Pokazywanie postów oznaczonych etykietą certyfikat medyczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą certyfikat medyczny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lutego 2017

Bieganie we Włoszech - badania lekarskie


Opisywałem już przy okazji mojego startu w Rzymie co należy zrobić, aby w tym pięknym mieście (a tak naprawdę szerzej: kraju) pobiec. Otóż we Włoszech nie można tak sobie pobiec, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Przychodzimy nawet czasami przed samym biegiem, coś tam podpisujemy, wpłacamy pieniądze za pakiet startowy, przypinamy numer do koszulki i już. O nie, moi drodzy! We Włoszech (i Francji zresztą) każdy uczestnik biegu masowego musi mieć badania lekarskie! Nie będę pisał co zrobić jeśli mamy włoskie obywatelstwo - zakładam że w takim przypadku znacie język włoski i sami się ogarniecie czytając strony organizatora.

Co zrobić jak ktoś nie zna włoskiego? Jak to we Włoszech bywa - nie za bardzo oni się tym przejmują :) Ze wszystkich stron biegów jakie widziałem to właśnie włoskie są najgorzej i najubożej tłumaczone na cokolwiek. Ale od czego macie mnie :) ? Ja przez to już przeszedłem więc poniżej instrukcja.

1. Zapisz się na stronie runcard.com - jest to portal który za skromną opłatą 15 euro wyśle wam mailem wirtualną kartę sportową uprawniającą do startu we wszystkich imprezach biegowych we Włoszech przez okres roku. Potwierdzenie otrzymacie mailem wraz z numerem karty runcard (oczywiście po włosku, a jakże).
2. Zapisz się do swojego biegu (biegłem w Rzymie - przez www.maratonadiroma.it które przekieruje was do serwisu mymdr.it, teraz będę biegł w Mediolanie www.stramilano.it - to przekieruje do www.enternow.it). Podczas zapisywania się masz do wyboru wiele kategorii i nie można nie podać żadnej - wybierz że masz kartę "runcard". Wpisz jej numer, który otrzymałeś mailem.
3. Umów się do lekarza rodzinnego, niech da skierowania na następujące badania:
- spirometria
- EKG spoczynkowe
- EKG wysiłkowe
- badanie moczu
- (opcjonalnie) morfologia - nie jest wymagana, ale tak dla siebie naprawdę warto zrobić
4. Z wynikami wróć do lekarza rodzinnego i poproś o podpisanie certyfikatu że możesz biegać. Maraton w Rzymie proponuje taki w wersji angielskiej, półmaraton w Mediolanie proponuje taki, ale może to być odręczne pismo lekarza albo jego własny druk, ważne żeby były te informacje że na podstawie tych powyższych badań (muszą być wymienione: spirometria, EKG spoczynkowe, EKG wysiłkowe, badanie moczu) możesz brać udział w imprezach sportowych i do kiedy - musi obejmować datę twojego startu.
5. Po odbiór pakietu zgłoś się z wydrukowanymi dwiema rzeczami: runcard (przyszła mailem w wersji do wydruku) oraz podpisanym przez lekarza zaświadczeniem że możesz biegać w biegach masowych.

I w sumie to tyle. Niektóre biegi (np. maraton w Rzymie) umożliwiają załatwienie mailem tej formalności z certyfikatem medycznym, tzn. wysłanie go wcześniej. W innych biegach należy mieć go ze sobą w momencie odbierania pakietu startowego.

Jeszcze ważne pytanie - ile to kosztuje? To oczywiście zależy od tego gdzie pójdziemy. Ja mam jakiś zwykły pakiet w Luxmedzie opłacany przez pracodawcę i mam te wszystkie pięć badań w ramach pakietu. Więc nie zapłacę nic dodatkowo, trzeba było tylko przez parę minut tłumaczyć lekarzowi dlaczego chcę te badania - bo żadnych wskazań dla ich zrobienia nie mam. Dopisał na skierowaniu "względy formalne" i przeszło. Spirometrię już zrobiłem, po urlopie mam oba EKG - opiszę jak to przejdę już jak było.

Na koniec pocieszenie dla osób które nie zdążą albo nie mogą zrobić tych badań: nikomu tego nie polecam (po co stres), ale gdy biegłem maraton w Rzymie w 2014 to oni tego certyfikatu od kolegi wcale nie poprosili nawet (ja swój wysłałem wcześniej mailem). Domyślam się że nie z racji jakiegoś wielkiego szczęścia, tylko po prostu - na tym polega słynne włoskie podejście do życia :)
Ale jeszcze raz powtarzam - zróbcie te badania, to się bardzo przyda! Nie ma co ryzykować że się nie zostanie dopuszczonym do biegu w tak pięknym kraju przez jakiś wymóg formalny...

A na koniec: wszystkiego najlepszego w waszych startach we Włoszech! Avanti! :)



wtorek, 28 stycznia 2014

Certyfikat medyczny - Rzym


    Chętni do przebiegnięcia maratonu w Rzymie mają obowiązek przedstawić certyfikat medyczny. Raz już przez to przechodziłem - przed moim debiutem w Paryżu więc wiedziałem już z czym to się je. Zadzwoniłem więc do przychodni w której moja firma wykupuje nam dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne i wyłuszczyłem sprawę. Już po chyba trzecim powtórzeniu (uwielbiam przełączanie rozmów i zaczynanie historii od nowa) zostałem umówiony do lekarza pierwszego kontaktu. Pani doktor wysłuchała wyjaśnień i zaaplikowała taki zestaw:
  1. wywiad - czyli czy mam choroby przewlekłe, kłucie w klatce piersiowej, czy w rodzinie były przypadki itd.
  2. osłuchanie serca
  3. pomiar ciśnienia (chyba było 130/80 czyli jeszcze w normie ale na granicy, no tylko że ja chwilę wcześniej wszedłem po schodach - tak sobie to tłumaczę :) )
  4. EKG spoczynkowe
  5. badania z krwi: morfologia pełna, OB, aminotransferaza alaninowa, glukoza, kreatynina, lipidogram
  6. badanie ogólne moczu
Uff to tyle. Punkt piąty to tylko jedno pobranie krwi - tych dwóch ostatnich punktów jeszcze nie zrobiłem, poczekam aż kaszel przejdzie żeby nie zafałszować wyników i mam nadzieję że pod koniec tygodnia to załatwię. Resztę badań mam już za sobą i jestem szczęśliwym posiadaczem certyfikatu medycznego z terminem ważności na cały rok :) Słowem: mogę biegać ;)


P.S. Z ciekawostek - włoski formularz certyfikatu medycznego zawiera dane typu data i miejsce urodzenia lekarza, trochę nieswojo można się poczuć jak się prosi panią lekarz o wpisanie takich danych :)

środa, 1 lutego 2012

Moje boje z certyfikatem medycznym


Jak pewnie wiecie mój najważniejszy start tej wiosny to Maraton w Paryżu. Francuzi potrafią wiele dziwnych rzeczy wymyśleć więc i w sprawie maratonu mają coś specjalnego: certyfikat medyczny. Jest to oświadczenie podpisane przez lekarza które stwierdza że po przebadaniu delikwenta nie stwierdził przeciwwskazań żeby mógł on brać udział w zawodach biegowych. No i wiadomo - pieczątka i podpis. Zacząłem z tym tematem walczyć jeszcze w zeszłym roku - wydrukowałem ze strony maratonu ten certyfikat (i tak Francuziki się wykazali wielkim zrozumieniem i dołączyli wersję nie tylko po francusku ale też i po angielsku :) ) i z tym druczkiem udałem się do lekarza. Myślałem że to będzie prosta sprawa, tak jak pisali inni biegacze na forum bieganie.pl ale u mnie zrobiła się z tego większa zabawa.
Zanim jeszcze spotkałem się z lekarzem musiałem w rejestracji telefonicznej wyjaśnić o co chodzi - to już było wyzwaniem. Zostałem poinformowany że powinienem porozmawiać z lekarzem pierwszego kontaktu. Przy okazji wizyty z moją córką zapytałem więc o to lekarza. Nie było mowy żeby lekarz to tak po prostu podpisał bez skierowania do specjalisty :) w sumie było mi to na rękę - 35 lat już minęło więc EKG dobrze by było zrobić. Drugi telefon do rejestracji i umówienie się do kardiologa - najbliższy termin byłjednak wcale nie za bliski (a przychodnia "prywatna" bo firma wykupuje abonament). Ale OK - ja jestem cierpliwy, do maratonu jeszcze było około 4 miesięcy więc poczekałem.
Kardiolog po usłyszeniu słów kluczowych "certyfikat" oraz "maraton" wszedł w tryb "ja nie wiem co należy zbadać". Nie pomogły żadne tłumaczenie (nawet usilne) że oświadczenie jest tylko o tym że nie stwierdzono przeciwwskazań do udziału w imprezach biegowych, stanęło w końcu na tym że dostałem dwa skierowania: na EKG spoczynkowe i na EKG wysiłkowe i mam się dowiedzieć jakie zwykle badania się robi maratończykom. Wspominał jeszcze o holterze ale go na szczęście nie zapisał - to jest niezbyt wygodne bo przez 24 godziny wliczając w to sen trzeba mieć podłączone urządzenie rejestrujące pracę serca. Zwykle takie badanie zapisuje się zawałowcom... zacząłem się obawiać czy nie dostanę skierowania na jeszcze bardziej kompleksowe badania.
EKG spoczynkowe robiłem kilka miesięcy wcześniej w ramach medycyny pracy ale wyników nie mieli (ech ci informatycy) więc zrobiłem ponownie i zaraz potem przyszła kolej na EKG wysiłkowe. Przez pomyłkę (chyba) na skierowaniu miałem dopisek "na cykloergometrze" co oznaczało tzw. rowerek. Na szczęście w całej Warszawie ta przychodnia nie ma tych rowerków i wszędzie robią te badania na bieżni. Wziąłem więc strój do biegania, moje buty biegowe i stawiłem się na badanie. A tutaj... zdziwko - nie będę biegać! Kazano mi wejść na bieżnię i iść. Nawet w jeansach miałem zostać i jedyne co trzeba było zdjąć to buty i "górę" żeby elektrody poprzyczepiać. Bieżnia było ustawiona pod kątem, badała ciśnienie i rejestrowała puls potem po 1,5-2 minutach marszu podjeżdżała do góry zwiększając nachylenie i przyspieszała. Po chwili zrobiło się niekomfortowo - trudno tak szybko iść - nogi same rwą się do biegu. Wreszcie gdy już naprawdę było trudno utrzymać tak szybkie tempo i nie przejść do biegu badanie zakończyło się. Lekarz nawet się usprawiedliwiał że była jedna iteracja więcej bo tętno nie urosło tak jak by chciał. Pomyślałem sobie "i dobrze, znaczy moje treningi coś dają" :)
Wyniki wyszły na szczęście dobrze, jedyne co mnie zdziwiło a lekarza zaniepokoiło to za wysokie ciśnienie przed badanie - podobno 142 ale to chyba jakiś błąd pomiaru bo ja zwykle miałem ciśnienie w normie rzędu 120-130 a po drugie po badaniu gdy odpoczywałem przez chwilę i maszyna nadal mierzyła ciśnienie to szybko spadło ono do 137.
Zostałem obdarowany grubym plikiem kartek papieru milimetrowego z zapisem EKG wysiłkowego oraz spoczynkowego i tak wyposażony mogłem iść znowu do kardiologa. Tym razem udało się szybciej bo zarejestrowałem się od razu i na badania i na wizytę - w sumie po nieco ponad tygodniu pojawiłem się u kardiologa ponownie.
Tym razem udało się nie wchodzić w jałowe dyskusje a lekarz po przestudiowaniu oryginalnej treści certyfikatu medycznego i wygłoszeniu kilka uwag zgodził się podpisać ten certyfikat :)
No więc reasumując - mam ten certfikat! Teraz zrobię sobie kopię i wyślę ją do Paryża. Musi dojść przed 15-tym lutego i wtedy na liście uczestników przy moim nazwisku nie powinien już się pojawiać napis "medical certificate" w kolumnie "missing documents" :)
P.S. Życie dopisało epilog do tej historii - właśnie zauważyłem że lekarz pomylił się wpisując zeszłoroczną datę - czeka mnie piąta wizyta żeby to poprawić...

ADs