Jak tylko się da to wyjazd łączę z przebiegnięciem Park Run'a. A skoro wyjazd do ojczyzny Park Run'a to nie było to tym razem trudne. Co prawda nocleg mamy dość daleko od centrum Manchesteru (za to blisko lotniska) i z tego powodu nie było bardzo blisko, ale jednak w Wielkiej Brytanii to tych Park Run'ów jest jak psów :) Miałem aż trzy do wyboru, jednak każdy w odległości 5-6km od nas. Przylecieliśmy w piątek późno (w dodatku była obsuwa około 40 minut), ale udało się zakombinować i zdążyć na 9:00 rano do parku w Wythenshawe (to miejscowość pod Manchesterem gdzie jest lotnisko tego miasta).
Nie było bezpośredniego połączenia od nas do żadnego z tych parków, w sumie 5km przebiec to 27-28 minut spokojnie - szybciej niż używając komunikację miejską. Wymyśliłem więc że wyjdę wcześniej, podejdę najpierw tyle co się da i ostatnie 2-3km podbiegnę w ramach rozgrzewki. Ograniczać chciałem ten bieg oczywiście z uwagi na półmaraton następnego dnia. Wyszedłem więc rano i zacząłem iść w stronę parku. Pod domkiem widoki były takie:
Po drodze - typowa brytyjska uliczka:
Pogoda piękna - słonecznie, trochę chłodno, ale w słońcu nawet troszkę za ciepło na ściganie się. Ale ja nie miałem takich planów - priorytetem jest półmaraton jutro, więc chciałem przebiec spokojnie. W parku widoki takie:
Ładne są te brytyjskie parki, obok taki budyneczek:
A biegaczy zatrzęsienie przed startem!
Ciekawe że start był ze środka parku, zawodnicy stali szeroko rozstawieni i po prostu biegliśmy taką kawalkadą na początku. Ja nie ścigałem się, chciałem nawet zacząć po 5:30/km, ale jak spojrzałem na zegarek po jakimś czasie to zobaczyłem... 4:35/km! Postarałem się opanować - w końcu biegliśmy po trawie i pierwszy kilometr wyszedł w 4:45. Drugi już się uspokoiłem i wyszedł w 5:00. Fajnie się biegło - nie ścigałem się, starałem się wyczuć jakie tempo jutro na półmaratonie będzie możliwe - więc plan był powoli przyspieszać żeby to sprawdzić. Trasa fajna, po parku oczywiście. Wolontariusze stali na zakrętach (nie byłem pierwszy to nie miałem problemów z nawigacją).
Powoli przyspieszałem, trzeci km w 4:51, czwarty 4:49 i piąty 4:36.
Ta lokalizacja jest bardzo popularna - okazało się że w tej edycji było aż 426 biegaczy! Mój czas 24:04 (oficjalny) dał mi 68. miejsce. Ale co ciekawe - gdybym był w formie z wiosny i nie oszczędzał się, to spokojnie byłbym w pierwszej dziesiątce, a nawet byłyby szanse na pierwszą piątkę :)
No to mam już 19 Park Run'ów, jeszcze 6 sztuk i będę mógł sobie koszulkę 25 edycji sprawić :) No może za kilka miesięcy się uda :)
No to co teraz? Jutro rano Manchester Half jak to tutaj mówią. Ma być 31 tysięcy biegaczy! Pogoda ma być super do biegania - na starcie 10 stopni, bez opadów, słabiutki wiatr, potem do wieczora wzrośnie do 18 stopni, ale to będzie sporo po biegu.
Jeszcze rozmyślam jak to zaplanować. Nie ma szans na plany, które miałem na początku roku (czyli łamanie 1:30). Według czasu z dychy (44:40) wyliczenia wskazują że powinno to być 1:38:30... ale to przy założeniu że jestem wytrenowany pod półmaraton i że nic nie zaboli. Byłem u fizjoterapeuty w czwartek - mówi że wszystko jest OK, a te pobolewania naokoło kolana to normalne przy gojeniu się mięśnia. No więc dobra - biorę to za dobrą monetę i będę walczył. Ustaliłem więc sobie plan minimalny na złamanie jutro 1:40 i spróbuję pobiec tempem 4:40/km co daje 1:38:30 na mecie. Gdyby było dobrze po 14km to przyspieszę i spróbuję złamać 1:38. Trzymajcie kciuki :) !












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz