Pokazywanie postów oznaczonych etykietą waga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą waga. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 grudnia 2019

Czy można tyć biegając 5x w tygodniu?

Skoro pytam to na pewno odpowiedź nie będzie oczywista, i macie rację: bo można! Po maratonie to normalne że waga troszkę podskakuje - po biegu człowiek głodny, a żeby organizm się zregenerował nie biega się przez jakiś czas (czytałem nawet zalecenie żeby nie biegać tyle dni ile kilometrów miał wyścig, ciekawe jak by do tego ultrasi podeszli :) ). Ja robię sobie zwykle kilka dni, w tym roku wyjątkowo mało - tylko jeden.

Jakoś w trakcie przygotowań do maratonu moja waga oscylowała pomiędzy 78 a 79kg.


Co ciekawe mam duże wahania, mimo że zawsze ważę się na tej samej wadze, która stoi iw tym samym miejscu i w takich samych warunkach (czyli rano po toalecie a przed śniadaniem). Potrafi podskoczyć waga do 80km z ułamkiem, ale potrafiła też i być 77kg z kawałkiem. To w sumie sporo - prawie 4% różnicy między minimum a maksimum... ale średnia była powiedzmy 78,5kg.

Natomiast po maratonie jak sobie podskoczyło to już nie chce zejść:


Pojawiło się nawet ponad 81kg! Średnia zaś stabilnie 80,5kg. Niby to tylko 2kg, ale albo jestem przewrażliwiony, albo ja to widzę po sobie!

No to co robi biegacz jak chce schudnąć? Biega więcej! U mnie to akurat troszkę inaczej zadziałało: nie zmniejszyłem kilometrażu mimo że okres taki był dość spokojny. Maraton dopiero na wiosnę, pierwsze plany startów też jeszcze nie tak szybko. Ale trochę z obawy o dalsze kilogramy biegam regularnie 5 razy w tygodniu, w sumie około 65km tygodniowo:


No i jak to zadziałało? Ano wcale! Naprawdę to nie stanowi dla mnie żadnego problemu żeby biegać dużo i sobie przytyć :)
Wydaje się mało możliwe, ale już to wcześniej zauważyłem: żeby zjeść powiedzmy 900 kalorii więcej wystarczy 10 deko jedzonka (jeśli mówimy o tłuszczu, węglowodanów musiałoby być troszkę ponad 20 deko). Zajmuje to pewnie niecałą minutę, a ile trzeba biegać żeby to spalić. Niestety około godziny!

Więc nie ma co się oszukiwać: bez sportu trudno jest schudnąć, ale żeby schudnąć trzeba ograniczyć do sensownych ilości jedzenie... Jest oczywiście wiele innych ważnych aspektów: pora, częstość, rodzaj i jakość jedzenia, ale bez ograniczenia ilości - nie ma siły. W końcu tak na końcu to przecież bilans energetyczny musi być ujemny jeśli chcemy zmusić nasz organizm do zużycia trochę z naszych zapasów.

Uważne oko zresztą zauważyło na wykresach które wrzuciłem że coś drgnęło u mnie wreszcie: dzisiaj rano było 79,1 (juhu!) ale to może być chwilowe wahnięcie w dół oczywiście :)

wtorek, 10 marca 2015

Wyzwanie "myślenie życzeniowe" - podsumowanie

Maraton za pasem więc trzeba podsumować moje boje z wagą. Właściwie to za wielkie słowo - nie byłem przecież na diecie i nie było to niemiłe... Z tego co pamiętam to po prostu nie napychałem się słodyczami i starałem się nie jeść już późnym wieczorem. No tak, oprócz tego jeszcze jedna ważna rzecz: biegałem sześć razy w tygodniu :) a wyniki? Jak na zdjęciu poniżej:


Patrząc na średnią z ostatnich pięciu dni wychodzi mi 78,5kg czyli schudłem 3kg zamiast planowanych 2 :) można więc odtrąbić pełny sukces!

Teraz natomiast głównym moim zajęciem jest sprawdzanie prognozy pogody oraz obgryzanie paznkokci. Wczoraj prognozy pokazywały 33 stopnie na niedzielę w Los Angeles. Dzisiaj na szczęście już tylko 31 - niezbyt duża różnica, ale jak to się spełni to mało możliwe będzie żeby dobiec do mety w założonych widełkach 3:10-3:15... Oj żeby te prognozy się nie sprawdziły...

niedziela, 22 lutego 2015

Wyzwanie "myślenie życzeniowe" - aktualizacja

Do maratonu zostało już tylko 3 tygodnie (o rany!). Zostało już więc bardzo mało czasu żeby dojść do planowanej wagi startowej. Mimo że to będzie już dziesiąty mój maraton to nigdy nie miałem konkretnych planów co do swojej wagi. Systematycznie (ale bardzo powoli) chudnę przez te 3,5 roku jakie już biegam, ale nie wynika to z diety, tylko z tego że coraz więcej biegam. Właściwie tak po prawdzie to dieta też mi się znacznie zmieniła... tylko nie wynika to z samoograniczania się z powodu narzuconej mi (sobie) jakiejkolwiek diety - po prostu sam z siebie widzę że nie mam ochoty na jedzenie które kiedyś jadłem. Ta "oddolność" zmiany odżywiania bardzo mi się podoba: nie wymaga poświęceń a z tym mogłoby być u mnie krucho :) poza tym jest to dość stabilna sytuacja. Skoro nie mam ochoty na niezdrowe rzeczy, to nie ma za dużych obaw że to się zmieni jak tylko cel na horyzoncie (np. kolejny maraton) stanie się rzeczywistością (i przestanie wywierać wpływ).
 
A jak to jest tym razem? No więc 15-go stycznia czyli 5,5 tygodnia temu we wpisie napisałem tak:


ważę stabilnie od kilku tygodni około 81,5kg i to trochę dużo - chciałbym do maratonu schudnąć 2kg

Czyli właściwie to postawiłem sobie tym razem bardzo konkretny cel: 81,5-2=79,5kg w dodatku jeszcze narzuciłem sobie ramy czasowe (ale się wrobiłem :) ). Po tych 5 tygodniach moje zapiski z wagą wyglądają tak:


zwracam uwagę na ostatnią linię: pojawiło się po raz pierwszy 78 z przodu! Nie wiem jak to możliwe - to prawda że biegam dużo (w tym tygodniu 100km, średnio teraz 90-100km tygodniowo), ale jem też dużo. Jedyne na co zwracam uwagę to nie wpychanie jakichś zupełnie bezsensownych pustych kalorii typu słodycze (szczególnie wieczorami), ale to też mi nie wychodzi w 100%. Mimo to można ze średniej z ostatniego tygodnia podać że 79,5kg to już w tej chwili osiągnąłem (juhu!). Nie jest to oczywiście wielkie osiągnięcie bo przy moim wzroście 1,85m daje to BMI = 23,2 czyli w górnej połowie zalecanego zakresu 20-25 (dla "zwykłych" ludzi, nie dla biegaczy).
Co teraz? Ja mam zamiar nic nie zmieniać - na diecie przecież nie jestem, a margines do dalszych zmian jeszcze w formie sporej oponki wciąż istnieje. Muszę tylko przemyśleć ten ostatni tydzień - czy powtórzyć jak przed Maratona di Roma eksperyment węglowy czy też ograniczyć się jak przed Frankfurtem do bardziej obfitego ładowania węgli na 2-3 dni przed? Muszę to zgrać z długą podróżą w czwartek na maraton.
No i najważniejsze - nie rozchorować się! W domu już się szpital kończy (łagodna ospa, potem dwie dziewczyny jakiś wirus w tym jedna mocny), w pracy też kaszlą i kichają na potęgę... brało mnie coś już od tygodnia, ale wygląda na to że udało się (ledwo-ledwo) wybronić!

czwartek, 15 stycznia 2015

Wyzwanie "myślenie życzeniowe"


Podobno wystarczy ciągle mocno myśleć o czymś żeby się nam to sprawdziło. No to zobaczmy czy naprawdę to u mnie zadziała - chciałbym do maratonu w połowie marca schudnąć choć te dwa kilo czyli wrócić do mojej najniższej wagi z zeszłego roku :) Biegać to już więcej nie będę, bo 80km średnio tygodniowo to sporo dla mnie, jeść mniej chyba powinienem - chociaż wydaje mi się że ciężko z tym będzie. Nie pozostaje mi więc nic innego jak sprawdzić metody z książek o sukcesie (nigdy żadnej nie czytałem, ale wieść gminna niesie że tak to działa) czyli codziennie rano mocno myślę "jestem lżejszy, jestem lżejszy" i dopiero wchodzę na wagę ;)

Dobra, ale tak zupełnie poważnie - ważę stabilnie od kilku tygodni około 81,5kg i to trochę dużo - chciałbym do maratonu schudnąć 2kg. Wychodzi średnio pół kilograma na dwa tygodnie - nie za dużo, powinno się udać. Potem jak zwykle przy ładowaniu węglowodanów w ostatnie 2-3 dni przed maratonem waga zawsze idzie w górę (organizm magazynuje wodę razem z glikogenem), ale tego nie da się uniknąć. Nikt przy zdrowych zmysłach nie odlewa paliwa z baku przed długą podróżą żeby zmniejszyć wagę samochodu :) Więc spróbuję przez te pozostałe 8 tygodni zrzucić to co narosło ostatnio. 

Nie będę wchodził w szczegóły żywieniowe (bo wstyd będzie ;) ) - zobaczymy w co tygodniowych raportach jak to idzie i czy idzie w dobrą stronę - pochwalę się albo pożalę :)

poniedziałek, 29 września 2014

Waga jest jak motyl


I nie chodzi mi wcale o to że jestem wagi jak bokser z kategorii motyla (jest w ogóle taka?). Bardziej chodzi mi o skojarzenie z przysłowiem na temat szczęścia które jest jak motyl na łące. Im bardziej za nim gonimy tym bardziej ucieka, choć jest o krok. A gdy o nim zapomnimy to sam przyleci i usiądzie na ramieniu. 
Nie jest to taka dokładna paralela do mojej sytuacji bo ja nigdy nie zbijałem wagi, więc nie można powiedzieć że gonię za tym "wagowym" motylem. Wiem że niektórzy biegają ze względu na wagę, ale u mnie bieganie wynika po prostu z hobby a zmiany wagi, mimo że bardzo duże, przyszły jako efekt uboczny. Najlepiej ten efekt uboczny się zarysował przy obecnym planie treningowym. Jednak bieganie pięć razy w tygodniu (czasami cztery) mocno wpływa na mnie. Zrobiłem sobie wykres z moich danych historycznych:


Widać fajne falowania w ramach roku - zwykle w zimę rośnie, ale potem maleje. Najbardziej jestem pod wrażeniem tego roku: po raz pierwszy od czasów studiów zobaczyłem na wadze mniej niż 80kg! To szczególnie duża rzecz bo był okres (jeszcze przed tym wykresem) gdy moja waga dochodziła nawet do 96kg. Teraz jest w granicach 79-80kg a i tak widzę po sobie że jeszcze jest duży margines :) W sumie nic dziwnego, przy wzroście 185cm moje BMI jest nadal w górnej granicy normy (23,2) nawet dla przeciętnego człeka (20-25), nie mówiąc o regularnie biegającym.
Muszę przyznać że wcale mnie to nie przejmuje - biegam sobie, diety żadnej nie stosuję a waga i tak spada. To idealny układ dla mnie - nie muszę się bać że wpadnę w jakieś niezdrowe nawyki żywieniowe. Samo się to reguluje - widzę po sobie że po prostu nie mam już ochoty na "niezdrowe" jedzenie i to mi się podoba. Nie muszę się do niczego zmuszać, a zmiany na lepsze przychodzą same. W sumie nie same, te 70-80 kilometrów tygodniowo ma w tym swój wkład :)

ADs