które w dwóch godzinach w półmaratonie nie zmieszczą się. Udało się jednak tak zorganizować ten bieg, że nie było takiego problemu. Biegliśmy razem tempem bardzo spokojnym (trochę powyżej 6 min/km) a dwa razy po drodze (ok. 7km i 14 km) były postoje. Na postojach z samochodu "technicznego" można było się napić, zjeść kawałek banana i chwilkę odpocząć. W ten sposób grupa się nam  nie porwała.

Ja miałem w planie biegowym dłuższy bieg, więc na postojach biegałem a pod koniec zrobiłem 3km szybko (około 4:10/km) i dogoniłem potem resztę. Zmęczyłem się więc porządnie i nadrobiłem trochę kilometrów - razem 25,5.


Wielkie podziękowania dla Zbyszka za organizację (to naprawdę dużo roboty i nawet mimo wpisowego to jednak praca charytatywna i nawet się do tego dokłada). No ale satysfakcja ogromna i miło było patrzeć jaką mu to przyjemność sprawiło że impreza się naprawdę udała. A było niebezpiecznie - rano lało, wiało i było bardzo nieprzyjemnie. Baliśmy się że się ludzie wykruszą, ale na szczęście przyszli - na starcie było niezbyt z pogodą, jednak zaraz potem się poprawiło i sam bieg był już w fajnych warunkach. Szkoda że nie po śniegu tylko, jak dwa lata temu.
Biegło się wesoło, pogadałem z dużą ilością biegaczy, trochę się zmęczyłem podbiegając szybsze odcinki, no a potem... impreza! Zjedliśmy, zapakowaliśmy się z moją średnią córą do samochodu i wróciliśmy do domu.

Wielkie podziękowania dla Zbyszka i Eli - którzy zorganizowali już kolejny raz ten bieg. Co roku frekwencja rośnie, tym razem zapisało się 100 osób! Nie wiem co będzie za rok - trzeba będzie zrobić dwa ogniska na mecie ;)

Na koniec parę zdjęć.


Medal



Przez pola i lasy (i kretowiska ;) )

Na mecie

Organizatorzy :)


piątek, 26 stycznia 2018

Podsumowanie roku 2017

No koniec stycznia to chyba najwyższy czas na jakieś podsumowanie, nie? No to jedziemy, szybko i treściwie, bo lepiej tak niż znowu odkładać!

Żeby podsumować to najpierw trzeba wiedzieć jakie były plany. No a tych... nie opisałem rok temu. Na szczęście jest obejście problemu, one się przecież nie zmieniły od poprzedniego roku, a były opisywane w podsumowaniu roku 2016:


1. zdrowo biegać
2. złamać 3h w maratonie
3. poprawić wyniki na 5km, 10km, półmaratonie adekwatnie do wyniku maratonu
4. obniżyć wagę


No to jak z tym poszło:
1. to się najlepiej udało. Jakieś bardzo małe delegliwości się zdarzały, ale biegałem praktycznie bez przerw. W tym roku już zrobiłem sobie nawet USG serca (i EKG wysiłkowe znowu)!
2. Tu niestety klapa, dwa podejścia i dwa spalone. Właściwie to dwa i pół bo jeszcze Toruń...
3. 5km - sukces w Biegu Konstytucji 18:55, 10km - słabo, dwa podejścia i dwa razy lekko poniżej 40 minut, półmaraton - tutaj wielki sukces: 1:24:59 w praskim!
4. Tutaj plateau, czyli ciągle 79kg... no ale nie jest też źle


A jak to wyglądało dokładnie? No to najpierw ile biegałem:



No nie jest źle - utrzymałem poziom z przed roku i trzech lat, tylko dwa lata temu naprawdę biegałem więcej (i wtedy to rekordowe maratońskie 3:03:03 mi się zdarzyło!).

A jak wyniki?

Dystans201520162017
5kmBieg Konstytucji 
19:19
Bieg po dynię
19:23
18:55
10kmEnergetyczna Dycha Kozienice 39:20 Biegnij Warszawo Nocą 39:36
39:45
PółmaratonPółmaraton Wiedeń 1:28:54Helsinki Half Marathon 1:27:03 BMW Półmaraton Praski 1:24:59
MaratonPoznań Marathon 3:08:28Maraton Warszawski 3:03:03Maraton Warszawski 3:09:34

Czerwone są aktualne życiówki - no nie wygląda to źle, chociaż najbardziej mnie martwi to że z maratonem tak nie wyszło.

Tak ogólnie to zadowolony jestem że biegam i sprawia mi to przyjemność. Mimo coraz większej ilości obowiązków (trochę szybko rodzina rośnie :) ) daję radę i chce mi się dbać też o to hobby.

To przy okazji może jeszcze plany na ten rok? Bądźmy konsekwentni - zostawiam te co były, ale dodam od siebie piąty punkt:

5. pobiegać więcej w terenie (np. góry) i sprawdzić jak to się podoba. Wystartować co najmniej w jednych zawodach w górach.

Na koniec lista zawodów w 2017 roku i trochę zdjęć :)

Kolor czerwony - rekord życiowy
Kolor pomarańczowy - rekord sezonu
Wytłuszczenie - maraton

2017
2017.11.11 Bieg Niepodległości 10km 39:45
2017.10.29 Maraton Toruń DNF
2017.10.14 Bieg po dynię 5km 18:56
2017.09.24 Maraton Warszawski 3:09:34
2017.09.10 Półmaraton Tarczyn - 1:32:13
2017.09.03 Warsaw Business Run 4,1km - 15:22
2017.09.02 BMW Półmaraton Praski - 1:24:59
2017.06.20 Warsaw Track Cup 800m - 2:33
2017.05.31 Warsaw Track Cup 3000m -  10:53
2017.05.27 Piaseczyńska Piątka 5km - 20:36
2017.05.03 Bieg Konstytucji 5km - 18:55
2017.04.23 Orlen 10km - 39:49
2017.04.09 Maraton Lipsk - 3:24:48
2017.03.19 Półmaraton Mediolan - 1:26:35











niedziela, 10 grudnia 2017

No i pobiegałem...


Kurczę nie ma czasu podsumować tego biegania na koniec sezonu a dni mijają. Lepiej napisać coś nic udawać że się nie biegało, "co nie"?
A więc krótko i na temat, będzie sporo nowego!

Bieg po dynię 14.10.2017

Jak co roku - o ile tylko dam radę - zawitałem w mojej gminie na ten super bieg jesienny. Dystans już od jakiegoś czasu zmieniony na 5km (z 1/10 maratonu czyli 4.210m). Główne cele na ten bieg to były: aktywizacja sportowa córek bo najstarsza ma problemy z w-f'em a co do mojego startu - chciałem się poprawić. Co prawda życiówka całkiem świeża, z przed kilku miesięcy, ale warto spróbować. Pierwsza część planu się udała - córy dobiegły, dostały medale i koszulki. A potem była moja kolej. Wystartowałem z zamiarem biegnięcia na tempo życiówki aby potem w końcówce przyspieszyć. Jak patrzę teraz na spokojnie na zapis biegu to wyszło dokładnie odwrotnie :) Jak to moja żonka mówi "zastosowałem odwrócony negative split" :D


Najpierw 3:31 (pewnie zakłamane, nie była aż tak szybko - na początku było kółko po stadionie  i pewnie trochę zawyżył dystans). A potem właściwie równo 3:46-3:47 do mety. Trochę dużo więcej dystansu mi naliczył zegarek - aż 100m na 5km to daje 2% (niby zegarki mają dokładność do 3% ale zwykle zawyżają w granicach 1%).
Biegło się fajnie, oczywiście nie za łatwo - wiało jak w Kieleckiem czasami (jak było w plecy to fajnie, no ale to była pętla więc i pod wiatr też się biegło). Jeszcze finisz


Mina jak zwykle - jak Zatopek na finiszu :) i wynik - zmierzony osobiście 18:55, oficjalnie 18:56. Czyli właściwie wyrównana życiówka (18:55) z Biegu Konstytucji w tym roku.
Słowem - forma jest, będzie dobrze!

Maraton Toruń 29.10.2017

Do Torunia jechałem z zamiarem pobicia wreszcie mojej życiówki z przed roku (3:03:03). W Warszawie nie wyszło, pomyślałem sobie że można jeszcze w tym samym roku spróbować. Wybrałem ostatni z maratonów w Polsce - miałem 5 tygodni. Zrobiłem dwa długie biegi, forma wyglądało na to że była.
Pojechaliśmy całą rodziną do miasta pierników. Dziewczynki zwiedziły planetarium, samo miasto tak w ogóle jest bardzo ładne - polecam do obejrzenia. Niestety pogodę mieliśmy słabą do zwiedzania - wiatr bardzo mocny (to był ten orkan Grzegorz czy jakoś tak), padało też momentami mocno. W takich warunkach zastanawiałem się czy w ogóle startować bo Rozum mówił że to nie ma najmniejszego sensu. Serce jednak jak zwykle podkusiło "a najwyżej zejdziesz w połowie" bo biegnie się tam dwie pętle i półmaratończycy w połowie trasy kończą - gdy przebiega się obok startu. Z takim nastawieniem wybiegłem. Samo zebranie się w sobie żeby w ogóle na dwór wyjść było już sukcesem - wiało i padało, zimno było - żal było psa na dwór wygonić. No ale poszedłem. Co dziwne - przestało padać na czas startu, zaczęliśmy maraton z toruńskiego toru żużlowego.
Biegło się dobrze, chociaż wiatr, temperatura i woda nie pomagały. W dodatku trasa to też jakaś pomyłka - to jest maraton w dużej mierze chodnikowy (!). Mimo to szło mi dobrze - tętno około 165 - tak powinno być! Po pierwszym kółku czułem się dobrze i nie zszedłem z trasy - pobiegłem na drugie kółko. Niestety tak fajnie było tylko do 25km. Gdy zaczął się 26-ty przypomniał sobie o nas Grzesiu (ten orkan w sensie) w dodatku wziął ze sobą kolegę od deszczu. Walczyłem przez dwa kilometry, ale mimo że dystans w nogach nie za długi a starałem się jak mogłem to tempo spadło mocno - z tych 4:15-4:20/km do 4:35-4:40/km. Próbowałem przyspieszać, pod taki wiatr nie dawałem rady. Zdecydowałem że nie będę biegł jeszcze 15km w takich warunkach - to by było głupie i wbrew własnemu organizmowi. Zawróciłem do startu, zdjąłem numer i po przebiegnięciu 32,7km wróciłem do rodziny.
Czy mi żal tego że pierwszy raz zszedłem z trasy maratonu? Sam nie wiem, drugi raz zrobiłbym to samo. Chociaż drugiego razu już nie będzie - bo nie zdecyduję się na taki dodatkowy maraton jeśli warunki pogodowe będą takie.


Bieg Niepodległości 11.11.2017

Kolejna próba pobicia mojej strasznie zakurzonej życiówki na dychę miała być zwieńczeniem tego sezonu. No i znowu "niestety" - tym razem przyplątało się lekkie podziębienie. Niby bez temperatury, bez mocnych leków, ale jednak kaszel, katar i jakiś Zyrtec mi przepisali. To pewnie jakieś pokłosie biegania w wietrze i deszcze po Toruniu (dobrze że tylko 32km a nie 42km...). Tak osłabiony nie chciałem się rzucać na mroczki przed oczami - postanowiłem pobiec po 4:00/km co i tak już samo w sobie jest dla mnie dużym wyzwaniem.
Tym razem bez wsparcia całej rodziny (dwie starsze zostały w domy), ale połowa moich dziewczyn pojawiła się na biegu :) Też trochę wiało i padało, ale to było nic w porównaniu do poprzedniego biegu, poza tym dycha to nie maraton. No i jak co roku hymn i poszły konie po betonie.
Trasa tego biegu przypomina mapę warszawskiego metra (no dobra, teraz jest już druga linia). Prosto i nazad :) poszło mi naprawdę fajnie jak na takie warunki:


Nie ma się czym martwić - gdyby nie podziębienie to te 29 minut czuję że bym złamał! No nic, co się odwlecze to nie uciecze.

A uprzedzają kolejne wpisy - będzie się u mnie dużo działo. Właściwie to już się dzieje od 3 tygodni, ale o tym następnym razem!







piątek, 13 października 2017

Jeszcze trochę pobiegamy


Niby sezon się kończy, główny start już mną: Maraton Warszawski, ale jakiś niedosyt pozostaje. Chciałem jak co roku się poprawić na czterech moich głównych dystansach: 5km, 10km, połmaraton i maraton. A jak to wyszło? Tak średnio na jeża:
5km - na Biegu Konstytucji wyszło fajnie i wreszcie złamałem 19 minut: 18:55
10km - ciągle niezbyt, te 39 minut jeszcze na mnie czeka (raz bez atestu złamane - tego nie liczę)
półmaraton - tutaj znowu bardzo dobrze: BMW Półmaraton Praski i superanckie 1:24:59
maraton - porażka na całej linii: na wiosnę w Lipsku kompletna porażka a na jesieni w Warszawie średnia, ale też porażka.

Krótko pisząc: piątka i półmaraton wyszły fajnie, ale dycha i maraton zupełnie nie wyszły. Wypadł mi z moich planów jeden start na dychę w wakacje (przez rodzinne sprawy) - Bieg Powstania Warszawskiego. Mam nadzieję że dychę poprawię pierwszym możliwym startem. Tradycyjnie już spróbuję ostatni raz w tym roku na Biegu Niepodległości. Oprócz tego już jutro (też tradycyjnie) startuję w mojej gminie. Bieg po dynię, bo tak nazywa się ten bieg, to fajna rodzinna impreza. Bieg główny na dystansie 5km a biegi dzieci na dystansach dużo krótszych. Nasze dwie starsze córki chciały wystartować więc są zapisane na 300m :) !





Pozostaje jeszcze kwestia maratonu - czy startować i poprawiać? Książki i zdrowy rozsądek mówią: nie powinno się. Trochę mi wstyd, ale jednak nie ma co się kryć - spróbuję! Znalazłem ostatni możliwy termin w tym roku (żeby było blisko - za mała jest jeszcze nasza najmłodsza córka żeby daleko ją ciągać tylko żeby Tata maraton poprawiał) czyli Maraton Toruń 29.10.2017. To tylko pięć tygodni po Maratonie Warszawskim - mało. Mimo to próbuję - zrobiłem sobie tydzień odpoczynku (rower, potem spokojne i krótkie biegi pod koniec tygodnia - razem biegu 28km). Potem już wszedłem powoli na obroty w drugim tygodniu (86km w tym 32km biegu długiego z końcówką 4km w tempie maratońskim). Teraz kończę trzeci i dalej przyciskam (wczoraj 4x4km po 4:00/km na przerwie 1km). Jutro start na 5km, pojutrze ostatni długi (jak najdłuższy) bieg - planuję dystans tygodniowy też około 85-90km. Zostaną wtedy dwa tygodnie - nie będę odpuszczał z intensywnością, ale będę odpuszczał z dystansem. Zauważyłem że oba dobre maratony miały pod koniec intensywne biegi, ale też inne ćwiczenia poza bieganiem (siłownia, podbiegi albo takie z ciężarem swojego ciała).

fot. wikipedia - autor: Karolina Osmańska



W Toruniu zobaczymy - bieg jest na pętli którą się biegnie dwukrotnie. Jeżeli po pierwszej pętli będę czuł tak jak w Warszawie że to nie mój dzień i biegnie się ciężko to odpuszczę i skończę tylko półmaraton (też jest taki dystans, muszę tylko dopytać czy jak się zapisałem na cały maraton to czy mogę w trakcie biegu zmienić decyzję i skończyć tylko połówkę). Nawet jak nie można to po prostu zejdę z trasy żeby nie obciążać organizmu niepotrzebnie. No i zobaczymy, myślę że mam duże szanse na sukces jednak: wszystkie wyniki mam lepsze niż rok temu. Poprawa na dystansie półmaratonu jest wręcz ogromna - ponad półtorej minuty. Urwanie więc trzech minut na maratonie powinno być spokojnie możliwe. Tylko zależy to nie od "silnika" tylko raczej od wytrzymałości materiału. To główny problem u mnie - pod koniec maratonu nie daję rady utrzymać tempa i chyba chodzi o te mięśnie głębokie a nie o to że na za wysokim tętnie biegnę.
Muszę w Toruniu pamiętać o dobrym odżywianiu podczas biegu - małe żele co 30 minut i o bardzo dobrym nastawieniu psychicznym. Ostatnie pół godziny musi boleć i musi być ciężko. Jak to przezwyciężę to będzie sukces.

Podsumowując plan na koniec jesieni się ustalił:

ADs