poniedziałek, 23 stycznia 2023

Zimowy Półmaraton Gór Stołowych

Pierwszy start sezonu za mną. W sumie to jeszcze nie wrzuciłem na blogu planów na ten rok, ale w sumie ważniejsze dla mnie jest teraz szybko opisać wczorajszy start, więc będzie w takiej kolejności. A ten pierwszy start był w Górach Stołowych. Dojazd z Warszawy - wiadomo, jest nieźle daleko. Na szczęście drogi już mamy całkiem przyzwoite w kraju więc po dwóch kilometrach od wyjechania z domu wjechałem na drogę ekspresową którą z pod Warszawy przedostałem się na autostradę do Łodzi, tam autostradę na południe troszkę i ta prawie nową autostradą do samego Wrocławia. Potem już zwykłymi drogami trzeba było, ale to już krótki odcinek. Droga kodowa więc mojej podróży to S79, S2, A2, A1, S8 - niby 5 godzin w jedną stronę, ale dało się po pracy w piątek zebrać i dojechać na miejsce w sensownym czasie. W okolicach Gór Stołowych wziąłem sobie nocleg, co prawda śniegu było jeszcze wtedy jak na lekarstwo, ale za to w nocy popadało tak, że nad ranem widok z okna pensjonatu był jak z bajki (albo książki o Narnii):

Zebrałem się więc szybko, ale jak to ja - za późno (!) i szybko podjechałem na start. A miałem około 30 minut, problem w tym że napadało śniegu tak dużo że z racji obawy o własne życie musiałem jechać wolno - warunki na drogach zrobiły się straszne. Przez to że wstałem troszkę później, zbierałem się troszkę dłużej a jechałem wolniej dojechałem praktycznie na styk (tak, wiem - mój znak rozpoznawczy). Miałem około 15 minut żeby zaparkować, odebrać pakiet i stawić się na starcie! No i jak zwykle - udało się, chociaż piwo z pakietu startowego zostawiłem w biurze zawodów bo nie miałem czasu zanieść nic do samochodu!
Mimo to w super humorze pojawiłem się na starcie - śnieg wyglądał bajkowo, było zimno więc nie było błota, ale nie było wcześniej opadów, więc nie powinno być lodu na trasie - no słowem wszystko wyglądało super. Jak widać humor też taki miałem:


Nie wspomniałem jeszcze nic o samej imprezie - a był to Zimowy Półmaraton Gór Stołowych, czyli 20,5km biegania wokół Szczelińca gdzie do atrakcji należą oprócz dystansu także:
- trzy strome podejścia (bo podbiegiem tego nie można nazwać, nawet wchodzenie momentami mnie przerastało)
- 1000m przewyższeń w górę i prawie tyle samo w dół
- ostatni odcinek to wejście schodami na Szczeliniec - to już typowo dla masochistów

Trudno jest nastawiać się na jakiś wynik w biegach górskich - czas zależy tak bardzo od pogody, że porównywanie czasów z tej samej trasy przy tej samej imprezie ale różnej pogodzie nie ma sensu. Kilka lat temu był taki lód że kolega mówił że co kilka kroków leżał na tyłku dopóki raczków na buty od znajomego nie dostał. Ja chciałem raczki kupić, ale nie udało mi się - wziąłem buty z gumowymi wypustkami i liczyłem że nie będzie lodu. Co do pozostałych przygotowań - miałem trzy warstwy ale bez kurtki, tylko termiczna podkoszulka z długim rękawem, cienka bluza z długim i grubsza bluza z długim. Poza tym komin, opaska na uszy, dwie pary rękawiczek - jedne trochę wodoodporne, drugie cieniutkie bawełniane. No i plecak z kurtką przeciwwiatrową, bidonem, telefonem i czapką. Plus dwa żele w kieszonkach i to był mój cały ekwipunek. Kijków nigdy nie miałem - nie wyobrażam sobie biegania z kijami w rękach, nawet składanymi, wolę przemęczyć się na podejściach.

Naładowany super energią, bo naprawdę po burych dniach w okolicach Warszawy krajobraz był piękny, ruszyłem w trasę! Na początku musiałem ze dwa razy przystanąć bo taki zator się zrobił, a stanąłem raczej z przodu, ale po chwili już wbiegliśmy w las i trochę było tasowania się. Tak patrzę że na tym pierwszym odcinku sporo osób wyprzedziłem - wiadomo, człowiek świeży to wyprzedza (co będzie później - tym będzie się martwił późniejszy Leszek ;) ). Trasa ładnie dzieliła się na trzy części - bo były dwa punkty odżywcze prawie równo dzielące trasę na trzy. Gdy trasa była raczej równa biegło się super, za to na podejściach było masakrycznie - były naprawdę bardzo strome i przy świeżym śniegu było dość ślisko (ale to nic w porównaniu gdyby był lód, albo chociaż błoto). Momentami prawie zsuwałem się w dół. Co ciekawe pamiętałem tą trasę miejscami bo dwa lata wcześniej wchodziliśmy tam z żoną i najmłodszą córą na pieszo. Ona miała wtedy 4 lata i weszła na samą górę na nogach! A ja taszczyłem pod tą górę wózek biegowy Thule Chariot taki ogromny, dobrze że pusty chociaż, bo na tych kamieniach byłoby chyba niemożliwe wejść z wózkiem z dzieckiem.

No dobra pierwszy wodopój osiągnąłem w niecałą godzinę - zacząłem więc od razu przeliczać ile mógłbym urwać z trzech godzin na mecie. Drugi odcinek był dość podobny w strukturze: za każdym razem jest jedno strome podejście:

Biegło się znakomicie, na połoninie fotografowie robili zdjęcia - mam nadzieję że się odnajdę na nich. W lesie było tak jak pisałem bajkowo - świeży śnieg. Na zbiegach trudno bo czasami było niebezpiecznie przez ostre kamienie i wiele się nie nadrabiało, na podejściach było ciężko - szczególnie na tym drugim odcinku dostałem w kość - długo pod górę było i dużo szedłem (nie tylko ja - wszyscy, nie dało się biec na sporych odcinkach).

Na drugi punkt kontrolny wpadłem w niecałe 1h 50m - to już było fajne, bo liczyłem że sporo urwę z 3 godzin, może nawet 15 minut. Chociaż wiedziałem że liczenie w górach tempa na kilometr to bez sensu - na podejściach można mieć i 15 minut na kilometr, na zbiegach poniżej 5, trudno coś zakładać. Ale ten ostatni odcinek jak widać po profilu był dość równy i tam dużo nadrobiłem - odzyskałem siły (w drugiej części już trochę opadłem z sił). Na tym drugim i trzecim odcinku trochę osób mnie wyprzedziło - z tego wnioskuję że jednak mogłem lepiej rozłożyć siły, albo po prostu - ja biegam na co dzień pod Warszawą po płaskim to w górach siłą rzeczy - odpadam pod koniec.

No i nadszedł finisz, a dokładniej - wejście schodami na Szczeliniec. Masakra, o biegu nie było żadnej mowy. Próbowałem - zaczęły mnie łapać okropne kurcze! Wszedłem więc na samą górę i zameldowałem się tam w czasie 2:43:17

W sumie więc jeśli chodzi o czas to było dość dobrze, 68 miejsce na 446 którzy ukończyli to miejsce około 15%, jak porównuję z moimi czasami na Rzeźniczku w 2019 i 2020 to jednak procentowo dużo słabiej, ale może inny trochę tam jest profil zawodników ;) (ci bardziej ścigacze biegną całego Rzeźnika może).

Podsumowując - bardzo mi się podobało, zadziałało prawie wszystko: super buty mi żona kupiła - czyli Altra które dla moich stóp są bardzo dobre dzięki szerokim noskom - żadnych strat w paznokciach! Nic mnie nie otarło, a było blisko - jeszcze kilka km i byłyby straty :) żadnych pęcherzy na stopach czy ran innego typu. Dwa żele na trasę w zupełności starczyły. Ubranie nie było za grube ani za chude, znowu muszę dodać że dystans był w sam raz bo jeszcze trochę i bym mógł mieć dłonie odmrożone przez kontakt ze śniegiem. Na podejściu po schodach zaczęły mnie kurcze łapać, ale to niewiele zmieniło bo i tak po schodach szedłem. No bardzo fajna i udana impreza. Spytacie więc - czy warto było spędzić 10 godzin w samochodzie  żeby niecałe 3 pobiegać po górach? Naprawdę warto było!



niedziela, 15 stycznia 2023

Podsumowanie 2022

Skończył się rok to warto podsumować żeby sprawdzić czy się udało zrealizować plany, może coś zmienić na przyszłość. I tutaj pierwszy mały problem - nie wpisałem rok temu tak oficjalnie planów na ten rok! No dobra, ale w zakładce "Plany" widać jednak że stoi jak byk:

Plany na 2022 bez zmian: to biegać zdrowo i może trochę się poprawić bo ostatnio coś forma gdzieś ucieka :)

No to jest chociaż trochę wkładu do którego można się odnieść. Zacznijmy od tego żeby biegać zdrowo - czy to się udało? Jak widać po wpisie "Reztrenowanie i fiz" prawie się udało. To znaczy przez cały rok nic mi nie dolegało, ale po maratonie w Poznaniu trochę zacząłem odczuwać prawe biodro. Na szczęście wizyta u fizjo uzmysłowiła mi że to nic wielkiego - ćwiczenia mi pomogły i bardzo (ale to bardzo!) poprawiło mi humor to że nie boję się że to coś z kością (to by było ciężko wyleczyć). Tylko lekkie zapalenie  tkanek miękkich z powodu niesymetrycznej budowy obu stawów biodrowych. Na szczęście więc trochę ćwiczeń i przeszło. Jeszcze nie w 100% ale prawie - biegam już normalnie od jakiegoś czasu (czyli staram się 5 razy w tygodniu).

A jak samo to bieganie wyglądało? Wykres pewnie lepiej pokaże niż opis:


W sumie to do maratonu jesiennego wychodziło średnio 65km tygodniowo - moim zdaniem dobrze jak na średnią. Potem było roztrenowanie i z powodu obawy o biodro powolny powrót do regularnego biegania, więc średnia całoroczna spadła do 60km na tydzień. Natomiast to co mi się spodobało to że zamiast biegania włączyłem wtedy basen - w sumie 11 razy tam zawitałem robiąc zawsze 1000m czyli 40 długości.


Oprócz basenu zacząłem też robić regularnie (dość) pompki, to w sumie mi poprawiło górną część ciała - więc zaliczam na plus. Natomiast nie spodobało mi się jak podczas roztrenowania wzrosła mi waga - ze średnich 79 do 83kg i nie chce spaść wredota. Troszkę się ruszyło - powiedzmy że jest teraz 82kg, ale jeszcze dużo zostało do zrobienia. No chyba że to te mięśnie od pompek i basenu tyle ważą! ;)


Ogólnie patrząc na ćwiczenia w dniach widać dość regularnie - to znowu na plus:


A jak starty mi wypadły: Najkrócej to skopiuję z mojej zakładki "Wyniki" dane za 2022:

2022
2022.10.16 Poznań Maraton 3:19:29
2022.09.18 Bieg Ursynowa 5km 19:45
2022.08.20 Półmaraton Reykjavik 1:31:29 
2022.08.30 Bieg Powstania Warszawskiego 10km 42:30 
2022.06.11 Park Run 5km 19:52 
2022.05.15 Memoriał Rosłona 5000m 19:30
2022.05.03 Bieg Konstytucji 5km 20:01
2022.04.24 Półmaraton Wiedeń 1:35:06
2022.04.03 Paris Marathon 3:39:26
2022.02.27 Półmaraton Wiązowski 1:32:25
2022.01.08 City Trail 5km 20:22

Zadowolony jestem z wyniku na 5km i maratonu w Poznaniu - jak na mój poziom po-pandemiczny to jestem bardzo zaskoczony że potrafiłem powstrzymać nierealne cele typu 3:15 a nawet szybsze i złamać 3:20 w Poznaniu - to było super! Trochę mi żal natomiast połówki na Islandii i bardzo słabej dychy w tym roku...

No nic, podsumowując - nie było źle, poziom sportowy mi się obniżył (latka lecą ;) ), ale podoba mi się że nadal jestem zdrowy, cieszy mnie bieganie a przede wszystkim zapewnia mi poza rozrywką czy odskocznią od siedzenia przy biurku przez osiem godzin także dobre samopoczucie tak na co dzień. Widzę to z każdym kolejnym rokiem patrząc na rówieśników którzy nie ćwiczą nic - komfort życia nie do pozazdroszczenia. A ja dla przykładu wczoraj ponad 18km po lesie, dzisiaj ponad 17km - połowa w deszczu :) i nie żałuję ani chwili z tych biegów!

sobota, 17 grudnia 2022

Roztrenowanie i fiz

 
Trochę tu cicho ostatnio, ale tak to bywa w trakacie roztrenowania. Właściwie to trochę mi się plany pozmieniały. Po maratonie w Poznaniu chciałem dociągnąć jeszcze sezon biegowy do Biegu Niepodległości, czyli prawie cztery tygodnie, i wtedy zrobić roztrenowanie. Po maratonie zacząłem odczuwać ból w prawym biodrze - tak jak w poprzednim roku, więc chciałem dać odpocząć organizmowi. No tylko trzeba zamknąć sezon Biegiem Niepodległości, prawda? Po drodze zapisałem się jeszcze na City Trail na Młocinach i... poszło źle, a co gorsza - zaczęło bardziej boleć. Pamiętając zalecienia ortopedy z poprzedniego roku - zdecydowałem się przerwać zupełnie bieganie. Pobiegłem tylko Bieg Niepodległości i niestety pobolewanie wróciło. Po tym biegu dalej nie biegałem więc - niech się zagoi, tak sobie myślałem. Na szczęście poszedłem do rozum do głowy i zapisałem się do fizjoterapeuty. Wybrałem na ślepo trochę jak najbliżej domu: Narcin Jagus w klinice Aktywna Fizjoterapia - czyli u mnie we wsi (Nowa Iwiczna). No i okazało się to super rozwiązaniem: bardzo profesjonalnie mnie przyjął, po wywiadzie i badaniu wytłumaczył co mi się stało, co mam robić - włącznie z ćwiczeniami które zrobiłem na miejscu a pan fizjo mnie nagrywał moim własnym telefonem. Dzięki temu wrzuciłem sobie na własny kanał youtube te ćwiczenia (nie szukajcie - te filmiki są prywatne, nie znajdziecie :) !) i robię sobie w domu przed telewizorem gdzie sobie je puszczam żeby wiedzieć jak wykonywać te ćwiczenia.

Najważniejsze że jak byłem rok temu u ortopedy to on zalecił badania (USG i chyba też rentgen) i powiedział że powodem bólu są zmiany zmęczeniowe z powodu wielu lat przykładania tych samych obciążeń. Nie ma podobno nic co było by niebezpieczne, podobno staw jest w normie, ale że to jest powodem i zalecił po prostu odpoczynek i zmianę sportu na jakiś czas. Tak wtedy zrobiłem i pomogło.

Natomiast tym razem fizjoterapeuta wytłumaczył mi że ból to stan zapalny tkanek miękkich podrażnianych przez kości w tym stawie. Nie mam symetrycznej postawy i prawą stronę inaczej obciążam. Zresztą widzę to teraz nawet sam - na przykład prawą stopę stawiam bardziej palcam na zewnątrz - podobno dlatego że kość udowa inaczej w biodrze jest osadzona (pod innym kątem). Dostałem ćwiczenia żeby wzmocnić tą prawą stronę, ale nie za dużo i nie na siłę bo organizm się już przyzwyczaił do takiej konstrukcji i co najważniejsze - dowiedziałem się że mogę dalej biegać! To było dla mnie najlepszą częścią tej wizyty.

Teraz po już ładnych kilku tygodniach po tej wizycie muszę stwierdzić że sprawdziło się. Robię te ćwiczenia, biegam dalej, gdy nie mogłem biegać albo po prostu co jakiś czas - chodzę na basen (spodobało mi się - robię 40 długości po 25m czyli kilometr, zajmuje mi to troszkę ponad 30 minut na razie). Ból w biodrze powoli przeszedł. Chyba już mogę powiedzieć że zupełnie, chociaż obserwuję nadal. Biegam tylko spokojnie, bo jak próbowałem nawet tylko w trakcie spokojnego zrobić kilka km szybko to ból wracał. Teraz mam za sobą na przykład cztery biegi codziennie (razem 37km) i nic nie boli! A nie biega się za łatwo w tym kopnym śniegu przy temperaturach do -10 stopni :) za to jet naprawdę fajnie, szczególnie jak pada śnieg :)

Na fali dobrego samopoczucia zapisałem się na cztery biegi! W styczniu, kwietniu, maju i czerwcu. Od biegów górskich w zimę i w lato po uliczne: półmaraton i maraton. Ale to już wyjaśnię co, gdzie i jak w następnym wpisie.




niedziela, 20 listopada 2022

Bieg Niepodległości 2022

Planowo miał to być ostatni bieg sezonu po którym chciałem zrobić roztrenowanie, ale coś w prawym biodrze zaczęło mnie po maratonie po maratonie pobolewać. Z tego powodu roztrenowanie zacząłem szybciej, coś tam próbowałem basenem i pompkami ratować sytuację, ale i tak przybrałem na wadze około 3-4 kilogramy i nie biegałem około dwóch tygodni. 

Bieg Niepodległości jest jednak dla mnie na tyle ważny że zrobiłem wyjątek i na ten jeden bieg zrobiłem wyjatek od nie-biegania. Oczywiście z wcześniej wymienionych powodów nie nastawiałem się na żaden wynik, miałem pobiec na samopoczucie.

Na bieg podjechałem najpierw samochodem - do miejsca gdzie jest nawrotka, a potem wsiadłem w metro i te 5 kilometrów przejechałem komunikacją miejską. Metro nie staje tuż przy starcie, więc dobieg do startu posłużył mi za rozgrzewkę. Trochę się bałem bo nie przestało mnie pobolewać to biodro. A na imprezie - jak by pandemii nigdy nie było :) pełno ludzi, organizacja jak przed pandemią, słowem - wracamy do żywych! Fajnie to bardzo wyglądało. Wepchnąłem się na koniec strefy 40:00-45:00 bo nawet gdybym nie miał tego roztrenowania i większej wagi to i tak pobiegłbym w okolicach 41 minut. Tutaj byłem pewny że będzie sporo wolniej. 

To jeszcze hymn, trochę czekania na start i... poszły konie po betonie. A właściwie to najpierw pojechały osoby na wózkach a po kilku chwilach pierwsza strefa. Ja byłem na końcu strefy, udało się dzięki temu ominąć prawie całkowicie tłok na starcie (chwilkę odczekałem na końcu strefy i przez linię startu przebiegłem bez ścisku). 

Biegłem na wyczucie - trasa jest pewnie dobrze znana, bo od lat już to po prostu pięć kilometrów na południe aleją Jana Pawła II, nawrotka i znowu taki sam dystans w drugą stronę. Trasa szybka - równy asfalt i w sumie tylko jeden wiadukt który jest w dość denerwującym miejscu (gdy się wraca) - do wtedy akurat człowiek jest już najbardziej zmęczony, a do mety jeszcze ni tak blisko. Patrząc teraz na wynik i międzyczasy (w trakcie biegu starałem się nie patrzeć, chociaż coś tam trochę podejrzałem) widzę że zacząłem od około 4:03/km, na wiadukcie spadło do 4:30, ale potem wrócił o do około 4:10 i powoli od połowy dystansu zaczęło spadać - 4:20 było przez całą środkową część biegu. Potem ten wiadukt w drodze powrotnej nad Jerozolimskimi i znowu troszkę ponad 4:30 no i potem końcówka w jakieś około 4:15/km. Średnio całość wyszła 4:17/km i czas 

43:05

Podsumowując - no słabo strasznie, ale nie był to bieg na wynik (chociaż starałem się pobiec jak najszybciej, ale roztrenowanie nie pozwoliło na bicie rekordów). Mimo to bardzo mi się spodobała impreza - to że było nas tak wielu, czuć że bieganie wraca do swojej przed-pandemicznej formy. Teraz pora też na to żebym i ja wrócił do tej formy :)



sobota, 29 października 2022

City Trail 2022

Za długo nie będzie, ale też i sam bieg trochę bez historii. No może trochę przesadzam bo kilka rzeczy mogę ciekawych opisać :) Zacznijmy od tego że to miało być takie przetarcie przed ostatnim biegiem sezonu - Biegiem Niepodległości. Dopiero co pobiegłem maraton w Poznaniu i jak wiecie z poprzedniego wpisu - poszło mi bardzo dobrze. Ucieszyłem się naprawdę ogromnie że dałem radę pobiec prawie równo obie połowy, zrealizowałem swój plan minimum (poniżej 3:20) i pierwszy raz od prawie 3 lat miałem czas który nie był słaby. 

Na fali tego biegu chciałe zrobić też dobry wynik w City Trail, celowałem w 20 minut bo podłoże jest tam gruntowe więc te pół minuty wolniej od wyniku z tego roku na asfalcie byłoby pewnie podobnym poziomem wysiłku. 

City Trail w Warszawie odbywa się na Młocinach. Ja mieszkam na południu czyli całą Warszawę muszę objechać. Jazda przez miasto trochę nie ma sensu - zajmuje sporo czasu ze względu na światła. Sprawdziłem dojazd wieczorem poprzedniego dnia - około 32 minut to chciałem o 10 wyjechać (start o 11). No i tu się zaczęły schody, to znaczy dokładnie: wyjazdy z Warszawy na Wszystkich Świętych. Korki od rana mimo że to sobota i zamiast 32 dojazd rano mi nawigacja pokazała około 46 minut. W dodatku wyszedłem kilka minut po 10-tej i na miejscu miałem być 10:52. Niezbyt możliwe żeby zaparkować (bardzo ciężko o miejsce - pamiętam z poprzedniego startu) odebrać pakiet i dotrzeć na start jeszcze. Przycisnąłem więc trochę na drodze ekspresowej (najpierw w kierunku lotniska, potem na południowej obwodnicy Warszawy. I ciekawostka - jakieś czarne duże BMW jechało za mną gdy się włączyłem do ruchu, zjechałem bo już jechałem 20 km/h więcej niż przepisy to mnie wyprzedzili i pognali jakieś na oko 180 km/h. Trochę za nimi pojechałem, ale nie blisko bo jechali za szybko i uciekali. I wtedy włączyli sygnały bo gość przed nimi nie chciał zjechać :) to była okazało się policja która spieszyła się na akcję. Jak im zjechał ten przed nimi to pognali dalej - tak się śpieszyli. 

Ja już dalej grzecznie pojechałem i na szczęście nawigacja przekierowała mnie na drogę przez północne dzielnice a nie zapchaną i stojącą północną częścią obwodnicy Warszawy. To mi oszczędziło jakieś 7 minut, udało mi się zaparkować i dobiec do biura zawodów. Odbiór pakietu trochę zajął bo numeru nie znałem, potem postałem chwilę w kolejce, wreszcie dostałem numer startowy i czip na buta. Założyłem wszystko i pobiegłem na start. A start wcale nie jest blisko! Jeszcze musiałem do lasu zboczyć (w ramach toalety) i w końcu dobiegłem na start równo 11:00! Dosłownie w momencie wbiegana padł sygnał do startu. Zdążyłem wyzerować zegarek i uruchomić gdy przebiegałem przez start.

Z jednej strony rozgrzewka była całkiem-całkiem, z drugiej strony miałem trochę wrażenie że startuję od razu troszkę podmęczony. Mimo że to było mniej niż 2km tej rozgrzewki. Temperatura była rzędu 16-17 stopni. Jak na koniec października bardzo ciepło - za ciepło na szybkie bieganie. Po drugie podłoże nie sprzyja wyścigom - to jest alejka parkowa. Po trzecie po maratonie zaczęło mnie znowu pobolewać prawe biodro! Chciałem biec 4min/km przynajmniej przez 3km i potem zobaczyć czy dam radę przyspieszyć. Ale tutaj już pierwszy kilometr nie wychodził mi w tym tempie, a starałem się. Wyszło niestety 4:04/km wg zegarka, drugi to już 4:12/km i uczucie że jest źle - oddech od początku za głęboki, myśli że się tego nie da tym tempem, lepiej zejść - było ciężko. Trzeci km to już tragedia - 4:29/km toż to blisko tempa maratońskiego z Poznania zaczęło być! Czwarty to już zupełna degrangolada - 4:36/km! I co z tego że ostatni to już 4:17/km i jakiś tam sensowny finisz gdzie powyprzedzałem, skoro wbiegłem na metę z czasem 

21:13

Tam zawsze biega sporo harpaganów - mój wynik (nie taki strasznie zły patrząc na średnią czasów na piątkę wśród biegaczy - amatorów jak ja) dał mi tylko 159 z 570 którzy dobiegli. Czyli aż 27,9% a zwykle w pierwszych 10% się mieszczę. Tutaj musiałbym nabiegać 18:36 czyli pobić życiówkę ze stadionu biegnąc po alejkach parkowych :) To tylko pokazuje że City Trail to jednak jest taki bieg gdzie wymiatacze w dużych ilościach się pokazują.  No coś, na początku wyprzedził mnie gość z dzieckiem w wózku i patrząc na tempo to poniżej 20 minut musiał mieć na mecie :)

Podsumowując - było fajnie że pobiegłem, impreza bardzo fajna i dlatego też już drugi raz tam wpadłem. Polecam wszystkim. Z minusów moich osobistych - znowu mnie pobolewa prawe biodro. Czekam już tego roztrenowania jak kania dżdżu - jeszcze tylko do Biegu Niepodległości, zostało jakieś 12 dni tylko i mam zmiar biegać mniej i krócej a potem - myślę że 3 tygodnie, może 4 przerwy - zobaczymy :)



czwartek, 20 października 2022

Poznań maraton

Drugi raz zawitałem do Poznania na maraton. Zwykle nie odwiedzam tego samego miasta ponownie, ale zrobiliśmy wyjątek bo Poznań jest blisko (więc można całą rodziną bez problemu podjechać) a poza tym mam tam szwagra to można było się odwiedzić i co bardzo ważne jest tam dobra organizacja i całkiem dobra trasa. Ale o trasie to jeszcze trochę opowiem później!

Wypad do Poznania zrobiliśmy ograniczony czasowo - to znaczy w sobotę rano zebraliśmy się do naszego rodzinnego citroena i pojechaliśmy prosto na expo. Nie było może zbyt duże, ilość stoisk i wybór rzeczy nie powalał, ale odbiór pakietu i jego zawartość była całkiem fajna. W dodatku warto było wziąć koszulkę maratońską - spodobała mi się z wzoru i wykonania. Odbiór poszedł sprawnie, muszę tylko ponarzekać na brak miejsc parkingowych na terenie expo i straszne korki w Poznaniu. W Warszawie mimo że miasto znacznie większe łatwiej się poruszać samochodem. Na expo jeszcze spotkaliśmy się z rodziną (biegi dzieci były w sobotę) i zaraz wybraliśmy się do hotelu - polecam Novotel w centrum. Dla naszej pięcioosobowej rodziny trzeba było już dwa pokoje brać, ale za jedną noc nie zbankrutowaliśmy, a jakość tego hotelu i lokalizacja to wynagradzają. Dzięki tej lokalizacji mogliśmy zostawić samochód i bagaże w hotelu i wybrać się na pieszo do centrum. Nasza najmłodsza koniecznie chciała zobaczyć poznańskie koziołki - oczywiście zobaczyliśmy tylko skąd wyłążą, ale podobno tylko w południe to samych zwierzaków jak się trykają nie było nam dane zobaczyć. Pozwiedzaliśmy chwilę z rodziną w tym szwagrem - centrum strasznie rozkopane, szczególnie rynek i wybraliśmy się na obiad. Restaurację mogę polecić - Orzo. Bardzo dobre makarony, a to oczywiście w przeddzień maratonu ważna sprawa. Zjadłem swój, dojadłem pizze po córkach i byłem przejedzony - czyli w porządku!

Jeszcze chwila spaceru, lody, pączki, rogale świętomarcińskie i ładowanie węglowodanów było zaliczone. Nie zrobiłem też za wiele kroków bo jednak krótkie te spacery były - słowem wyglądało to dobrze. Prognozy pogodowe były raczej dobre - małe szanse na deszcz, temperatura trochę za wysoka, ale słaby wiatr - ogólnie wyglądało dobrze.

Maraton miał wystartować o 9:00 rano. Nastawiłem więc budzik na 7:00 i poszedłem spać jeszcze trochę przed północą. Rano zacząłem od gorącej herbaty (ważna sprawa żeby uruchomić żołądek jak najszybciej - żeby przed startem pozbyć się wszystkiego co można z układu trawiennego). Zjadłem kilka lekkich rzeczy i przygotowałem się - strój był taki że niebieska koszulka z maratonu w Chicago, czarne spodenki i nowe niebieskie skarpety uciskowe pod kolana. Czyli na niebiesko bo przecież biegnę w Poznaniu. Buty czarne adidasy rozbiegane już maksymalnie. No i jeszcze saszetka na pasku do której zapakowałem trzy żele a czwarty i butelka izotoniku do łapy przed wyjściem. Życzenia od żonki i najmłodszej córki i byłem gotowy do wyjścia (oczywiście starsze spały jeszcze!). 

Hotel jak pisałem był tak blisko że na start poszedłem na pieszo. Spokojnym marszem doszedłem, na miejscu nerwo-sik, dokończenie żelu i izotonika, wejście do strefy. Miałem możliwość wejścia do strefy A czyli najszybszej, na czasy chyba około 3:00 więc nie pchałem się tam. Miałem plan aby pobiec poniżej 3:20 więc ustawiłem się w strefie B, tam były zające na 3:15 (następne były na 3:30). Byłem przygotowany żeby powalczyć o bieg taki jak w Brukseli: czyli żeby skończyć w dobrym stanie i nie przeszarżować. Treningi mi mówiły że tempo na 3:15 byłoby dla mnie za szybkie, z drugiej strony zegarek mi podpowiadał że powinienem 3:17 z groszami pobiec, ale czas na dychę już mi trochę zaniżał względem mojego wyniku ze startu.
Dodatkowo popatrzyłem na moje ostatnie wyniki: aż trzy lata temu ostatnio pobiegłem poniżej 3:20, ostatnie pięć maratonów to masakra - zawsze wynik bardzo słaby z dużym odpadnięciem. Chciałem to wreszcie zmienić i dobiec w dobrym stanie, z dwiema równymi połowami albo drugą szybszą.
Ustawiłem więc sobie taktykę w ten sposób: pierwszą połowę pobiec tempem na 3:20 czyli w 1:40 a potem spróbować przyspieszyć jak będą siły i jeśli się uda to urwać trochę i zbliżyć się do 3:17.

Z taką myślą stanąłem na starcie, atmosfera była super - muzyka energetyczna i dobrze dobrana, naprawdę dużo biegaczy i kibiców. Oprawa startu bardzo fajna - czułem się bardzo dobrze i miałem naprawdę dobrze przeczucia. Najpierw wózkarze a dokładnie o 9:00 - my! 

Trasa w Poznaniu była podobna do tej którą biegłem poprzednio w 2015 roku. Były małe różnice z powodu remontów i trochę mnie to wybiło z rytmu na początku. Pierwszy km był źle oznaczony i to tak poważnie, ponad 200m dłuższy z tego co pamiętam. Natomiast potem były równo i chyba dopiero piąty był krótszy. To spowodowało że trudno mi było kontrolować tempo na tym początkowym odcinku. Troszkę było za szybko, ale w granicach akceptacji jeszcze. Pierwsza piątka wyszła w 23:23 zamiast 23:40 co oznacza około 3sek/km za szybko. Postarałem się zwolnić (to nie jest łatwe!) człowiek sobie myśli że już biegnie trochę szybciej to trzeba to tempo utrzymać zeby nie stracić tego co już "zarobił", poza tym są myśi że dobrze się biegnie przecież - a tutaj tak było. Tętno było 160 - to naprawdę nisko jak na bieg maratoński, zwykle 172 nawet było u mnie na maratonie. No ale oprócz kilku wyjątków moje maratony to zawsze odpadnięcie pod koniec - tego chciałem uniknąć. Udało się więc troszeczkę zwolnić - i na dyszce zameldowałem się w czasie 46:55.
Fajne było jak wyprzedzał mnie biegacz ze sklepu Jacek Biega z wózkiem w którym była pani Maria - słynna w Poznaniu biegaczka która z białą parasolką biegała maratony. Pamiętam ją na przykład z maratonu w Lęborku. Tutaj w Poznaniu widać jest znana - dostawała doping od wolontariuszy na trasie! Przy okazji co do kibiców to w Poznaniu nie było ich dużo, stali w niektórych miejscach i tam zdarzało się że było ich sporo, ale wiadomo że z Paryżem czy innymi wielkimi biegami to się nie da tego porównać.
Biegłem sobie dalej, starając się nie przyspieszyć. Bardzo mi się podobało to że mam ciągle takie niskie tętno, czuję się dobrze, nic nie dolega - no wszystko szło pięknie. 15km w 1:10:26 czyli ciągle to samo tempo 4:42/km. Potem 20km, różnica prawie żadna bo 4:41/km i prognozowany czas na mecie 3:17:37, zresztą taki jak po pierwszej piątce, czyli minimalnie przyspieszyłem. Nic dziwnego - pierwsza połowa maratonu jest z górki. Na półmetek wbiegłem z czasem 1:38:58 i ciągle niskim tętnem w okolicach 160-162. 

Teraz mogłem odetchnąć i przestać się ograniczać co do tempa. Tak sobie pomyślałem bo wstrzymywałem konie do tego półmetka. W myślach już zacząłem się zbliżać do 3:15 na mecie :) tym bardziej że zające na 3:15 ciągle gdzieś tam widziałem na horyzoncie. Jest tylko jedno małe ale - druga połowa maratonu to bieg w większości pod górę, a zmęczenie robi już swoje. Do 26km jest ciągle pod górkę, więc w efekcie mimo że przestałem się tak mocno ograniczać co do wysiłu to efekt był tak że do 25km utrzymałem tempo, ale wysiłek wzrósł i tętno zaczęło dobijać do 172. Potem po 26km są 4km zbiegu do 30km i w tym miejscu widzę w wynikach że przyspieszyłem i wbiegłem na 30km z czasem 2:19:36 co przekłada się na prognozowany wynik na mecie 3:16:12. To byłby super dobry wynik, jednak od tego miejsca jest 6km podbiegu - w sumie 35 metrów w pionie. Poza tym moje przyspieszenie niebezpiecznie podniosło mi tętno, a jak już raz wzrośnie w maratonie to zauważyłem że już nie chce spaść tak łatwo. To spowodowało że trochę się zakwasiłem i opadłem z sił. Mimo to było całkiem dobrze - cały ten podbieg udało się zrobić i na 35km wbiegłem z 2:43:50 co prognozowało na mecie znowu ten sam czas: 3:17:37 - dziwny zbieg okoliczności :) Ostatnie 6km to już prawie płaski odcinek, jednak czułem się już bardzo zmęczony i niestety tempo spadło. Nie było to jednak odpadnięcie - tylko 5km było w czasach powyżej 5:00/km i to tylko trochę, najwolniejszy 5:09. Liczyłem w myślach ile tracę i było trudno, ale udało się obronić założony plan 3:20 i wbiec na metę z czasem

3:19:29


 Byłem bardzo zadowolony - wreszcie po trzech latach miałem znowu bieg w którym pobiegłem prawie równo cały maraton. Różnica między pierwszą a drugą połową to tylko 1,5 minuty! Skończyłem w dobrym stanie - żadnych kurczy po drodze (żonka mi zawsze kupuje dwa płynne magnezy na dzień i dwa przed biegiem), żadnych otarć, problemów z paznokciami, żołądkiem, mięśniami. Słowem - super to wszystko wyszło i nadal mnie cieszy ten bieg.
Myślę co teraz - zapisany jestem na Bieg Niepodległości a potem przymusowo roztrenowanie - planuję ze trzy do czterech tygodni bez biegania. Pewnie przeproszę się z basenem i rowerem w tym czasie, to mi dobrze robi żeby nie mieć kontuzji, więc polecam wszystkim.


 
 

 

poniedziałek, 26 września 2022

Sztafeta Maraton Warszawski

 Już za trzy tygodnie start docelowy czyli Maraton Poznański a w tą niedzielę wypadł maraton w Warszawie. Chciałem pobiec ze znajomymi z naszej lokalnej grupy biegowej M.I.L.A. czyli Masters Iwiczna Life Athletics (trudno było tak dopasować nazwę z "Nowa Iwiczna" w środku żeby skrót wyszedł sensowny, nie :) ?). W tym roku sztafeta była podzielona tylko na trzy części: po około 14,10,18km, ja chciałem to jakoś zgrać z biegiem długim więc powiedziałem że mogę dowolny dystans i trafił mi si najdłuższy.

W tygodniu przyjąłem (czwartą już) dawkę szczepionki przeci covid i muszę przyznać że wywarło to na mnie duży wpływ. Wcześniej miałem zawsze Pfizera i albo zupełnie nic nie odczułem albo bardzo krótko typu jednego popołudnia. Tym razem Moderna i było może niezbyt mocno, za to dłużej: powiększone węzły chłonne, katar, lekkie osłabienie. Nic poważnego, ale jednak trudno biegać akcenty w takich warunkach (nie jest to w ogóle zalecane bo przy każdej infekcji wirusowej jest zagrożenie zapalenia mięśnia sercowego). Przy szczepionce mRNA nie ma infekcji wirusowej bo tam nie ma całego wirusa, mimo to nie jest zalecane bieganie przez co najmniej dzień po szczepieniu. Ja się szczepiłem w czwartek, zrobiłem dwa dni odpoczynku, w sobotę spokojnie i niedługo a w niedzielę była ta sztafeta.

Żeby mi się to jakoś zgrało z treningiem na trzy tygodnie przed maratonem wymyśliłem sobie że zrobię dłuższą rozgrzewkę na miejsce startu i potem tą moją zmianę 18km. Zwykle starałem się biegać 70km tygodniowo, tutaj z racji szczepienia wypadł mi jeden trening więc 10km mniej chciałem przebiec, z wyliczeń wychodziło więc że rozgrzewka około 8km powinna mieć. No to szybkie sprawdzenie na mapie - muszę dojechać do metra Wierzbno i stamtąd do mojej strefy zmian w okolicach Bonifraterskiej i Konwiktorskiej akurat tyle powinno wyjść. Tak więc zrobiłem - zaparkowałem samochód pod metrem i pobiegłem na start "na czuja" czyli tak trochę na azymut. Wyszło oczywiście nie tak idealnie najkrótszą trasą i zamiast niecałych 8km było 9,16km :) Chciałem sobie zrobić ten odcinek tempem 4:44/km a potem na trasie spróbować 4:30/km. Po drodze na start dołączyłem do trasy biegu w okolicach Kruczej i biegłem albo po trasie albo chodnikiem aż do strefy zmian.

W strefie zmian okazało się że jestem w sam raz. Chyba mniej niż 5 minut czekałem na Darka który biegł drugą zmianę. Pierwszą czyli 14km Kazik zrobił wcześniej. Na starcie pogadałem z Anią żoną Darka czyli naszą głową grupy biegowej, dzięki czemu mam zdjęcia z tej imprezy :) i już zaraz trzeba było ruszać.

Sam bieg był super, mimo że razo była naprawdę chłodno to w trakcie biegu zrobiło się aż za gorąco w słońcu - jakieś 18 stopni. Ja ubrałem się dla odmiany na niebiesko - dzień wcześniej na expo kupiłem nowe skarpety kompresyjne w tym kolorze, wziąłem koszulkę z półmaratonu praskiego w tym samym kolorze i to było trochę problematyczne bo ona jest dość gruba. Po jakimś czasie związałem dolny brzeg koszulki z boku na supeł żeby biec z odsłoniętym brzuchem bo było mi za gorąco. Wyglądało na pewno komicznie, ale wentylacja się sporo poprawiła i było to tego warte.

Na trasie spotkałem kolegę który mnie wyprzedził w Paryżu - tym razem się zemściłem (małe pocieszenie bo ja przecież sztafetę biegłem :) ), generalnie biegnąc sztafetę zaczynałem od 24km - wszyscy byli już nieźle zmęczeni a ja tylko niecała dyszka rozgrzewki. Z drugiej strony ta rozgrzewka była nieżły tempem więc zmęczenie zaczęło dawać o sobie znać. Tempo które pamiętam zaczynałem od nieco ponad 4:05/km (ech ten doping kibiców zwodzi na manowce) powoli spadło do 4:30/km i to było jak najbardziej planowane, ale nawet to tempo było za szybkie i powoli spadało. Chciałbym w Poznaniu pobiec szybciej niż 3:20 więc tempo które muszę tam utrzymać do 4:44/km Tutaj udało się mieć średnie z odcinka sztafety 4:41/km czyli dobrze. Wliczając rozgrzewkę całość wyszła ponad 26km tempem 4:42/km. Biorąc pod uwagę że nadal jakiś wpływ szczepienia odczuwam (katar, czasami kaszlnę) i że było gorąco to myślę że powinno być dobrze w Poznaniu. Spróbuję pobiec pierwszą połową w 1:40 a potem jak się da to przyspieszyć i może trochę z 3:20 n mecie urwać. Ale na pewno nie zacznę szybciej - przecież w Paryżu na wiosnę miałem plany 3:15-3:20 a dobiegłem w 3:39 (!). 

Dzięki za wspólny bieg, fajnie bardzo wyszło - mieliśmy czas nett 16-ty na 129 drużyn (wg brutto wyszło 17-te miejsce): 

3:21:10









 

ADs