Pokazywanie postów oznaczonych etykietą japonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą japonia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 sierpnia 2026

Park Run Tokio 2026


To był mój pierwszy start od dawna, w sumie od końcówki maja biegałem w kratkę i nie mogłem się wykaraskać z moich problemów z udem. Już było dość dobrze, ale na piłkę z pracy poszedłem i się chyba trochę odnowiło. Na Biegu Konstancińskim też pobolewało - no nie było za dobrze... ale powoli jakoś szło do przodu. Biegałem zgodnie z zaleceniami od fizjoterapeuty (byłem dwa razy na wizycie) i z jednej strony oszczędzałem się, ale też i nie odpoczywałem zupełnie. Zrobię pewnie jeszcze wpis taki podsumowujący (też dla siebie) jak to było z tą kontuzją, ale tak na razie krótko: wygląda że już mam to za sobą!

Oczywiście tak długi okres bez mocnych treningów ma wpływ na wydolność i poziom sportowy. W dodatku tutaj w Japonii jest strasznie gorąco (rzędu 34 stopni), a to mi zawsze bardzo obniżało wyniki. Tak jak pisałem wczoraj - z tego powodu ustaliłem sobie plan minimum na 23 minuty, a plan maksimum na 22 minuty na ten pierwszy od bardzo dawna wyścig.

Dzień wcześniej czułem w nogach zmęczenie - nie tylko wychodziłem tutaj codziennie od wtorku pobiegać (dużo jem bo bardzo lubię japońską kuchnię, to trzeba to jakoś zrównoważyć, nie ;) ?), ale też chodzimy bardzo dużo o zwiedzamy. A w Tokio porusza się komunikacją miejską, gdzie trzeba podejść do stacji i ze stacji, potem samo zwiedzanie to też tysiące kroków. Pewnie się to złożyło i stąd było poczucie zmęczenia. No ale trudno - i tak miałem zamiar spróbować tego mojego planu.

Dzisiaj lecimy z powrotem do Polski, więc musiałem mocno zgrać wszystko żeby się wyrobić z bieganiem, wymeldowaniem z mieszkania, dojazdem na lotnisko i formalnościami na lotnisku z wsiadaniem do samolotu włącznie. Wynalazłem sposób na dojechanie na start (trochę ponad 8km) - najpierw trochę w drugą stronę na stację, potem dwie stacje pociągiem metra i znowu bieg na start - razem 4km w jedną stronę.

Na miejscu było bardzo fajnie, jak zwykle - Japończycy wszystko ładnie zorganizowali. Rok temu już tu biegłem więc wszystko o trasie i organizacji wiedziałem. Co ciekawe - rok temu były akurat pierwsze urodziny Park Run'u w tej lokalizacji, a w tym roku trafiłem na.... okrągłą 100-tną edycję w tej lokalizacji :) Przed biegiem jeszcze było pamiątkowe zdjęcie i ruszyliśmy. Japończycy zagrzewali do biegu, polewali jak ktoś chciał wodą (straszny upał był oczywiście), przypominali że są liczne stacje-wodopoje po drodze, bo trasa jest wzdłuż rzeki, gdzie są tereny do rekreacji z takim zapleczem. 

Ja ruszyłem oczywiście za szybko - trochę udzieliła mi się atmosfera startu - trochę mi tego brakowało z powodu tej dłuższej przerwy. W pewnym momencie biegłem nawet 4:05/km (tak teraz sprawdzam), ale pierwsze półtora kilometra wyszło w średnim tempie 4:14/km! Zacząłem liczyć że może ten plan maksimum się uda osiągnąć, w końcu miałem już nadróbkę (ale to było tylko 15 sekund). Zacząłem ręcznie łapać okrążenia co 500m. Na trasie są dwa okrążenia, każde z dwiema zawrotkami o 180 stopni. Jednak zaczęło się robić coraz ciężej - 4:28/km, 4:40/km i na półmetku było już 11:00 czyli czas na plan maksimum, tylko że to była to łatwiejsza połowa za mną dopiero :)

Druga połowa to męczarnia - straszny upał, nogi zmęczone, niewytrenowane - tempo masakrycznie spadło: 4:47, 4:49, 5:08, 5:03 i ostatnie 500m troszkę szybciej bo 4:33/km z czasem oficjalnym na mecie:

23:16

No nie jest to nawet plan minimum niestety, ale przynajmniej wiem gdzie jestem. Co prawda ta temperatura na pewno wpłynęła na wynik, ale mam dolne oszacowanie, nie?

Garść statystyk jeszcze - byłem 31 na 126 biegaczy, pierwszy zawodnik miał wynik 16:40, a 7 zawodników ukończyło w casie poniżej 20 minut (tyle to bym chciał jeszcze w tym roku znowu biegać Park Run'y). Byłem chyba pierwszy z zagranicy, sekundę za mną wbiegł Włoch z którym pogadaliśmy (już się na stravie znaleźliśmy ;) ). I jeszcze ciekawostka: aż 14 zawodników było szybszych a byli w tym wieku lub starsi ode mnie! 

 To jeszcze zrzut z danymi dokładnymi, zdjęcia z przed biegu miejsca startu (uwaga bonus - zdjęcia od orgów) i za parę dni spodziewajcie się jakieś planu na najbliższe starty: za 8 tygodni półmaraton w Manchesterze, a za 12 tygodni maraton w Nicei. Super się z tym czuję że już mogę normalnie bez żadnego bólu i obaw biegać - bo bywało że bałem się co z tymi jesiennymi startami u mnie wyjdzie :)






 Zdjęcia od organizatorów:












 

piątek, 7 sierpnia 2026

Japońskie bieganie

Tak się złożyło że w krótkim odstępie czasu dwa razy wypadła mi podróż do Azji. Dopiero co wróciłem z Indii (służbowo), a tu zaraz wylecieliśmy do Japonii - ale to już był wyjazd rodzinny. Zupełnie jak rok temu - wyjazd wakacyjny. Wtedy tydzień w Tokio i tydzień w Osace, tym razem pierwszy tydzień na Okinawie, a drugi znowu w Tokio. I prawdę mówiąc ten pierwszy tydzień był super - tropikalne plaże, plamy, rafa koralowa. A ten drugi tydzień - wielkie miasto, tłok, hałas i trochę mnie ten drugi tydzień zmęczył. Nie ma co narzekać - Japonia znowu nas wszystkich bardzo zachwyciła - bardzo mi się podoba sposób bycia mieszkańców - ich pozytywne nastawienie, porządek, kultura, kuchnia - no wszystko, może poza tym że znowu byliśmy tutaj w najgorętszym okresie roku. Trudno było ten upał znieść i nawet to że w Polsce było bardzo podobnie nie poprawiało sytuacji :) Chociaż dla mnie osobiście było łatwiej wytrzymać niż rok wcześniej. Poza tym Okinawa oferowała super plaże, a dużo przyjemniej się spędza czas w trakcie upałów kąpiąc się w tropikalnym oceanie niż w miejskiej, wybetonowanej dżungli Tokio :)

Biegowo całkiem sobie dobrze poradziłem, bo zrobiłem takie biegi:

Tydzień pierwszy:
Poniedziałek - 10km, połowa spokojnie z Żonką, potem szybciej - testowałem czy noga już zupełnie nie boli i było OK
Wtorek - 12km - miał być ciągły po około 5:00/km, ale jestem w czarnej ten-tego z formą, nie dałem rady :) robiłem przerwy po 8km i potem po 2km 
Środa - 6km spokojnie z Żonką
Czwartek - 12km, znowu próba biegu ciągłego po 5:00/km i tylko 8km dałem radę. No jest upalnie strasznie, ale problemem jest mój brak wydolności po prostu - przez kontuzję mało biegałem od maja
Piątek - 8km spokojnie wieczorem - ostatni bieg na Okinawie
Sobota - już w Tokio wieczorem wzdłuż tej samej trasy co rok temu :) super było tu znowu pobiegać, wszystkie kolejne biegu tutaj były. Tym razem 9km spokojnie
Niedziela - 10km razem w tym spokojne 6km z Żonką i potem 4km szybciej, zacząłem 4:40/km ale nie było pary na takie bieganie - następne 3km to już po 5:00/km
Razem: 68,3km

Po tym moście biegaliśmy rano na Okinawie (łączy Okinawę z Miyagi - ciekawe czy ma związek z nazwiskiem trenera z filmu "Karate Kid" - w sumie karate pochodzi z Okinawy właśnie. Trenowałem wiele lat to pamiętam :) )

Tydzień drugi:  
Poniedziałek - odpoczynek bo jednak w poprzednim tygodniu biegałem codziennie, nawet jeśli było to 6km tylko i bardzo wolno (bo z Żonką) to jednak czułem zmęczenie
Wtorek - z Żonką, ale tylko sam początek i trochę w środku a reszta szybciej  5km narastająco od 5:00/km do 4:28/km i potem po odpoczynku jeszcze 3km około 4:30-4:35/km, razem 10km
Środa - wieczorkiem 13km dość spokojnie bo 5:25/km, jednak w tej temperaturze i wilgotności to nie było bardzo spokojne tempo
Czwartek - 10km w tym spokojna pierwsza część z Żonką (6km) i szybkie 4km potem (4:30/km) 
Piątek - 10km i znowu - spokojny początek z Żonką (5km) i potem BNP od 5:30/km do 4:50/km przyspieszając o 10 sek/km co kilometr
Sobota - to będzie jutro. planuję Park Run
Niedziela - przelot do Polski, może wyjdę na wieczór już na swoich starych śmieciach o ile "jet-lag" pozwoli
Razem: 43km + Park Run + niedziela

 

Typowy wygląd w tym upale już po pierwszym kilometrze

Podsumowując - super się biega tutaj, jest lepiej niż rok temu dla mnie - jakoś toleruję lepiej te straszne upały. Poza tym zauważyłem że jak wychodzi się na wieczór, po zachodzie słońca (tutaj już o 19:00), to jest lepiej. Rano wschód jest wcześnie i słońce mocno praży, za to wieczorem jest przyjemniej - wcale nie jest chłodniej, może minimalnie, ale po ciemku nie przypala słońce i biegało mi się dużo przyjemniej.
A teraz najważniejsze - nie bolała mnie właściwie już w ogóle noga!! Na początku tego wyjazdu coś tam jeszcze poczułem czasami, ale teraz już od ponad tygodnia jest super. Nie chcę zapeszać, ale wydaje mi się że już jest wszystko super i mogę całkowicie wrócić do treningów. 

Na pierwszy ogień więc zrobię jutro Park Run. W mojej obecnej formie nie będzie to żadne bicie rekordów sezonu (20:01 z Wiązowny). Patrząc na te treningi interwałowe z tego tygodnia to tempo 4:30/km przez całe 5km będzie wyzwaniem. Więc plan minimum z tego wynika złamanie 23 minut, ale spróbuję zacząć na plan maksimum - czyli na złamanie 22 minut. W sumie rok temu miałem:

2025.07.19 Park Run Tokio 5km 21:29 
2025.07.12 Park Run Osaka 5km 20:21 
 
Więc w Tokio miałem 21:29 tylko, a nie miałem wtedy przecież kontuzji z której dopiero co wyszedłem. W sumie od końcówki maja do teraz miałem albo przerwę albo biegałem w kratkę. Jak mi się uda te 22 minuty złamać w takich upale i po takiej przerwie to będę zdziwiony (pozytywnie) ;) no ale te 23 minuty to postaram się na 100% złamać :)
 
Postaram się jutro z lotniska wrzucić wpis jak tam na tym Park Runie poszło! A potem opiszę plany na drugą połowę roku - czyli plan na połówkę w Manchesterze i maraton w Nicei. Trochę mało czasu, startuję z niskiego poziomu (jutro zobaczymy jak bardzo niskiego), więc będzie to nietrywialne  zadanie :)
 
Nie można wrócić z Japonii bez kupna butów Asics przecież! Znalazłem taką ofertę - nowe Lyteracer 6 za 6270 jenów czyli 147zł! I jeszcze mogłoby być 10% taniej gdyby użyć opcji "Tax free" dla obcokrajowców. Co prawda dzięki rabatowi 40% wyszło tak tanio, chyba dlatego że logo firmy jest trochę nierówne. Ale nawet zupełnie po pełnej cenie wyszłoby 245zł. Generalnie ceny w Japonii są niskie dla nas z powodu bardzo słabego kursu jena.
 

środa, 23 lipca 2025

Park Run Tokio

W drugim tygodniu pobytu w Japonii sobota wypadła w Tokio. Tym razem nie miałem tak blisko do najbliższego Park Run'a, ale dla chcącego... więc zakombinowałem i wymyśliłem. Miałem z naszego lokum około 8 kilometrów na miejsce startu. Komunikacją miejską (super dobrze zorganizowaną zresztą w Japonii) wychodziło około 40 minut, ale dla biegacza-amatora 8km to też 40 minut, tylko że biegiem :) więc wymyśliłem że zrobię sobie taki kombinowany bieg długi w tą sobotę: dobiegnięcie na start, Park Run i potem powrót też biegiem. 

Pewnie większość z Was wie że Park Run to taka akcja biegania 5km w sobotę rano po parku. We wszystkich krajach gdzie biegałem biegi te startują o 9 rano. Japonia jest wyjątkiem - tutaj start jest o 8 rano i moim zdaniem i tak jest to już za późno o tej porze roku :) Pogoda w wakacje jest straszna - do 35 stopni, wysoka wilgotność, trudno jest po prostu żyć, a co dopiero biegać. Wybiegłem więc około 7 rano żeby zdążyć odnaleźć start (pamiętając przejścia tydzień temu) i jakoś z pomocą nawigacji w telefonie udało mi się dobiec na start. Pod koniec biegu dobiegł do mnie biegacz z Wielkiej Brytanii, który też biegł na ten bieg. Pogadaliśmy chwilę i dobiegliśmy na czas. Start był dobrze oznaczony i było tam naprawdę sporo osób. Sprawdzałem wyniki z poprzednich tygodni i ostatnio wygrany miał około 20:30, ale w poprzednich tygodniach to już nawet poniżej 16 minut się zdarzali. Okazało się że akurat w tym tygodniu wypadała pierwsza okrągła rocznica Park Run w tej lokalizacji, stąd tak duża grupa się zjawiła. Ale to było fajne - nawet nas zapytali skąd jesteśmy, pogadałem z niektórymi Japończykami-biegaczami i poszliśmy na start.

Trasa wiodła na południe wzdłuż rzeki - około 300 metrów, potem nawrotka, około 2km na północ, znowu nawrotka i powrót - to dawało połowę dystansu, więc powtarzamy tą samą trasę i mamy 5km. Co ciekawe na stronie opisali że trasę wymierzyli starannie kółkiem. Jak Japończycy piszą że wymierzyli starannie to możecie być pewni - tak dokładnie było. I w Toki i w Osace było tak samo - dystans był zmierzony idealnie (sądząc po wskazaniach mojego zegarka, który jest na pewno mniej dokładny).

Plan jak pisałem poprzednio był, aby zmierzyć się ze złamaniem 20 minut. Ruszyłem więc tym właśnie tempem średnim. I co tu dużo pisać - pierwsza połowa wyszła dobrze, ale druga - tragicznie. Zwolniłem okropnie i rzadko mi się zdarza aż tak odpaść, ale skończyłem w 

21:29

Stracić prawie półtorej minuty na dystansie 2,5km to trzeba się postarać - to wychodzi trochę ponad 30 sek/km... myślę że przetrenowałem się tutaj - biegałem dużo, temperatura i wilgotność były jakie były, ja dodatkowo codziennie bardzo dużo chodziłem - miałem prawie 30 tysięcy kroków dziennie (i to codziennie). 

Z pozytywów natomiast - to było bardzo fajne doświadczenie, fajnie mieć takie pamiątki z wyjazdów (wspomnienia z biegów lokalnych). Mam nadzieję że jeszcze wrócimy do Japonii, bo sam wyjazd był bardzo ciekawy. No tylko może nie w tą porę roku w jaką się wybraliśmy (ale wiedzieliśmy o tym - musieliśmy wtedy z powodu wakacji szkolnych córek). 

To teraz w sobotę spróbujemy się sprawdzić na Biegu Powstania Warszawskiego, najważniejsze to wrócić do żywych po podróży do Polski (znowu zmiana czasu o 7 stref czasowych!). No i spróbować pobiec te 41 minut... :)

 



sobota, 12 lipca 2025

Park Run Osaka

Nie byłbym sobą gdybym korzystając z wakacji w nowym miejscu nie pobiegał tam. A jak się tylko da to w dodatku nie wziął udziału w jakimś biegu zorganizowanym. Dlatego będąc z rodziną na urlopie (trochę podróży życia pewnie) w Japonii poszukałem co nieco i znalazłem Park Run w Osace. 

Pogoda naprawdę nie sprzyja tu bieganiu - jest strasznie upalnie, temperatura dochodzi do 35-36 stopni i jest wysoka wilgotność. Nawet w nocy nie spada temperatura za bardzo - gdzieś około do 25 stopni. Wychodzę tu wcześnie rano biegać, nawet około 6:00 rano mi się zdarza (bo przez zmianę czasu trudno jest spać ciągiem całą noc i człowiek się wybudza o dziwnych porach, za to wieczorem nie zawsze chce się spać). W dodatku bardzo dużo tutaj chodzimy - bo zwiedzamy, więc zmęczenie nóg mam spore.

Przez te wszystkie powody nie za bardzo liczyłem na jakiś dobry wynik, ale nie o to tutaj chodziło. Planowałem sobie żeby co najmniej złamać 21 minut. Nocleg mamy w typowym japońskim domu (wynajętym przez booking) i umyślnie tak wybraliśmy, żeby blisko było miejsce do biegania. Znaleźliśmy taki fajny domek w typowej japońskiej dzielnicy małych, raczej starych domków - jak się podróżuje w pięć osób to jest dużo wygodniejsze niż hotel (i też tańsze). Poza tym właśnie było to w takim typowo japońskim otoczeniu, a nie w nowoczesnym hotelu w centrum miasta (co byłoby dość podobne do hoteli w Europie). Skorzystałem więc z tej przemyślanej lokalizacji naszego noclegu i do parku dobiegłem szybko - bo to tylko 500 metrów było. Trasę "obcykałem" dzień wcześniej - przybiegliśmy tu rano razem z Żonką pobiegać rano dla siebie i rozejrzałem się wtedy po okolicy, wcześniej przeanalizowałem trasę na internecie. 

Park był chyba używany mocno podczas wystawy EXPO w Osace w 1990. Co ciekawe w tej chwili też się odbywa tutaj EXPO 2025 - widzę trochę napisów na ten temat, jakichś ludzi którzy to organizują, ale nie wiem dokładnie gdzie się to odbywa w tym roku. W parku jest trochę tych starych wystaw z przed 35 lat. Pętla jest po asfalcie i ma niecałe 2,5km. Ja wybiegłem trochę wcześniej i zrobiłem rozgrzewkę po parku. Nie wiem czy to miało sens - zrobiłem w sumie 3km w tym ćwiczenia i trochę przyspieszeń, no ale było tak upalnie... Poza tym nie mogłem dopatrzeć się gdzie jest start - próbowałem pytać lokalnych biegaczy, ale oni w ząb po angielsku nie gadali. W sumie w Japonii można równie dobrze mówić do nich po polsku, to ma ten sam efekt. Na szczęście trzecie z kolei było małżeństwo z małym dzieckiem w wózku i oni rozumieli po angielsku, w dodatku też biegli w Park Run! Zaprowadzili mnie na start.

Na starcie było sporo biegaczy, trochę zapowiedzi, oklaski dla biegacza co skończył 60 lat itp. Przeszliśmy na start i po paru minutach ruszyliśmy. Na starcie widziałem trochę zagraniczniaków (nie za wielu - trochę osób z Australii, małżeństwo starsze z Irlandii, chyba w sumie kilkanaście osób). Jakaś dziewczyna z Australii w wieku mojej córki twierdziła że na 19 minut będzie biegła. Chyba jej starszy brat był jeszcze bardziej przede mną po starcie. Ja oczywiście się podpaliłem i zamiast po 4:06/km biegłem pierwsze 500m w tempie 3:52/km :) Biegło się fajnie - chociaż w parku było sporo osób, w tym biegaczy postronnych i trochę się musiałem pilnować, żeby się nie zgubić. Nie byłem oczywiście pierwszy, w wynikach za zeszły tydzień widziałem że wygrał zawodnik z czasem poniżej 16 minut (!), ale trasa trochę kluczyła. Na zakrętach stali najczęściej wolontariusze i pokazywali trasę (na szczęście).

Mi tymczasem nad wyraz dobrze szło. Do połowy dystansu utrzymałem dobre tempo i byłem tam w czasie 9:47! Jednak wtedy mnie dopadło zmęczenie, zresztą nie tylko mnie. Tego Australijczyka jeszcze mocniej siekło w drugie połowie. Dziewczynę to na pierwszym kilometrze jeszcze. Natomiast Japończycy dawali radę - widać temperatury im takie nie straszne :) Ja jednak widzę teraz po wynikach że bardzo słabo było w tej drugiej połowie, najgorsze 500m było w tempie 4:35/km! No i wynik całego biegu wyszedł 

20:21

Tempo całości wyszło więc 4:04/km. W sumie dużo lepiej niż myślałem przed biegiem i biorąc pod uwagę temperaturę i jet-lag to nie mogę narzekać. Jednak troszkę niedosyt jest - chciałbym tu w Japonii pobiec poniżej 20 minut. Dobra wiadomość jest taka, że mam zamiar pobiec tu jeszcze jeden Park Run za tydzień - zobaczymy!

A na mecie dostałem ręczniczek do ochłodzenia karku - zmrożony tak że aż był sztywny od lodu i ciężko mi było go rozwinąć. Miła pani (babcia) wolontariusz sczytała mój wynik i po chwili odpoczynku i wymianie uwag po biegu zawinąłem się do domu (robiąc po drodze schłodzenie po terenie parku - dorobiłem jeszcze pętlę i razem w ciągu dnia wyszło około 11km).

Super było pobiec w Osace, polecam zresztą każdemu takie wplecenie biegania w urlop, pomaga na utrzymanie kondycji, bo jem tutaj ogromnie dużo (lubię bardzo japońską kuchnię). 


Razem był 138 biegaczy tego dnia w Park Run'ie w Osace.


 

 

 

 

ADs