środa, 7 grudnia 2016

Wracamy do gry!

 
Trochę te ostatnie tygodnie były wypoczynkowe, jeśli chodzi o moje bieganie. W sumie opisałem to w poprzednim wpisie. Jak widać po ilości tygodniowo przebieganych kilometrów od maratonu trudno mi było się zmobilizować do większej ilości biegania:


A ja mam przecież niewyrównane rachunki z maratonem - trzeba te trójki w moim życiu jakoś uczcić i złamać tą magiczną granicę! Samo się nie nabiega, ale tak poza tym - lubię cały czas to moje hobby i brakuje mi jasnego celu. A więc żeby ten cel był to po poszukiwaniach i negocjacjach w domu udało mi się go znaleźć: maraton w Lipsku
Maraton odbędzie się 9. kwietnia czyli za 18 tygodni (już niecałe w tej chwili gdy piszę tego posta). Będzie to tydzień przed Wielkanocą, można więc mały kosztem (ilości dni urlopu) wziąć kilka dni urlopu i zrobić tam sobie rodzinny wypad. Daleko też nie jest:

 
Już planuję wizytę w zoo (podobno jedno z najlepszych), w parku rozrywki (też podobno super-hiper, największe w tej części Europy). Poszukamy jeszcze jakiegoś akwaparku i atrakcje dla całej rodziny na tygodniowy wyjazd się zapełnią. Tylko muszę pamiętać żeby najpierw pobiec maraton, a potem chodzić po zoo i reszcie atrakcji :)
Pakiet mam już więc opłacony, na razie wśród 385 zapisanych osób jest tylko 10 osób z Polski:


W sumie prawie sami Niemcy, tylko 10 Polaków i 15 osób innych nacji (po 1-3 z różnych krajów). Lipsk jest we wschodniej części Niemiec i stąd nie ma tam za wielu turystów z zachodniej części Europy. Docelowo będzie tam zapewne około 800 osób biegło maraton, ale na trasie będzie dużo biegaczy bo biegniemy razem ze sztafetą i półmaratonem (jest jeszcze dycha i 4km).

Żeby się podnieść z mojego "trenowania" na jakiś sensowny poziom trzeba było najpierw zrobić jakieś powolne zwiększenie objętości. Miałem na to trzy tygodnie. Najpierw chciałem przebiec 60, 70, 80 kilometrów a potem robić plan treningowy dochodzący do 100km tygodniowo. Jednak życie zweryfikowało te plany, te trzy tygodnie zakończyłem z takim wynikiem:


Czyli wyszło 50, 60, 60km. Trochę w tym niefartu, byłoby 70km w ostatnim tygodniu gdyby nie problemy komunikacyjne (pierwszy śnieg, opóźniony pociąg, w końcu samochodem do pracy i nie dało rady czasowo pobiegać, wyszło 4km zamiast 19km jednego dnia). Trzeba jednak patrzeć realnie - takie sytuacje będą się zdarzać, nie dam rady raczej biegać tych 100km tygodniowo.

Co do rodzaju planu - decyzję podjąłem około miesiąca temu. Chcę zrobić znowu plan który tak dobrze mi zadziałał ostatnio - czyli ten który robiłem pod Frankfurt - z książki "Maraton zaawansowany" Pete'a Pfizinger'a.


Najpierw myślałem o tym który dochodzi do 113km tygodniowo, ale jednak nie dam rady i powtórzę (z pewnymi zmianami) ten podstawowy czyli 18 tygodni, dochodzący do 88km tygodniowo. A co w nim zmodyfikuję? Oczywiście tempa będą szybsze, ale to normalne, bo wyznaczane są według aktualnego poziomu - we Frankfurcie celowałem w 3:15 na mecie a w Lipsku ma to być 2:59:59. Poza tym chcę jednak coś zmienić - czyli dołożyć od siebie troszkę (bardzo mało) kilometrów tygodniowo, tak około 10, jednak nie będę biegał więcej niż 5 razy w tygodniu. Będę też musiał (to przede wszystkim) dostosować moje bieganie do sytuacji rodzinnej - do odwożenia córek do szkoły, spacerów z wózkiem z najmłodszą pociechą. Więc może być trochę zmian w tym planie. Dlatego nie będę go tu umieszczał, wkleję tylko ten sam plan który już wrzuciłem tu gdy zaczynałem bieg pod Frankfurt (mam teraz polską wersję - to jest drugie wydanie i wg niej będę biegał, a ten plan który tu wrzucam to z pierwszego wydania, wersji angielskiej którą wtedy używałem - nie sprawdzałem dokładnie czy się różnią, chyba nie).


Mam zamiar wrzucać raporty co tydzień i pisać jak w praktyce to wychodziło - to mi bardzo pomaga w motywowaniu się żeby nie odpuszczać w zimę, gdy ciężko jest się zmotywować żeby wyjść na "ciemnicę i zimnicę" :) ale jaką ma człowiek satysfakcję po biegu, zawsze to bardzo cieszy jak się tak porządnie zmęczy! No to jak zwykle - alleluja i do przodu ;) !!








poniedziałek, 28 listopada 2016

Zakończenie sezonu: Biegnij Warszawo, Bieg po dynię, Bieg Niepodległości

W ramach nadrabiania zaległości wyjątkowo zrobię wpis zbiorczy za kilka startów. Po Maratonie Warszawskim miałem w planach pobić jeszcze swoje życiówki na 5 i 10km, korzystając z dobrej formy. Zapisałem się wiięc na Biegnij Warszawo (10km), Bieg po dynię w mojej gminie (Lesznowola) - 5km i Bieg Niepodległości (10km). A jak wyszło, no zobaczmy najpierw jak tam wyszło trenowanie w tym czasie:


Początek to jeszcze normalny - bo zawsze po maratonie trzeba odpocząć, druga pocieszająca rzecz to że te śladowe ilości biegania to jednak były jakieś akcenty. Podtrzymało to trochę spadek formy, ale okazało się niewystarczające żeby cokolwiek z tego ugrać... Czasy więc były takie:

Biegnij Warszawo 2.10.2016 10km: 40:00 (40 sekund wolniej od życiówki)
Bieg po dynię 15.10.2016 5km: 19:23 (4 sekundy wolniej od życiówki)
Bieg Niepodległości 11.11.2016 10km: 39:53 (33 sekundy wolniej od życiówki)

Jak to napisałem już poprzednio kiedyś - wstydu nie ma, ale to że tak długo nie mogę się poprawić z moimi życiówkami na krótszych dystansach to trochę dziwne. Trzeba by chyba zrobić jakiś cykl treningowy typowo pod krótsze dystanse, tylko że czasu nie ma. A czemu nie ma czasu - o tym za kilka dni (wiadomo - plany na wiosnę już są :) )!

Bieg po dynię (źródło: sportografia.pl)


poniedziałek, 31 października 2016

Era trójek się rozpoczęła

 Rekurencja (taki branżowy żarcik)

Trochę tu cicho - minął dokładnie miesiąc od ostatniego wpisu, ale jak widać powyżej mam całkiem dobre wytłumaczenie :) Dziesięć dni temu liczba córek w naszym domu urosła do trzech! Bardzo się z tego powodu cieszę, ale pracy jest więcej. Z drugiej strony przy kolejnej latorośli człowiek już dużo więcej wie, więc jest już dużo łatwiej.
Biegowo nie próżnowałem - postaram się za kilka dni wrzucić opisy z Biegnij Warszawo (10km) i Biegu po Dynię (5km). Poza tym wychodzę dość nierównomiernie na treningi i przygotowuję się do ostatniego biegu tego sezonu - Biegu Niepodległości. Widać że ja potrzebuję jakiegoś konkretnego celu, dokładnej daty kiedy mam stanąć na linii startu i planu treningowego. Inaczej trudno się zmobilizować do wyjścia, szczególnie jak za oknem coś takiego jak teraz...
To na koniec krótkiego wpisu jeszcze moja nowa "wystawka" ze zdjęć moich dziewczyn. Podobne do siebie trzeba przyznać są bardzo :)

Dziewczynki jak dziewczynki, ale ile książek! ;)



środa, 28 września 2016

Maraton Warszawski pod znakiem trójek



Maraton Warszawski to wyjątkowy bieg - po raz pierwszy pobiegłem duży maraton po raz drugi w tym samym mieście. Biegałem jeszcze w Lęborku dopóki odbywał się tam maraton, ale nie były starty przygotowywane pod wynik, tylko z sentymentu. Drugim powodem wyjątkowości było to, że z racji zostania po raz trzeci rodzicem (już niedługo) nie wiem na ile to zmieni moje możliwości biegania, trenowania czy startowania. A trzecim powodem jest to że do biegu tego przygotowywał mnie trener. Coś co zdarzyło mi się dotychczas tylko raz - podczas Wyzwania Runner's World w zeszłym roku. Wtedy efekty były całkiem dobre - w pięć miesięcy (od maratonu w Gdańsku w maju do Poznania w październiku) poprawiłem się o 6,5 minuty (z 3:14:51 na 3:08:28). Potem w Rotterdamie było na wiosnę słabo i teraz celem miało być połamanie trzech godzin.Jak to ogłosiłem we wpisie w lipcu:

Zdążyć z trójką przed trzecim.

W tym roku w marcu skończyła się era trójek w moim życiu (czterdzieści lat minęło), ale w końcu października zacznie się nowa era trójek: powinna przybyć nam trzecia pociecha. Żeby to uczcić postanowiłem rozprawić się z jeszcze jedną trójką, czyli przebiec maraton poniżej trzech godzin.
Cel realny bo biegam już od 5 lat i powoli doszedłem do 3:08 ostatniej jesieni.
Od początku listopada spodziewam się biegania, ale w większości pomiędzy szkołą, ewentualnie przedszkolem i kołyską :) no cóż, na szczęście są wózki biegowe dla dzieci – już zacząłem się za nimi rozglądać!


Miało więc być trochę tych trójek w tym maratonie: koniec trójki z przodu wieku, trzecia pociecha w drodze i złamanie trzech godzin.
Zwykle nie biegam z trenerem, kiedyś pisałem o tym dlaczego, ale minęły od tego czasu trzy lata, warto było spróbować czegoś nowego i w ten sposób (przy pomocy wyżej zacytowanego wpisu) wygrałem konkurs portalu pokonamgranice.pl i miałem opiekę trenerską przed Maratonem Warszawskim. 

Przygotowania były więc nietypowe - plan dostawałem sukcesywnie, konsultacje odbywały się mailowo, telefonicznie i sms'ami. Z ciekawych rzeczy: po raz pierwszy robiłem treningi siłowe na siłowni, miałem też dużo siły biegowej zaaplikowanej, potem treningi szybkościowe a na końcu cyklu weszły też długie biegi. A co z tego wyszło - już opisuję!

EXPO

Przed maratonem trzeba odebrać pakiet. Tym razem pojechałem z córkami na expo jeszcze w piątek. Dużo mniej ludzi, można było obejrzeć stoiska (choć ciężko z dwoma rozbrykanymi córkami), no ale wziąłem wklejkę na łapę z rozpiską czasów (zdjęcie na samej górze).




No to skoro fajnie było, to wpadliśmy jeszcze raz w sobotę - tym razem już całą rodziną (razem 4 i pół człowieka). Zjedliśmy 4 porcje makaronu, zakupiłem żele "Ale" - jednak na te się zdecydowałem, pasuje mi ich konsystencja.
Jednak maraton we własnym mieście ma wielkie plusy - w sobotę nie zwiedzałem miasta, tylko mogłem oszczędzać nogi przed wielkim dniem.

PORANEK

Jak to maratoński poranek - spałem na dole żeby nie budzić wszystkich czterech dziewczyn pobudką o 6:30 (tak, wiem - powinno się wcześniej wstać, ale straszny leń jestem). Szybkie śniadanie żeby już żołądek rozruszać - cztery tosty z masłem i dżemem plus izotonik. Wizyta w kibelku jedna za drugą - w sumie cztery przed startem (czy to normalne???). Ubrałem się w strój przygotowany poprzedniego wieczoru: 
 

 
Jeszcze kolega z osiedla się podłączył (na piątkę biegł tego dnia) i pojechaliśmy samochodem. Dojechaliśmy szybko - przy parku Krasińskich przed ambasadą chińską było miejsce, spokojny marsz na start i byliśmy całkiem-całkiem przed czasem. Ja wtedy zrobiłem mają rozgrzewkę - przed maratonem raczej mało biegam żeby oszczędzać paliwo - wyszło tego około kilometra z kilkoma przyspieszeniami na koniec, oczywiście nie muszę wspominać o kolejnej wizycie w kibelku (było ich dużo - fajnie, bo zwykle z tym jest problem na imprezach masowych). No i "Sen o Warszawie", trochę życzeń od znajomych co stali obok mnie na starcie i...

BIEG


Najpierw Krakowskie Przedmieście. Na starcie mimo że stałem blisko zająca na trzy godziny od razu straciłem do niego sporo bo się stawka rozciągnęła - jednak wąsko trochę było. Ale spokojnie, powtarzam sobie - nie gonimy. Utrzymuję stały dystans, ale coś mi nie pasuje. Trochę gps niby wariuje bo wysokie budynki wokoło, ale tętno za wysokie i wydaje mi się że tempo też wyśrubowane. No i rzeczywiście - przy pierwszym km wychodzi tempo 4:05/km! Kolejny kilometr 4:14 - może być, ale potem kolejne to znowu 4:12, 4:12 - zaczynam się niepokoić. Tętno też powyżej 170 a spodziewałbym się z 5 mniej. Na piątce widzę że mam 20:54 - a powinno być 21:19 - to aż 25 sekund szybciej czyli 4:11/km zamiast 4:16/km! No nic, biegnę dalej i pomstuję. Zając nie zwalnia - na 10km łapę międzyczas 42:04 - czyli już nadróbka wynosi 35 sekund! A zając cały czas z przodu, nie próbuję go gonić bo widzę że biegnie za szybko. On ma życiówkę 2:50 i to nie taką świeżą, poza tym jak się potem okaże biegnie tylko połowę dystansu - więc on to tempo wytrzyma, ja w końcówce - nie sądzę. Biegniemy przez Puławską, trochę mnie denerwują dwie rzeczy: bieganie z zającem jest fajne (o ile biegnie założonym tempem) bo w grupie łatwiej ochronić się przed wiatrem (tego dnia nie wiało prawie), ale są też minusy: na punktach odżywczych była walka o ogień, ludzie się poślizgiwali, nawet jeden się przewrócił (na szczęście niegroźnie) - straszny tłok się robił przy wodzie... poza tym niektórzy sobie załatwili asystę na rowerach która jechała w tym naszym małym tłumiku i dodatkowo utrudniała bieg. Trasa wiodła na Wilanów wąską asfaltówką, przy Świątyni Opatrzności skręciliśmy w lewo i znowu było przed nami trochę prostej. Na 15km 1:03:25 - czyli wreszcie nie nadrabiamy nic więcej! Zostało 34 sekundy do przodu. Po kilku kilometrach dołączył drugi Maciek-zając (ten z Warszawiaków) - życiówka 2:45. Od tego czasu biegli razem. Na 20km czas 1:25:01 czyli już trochę tracimy - zostało 18 sekund nadróbki. Na półmetku 1:28:38 czyli 22 sekundy do przodu. Wtedy schodzi pierwszy zając a my jesteśmy w Łazienkach i dajemy po szutrze do przodu :)
Drugi zając zajmuje się omawianiem polskiej ligi i chyba nie patrzy na tempo. To siada na tyle że doganiam powoli tą grupę z zającem, mimo że widzę że zwolniliśmy po czasach. Na 25km 1:46:28 czyli już tylko 10 sekund zostało na plus. Zając moim zdaniem zwalnia jeszcze bardziej. Na 30km jestem już przed nimi, znalazłem nawet takie zdjęcie gdzie to właśnie widać:


Oglądam się za siebie a tam widać czerwony znaczek który zając miał przyczepiony z napisem "3:00". Mimo że ich wyprzedziłem to na 30km mam 2:07:55 czyli tylko 3 sekundy nadróbki. Oni muszą już mieć stratę bo na starcie byli przed mną a teraz są za mną. Mogą mieć już 15-20 sekund straty tutaj. Ciągnę teraz już sam, tempo udaje się utrzymać! Nadchodzi najtrudniejszy moment - zbliżam się do 35km. Tempo troszkę siada, ale jest to rzędy tylko 10sek/km - to jeszcze nie jest tragedia jak a zwykle mi się w końcówce maratonu przytrafiała. Na 35km mam 2:30:07 i nadal jestem przed zającami. A mam 49 sekund straty już! Oni moim zdaniem mieli tu już ponad minutę. Wyprzedził mnie zaraz potem zając, ale jeśli mam być szczery - taka taktyka to porażka. Najpierw 10km dużo za szybko - zagotowanie biednych biegaczy, potem odpuszczenie tempa i pogoń na ostatnich 7km na 3:00 - zające co mają super życiówki i biegną połowę dystansu na pewno dadzą radę, ale ich podopieczni moim zdaniem mieli małe szanse przy tej taktyce dobiec na 3:00...
Ja tymczasem walczę - przy placu Wilsona dostałem zamówioną wodę od Hani i jej męża którzy tam kibicowali (dzięki!). Wypiłem co nieco, reszta ochłodziła mi czuprynę i zaczął się prawdziwy maraton. Z plusów: nie odpadłem całkowicie, najsłabszy był tylko jeden kilometr nr 38: 4:46 i jeszcze 39-ty w 4:43, ale reszta to: 4 kilometry po ok. 4:34. To był najgorszy mój okres tego dnia, natomiast była jedna super rzecz: ostatnie 1200 metrów przed metą podniosłem się i pobiegłem naprawdę w dobrym tempie! Garmin pokazał że w 4:12/km a wg oficjalnych międzyczasów od 40km do mety miałem tempo 4:20/km (41-szy w 4:24 chyba a ostatnie 1195m szybciej niż średnia). Ostatnie metry endo pokazuje że były w tempie 3:18/km!!Z tego jak finiszowałem i jak się czułem po biegu to jestem bardzo dumny. Może trochę pomógł doping na ostatnich metrach - kolega z pracy wspierał mnie na rowerze (jechał po chodniku a nie po trasie więc w porządku ;) ) - dzięki Andrzej!

Za metą chwila na rozmowy z kolegami, medal, do samochodu żeby wrócić szybko do domu. Zasłużone gratulacje w domu i szybko przebrać się bo najstarsza córka o 14:30 zaczyna mszą przygotowania do pierwszej komunii. No a to co się potem stało to może już pominę, ale dalszej części dnia też długo nie zapomnę (szaleńcza jazda do szpitala z rozbitą głową córki - "atrakcje" do końca dnia zapewnione, na szczęście wszystko się dobrze skończyło, nawet szwów ani tomografii nie było). Tak to już jest u biegaczy-amatorów co mają rodzinę, pracę a gdzieś na końcu czai się hobby zwane bieganiem :)

Dzień był naprawdę wyjątkowy i ta życiówka - jak by to powiedzieć jak klamrą pięknie spina całą opowieść: skończyła się era bycia trzydziestolatkiem, zaraz pojawi się trzecia córka, miało być złamanie trzech godzin, a czas na mecie wyszedł - zobaczcie sami:

3:03:03


:)






poniedziałek, 19 września 2016

Szybko po Woli


W niedzielę pobiegłem start kontrolny przed Maratonem Warszawskim. Wybór padł na Szybko po Woli - organizowany przez Jang'a (kto nie zna niech zajrzy do Ergo na Jana Pawła) cykl biegów po warszawskim parku Szymańskiego.
Impreza kameralna - ilość zawodników w biegu głównym około 100 (rekordem frekwencji było niecałe 150 osób). Organizowana przy wsparciu dzielnicy Woli i jak słyszałem wróble ćwierkają że w przyszłym roku może być trudno o kontynuację (domyślam się że nowa władza może nie być zainteresowana, ale zobaczymy).
Pogoda miała być już gorsza, ale niestety tam na górze nie słuchają prognoz :) W efekcie było słonecznie, na szczęście nie upalnie. W cieniu było bardzo fajnie, w słońcu za ciepło, ale bez tragedii.
Trochę przed startem się zdenerwowałem - byłem umówiony żeby z córkami na mszę dla dzieci pójść i czas był wyliczony na styk. A tutaj 25 minut obsuwy... bo dekorację biegów dzieci przesunięto przed start biegu głównego :( Dlatego nie jestem fanem biegania w niedzielę - nie chcę żeby mi (a właściwie to rodzinie) to psuło rozkład dnia. Jeszcze maraton jestem w stanie zrozumieć - dwa razy w roku przeboleję, ale pozostałe biegi staram się wybierać jak się da sobotnie.
Przed biegiem jeszcze jedna rzecz warta wspomnienia - uczciliśmy chwilą ciszy pamięć 36-letniego biegacza który zasłabł na poprzedniej edycji tego biegu i niestety zmarł potem w szpitalu. Bardzo przykre, niby pocieszamy się w takich sytuacjach że (o ile wiem) zawsze potem się okazuje że powodem była ukryta wada serca, ale to jednak przypomina jak bardzo ulotna jest nasza egzystencja na tym świecie...
W końcu ruszyliśmy na trasę. Stanąłem zgodnie z wytycznymi Jang'a blisko startu, z racji tak małej liczby biegaczy oznaczało to pierwszą linię :) chyba po raz pierwszy w życiu:


Plan był pobiec 2km po 4:00/km a potem 6km po 3:55/km i ostatnie 2km to już ile się da. Najpierw oczywiście za szybko, ale nie wierzę że było 3:44/km jak pokazał zegarek przy znaczniku 1km. Potem drugi 3:40/km (!) ale znowu - miałem wrażenie że wolniej biegłem. Trzeci wyszedł 4:01/km a wydaje mi się że tempo było podobne. W sumie GPS'a nie można w takich warunkach za bardzo używać bo w parku potrafi wariować (za mała pętla, za dużo drzew, za ostre nawroty). Był taki jeden nawrót o 180 stopni, ale było też trochę mniej ostrych, poza tym kilka łagodnych stopni, ale w sumie nawierzchnia jest dość dobra - nie jest to trasa dla wyczynowców, ale ogólnie oceniam pozytywnie.
Czwarty km w 3:49, piąty w 4:01. Pętla miała 2,5km i chyba dlatego 3 i 5 km wyszły wolniej - jest tam też troszkę pod górkę, ale chyba bardziej myślę chodziło o to że oznaczenia km mogły być troszkę przesunięte.
Potem dogonił mnie chłopak biegnący z kartką na plecach "40:00". Coś mi tu bardzo nie grało, miałem na piątce czas 19:08 - więc skąd ten zając na 40 minut? Chwilkę pogadaliśmy, on miał wrażenie że trasa nie ma pełnych 2500m na jednej pętli (czyli tak jak ja bo biegło mi się wg oznaczeń szybciej niż wg samopoczucia oceniałem tempo). Kazał trzymać się na plecach i aż do końca trasy dopingował mnie i ciągnął prawie za uszy żebym nie zwalniał. No i tutaj wielkie podziękowania - muszę odnaleźć w wynikach (jak się pojawią) kto to był i osobiście podziękować. Trudno mu było bo ja już padałem ze zmęczenia, ale dzięki ciągnięciu (słownemu, liny nie mieliśmy :) ) udało się nie opaść z sił i dobiec drugą piątkę w sensownym czasie. Złapałem międzyczasy: na 5-7,5km: 9:53 (3:59/km), 7,5-8km: 1:57,5 (3:55/km), potem 3:51 i 3:52. Czyli coś na miarę finiszu się odbyło bo ostatnie 2km miały być szybciej i wyszły szybciej niż średnie tempo które było 3:53/km a na mecie zobaczyłem czas:

38:50


Nie jest to dla mnie życiówka (chociaż pobita o całe pół minuty!), no ale też mam podskórne przeświadczenie że troszkę brakło dystansu. Wg zegarka było 9,93km, więc gdyby przeskalować wynik to byłoby ok. 39:07 na 10km wg zegarka. Ale to gdybanie - za tydzień Maraton Warszawski, a potem tydzień później atestowana trasa Biegnij Warszawo - tam spróbuję ten wynik powtórzyć :)

Podziękowania dla organizatorów biegu - fajna impreza (szkoda że nie odbywa się w soboty - częściej bym wpadał). I na koniec - sukces! Wreszcie coś wygrałem tym moim bieganiem. Na mecie pierwsze 40 osób dostało opakowanie dania gotowego typu pierogi od sponsora (Karczma Buchówka o ile dobrze zapamiętałem). Wziąłem więc kopytka (bo córki uwielbiają) żeby im trochę wynagrodzić to, że tata rano lata po Warszawie zamiast z nimi czas spędzać. Acha, usprawiedliwię się że zaraz po powrocie wziąłem córki i pojechaliśmy w kilka miejsc, żeby większość dnia spędzić jednak razem rodzinnie :) A jak by ktoś chciał wpaść do Parku Szymanowskiego na tą imprezę to polecam z dziećmi - są biegi dla nich, jak jest ładna pogoda to można miło spędzić czas w parku.

Tutaj link do strony głównej: http://szybkopowoli.pl/

Zrzut endo

Niby z pięty nie walę, ale dziwnie krzywo biegnę...
Zdjęcia pobrane z festiwalbiegowy.pl


piątek, 16 września 2016

Starty, starty, starty


No i jest! Oczekiwany okres w roku biegacza: sezon startowy. W sumie robi się gęsto w moim kalendarzu, a najważniejszy termin czai się w nim tydzień po ostatnim starcie, wtedy to naprawdę zrobi się gęsto w domu jak przybędzie kolejna mała dziewczynka!

No to ciekawe które z moich rekordów będę musiał poprawiać - w sumie szanse są że aż 3 :)

czwartek, 8 września 2016

BMW Półmaraton Praski czyli piekarnik


Wypada coś napisać - pobiegło się przecież. No ale co tu napisać skoro poszło jak poszło? Więc chociaż z kronikarskiego obowiązku: przybyłem, zobaczyłem i pobiegłem na maksa. Co nie było za mądre przy tej temperaturze. Było strasznie gorąco i poszło mi dużo gorzej niż rok wcześniej. Zacząłem jak to ja - jeszcze bardziej ambitnie (bo życiówka w każdym starcie musi być, nieważne ile jest stopni, albo czy to inny kontynent jest po długiej podróży itd). No i sił starczyło na nie za długo, już po kilku kilometrach tempo troszkę spadło, potem spadło jeszcze troszkę i tak dalej, aż do jakichś wartości rzędu 4:45/km nawet doszło. Po drodze miło pogadałem z Krzychem z forum bieganie.pl - to chyba też nie poprawiło mojego wyniku na mecie :) No i dobiegłem w 1:33:23. Niby strasznie słabo w stosunku do planu 4:05/km (1:26:10), ale patrząc na wyniki to lepiej poszło mi w kategorii wiekowej niż rok temu:


Nawet wyciągnąłem porównanie z rokiem poprzednim - też było gorąco przecież:


Rok 2015 2016
1-szy 01:03:52 01:04:51
100-tny 01:26:02 01:27:06
ukończyło       5 865           5 638   
zapisanych       6 986           6 910   
moje miejsce 163 260
mój czas 01:28:58 01:33:23
poniżej 1:05               1                   1   
poniżej 1:10               4                   3   
poniżej 1:15               7                   7   
poniżej 1:20             27                 22   
poniżej 1:25             81                 66   
poniżej 1:30           202               156   
poniżej 1:35           410               341   
poniżej 1:40           777               599   
poniżej 1:45       1 224               953   
poniżej 1:50       1 778           1 419   
poniżej 1:55       2 362           1 929   
poniżej 2:00       3 030           2 571   

Na moje oko wszystkie kategorie pokazują że było w tym roku gorzej z wynikami (więc i z warunkami). Z drugiej strony - mogłem pobiec dużo lepiej, tylko czy to miałoby sens w takiej temperaturze? Chyba zgodzę się "red. nacz." bieganie.pl który napisał że ten bieg nie promuje zdrowego trybu życia - z racji terminu i trasy. Bieganie w upale po asfalcie Wału Miedzyszyńskiego... no nie jest jednak zbyt zdrowe :) Dobrze się zastanowię zanim się ponownie zapiszę zapewne...
A pozytywnie żeby coś dodać - organizacja i poziom imprezy naprawdę dla mnie na bardzo wysokim poziomie. Świetni wolontariusze, dobrze rozmieszczone i wyposażone punkty na trasie!








ADs