Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztafeta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztafeta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 maja 2025

Ekiden 2025

 

W sobotę pobiegłem już po raz ósmy (ale jestem stary!) w sztafecie maratońskiej Ekiden. Pierwszy raz było to w 2012 roku! Tym razem był to bieg fundowany przez firmę w której (jeszcze) pracuję czyli NatWest i cała nasza drużyna (Paweł, Kamil, Melvy, Staszek i Mykola no i jeszcze ja) pracujemy razem na co dzień. Fajnie było się spotkać w zupełnie innych okolicznościach i się trochę poruszać. 

Jak ktoś nie wie jak działa ekiden to krótki wstęp: drużyna 6-osobowa musi łącznie przebiec dystans maratonu, zmiany sztafety są podzielone na odcinki: 7,2k, 10km, 10km, 5km, 5km, 5km. Ja obstawiłem w tym roku trzecią zmianę, a więc tą 10km. Pamiętając o tym że za 7 dni mam pobiec mój główny, najważniejszy start sezonu chciałem pobiec ostrożnie - tempem maratońskim czyli 4:37/km. 

W parku Kępa Potocka w którym od wielu już lat odbywa się Ekiden byłem niby wcześniej, ale zanim zaparkowałem i doszedłem na start, to nasz grupa już wystartowała. Widziałem startujących, ale jakoś nie wypatrzyłem Pawła od nas w tej dużej grupie. Ale zaraz odnalazłem resztę kolegów i spędzaliśmy tam razem czas wypatrując kolejnych zmian. Kółko po którym się biega w tym parku ma tylko 5km, więc te odstępy czasowe nie były za duże. Ja biegłem trzeci, udało mi się nie przegapić kiedy wejść do strefy zmian i sprawnie przejąłem pałeczkę od Kamila. 

Po wybiegnięciu na trasę biegłem najpierw bez patrzenia na zegarek. Po jakimś czasie spojrzałem i oczywiście... za szybko! Było jakoś 4:16-4:20/km i niestety z racji dopingu i wrodzonego skrzywienia na ściganie się utrzymałem to tempo przez cały bieg :) Było to dość szybkie tempo, więc cały czas wyprzedzałem innych biegaczy. Zdarzyło mi się może tylko ze dwa, trzy razy że ktoś mnie wyprzedził. Raz dogonił mnie biegacz z zagranicy, ale zrównał się i nie wyprzedzał. Po zagadaniu okazało się że nie mówi po polsku - był z Grecji. Chwilę pogadaliśmy, ale tempo było za szybkie żeby dawał radę odpowiadać i został z tyłu. Co ciekawe na drugim kółku znowu mnie dogonił i chwilę znowu pogadaliśmy :) ale na ostatnich 500 metrach przyspieszyłem trochę i nie wbiegliśmy razem na metę.

A na mecie pałeczkę ode mnie przejął Staszek, a ja musiałem dokręcić 150 metrów. Dlaczego spytacie? Bo upiekłem dwie pieczenie nad jednym ogniem - tego dnia odbywał się też "Rossmann run" czyli bieg w którym za 10km jakieś rabaty czy upusty do tej drogerii można było dostać. Zapisałem się wcześniej (córka kazała) i włączyłem aplikację na czas tego ekidena :)

Na mecie było sporo ludzi - podobno w sumie było 700 drużyn, każda miała 6 biegaczy, co daje 4.200 biegaczy w tym parku. Łatwo było się zgubić z kolegami i parę razy nam się to zdarzyło. Ale dzięki technice (pinezki google'a) udało się odnaleźć zawsze.

Koledzy dobiegli swoje piątki (3 zmiany po 5km każda) i udało się nam naprawdę dobry wynik wykręcić: 3:40:38! Zadowoleni i zmęczeniu odmeldowaliśmy się do domów (nie udało się nam zrobić wspólnego zdjęcia całej drużyny bo trzeba było się rozjechać częściowo wcześniej).

Dzięki dla kolegów z pracy i obyśmy się jeszcze na biegowych ścieżkach spotkali!

 


 



    


 

poniedziałek, 26 września 2022

Sztafeta Maraton Warszawski

 Już za trzy tygodnie start docelowy czyli Maraton Poznański a w tą niedzielę wypadł maraton w Warszawie. Chciałem pobiec ze znajomymi z naszej lokalnej grupy biegowej M.I.L.A. czyli Masters Iwiczna Life Athletics (trudno było tak dopasować nazwę z "Nowa Iwiczna" w środku żeby skrót wyszedł sensowny, nie :) ?). W tym roku sztafeta była podzielona tylko na trzy części: po około 14,10,18km, ja chciałem to jakoś zgrać z biegiem długim więc powiedziałem że mogę dowolny dystans i trafił mi si najdłuższy.

W tygodniu przyjąłem (czwartą już) dawkę szczepionki przeci covid i muszę przyznać że wywarło to na mnie duży wpływ. Wcześniej miałem zawsze Pfizera i albo zupełnie nic nie odczułem albo bardzo krótko typu jednego popołudnia. Tym razem Moderna i było może niezbyt mocno, za to dłużej: powiększone węzły chłonne, katar, lekkie osłabienie. Nic poważnego, ale jednak trudno biegać akcenty w takich warunkach (nie jest to w ogóle zalecane bo przy każdej infekcji wirusowej jest zagrożenie zapalenia mięśnia sercowego). Przy szczepionce mRNA nie ma infekcji wirusowej bo tam nie ma całego wirusa, mimo to nie jest zalecane bieganie przez co najmniej dzień po szczepieniu. Ja się szczepiłem w czwartek, zrobiłem dwa dni odpoczynku, w sobotę spokojnie i niedługo a w niedzielę była ta sztafeta.

Żeby mi się to jakoś zgrało z treningiem na trzy tygodnie przed maratonem wymyśliłem sobie że zrobię dłuższą rozgrzewkę na miejsce startu i potem tą moją zmianę 18km. Zwykle starałem się biegać 70km tygodniowo, tutaj z racji szczepienia wypadł mi jeden trening więc 10km mniej chciałem przebiec, z wyliczeń wychodziło więc że rozgrzewka około 8km powinna mieć. No to szybkie sprawdzenie na mapie - muszę dojechać do metra Wierzbno i stamtąd do mojej strefy zmian w okolicach Bonifraterskiej i Konwiktorskiej akurat tyle powinno wyjść. Tak więc zrobiłem - zaparkowałem samochód pod metrem i pobiegłem na start "na czuja" czyli tak trochę na azymut. Wyszło oczywiście nie tak idealnie najkrótszą trasą i zamiast niecałych 8km było 9,16km :) Chciałem sobie zrobić ten odcinek tempem 4:44/km a potem na trasie spróbować 4:30/km. Po drodze na start dołączyłem do trasy biegu w okolicach Kruczej i biegłem albo po trasie albo chodnikiem aż do strefy zmian.

W strefie zmian okazało się że jestem w sam raz. Chyba mniej niż 5 minut czekałem na Darka który biegł drugą zmianę. Pierwszą czyli 14km Kazik zrobił wcześniej. Na starcie pogadałem z Anią żoną Darka czyli naszą głową grupy biegowej, dzięki czemu mam zdjęcia z tej imprezy :) i już zaraz trzeba było ruszać.

Sam bieg był super, mimo że razo była naprawdę chłodno to w trakcie biegu zrobiło się aż za gorąco w słońcu - jakieś 18 stopni. Ja ubrałem się dla odmiany na niebiesko - dzień wcześniej na expo kupiłem nowe skarpety kompresyjne w tym kolorze, wziąłem koszulkę z półmaratonu praskiego w tym samym kolorze i to było trochę problematyczne bo ona jest dość gruba. Po jakimś czasie związałem dolny brzeg koszulki z boku na supeł żeby biec z odsłoniętym brzuchem bo było mi za gorąco. Wyglądało na pewno komicznie, ale wentylacja się sporo poprawiła i było to tego warte.

Na trasie spotkałem kolegę który mnie wyprzedził w Paryżu - tym razem się zemściłem (małe pocieszenie bo ja przecież sztafetę biegłem :) ), generalnie biegnąc sztafetę zaczynałem od 24km - wszyscy byli już nieźle zmęczeni a ja tylko niecała dyszka rozgrzewki. Z drugiej strony ta rozgrzewka była nieżły tempem więc zmęczenie zaczęło dawać o sobie znać. Tempo które pamiętam zaczynałem od nieco ponad 4:05/km (ech ten doping kibiców zwodzi na manowce) powoli spadło do 4:30/km i to było jak najbardziej planowane, ale nawet to tempo było za szybkie i powoli spadało. Chciałbym w Poznaniu pobiec szybciej niż 3:20 więc tempo które muszę tam utrzymać do 4:44/km Tutaj udało się mieć średnie z odcinka sztafety 4:41/km czyli dobrze. Wliczając rozgrzewkę całość wyszła ponad 26km tempem 4:42/km. Biorąc pod uwagę że nadal jakiś wpływ szczepienia odczuwam (katar, czasami kaszlnę) i że było gorąco to myślę że powinno być dobrze w Poznaniu. Spróbuję pobiec pierwszą połową w 1:40 a potem jak się da to przyspieszyć i może trochę z 3:20 n mecie urwać. Ale na pewno nie zacznę szybciej - przecież w Paryżu na wiosnę miałem plany 3:15-3:20 a dobiegłem w 3:39 (!). 

Dzięki za wspólny bieg, fajnie bardzo wyszło - mieliśmy czas nett 16-ty na 129 drużyn (wg brutto wyszło 17-te miejsce): 

3:21:10









 

niedziela, 20 maja 2018

Ekiden 2018

fot. fotomaraton.pl

Fajne są te ekideny, już ładnych parę razy pobiegłem:

2007 - koledzy ze studiów
2009 - koledzy ze studiów
2014 - Blog@cze
2016 - firmowo czyli Clear2Pay
2018 - firmowo czyli Clear2Pay (choć już teraz oficjalnie to jako FIS)

Tym razem oczywiście plan był aby złamać trzy godziny (chociaż w sztafecie skoro normalnie się nie udaje :) ). Niestety plany nam pokrzyżowały typowe majowe aktywności (pierwsza komunia w rodzinie jednego z biegaczy z naszej drużyny). To nam trochę pomieszało szyki - jeden kolega zamiast piątki musiał pobiec dychę, a dodatkowego kolegę musieliśmy dobrać żeby pobiegł piątkę. Szanse na złamanie tej granicy nie były więc realne, trzeba by biec po 4:16/km średnio, a tylko ja z naszej szóstki miałem takie wyniki przed biegiem.
Zaczęliśmy więc z planem przebiegnięcia jak najszybciej. Pogoda była piękna (do kibicowania) - gorąco, słonecznie, w Parku Szczęśliwickim dużo rodzin z dziećmi. Moje pociechy niestety nie przyjechały bo średnia zasnęła w środku dnia! Tak to jest jak dziecko nocuje u koleżanki z klasy - zasnęły tak późno że padła w środku dnia :)
Pierwsza zmiana to 7,195km i udało się to zrobić koledze w 32:06, czyli mieliśmy prognozowany czas wtedy 3:08:28. Wtedy na scenę wjeżdżam ja (na białym koniu). Koszulka bez rękawów - no gorąco było i cztery kółka po parku przede mną.
Planowo miało być tempo 4:00/km bo z racji pogody zrezygnowałem z próby pobiegnięcia całości w 39 minut. Oczywiście początek za szybki: 3:47 i 3:49, potem "się uspokoiłem" i tempo było bardziej w granicach 4:06 a nawet najwolniejszy kilometr  w 4:17. Na tej imprezie mimo że starty są rozdzielone na dwa dni i jeszcze na dwie tury jednego dnia to jest na trasie dość dużo biegaczy. Nie ma problemu z tłokiem jednak bo pętla jest tak krótka (2,5km) że prawie od razu robi się totalny misz-masz. Cały czas dosłownie kogoś wyprzedzałem i było tak że my kończyliśmy drugą zmianę (17,2km zrobione) a niektóre zespoły kończyły pierwszą zmianę (7,2km)... Nie potrafię zliczyć ile osób udało mi się wyprzedzić, wiem że mnie wyprzedziło dosłownie kilka - może 3. Niby część trasy jest odkryta, ale jednak większość wydaje mi się w cieniu drzew i mimo że trochę trasa pofałdowana, to jednak bardzo fajnie się biegło. Udało mi się przebiec całość w 40:15 czyli prawie zgodnie z założeniami. Tempo wyszło mi średnie 4:01/km i po mojej zmianie mieliśmy prognozowany czas na mecie 2:57:13 :)

 
Trzecia zmiana to 10km, kolega który przepisał się z piątki. Okaz zdrowia, wiele biegów z przeszkodami na koncie, szykuje się triathlonu, ale to pierwsza w karierze płaska dycha. Na czwarte kółko pobiegliśmy z nim we dwóch żeby go dopingować - zgodnie zresztą z jego prośbą. No i teraz szok - na finiszu już - jakieś kilkaset metrów przed metą nogi odmówiły mu posłuszeństwa, zrobił się blady i po prostu zasłabł! Wystraszyłem się, dobrze że ktoś pomógł i zapytał czy wezwać karetkę. My z kolegą daliśmy radę wziąć go pod ramiona i posadzić na trawie obok trasy, karetka podjechała, wzięli go do środka. Czekaliśmy tam przy karetce dość długo na wieści, w końcu powiedział ratownik że jet dobrze i zaraz go wypuszczą. No to wziąłem pałeczkę i podbiegłem te kilkaset metrów do mety gdzie czekała reszta naszej drużyny (i nie wiedziała co się dzieje, bo już sporo czasu tam siedzieliśmy). Dobiegłem, kolejny kolega pobiegł na następną pętlę (bo myśleliśmy że już wszystko jest ok) a my wszyscy poszliśmy z powrotem do karetki. A karetki nie ma - zabrali go do szpitala... na szczęście to tylko było dmuchanie na zimne - na obserwację, jeden z nas pojechał do szpitala a reszta doczekała do końca naszej sztafety.
Mimo długiej przerwy (z międzyczasów wynika że około 6,5 minuty przerwy było) mieliśmy czas około 3:17-3:18 na mecie. Więc mniej więcej 3:11-3:12 byłby nasz czas netto "gdyby babcia miała wąsy":


Międzyczasy nam pokazali, tylko ostatniego czasu nie ma z racji dyskwalifikacji - obsługa karetki poinformowała obsługę biegu o numerze zawodnika i stąd "DNF" czyli brak ukończenia. Natomiast ostatni kolega oczywiście dobiegł (zresztą taż z nim pobiegłem dla towarzystwa co widać na zdjęciu na samej górze :) ). Czas był w granicach tych 3:17-3:18 wliczając w to przerwę przy karetce.

Podsumowując - pierwszy raz zdarzył mi się taki przypadek że na własne oczy widziałem jak ktoś zasłabł podczas biegu. Nastraszyłem się, nie życzę nikomu podobnych przejść i pamiętajcie dbajcie o siebie. Nie wiem do końca jakie tu były powody, ale na pewno mocne niewyspanie które tu było, wysoka temperatura i złe samopoczucie przed biegiem nie pomogły.

To teraz co w planach? Dzisiaj wieczorem - Memoriał Sławomira Rosłonia w Piasecznie! Na stadionie, z najlepszymi, wieczorem - wszystko co potrzebne do życiówki! Tylko jak z tą formą.. ? Ano zobaczymy już dzisiaj około 20:30 :)

niedziela, 15 maja 2016

Ekiden 2016


W tym roku w Ekidenie pobiegła drużyna mojej firmy, gdzie już ponad osiem lat się zadomowiłem. W sumie to miałem nie biec, ale zostałem wciągnięty z listy rezerwowej i wyszło że dzień przed Wings For Life (relacja już za chwilkę) musiałem pobiec 5km w Parku Szczęśliwickim. Tam właśnie odbywał się w tym roku Ekiden. Imprezę organizuje oczywiście ten sam zespół co maraton i półmaraton warszawski, z Markiem Troniną na czele. Z nowości z tego roku - wprowadzono również i w tej imprezie bieganie charytatywne (powiązane ze zbieraniem pieniędzy na cele dobroczynne).

Pogoda dopisywała raczej kibicom niż biegaczom - słonko pięknie przygrzewało, na szczęście bieg był w parku, więc częściowo pod drzewami. W środku parku były namioty z biurem, depozytem i kilkoma stoiskami i oczywiście strefa zmian. Biegaliśmy po dość małej pętli - tylko 2,5km więc można było naprawdę często dopingować mijających nas członków sztafety. Zasady były takie jak co roku: 6 osób biegnie w jednej drużynie, razem przebiegają dystans maratonu w podziale na: 7,195km, 10km, 10km, 5km, 5km, 5km. Z racji tak krótkiej pętli już po pierwszej zmianie trudno było się zorientować kto kogo goni :) Na szczęście impreza była podzielona na cztery tury: dwie w sobotę i dwie w niedzielę dzięki czemu nie było tłoku w parkowych alejkach.

Nasza drużyna wyruszyła w drugiej turze, czyli po południu w sobotę. Przybyliśmy do parku, jakoś się znaleźliśmy i o 14:00 ruszyła

Pierwsza zmiana - Andrzej


Wystawiliśmy najlepszego zawodnika na początku żeby było do czego równać w górę :) Andrzej ruszył z kopyta i pokonał ten dystans w 29:46 co daje średnią 4:08/km i estymowany czas na mecie 2:54:34 (!) Ja sobie myślałem że skończmy tak realnie w 3,5 godziny - złamanie 3 godzin w sztafecie to naprawdę trudne zadanie (trzeba mieć naprawdę dobrą i równą drużynę). Andrzej dał z siebie wszystko co było widać na mecie, w dodatku miał najgorszą pogodę bo w tym czasie nie było w ogóle chmur i słońce mocno grzało. Zmiana poszła gładko i już zaczęła się

Druga zmiana - Maciek




Zaczęły się najdłuższe zmiany - 10km. Maciek nie był w najwyższej formie więc pobiegł spokojniej. Na każdym kółku oczywiście staliśmy przed strefą zmian i zdzieraliśmy gardła co nie pozwalało na odpoczynek :) Troszkę oddechu dało wtedy już słońce - nadal było gorąco, ale pojawiło się troszkę chmur. Po trzecim kółku przeszliśmy już do stref zmian, przygotowaliśmy się do filmowania, dopingowania i robienia zdjęć i po czasie 44:16 od wybiegnięcia (1:14:02 od startu, estymowany czas na mecie 3:01:40) rozpoczyna się

Trzecia zmiana - Tomek



Który również wszedł z rezerwy, bo też następnego dnia miał start. Przebiegł w dobrym nastroju cztery kółka, też za każdym otrzymując od nas porcję dopingu. Po trzech kółkach my znowu do strefy zmian a szczególnie ja, bo teraz miała być moja kolej! Tomek dobiegł swoją dych w 46:23 i wreszcie

Czwarta zmiana - ja



Plan był taki żeby nie przesadzić. W końcu następnego dnia chciałem przebiec około maratonu w Wings For Life. Zaplanowalem sobie że przebiegnę tą piątkę planowanym następnego dnia tempem, czyli 4:22/km. Nastawiłem wirtualnego partnera na 4:20/km (ech garmin 920xt nie pozwala na ustawienie co do sekundy, trzeba zaokrąglić do 5sek/km) i pobiegłem. Więszkość ludzi wyprzedzałem mimo że nie było to tempo maksymalne dla mnie, chyba tylko jedna albo dwie osoby mnie w czasie tych dwóch okrążeń wyprzedziły. Przy każdym z dwóch okrążeń przedefiladowywałem sprintem alejką przy której stali koledzy z drużyny krzycząc "ja tak biegnę cały czas!" :)
Po dobiegnięciu okazało się że piątkę pokonałem w 21:09 czyli tempem 4:14/km - za szybko. Niestety z powodu krótkiej pętli między drzewami zegarek biegowy skracał zmierzony dystans, z tego powodu zaniżał tempo więc patrząc na to przekłamane tempo biegłem w rzeczywistości 4:14/km a zegarek pokazywał te 4:20/km.
Dobra, ale bieg trwa dalej, przekazałem pałeczkę i zaczęła się

Piąta zmiana - Witek


(w niebieskiej koszulce)

Najmłodsza krew naszej drużyny. Niby cicha woda, twierdzi że nic nie biega, ale zdradził się że coś tam biegał w młodzieńczych latach. No i wyszło szydło z worka - pierwsze kółko w 4:22/km! Tempo na tyle zabójcze, że drugie kółko to już 4:44/km - nadal bardzo szybko. Razem 22:29, przekazał pałeczkę na ostatnią zmianę:

Szósta zmiana - Adam


Najważniejsza bo finiszująca, Adam trenował po zimie ostro i udało mu się utrzymać prawie równo tempo na obydwu okrążeniach (razem 22:45). Pokrzyczeliśmy w połowie okrążenia a potem już na metę i tutaj mocne zdziwienie - łączny czas to:

3:06:48

Byliśmy 17-tą drużyną w tej turze i 75-tą licząc wszystkie cztery tury, na 859 wszystkich zespołów. Rewelacyjny wynik, od razu chce się za rok poprawić! Margines na poprawętak na szybko licząc myślę że jest w okolicy 9 minut :)

Dzięki wielkie dla wszystkich kolegów z drużyny - widzimy się za rok!



wtorek, 13 maja 2014

Accreo Ekiden

Źródło: www.biecdalej.pl
Mówi się że łańcuch jest tak mocny jak jego najsłabsze ogniwo. No to my wczoraj udowodniliśmy że to nieprawda :) Bez kręcenia muszę się od razu przyznać że pobiegłem moją zmianę poniżej wszelkich oczekiwań, a mimo to udało się i wreszcie nasza sztafeta Blogaczy złamała zaczarowaną od lat granicę trzech godzin!

Niestety z racji małego szpitalu w domu (córki chore i nie mogły wychodzić) musiałem podjechać sam. Szkoda bo pogoda bardzo się poprawiła. Nawet więcej - gdy była moja zmiana to słońce przygrzewało aż za mocno - co widać na zdjęciu z mojej zmiany:


Sztafeta w tym roku zmieniła trochę trasę - kółko było dość małe (2,5km) czyli dwa razy mniejsze niż rok wcześniej. Samo miejsce pozostało to samo - Kępa Potocka. Plus takiego rozwiązania to... w sumie nie wiem, minusy są takie że trochę większy tłok na trasie i trzeba wiele razy wyprzedzać. Nie było to dużym problemem, ale jednak jakimś było (bo trochę ludzi maszerowało). 

Impreza jak zwykle fajna - najlepsze oczywiście jest towarzystwo. Nasi Blogacze w tym roku wystawili dwa składy (linkami a nie nazwiskami żeby nie podpaść pod ochronę danych osobowych ;) ):

Blogacze szybcy:

Blogacze wściekli:
3. www.domety.blogspot.com (a właściwie to Staszek - mąż Hani, ale bloga o ile wiem nie ma :) )

No i nie można zapomnieć o naszej pani kapitan która wszystko ogarnęła, zapisała, opłaciła, pozbierała składki i jeszcze załatwiła super koszulki do testów ze spersonalizowanymi nadrukami czyli Kasia rusz-sie.pl. Pięknie dziękujemy za to wszystko - było trochę (nomen omen) biegania za tym :) !

Przy okazji koszulek - jak jeszcze w niej pobiegam to napiszę więcej, na razie jedyne zdjęcie które mam:


Wracając do samej sztafety - zaczął Marcin i po jego zmianie mieliśmy trochę zapasu do złamania tych zaczarowanych trzech godzin. Niestety potem przyszła kolej na mnie :) Ruszyłem z wielkim planem pobicia życiówki (41:22) i chciałem biec po 4:03. Udało się... przed dwa kilometry. Potem kompletnie opadłem z sił i nie męcząc już was opisem kolejno wymęczonych kilometrów - dobiegłem w 44:37 (!). W tym momencie mieliśmy już ogromną stratę, ale na szczęście na trasę wybiegł Krasus. Machnął od niechcenia dyszkę w 38:49 i już było wszystko na dobrej drodze! Poprawił jeszcze Wojtek który zawsze szybko biega (20:57 na 5km) i wszystko było w rękach, to znaczy w nogach Hani i Przemka. Oboje stanęli na wysokości zadania: 22:22 i 22:34 i wreszcie, wreszcie zobaczyliśmy to na mecie:


Piękny widok i nagroda za naszą już czwartą (trzecią z moim udziałem) próbę złamania trójki w ekidenie. Drug drużyna Blogaczy była siedmioosobowa (Emilia biegła z własną drużyną wsparcia :) ) i dobiegli w czasie szybszym niż większość maratończyków: 3:43:47!

Jeszcze kilka uwag (żeby było co za rok poprawiać orgom): szarfa to straszny pomysł. Podobno są jakieś filmiki instruktażowe po japońsku na youtube jak to zakładać (szarfa w sztafecie a nie pałeczka to japońska tradycja). Jako że ja po japońsku ani w ząb to przez pierwsze kółko się męczyłem z tą spadającą szarfą, wreszcie podpatrzyłem u kogoś i przełożyłem tak dziwnie jak na zdjęciu widać - mało wygodnie, ale przynajmniej nie zsuwała się. Druga sprawa - brak prysznicy (trzeba było iść ok. 10 minut) a jak się czeka tyle czasu na resztę drużyny to by się przydały kabiny jak to było na Orlenie. Trzecia sprawa łączy się z drugą - opłata startowa jest za wysoka (bieg po parku - bez opłat za zamknięcie ulic, pakiet startowy zawiera tylko koszulkę, nawet wody w nim nie ma, nie ma czipa w numerze tylko trzeba sznurować go na bucie, na mecie 0,5l wody i medal). Rozumiem że firmy i tak zapłacą bo to dla nich mały koszt, ale naprawdę przydałoby się dodać w pakiecie startowym izotonik czy wodę, dodać na mecie izotonik, nie zmuszać zmęczonych biegaczy do wysznurowywania czipów na mecie.

Z pozytywów to na pewno dla mnie podoba się bardzo formuła - integracja ze znajomymi dzięki sztafecie. Na miejscu było trochę atrakcji dla dzieci - na pewno byśmy przyjechali całą rodziną gdyby nie choróbsko i myślę że dzieci by się nie nudziły. Prozaiczna ale ważna sprawa - toalet było dość :) Miejsce na Kępie Potockiej jest fajne, chociaż nie liczyłbym na bicie rekordów na tej trasie - biegnąc szybko na zakrętach wyrzucało, w dodatku dużo osób się wyprzedza które idą albo biegną całkowicie zasłuchawczeni. No i były dwa podbiegi całkiem dające w kość. No ale słabej baletnicy to sami wiecie :) Jak bym nie pobiegł na maksa w piątek 3000m na Agrykoli to na pewno inaczej by ten bieg wczoraj wyglądał. 

Dziękuję jeszcze raz wszystkim Blogaczom za świetną zabawę i do następnej sztafety!

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Ekiden

Drugi raz miałem przyjemność biec w naszej sztafecie maratońskiej Blogaczy. Rok temu było tak. A w tym roku? Znowu na Kępie Potockiej - miejsce super ze względu na park z wodą, piękną trawkę, trochę na uboczu naszego wielkiego miasta. W dodatku organizatorzy zadbali żeby na imprezie kibice (też ci najmłodsi) nie nudzili się. Oprócz tego że tam jest po prostu fajnie przyjść z rodziną bez specjalnej okazji to wczoraj dodatkowo organizatorzy zapewnili wielkie dmuchane zabawki dla dzieci i kilka innych atrakcji dla maluchów. Do tego scena, muzyka, trochę gastronomii (choć za mało moim zdaniem) i generalnie było naprawdę fajnie.

Z punktu widzenia biegacza nie było już tak różowo. Trasa wyznaczona jest na 5-kilometrowych pętlach. Kilka miejsc nie było ciekawych: zaraz na początku podbieg (no ale to jeszcze nie problem), większy problem to że podbieg w kierunku Wisłostrady kończy się.... zakrętem o jakieś 140 stopni! Na pierwszym kółku, gdy biegłem zaraz po starcie bardzo szybko to złapałem ręką znak drogowy stojący na tym rogu i zawinąłem się na pełnej prędkości na ścieżkę wzdłuż Wisłostrady. Potem wzdłuż tej trzypasmowej trasy szybkiego ruchu. Niestety wczoraj nie była ona trasą szybkiego ruchu bo niedaleko przebiegała trasa Orlen maratonu. Skutek: wzdłuż naszej drogi przez kilkaset metrów stały rzędy samochodów i autobusów z włączonymi silnikami a my w tych spalinach z prędkością jakichś 4min/km... Na szczęście niedługo - zaraz korek się kończył i biegliśmy już w świeżym, warszawskim powietrzu (wiem, to oksymoron). Potem trasa skręcała w lewo w środek parku - na zakrętach zwykle stali panowie z Fotomaraton-u. Potem znowu w prawo i wracamy do Wisłostrady i tutaj niezły podbieg. Niezły na tyle że trzymamy się prawej strony bo lewa połowa ścieżki to schody czyli naprawdę jest dość stromo. W dodatku chwilę wcześniej nawierzchnia była bardzo słaba po lewej stronie - bałbym się o zwichnięcie kostki na niej, na szczęście po prawej stronie było dobrze. Potem o ile dobrze pamiętam znowu kawałek wzdłuż Wisłostrady a jakość tej ścieżki jest na tyle zła że miejscami trzeba lawirować bo popękany asfalt z powodu korzeni pod nim powoduje że trzeba ratować się susami jak zając. W tym chyba miejscu widziałem na drugim kółku w ambulansie dziewczynę z innej sztafety która była opatrywana bo miała poranione oba kolana. I to były poważne dość rany bo krew jak przebiegałem to widziałem że ściekła już ponad połowę drogi wzdłuż piszczeli :(
Następnie zbiegamy w lewo, krótka pętelka naokoło kolejnego oczka wodnego i zaczynamy powrót. Co ciekawe to kluczenie w trakcie drogi na północ Kępą Potocką powodowało że gdy byliśmy w najdalszym miejscu trasy to mieliśmy za sobą dużo więcej niż połowę trasy. No więc zaczynamy wracać - trasa przebiega wzdłuż ogródków działkowych. Jakiś mądry działkowiec stwierdził że akurat teraz rozpali ognisko na działce i będzie palił jakieś odpadki roślinne. Biało-siwy dym zasnuł trasę na długim odcinku... i niech mi ktoś powie że ogródki w mieście to taka fajna sprawa - czyste powietrze, marchewkę można przy Wisłostradzie wyhodować z dodatkiem metali ciężkich i zszamać :) Moi rodzice zawsze mieli działkę i dużo czasu na niej spędziłem "za młodu" no ale to było _za_ miastem (i do tego 35-tysięcznym a nie w środku 2-milionowego).
Chwilę przed tą zadymiona przygodą usłyszałem za mną szybkie kroki - to trzecia zmiana drużyny PKO BP (tych od Korony Maratonów). Jak później sprawdziłem to był Adam który mnie wyprzedzał. Coś tam zagadałem o kadencji (u mnie zapewne 160, on miał pewnie książkowe 180) i spróbowałem trzymać jego tempo. Udało się ale tylko trochę - Adam zaproponował żebyśmy pociągnęli razem (trochę wiało z przodu) ale przyznałem się że nie dam rady. I faktycznie za tym dymem odpadłem od niego. A Adam coś tam pokrzyczał na tego działkowca i chyba zadziałało bo na drugim kółku już dymu było bardzo mało :)
Potem był najfajniejszy odcinek trasy bo mała pętelka naokoło placu zabaw - tutaj wypatrzyłem moje pociechy i Żonkę, zawołałem je i pomachałem - super widok jak takie małe szkraby stoją i machają z dala żeby mnie zdopingować :) Potem już tylko zbieg, kamera z której podgląd był na telebimie (żeby wypatrywać kiedy na zmianę wychodzić) i meta. No tylko że dla mnie to było dopiero pierwsze kółko (kółka po 5km a moja zmiana biegła 10km). Zacząłem dużo za szybko - nawet poniżej 4:00/km i tempo potem siadło ale trzymałem je poniżej 4:12/km i na razie się udawało. Do tej pory moja życiówka na dychę to był wynik z Biegu Niepodległości z jesieni - wtedy gdy Krasus mi sporo uciekł, miałem wtedy 43:24. Teraz z czasu w Półmaratonie Warszawskim wynikało że powinienem dać radę w 42:00 czyli po 4:12/km i tak chciałem dobiec.
W strefie zmian mały zgrzyt - zmiany powinno się robić z lewej strony a ci co biegną bez zmian (jak ja - na 10km) powinni biec prawą stroną. Wiadomo że po zmianie osoby są zmęczone i idą do wyjścia (a to było dość daleko, 50m za strefą zmian) więc żeby biegacze nie wpadali na tych zmęczonych w ten sposób ustalono ruch w tej strefie. No ale jedna sztafeta wymyśliła że skoro po lewej jest tłok to zmianę po prawej stronie zrobią. Dziewczyna przede mną przekazywała pałeczkę chłopakowi i mnie przyblokowali trochę. On zaraz wyrwał sprintem bo chyba się trochę głupio zrobiło jak krzyknąłem "zmiany po lewej, po prawej biegniemy" czy jakoś tak. W sporcie złość jak widać też jest ale ja się nie złoszczę długo. Najpierw chciałem dogonić i jeszcze raz zakomunikować coś w rodzaju "szanujmy się" ale przeszło mi szybko. Ciężko go było dogonić, szybko biegł ale po 3-4km (dla mnie to było 8-9km) udało się :) Ale nic nie powiedziałem, kolego jak to czytasz (a to możliwe bo biegł za mną a ja na plecach miałem adres tego bloga) to wiedz że nic się nie stało, każdemu się może zdarzyć, ważne żeby na przyszłość pamiętać :)
No więc pod koniec udało mi się mój punkt honoru wypełnić, przegonić kolegę, na drugim kółku znowu pomachałem dziewczynom (młodsza córa strasznie zaczęła za mną płakać jak zobaczyła że odbiegam :( ). Potem meta, jak zwykle straszne zmęczenie i złym miejscem (przez taśmę) z mety zszedłem zamiast jak owieczki do zagródki z napojami i medalami. Wojtek mnie przywitał "a gdzie masz medal" :) to wróciłem na trasę, wziąłem medal i napój i było po.
Czas super dobry - taki jak założenie czyli 42 minuty. Nie wiem ile było tak dokładnie bo na starcie nie trafiłem w guzik (zapomniałem gremlina z domu i pożyczyłem od Bartka ale on ma 310xt a jak 305 i guziki są u niego mniejsze). Znowu na mecie nie było mojej zmiany - zatrzymałem się i nie wiem kiedy wyłączyłem stoper. Zatrzymał się na 41:58, zakładam że było mniej więcej 42 minuty. Poprawa o prawie 1,5 minuty przez zimę to wielki sukces wg mnie!
Potem jeszcze pogadałem trochę ze znajomymi ze sztafety i poszedłem po rodzinę (utknęła po drodze bo spóźnieni byliśmy a zaparkowałem około 3km od startu (!!) taki duży to park). Zostali więc na tym placu zabaw a ja dobiegłem na start i w sumie miałem tylko kilka minut do startu. Na szczęście zdążyłem i zmiana z Wojtkiem przebiegła bez problemu. Ale organizacja zmian była gorsza niż rok temu gdy Ania (wtedy biegła w naszej sztafecie Blogaczy) wyczytywała je z ekranu. Teraz też to robili ale nie wszystkie i za cicho. Ja sam się bardzo starałem żeby wypatrzeć Wojtka na telebimie stojąc w strefie zmian.

Reasumując było naprawdę świetnie - ze względu na ten piknik, piękną pogodę i zabawę na Kępie Potockiej, nawet jestem w stanie przymknąć oko na te niedociągnięcia i bardzo chętnie za rok jak zdrowie pozwoli to zgłoszę się na kolejną próbę połamania trzech godzin przez naszą sztafetę. A jest już blisko - mieliśmy czas 3:06:20 czyli miejsce numer 34 z 461 drużyn (!!). Świetny wynik, gratulacje dla nas proszę wpisywać poniżej :)


Wojtek i ja - już z medalem

Tutaj z Pawłem

A tutaj sam kapitan - Bartek i Hanka

Na koniec wielkie podziękowania dla Kasi za zrobienie zdjęć i udostępnienie ich nam!

wtorek, 7 lutego 2012

A może tak pod ziemią?


Biegałem już w różnych miejscach mimo że "turystykę maratonową" dopiero mam zamiar uruchomić w tym roku. No ale do tej pory biegałem tylko po powierzchni ziemi i należałoby to zmienić.
Mój kolega ze studiów podesłał jakiś czas temu (może i w ramach żartów) linka do biegu sztafetowego w kopalni soli w Bochni. No ale pomysł na tyle się spodobał że zebrała się ekipa czteroosobowa i zapisaliśmy się już na losowanie. Co prawda szansa że nas wylosują nie jest za duża ale fajnie by było gdyby się udało...

Na czym polega ten bieg: krótko mówiąc jedna z czterech osób biega a reszta siedzi i tak przez 12 godzin. Zmieniać się można po każdym zakończeniu okrążenia, nie ma limitu zmian ani narzuconej kolejności. Biega się po około 2,5km pętli jak mówi regulamin "pomiędzy szybami Sutoris i Campi, trasa biegnie podłużnią August, 212 m pod ziemią. Obecny rekord trasy to ponad 212 kilometrów (wyobrażacie sobie 12 godzin ciągłego biegu w średnim tempie 3:24/km??? nawet w podziale na 4 osoby to wychodzi że każdy przebiegł 3 godziny w tym tempie)!

Losowanie za tydzień - ja trzymam kciuki bo chciałbym tam pojechać.

Rok temu był tak (więcej na stronie www.sztafetabochnia.pl ):




ADs