sobota, 21 marca 2020

Bieganie w czasach zarazy



Co ma robić biegacz w czasach koronawirusa? Atmosfera jest naprawdę dołująca: miałem biec za tydzień półmaraton w Gdyni - szykowała się piękna impreza, pierwszy raz w Polsce mistrzostwa świata w półmaratonie i to praktycznie w moich rodzinnych stronach. Trzy tygodnie później miałem biec mój główny bieg tego sezonu: maraton w Łodzi. Wszystko zostało odwołane albo przełożone i nie widać za bardzo kiedy wrócimy do normalnego trybu życia.


Zdjęcie z dzisiejszego biegu

Co gorsza nawet trenowanie jest bardzo utrudnione. Na szczęście nie mamy jeszcze jako społeczeństwo wprowadzonej kwarantanny (a są już takie kraje w Europie), ale z racji zdrowego rozsądku nie powinno się biegać w miejscach gdzie są inni ludzie. Na szczęście ja mieszkam w domu na wsi, mogę wybiec z osiedla i po dosłownie kilkuset metrach mam takie widoki jak na zdjęciach. Mogę też wsiąść w moim garażu w samochód i podjechać w dowolne miejsce gdzie nie ma ludzi (czyli do lasu jeżdżę) i tam pobiegać. Skoro pracuję z domu to oszczędzam 90 minut dziennie na dojazdach - mogę ten czas spokojnie wykorzystać na bieganie przed albo po pracy. Ale w sumie nie wiadomo jak trenować - skoro nie wiadomo kiedy by miał być jakiś start to nie ma jak ułożyć planu treningowego. Więc tydzień temu przerwałem cykl treningowy i teraz tylko biegam spokojnie. W dodatku od paru dni miałem lekkie objawy jakiegoś wirusa (bardzo lekkie więc nie przerwałem biegania, tylko ograniczyłem - z 70-80km tygodniowo do 40km w tym tygodniu).

 Jest sobota, jutro dołożę dychę i będzie 40km w tym tygodniu

Więc siedzimy całą piątką w domu grzecznie i pracujemy, uczymy się i bawimy się. Dobrze że akurat teraz udało mi się wykończyć strych - śpimy tam teraz codziennie ze starszymi córkami, mają frajdę bo zrobiliśmy tam telewizor z konsolami do grania, łóżka i gwóźdź programu czyli domek dla lalek z większą liczbą pokoji niż ma nasz dom :) !


Trzymajcie się, jeszcze będzie pięknie - niech no tylko się z tym wirusem rozprawimy!

niedziela, 8 marca 2020

Memoriał Tomasza Hopfera w Powsinie

 
W sobotę całkiem miło spędziliśmy parę godzin: w Parku Kultury w Powsinie. Okazało się że jest tam organizowany Memoriał Tomasza Hopfera. Były różne kategorie biegów i udało się nam obsadzić aż trzy biegi! Nasza średnia Agatka i najstarsza Małgosia pobiegły 600m i 1000m, a ja zapisałem się na 5km.
Co ciekawe biegi były darmowe, ale dobrze zorganizowane. Impreza nie była duża, ale może dzięki temu nie została odwołana z obawy przed koronawirusem ;)
W każdym razie było fajnie - dziewczynki przebiegły (Agatka całkiem szybko, Małgosia nie jest tak sportowa, ale jestem bardzo zadowolony że przebiegła cały kilometr w terenie), a potem ja wybiegłem na pięć kółek po których Małgosia zrobi swój kilometr. Pętla miała całkiem strony podbieg przed metą. Przed startem pogadaliśmy z osobami z naszego wioskowego klubu biegowego (M.I.L.A. czyli Masters Iwiczna Life Athletics :) ), było też trochę chłopaków na starcie z mojej uczelni (Wojskowa Akademia Techniczna). Jak sobie pomyślałem że oni mogli się urodzić później niż ja ją skończyłem to byłem pewny że nie będę miał z nimi szans :)
Po starcie ruszyłem dość ostro, chociaż ograniczałem się żeby nie zwolnić potem za mocno. Nie patrzyłem na zegarek, ale patrząc teraz na wyniki widzę że pierwszy km był bardzo szybki, a potem tempo mocno spadło. Dystans miał być 5km, zegarek mi zarejestrował 4,29 - widać po śladzie gps że przekłamał - zaniżył, ale i tak na pewno nie było całych 5km... Udało mi się wyprzedzić sporo osób (w tym jednego studenta z mojej uczelni ;) ), chyba tylko dwa razy ktoś natomiast mnie wyprzedził i co najważniejsze: nikt mnie nie zdublował! :))) A było to całkiem przecież możliwe bo na płaskim gdy ja robić 4km w 16 minut to najlepsi mogliby już kończyć piąty kilometr...
Zmęczyliśmy się zdrowo, najmłodsza wybawiła się na placu zabaw i bardzo fajnie kibicowała - bardzo mi się ta sobota podobała!








niedziela, 9 lutego 2020

Garmin Forerunner 945 kontra Fenix 6

Fenix 6X Pro

Od około dwóch miesięcy używam nowego zegarka - Garmin Fenix 6, dokładnie to model 6X Pro i chciałbym opisać czym on się różni od mojego poprzedniego modelu czyli Forerunner 945. Oba są nowe, oczywiście Fenix 6 jest nowszy - kupiłem go praktycznie zaraz po premierze, ale 945 wyszedł mniej więcej tylko pół roku wcześniej.
Zwykle zegarki zmieniam co 3 lata, teraz zrobiłem wyjątek - a czy żałuję - opiszę na koniec.

Forerunner 945

Zacznijmy więc może od tego do czego one są. Oba mają podobne możliwości - służą głównie do rejestracji treningów biegowych, a także do używania ich na co dzień. Mają multum opcji których nie chcę opisywać - za dużo po prostu jest tego (jak ktoś szuka dokładnych recenzji to polecam DC Rainmaker: Forerunner 945 i Fenix 6). Te opcje, które ja używam i chcę wymienić to:
  • funkcja zwykłego, codziennego zegarka
  • mierzenie czasu i dystansu podczas biegania
  • pomiar tętna z nadgarstka podczas biegu
  • monitorowanie tętna w trybie zwykłego zegarka
  • pokazywanie powiadomień z telefonu
  • liczenie ilości kroków pokonanych w czasie całej doby
  • opcja nawigacji w zegarku podczas biegu z pokazywaniem mapy z podkładem topograficznym - widać nawet ścieżki w lesie (nie wszystkie oczywiście, ale jest dobrze)
  • godzina wschodu i zachodu słońca - fajne jak planujemy bieg i nie chcemy po ciemku
  • aplikacje garmina na telefon - mam ulubiony ekran zegarka
  • płatności zbliżeniowe zegarkiem - super sprawa, można na trening brać tylko zegarek i w razie nagłej potrzeby kupić w sklepiku picie albo bilet w autobusie płacąc zegarkiem
  • wgrywanie muzyki do telefonu i słuchanie przez słuchawki bezprzewodowe (zsynchronizowane mam ze spotify)
  • statystyki zdrowia: wykres tętna w ciągu dnia i nocy na zegarku
Forerunner 945

Dobra, ale teraz najważniejsze: a czym one się różnią? Znowu jest tak, że tych różnic jest trochę (chociaż nie aż tak dużo jak funkcji które są wspólne, tak naprawdę to "wnętrzności" tych zegarków są zapewne prawie takie same, alejest kilka punktów które naprawdę robią różnicę, a są to:
  • rozmiar zegarka
  • sposób wykonania
  • czas pracy na baterii
Właściwie wszystko się zaczyna od rozmiaru. Fenix 6X jest po prostu większy. Są trzy modele:
  • 6S - zwany damskim bo jest najmniejszy - rozmiar koperty 42mm
  • 6 - model "zwykły" - rozmiar koperty 47mm
  • 6X - model duży - rozmiar koperty 51mm
Z tego wynika że tylko 6X jest większy, bo Forerunner 945 ma rozmiar 47mm. Ja oczywiście porównuję z modelem 6X Pro bo taki używam.
Z rozmiaru wynika też rozdzielczość wyświetlacza. 945 ma wielkość 1,2" czyli 30,5mm i 240x240 pikslie, a 6X ma 1,4" czyli 35,56mm i 280x280 pikseli. To robi wielką różnicę: podczas biegu, szczególnie szybkiego albo gdy jest gorsza widoczność widać wyraźniej co wyświetla zegarek.
Poza tym na Fenixie 6S można ustawić więcej pól danych: nawet 8! Można też wybrać sobie ich układ z kilku dostępnych i mieć niektóre większe.
Pamiętajcie tylko że ja jest dość duży (185cm) więc na moim nadgarstku 6X wygląda sensownie, dla osoby o małym wzroście (a bardziej może chodzi o rozmiar nadgarstka) ten zegarek może być za duży. Dobrze sobie na żywo przymierzyć przed zakupem.

Klawisze Fenix 6X Pro

Odnośnie sposobu wykonania: krótko mówiąc Forerunner 945 jest plastikowy a Fenix 6 metalowy. Dla jednych będzie to zaletą, dla innych wadą, dla mnie wersja metalowa jest ładniejsza, trwalsza i lepsza w obsłudze. W 945 plastikowe guziki nie dawały mi przy naciskaniu ich informacji zwrotnej, a w Fenixie czuję kliknięcie - to jest super podczas łapania okrążeń czy po prostu przy obsłudze zegarka.

Ostatnia rzecz którą wymieniłem to czas pracy na baterii. Im większy Fenix 6 tym ten czas jest dłuższy. W wersji 6X to już naprawdę robi ogromną różnicę. Wg specyfikacji Fenix 6X do 60 godzin w trybie GPS, do 21 dni jako zegarek. Podobnie dla Forerunner 945 wg specyfikacji do 36 godzin w trybie GPS i do 14 dni jako zegarek. Ja z doświadczenia mogę napisać że w praktyce odczuwam dużą różnicę, chociaż w Fenixie mogliby poprawić to jak oblicza na ile jeszcze mu starczy baterii bo raz mi zabrakło podczas trochę ponad 2-godzinnego biegu, a o ile pamiętam pokazywał mi chyba 9 godzin przed startem (ale jak jest naprawdę zimno to bateria szybciej odmawia posłuszeństwa, a było chyba kilka stopni poniżej zera wtedy).

Podsumowując: czy jestem zadowolony ze zmiany Forerunnera 945 an Fenixa 6X Pro? Tak, jestem bardzo! Głównie ta wygoda i ergonomia obsługi, też wygląd zegarka (moim zdaniem 945 wygląda trochę za bardzo jak plastikowa zabawka, mimo że jest świetnym zegarkiem), poza tym trwałość wykonania, czas życia na baterii (rzadziej ładuję - znowu wygoda) i w końca to że podczas biegu widzę dane na zegarku bez wpatrywania się bardziej uważnego w mniejszy ekran.

 Fenix 6X - widok widżetów 
(po 3 na stronę, w 945 są pojedynczo tylko widoczne)

Na koniec dobra rada: jeśli chcecie kupić któryś z tych zegarków to dopłaćcie za mapy topograficzne Polski. To tylko 100zł (jeśli kupujecie w sklepie Azymut w Warszawie albo przez sieć też można u nich) a to naprawdę jest super. W trybie map widać wtedy podkład topograficzny pod zwykłą mapę którą te zegarki mają wgraną. Dla mnie to jest coś świetnego - lubię biegać w terenie, a nie po chodnikach i ulicach, więc uciekam w lasy jak tylko mogę (za rzadko niestety) i wtedy ta opcja jest super. Widać drogi leśne i można sobie nawet na żywo dobierać trasę tak, żeby nie wracać po swoich śladach a jednocześnie nie zgubić się. Tu też przydaje mi się ten większy ekran żeby planować w trakcie biegu trasę. A samo kupowanie w Azymucie polecam też bo dają trzeci rok gwarancji na zegarki garmina i już dwa razy mi się to przydało - raz wysokościomierz w Forerunne 920 mi padł a raz zwariował Forerunner żonki - i wymienili bez problemu (chociaż to trwa chyba tydzień bo wysyłają do serwisu). Więc mimo że mnie nie sponsorują i płacę pełną cenę, to zawsze tam kupuję i mogę z czystym sercem polecić :)

To życzę powodzenia w zakupach, mam nadzieję że pomogłem: oba zegarki warte są zakupu, a różnice które opisałem mogą być oczywiście dla jednych na korzyść 945 a dla innych na korzyść Fenixa 6 - to już zostawiam Waszej ocenie!

niedziela, 26 stycznia 2020

Chomiczówka


Pierwszy start kontrolny w tym roki i od razu jest o czym pisać! Oby jak najmniej takich przygód potem. Zaczęło się od tego że pierwszy raz w życiu... zapomniałem numeru startowego z domu! No niesamowite, odbierałem dwa dni wcześniej trzy pakiety bo dla siebie i dwóch osób z naszego wioskowego klubu biegowego - czyli M.I.L.A. którego reprezentację na tym biegu (osoby biegnące 15km) widzicie na zdjęciu powyżej. Dwa pakiety wydałem sąsiadom którzy też biegli, a ten mój leżał sobie spokojnie na stole w salonie. No i w niedzielę rano "się przygotowałem" (piszę w cudzysłowiu bo jak się zapomni numeru startowego w którym jest czip to trudno to nazwać przygotowaniem się do biegu). Więc przygotowałem się - ubranko bo zimno miałem wyjątkowo z długim rękawem, buty, spodenki, opaski kompresyjne na łydki nawet (też po to żeby nie zmarznąć za bardzo). No i masz babo placek: nie wziąłem numeru z domu. Ode mnie na Chomiczówkę to 30 minut się jedzie obwodnicą, zorientowałem się kilka minut przed celem - nie było szans się wrócić. Zdecydowałem że jednak pobiegnę, przecież pakiet miałem opłacony i odebrany, nie było to "na Krzysia" czyli bez rejestracji - bo tak bym nigdy nie pobiegł. Koleżanka która biegła 5km dała mi swój nume z którego oderwaliśmy czipa żeby nie ryzykować dyskwalifikacji i w ten sposób miałem numer i nie ryzykowałem że mnie ktoś spróbuje z trasy siłą ściągnąć. Nadal nie jestem z tego dumny, gdybym miał chociaż pół godziny czasu więcej to bym zdążył się wrócić, albo chociaż do biura biegu podejść, ale szczerze wątpię czy w biurze by mi jakkolwiek mogli pomóc na chwilę przed biegiem.

Dobra, rozgrzewka była poprawna - prawie 4km (może nawet troszkę za długa) i ustawiłem się na starcie. Plan miał być aby zbliżyć się do 4min/km tempem. Szczerze się przyznam że źle pobiegłem - chciałem od razu biec po 4min/km średnio, ustawiłem na garminie tempo narastające od 4:04/km do 3:56/km (nowy garmin fenix 6 którego mam i o którym niedługo napiszę bo już około dwóch miesięcy go używam) ma taką opcję ustawiania planu biegu. Patrząc na międzyczasy nie biegłem za szybko - endomondo mi pokazuje że 4:00 było przez pierwsze 5km. Problem w tym że potem padłem. Było to powolne, ale jednak zwalnianie: od 4:08 do 4:20 w trakcie drugiej piątki, a ostatnia to już naprawdę źle: od 4:20 do 4:40 nawet (najgorszy, 14-ty kilometr).



Czas wyszedł na mecie 1:03:14 czyli średnie tempo całości 4:13/km. Na papierze nie wygląda to tak źle, ale samopoczucie miałem złe po tym biegu. Daleko mi do poziomu gdy pobiegłem połówkę w 1:24:59 - to było przecież ponad 21km a średnio po 4:02/km! Teraz nie mogłem tym tempem przebiec 15km... co gorsza ja tak naprawdę wiedziałem o tym przed biegiem, a mimo to brnąłem w to. Muszę się skupić na lepszej ocenie własnych możliwości i poprawić to w następnym starcie.
Przy okazji: następny to będzie jednak dopiero półmaraton w Gdyni, bo w Wiązownej nie  dam rady: okazało się że córki jeszcze mają ferie i wyjeżdżamy jednak na ten weekend. Szkoda, fajna impreza...

Czasy kilometrów wg garmina (wykazał 14,87km więc czas ostatniego kilometra trzeba przemnożyć, wychodzi około 4:30).


I podsumowanie całego biegu:




Co ciekawe tętno mi nie spadło, mimo że odpadłem przecież. To pokazuje że zajechałem się w pierwszej piątce. Czyli do poprawy - w sensie do urealnienia jest tempa startowe...

niedziela, 19 stycznia 2020

Plany na 2020

 Prezent od Żony pod choinkę, wie co dobre :)

Co tam słychać u mnie w tym sezonie ogórkowym? Ano wcale nie jest to taki sezon ogórkowy jak by się mogło wydawać, biegam zdrowo i całkiem dużo :) ! A plany są światłe i skrystalizowane nawet, przynajmniej na całe pierwsze półrocze. A są one takie:

1. biegać zdrowo (wiem, powtarzam się)

2. mieć frajdę z biegania i nie nabawić się "mentalnej kontuzji" jak to jeden kolega określił sytuację gdy się mu odechciało biegać (na szczęście na krótko)

3. poprawić się trochę na wszystkich dystansach, z największym naciskiem na maraton i dychę

4. Rozwinąć się trochę w kategorii biegów górskich

Dwa pierwsze punkty są najważniejsze - myślę że spokojnie się uda, bo cały czas lubię bardzo to bieganie. Chociaż widzę że jakiś konkretny cel mnie mobilizuje. Więc w tym celu dopisałem sobie punkty trzy i cztery.
Żeby mi się to poprawianie wyników z punktu trzeciego udało zapisałem się do naszego wioskowego klubu biegaczy (M.I.L.A. Nowa Iwiczna) i mam indywidualną opiekę trenerską naszej pani trener (Anna Jakubczak). Ciekawe jak to wyjdzie - celem jest (jak zawsze) złamanie trzech godzin w maratonie wiosennym. Ustawiłem sobie ten najważniejszy start półrocza na 19-go kwietnia w Łodzi.

Startami kontrolnymi będą:
15km na Chomiczówce (to już jutro!!! :) ) - pierwszy raz będę biegł taki dystans, nie mam pojęcia czego się spodziewać.
Półmaraton Wiązowna - fajny bieg, to będzie już mój trzeci start tam.
Półmaraton Gdynia - pierwszy raz wezmę udział w Mistrzostwach Świata :) !

A potem przerzucam się na bieganie po górach - strasznie mi się to spodobało w zeszłym roku, więc jestem już zapisany na dwa te same biegi co poprzednio: Rzeźniczka i Bieg Frassatiego. Oba nie są za długie (dwadzieścia kilka kilometrów), ale są jednak górskie, szczególnie trudny technicznie jest Bieg Frassatiego. Ważne będzie dla mnie żeby tam nie stracić żadnego paznokcia ;) bo już mi wszystko poodrastało, szkoda by było :)

Generalnie wygląda to bardzo ciekawie, to będzie naprawdę dobry rok: córki wszystkie trzy już na tyle podrosły że liczę że na wszystko biegi wyjadowe pojedziemy całą rodziną i będą to fajne wypady rodzinne w ładne okolice. Wszystko się tak ładnie układa że mam nadzieję że się nagle nie obudzę ;)

czwartek, 2 stycznia 2020

Podsumowanie roku 2019

Jak by tu krótko podsumować zeszły rok? Myślę że najkrócej będzie tak: biegałem zdrowo - nie chorowałem, nie miałem kontuzji i wciąż mam ochotę na to hobby. W dodatku półtora roku temu miałem poważny uraz. Jak już nie raz pisałem: ironia losu bo nie miał żadnego związku z bieganiem, ale był na tyle poważny że wyłączył mnie z biegania a nawet nie wiadomo było czy dam radę wrócić do formy.
Zeszły rok jednak przywrócił mi wiarę że tak. Dlaczego? Po pierwsze dlatego że zrobiłem życiówkę (na 5km) a po drugie dlatego że przebiegłem na jesieni po raz pierwszy w życiu maraton bez zwolnienia tempa, w dodatku w naprawdę dobrym czasie!

Poza tym trzeba wspomnieć o biegach górskich - były aż dwa: Bieg Frassatiego i Rzeźniczek i muszę przyznać że bardzo mi się spodobały. Gdyby tylko te góry można było do Warszawy trochę przysunąć ;) a tak to ciężko - przy trójce małych pociech wyprawa w góry to niezły logistyczny ambaras.

Dobra, to podsumuję ten rok za pomocą zdjęć chronologicznie, ale zacznijmy od jednego wykresu:


Ile kilometrów przebiegłem w ostatnich latach. W 2019 wyszło 3.542km i jest to mój drugi najlepszy wynik. Właściwie niewiele zabrakło do rekordu.
Lista moich startów jest też długa - aż 17 sztuk, przejdźmy przez nie po kolei:

2019.02.24 Półmaraton Wiązowna 1:28:46 

Pary starczyło tylko na połowę biegu niestety, ale planuję zemstę w tym roku - jestem już zapisany!

2019.04.07 Vienna City Marathon 3:16:10

Typowe dla mnie odpadnięcie - ostatnie 8km średnio po 5:30 a plan był 4:30 a nawet troszkę szybciej bo 3:08 na mecie miało być. Wyszło ponad 8 minut więcej...

2019.04.14 Bieg Oshee 10km 41:02

Kolejny słaby start - po sześciu kilometrach odpadłem, daleko do życiówki 39:20 którą powinienem był poprawić w tym roku...

2019.05.01 Półmaraton Grudziądz 1:49:51

Bieg z najmłodszą córką w wózku biegowym, więc bez ścigania się. A dokładniej to przez pierwszą połowę bez ścigania się bo zaczęła marudzić i musiałem ostro przyspieszyć. Jak się szybciej biegnie to emocje większe i przestała narzekać :)

2019.05.03 Bieg Konstytucji 19:23
Przez dość ciężką połówkę dwa dni wcześniej nie bardzo dało się tu pobiec na najwyższym poziomie, więc zaliczamy bez narzekania.

2019.05.04 Mila Konstytucyjna 5:39
Troszkę za wolno - tempo 3:30/km, ale poziom akceptowalny.

2019.05.18 Ekiden 10km 41:40 Czas drużyny FIS 2:56:32
Słaby występ jak na mnie, dobrze że drużynowo wyszło naprawdę super!

2019.05.25 Piaseczyńska Piątka 19:21

Kolejna próba ataku na życiówkę i kolejne odbicie: nie było sił w drugiej części dystansu... zaczynało słabo to wyglądać z moimi wynikami w tym roku.

2019.06.15 Bieg Frassatiego 2:35:54


I wtedy przyszło bieganie w górach. Bieg Frassatiego zapamiętam jako trudny technicznie, wymagający pod względem przewyższeń i z bardzo dobrą organizacją, mimo że nie było tam bardzo dużo biegaczy. Generalnie polecam!

2019.06.22 Rzeźniczek 3:07:06

Podobno kultowy, dla mnie to pierwszy start tam, ale na pewno nie ostatni. Już jestem zapisany na ten rok. Świetny bieg: przyroda i natura, czego chcieć więcej od biegu?

2019.07.27 Bieg Powstania Warszawskiego 41:40
Kolejna porażka, nie będę zanudzał bo pewnie zgadliście: pary starczyło na pół dystansu. A właściwie to nawet na mniej :)

2019.08.31 Półmaraton Praski 1:29:40

Wyjątkowo jak na mnie: udało się zrealizować plan minimum czyli złamać 1,5 godziny. Gorąco trochę usprawiedliwia.

2019.09.08 Półmaraton Budapeszt 1:32:17

W Budapeszcie pod względem wyniku porażka kompletna, za to wycieczka rodzinna była bardzo fajna.

2019.09.22 Bieg przez most 10km 46:21

Fajnie było znowu z wózkiem pobiec - podobnie jak w Grudziądzu wystartowaliśmy z Żonką razem, ale potem goniłem szybko z wózkiem wyprzedzając tabuny biegaczy :)

2019.09.29 Bieg na piątkę 5km 18:38

Wreszcie jakiś supr bieg - to jeden z tym co podnoszą na duchu. Życiówka na asfalcie poprawiona o 17 sekund!!!

2019.10.06 Maraton Bruksela 3:06:57

No i mój gwódź programu - znowu start który buduje poczucie że da się. Dwudziesty mój maraton a dopiero pierwszy udany taktycznie. Mimo bardzo pagórkowatej trasy, częściowo z podłożem gruntowym i sporymi podbiegami w drugiej połowie maratonu i na przedostatnim kilometrze udało się pobiec dwie równe połowy! Nawet byłaby druga szybsza gdyby nie ten ostatni podbieg. Poza tym wynik drugi najlepszy w życiu! Ale najważniejsze jest to wewnętrzne przekonanie - że jestem w stanie przebiec cały maraton bez odpadnięcia. I to nie jest tylko wewnętrzne przekonanie - teraz to już wiem bo raz mi się udało!

2019.10.12 Bieg po dynię mila - 5:28

I zamknięcie sezonu w mojej gminnej Lesznowoli.Wynik już całkiem dobry: tempo średnie 3:24/km! W dodatku super było to że w mojej serii byłem pierwszy więc córki były wniebowzięcie że Tata wygrał wyścig ;)

To teraz standardowo - oby następny rok był nie gorszy! Ale bardziej dokładniej jeszcze moje plany na 2020 opiszę, nie bójcie się! ;)

niedziela, 15 grudnia 2019

Czy można tyć biegając 5x w tygodniu?

Skoro pytam to na pewno odpowiedź nie będzie oczywista, i macie rację: bo można! Po maratonie to normalne że waga troszkę podskakuje - po biegu człowiek głodny, a żeby organizm się zregenerował nie biega się przez jakiś czas (czytałem nawet zalecenie żeby nie biegać tyle dni ile kilometrów miał wyścig, ciekawe jak by do tego ultrasi podeszli :) ). Ja robię sobie zwykle kilka dni, w tym roku wyjątkowo mało - tylko jeden.

Jakoś w trakcie przygotowań do maratonu moja waga oscylowała pomiędzy 78 a 79kg.


Co ciekawe mam duże wahania, mimo że zawsze ważę się na tej samej wadze, która stoi iw tym samym miejscu i w takich samych warunkach (czyli rano po toalecie a przed śniadaniem). Potrafi podskoczyć waga do 80km z ułamkiem, ale potrafiła też i być 77kg z kawałkiem. To w sumie sporo - prawie 4% różnicy między minimum a maksimum... ale średnia była powiedzmy 78,5kg.

Natomiast po maratonie jak sobie podskoczyło to już nie chce zejść:


Pojawiło się nawet ponad 81kg! Średnia zaś stabilnie 80,5kg. Niby to tylko 2kg, ale albo jestem przewrażliwiony, albo ja to widzę po sobie!

No to co robi biegacz jak chce schudnąć? Biega więcej! U mnie to akurat troszkę inaczej zadziałało: nie zmniejszyłem kilometrażu mimo że okres taki był dość spokojny. Maraton dopiero na wiosnę, pierwsze plany startów też jeszcze nie tak szybko. Ale trochę z obawy o dalsze kilogramy biegam regularnie 5 razy w tygodniu, w sumie około 65km tygodniowo:


No i jak to zadziałało? Ano wcale! Naprawdę to nie stanowi dla mnie żadnego problemu żeby biegać dużo i sobie przytyć :)
Wydaje się mało możliwe, ale już to wcześniej zauważyłem: żeby zjeść powiedzmy 900 kalorii więcej wystarczy 10 deko jedzonka (jeśli mówimy o tłuszczu, węglowodanów musiałoby być troszkę ponad 20 deko). Zajmuje to pewnie niecałą minutę, a ile trzeba biegać żeby to spalić. Niestety około godziny!

Więc nie ma co się oszukiwać: bez sportu trudno jest schudnąć, ale żeby schudnąć trzeba ograniczyć do sensownych ilości jedzenie... Jest oczywiście wiele innych ważnych aspektów: pora, częstość, rodzaj i jakość jedzenia, ale bez ograniczenia ilości - nie ma siły. W końcu tak na końcu to przecież bilans energetyczny musi być ujemny jeśli chcemy zmusić nasz organizm do zużycia trochę z naszych zapasów.

Uważne oko zresztą zauważyło na wykresach które wrzuciłem że coś drgnęło u mnie wreszcie: dzisiaj rano było 79,1 (juhu!) ale to może być chwilowe wahnięcie w dół oczywiście :)

ADs