niedziela, 1 marca 2026

7-10/16 Zurych: pierwszy bieg długi

W sumie to nie ma się czym chyba chwalić - już 10 tygodni z 16-tygodniowego planu maratońskiego za mną, a ja dopiero pierwszy bieg długi mam w swojej kolekcji! Dobrze że się jakoś ogarnąłem, bo słabo by było na tym maratonie. Ale może po kolei, bo aż cztery tygodnie muszę opisać, a ten bieg długi to na samym końcu raportu będzie - czyli był dzisiaj :)


Tydzień 7
Poniedziałek - wolne
Wtorek - na bieżni elektrycznej, bo pogoda taka - 5x1000m @4:00
Środa - wolne
Czwartek - powrót z pracy, więc kombinatoryka: 5km a potem jeszcze 2km @4:42 czyli nie za szybko
Piątek - spokojnie 9,4km po pracy przez Las Kabacki z metra
Sobota - spokojna dyszka blisko domu
Niedziela - spokojnie po Lesie Kabackim - śniegu sporo - 17km
Razem 61km

Tydzień 8
Poniedziałek - wolne
Wtorek - odstawiłem Żonkę i wróciłem do domu: 12km @4:30!
Środa - powrót z pracy biegiem w tym 8 rytmów
Czwartek - do pracy chciałem a tu nagle ostry ból mięśnia! Niepotrzebnie dobiegłem mimo to - 7km
Piątek - wolne, bałem się naderwania mięśnia, nawet basenu nie było
Sobota - spokojnie spróbowałem i.. udało się! Spokojna dyszka wyszła
Niedziela - żeby nie ryzykować po tym śniegu i lodzi urazu - spokojnie 15km na bieżni elektrycznej
Razem 58km

Tydzień 9
Poniedziałek - wolne
Wtorek - znowu bieżnia elektryczna 4x2km @4:15 żeby nie ryzykować urazu
Środa - spokojnie po pracy przez Las Kabacki - widziałem dziki! Najgorsze że warchlak był :)
Czwartek - rano do pracy 5+3km @4:35 miało być 10km ciągle, ale nie poszło
Piątek - wreszcie się basen udał! Ale coś wolniej pływałem i tylko 950m było
Sobota - Las Kabacki spokojnie bo dzień przed startem
Niedziela - Wiązowska Piątka 20:01
Razem 54km

Tydzień 10
Poniedziałek - wolne
Wtorek - w drodze po samochód do myjni 2x3km @4:15 + 2x2km @4:10 super wyszło!
Środa - spokojnie po pracy - metrem do końca i potem przez Las Kabacki do domu
Czwartek - rano do pracy - w tym 10km @4:26!
Piątek - basen, już lepiej bo wyszło 1000m
Sobota - podbiegu koło domu bo w lesie śnieg, lód i błoto topniejące
Niedziela - super bieg długi się udał: 32km narastająco do 4:30/km!
Razem 80,65km

W sumie to zaczęło się słabo - widać że kilometraż niezbyt maratoński był: 61km, 58km, 54km. Ten ostry ból mięśnia bardzo mnie przestraszył, już myślałem że to kontuzja i na wiele dni uniemożliwi mi biegania. Nie wiem skąd to się wzięło - wysiadłem z pociągu, chciałem spokojnie zacząć biec i od razu mnie złapało z tyłu lewego uda. Na szczęście odpocząłem w piątek, a w sobotę wyszedłem później w ciągu dnia - były ponad dwie doby odpoczynku - i udało się że tylko troszkę to czułem, a po kilku dniach zginęło to zupełnie. Ale kilometraż jeszcze mniejszy wyszedł w tym tygodniu. 

Na szczęście ten ostatni tydzień wyglądał już super: wtorek i czwartek to mocne akcenty, a niedziela to pierwszy w tym sezonie bieg długi. I co najważniejsze - świetnie wyszedł! Pogoda się bardzo zmieniła - pierwszy raz w tym roku wyszedłem na bieg w krótkich spodenkach i nawet okulary przeciwsłoneczne były konieczne! Świetnie ten bieg wyszedł - podzieliłem sobie go na odcinki po 8km i przyśpieszałem od 5:15/km do 4:30/km. Zmęczyłem się, ale też i podbudowałem - że w Zurychu powinno się to 3:20 udać złamać. 




To teraz ostatnie 6 tygodni, a w połowie wielki test, czyli Półmaraton Warszawski :) ciekawe jak pójdzie. Plan mówi że teraz będą już biegi tempowe królować - myślę że to mnie dobrze przygotuje. Ale na jakie tempo to będzie - sam jeszcze nie wiem. Mam nadzieję że pogoda będzie już taka wiosenna teraz - biega się dużo przyjemniej niż po śniegu (już mi się znudziło, ale za rok znowu zatęsknię :) ).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

ADs