sobota, 1 września 2018

Najgłupsza Kontuzja Świata

 


Powiadają że każdy jest mistrzem, trzeba tylko znaleźć odpowiednią kategorię. Tak sobie myślę że ja swoją właśnie znalazłem. Dwa tygodnie lipca leżeliśmy plackiem na plaży w Turcji, chociaż ja całkiem sensownie ten okres wykorzystałem:



Jak widać biegałem codziennie, bieg długi mi wyszedł ładnie - 24km w tych upałach. Generalnie było gorąco jak nie przymierzając ostatnio w Polsce (34-35 stopni codziennie) więc biegałem wcześnie rano, ale i wieczorem dawało radę. Słońce zachodziło około 19:40 i ochładzało się trochę. Nadal było gorąco, ale chyba trochę się już przyzwyczaiłem.
Ale czemu tam 24-go jest rysunek banana a potem już nie biegałem (prawie)? No i dochodzimy do sedna. Poszedłem z dwiema starszymi córkami na.... banany! W sensie taki nadmuchiwany katamaran ciągnięty przez motorówkę. Zabawa organizowana w ramach animacji hotelowych dla dzieci - nic niebezpiecznego. Na bananach było około 12 dzieci plus osoba opiekująca się dziećmi i ja. Wszystko poszło zgodnie z planem - zabawę dzieci miały i wróciliśmy na brzeg. Ale niestety ja zsiadając już przy brzegu z tego banana zaplątałem sobie lewą nogę w bananie (jakkolowiek to brzmi) a prawą chciałem stanąć na dnie płytkiego już tutaj bardzo morza. Tylko że było na tyle głęboko że lewa noga z odgiętym na zewnątrz kolanem podeszła mi wysoko do góry (bo była na bananie jeszcze) i coś mi tam porządnie chrupnęło.
Bolało porządnie, ale mogłem iść - poszliśmy więc jeszcze pokąpać się z córkami w morzu, próbowałem nawet zagrać w siatkówkę plażową, ale wtedy ból się bardzo nasilił. Odpocząłem więc do wieczora i chciałem pójść potruchtać 6km - nie dałem rady przebiec nawet kilkunastu metrów. 
Następnego dnia już w Polsce dałem radę wyjść na trucht z najmłodszą córką w wózku (widać to 26-go w endo), podobnie następnego dnia i to by było na tyle. Ból się nasilił i umówiłem się do ortopedy. Skierowanie na USG na cito, ponowna wizyta u lekarza z wynikami. Potem wizyta u fizjoterapeuty żeby zasięgnąć drugiej opinii.
Diagnoza: oderwany przyczep mięśnia przywodziciela uda długiego. Mięsień się skurczył o jakie 4,5cm. Można by go przyczepić już tylko operacyjnie bo to nie jest naderwanie - oderwany jest całkowicie. Lekarz od USG powiedział że 3-6 miesięcy leczenia... Lekarz ortopeda znowu pocieszył że tych mięśni przywodzicieli jest chyba 4 i bez jednego nie będę czuł różnicy - mam odpocząć 3 tygodnie. Przy sakramentalnym pytaniu "a co z moim maratonem?!" pokiwał głową i powiedział że jest szansa - zobaczymy na kontroli za 3 tygodnie. 
Fizjoterapeuta mnie pomęczył (pierwszy raz w życiu byłem - bolało, ale warto było, polecam bo potem czułem się znacznie lepiej: byłem w fizjoperfekt na Czerniakowskiej bo mojej Żonce tam pomogli). Fizjo stwierdził że ten mięsień do "czegośtam" się przyczepi w końcu i trochę będzie pracować. Trochę głupio się czułem ze świadomością że mi tam będzie taki luźny mięsień latał w nodze :)
No nic, mam w tym tygodniu kolejną wizytę w fizjoperfekt, potem kontrola u ortpedy. Na razie nie biegam w ogóle, chodzę za to na długie spacery z wózkiem żeby nie przytyć. Za dwa tygodnie półmaraton w Kopenhadze - pojadę towarzysko, ale sam bieg to stoi pod bardzo dużym znakiem zapytania. A za 5 tygodni maraton w Chicago - też nie wiadomo czy w ogóle wystartuję. Wiadomo niestety na pewno że nie będzie ścigania 3 godzin tam... no ale trudno - przecież muszę najpierw wyzdrowiać, to najważniejsze...

Trochę to tragikomiczne - biegam już tak regularnie i dużo 7 lat i nic mi się nie stało, a tutaj poszedłem z dziećmi na banana i kontuzja :)

ADs