Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieg terenowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieg terenowy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 października 2024

Walencja 11/16: Park Run i Półmaraton Szakala

Coraz bliżej ten maraton - zostało pięć tygodni już tylko.  Ten tydzień był całkiem dobry treningowo, ale zostało jeszcze sporo do zrobienia. W sumie najbardziej mnie martwią biegi długie - bo maratonu nie da się oszukać. Jak nie zrobi się kilku naprawdę długich treningów to maraton się o nie upomni, zwykle tak około 32-25 kilometra już (o ile się bardzo zawaliło biegi długie) albo trochę później. W tym tygodniu przez start w Półmaratonie Szakala musiałem zmienić ten bieg długi na półmaraton w lesie. Żeby trochę temu zaradzić zrobiłem długą rozgrzewkę, bo aż 7km, więc razem zrobiłem 28,5km - całkiem, całkiem. A żeby też i tempo nie było zbyt słabe to udało się zrobić pierwsze 10km półmaratonu szybko. W tym biegu kobiety startowały wcześniej, o 12:00 a mężczyźni w dwóch grupach: o 12:15 i 12:30. Ja miałem dość dobry czas w półmaratonie więc załapałem się na tą pierwszą grupę i biegłem jak najszybciej, żeby dogonić Żonkę. Wyszło nieźle - bo przez pierwsze 10km biegłem średnio po 4:30/km i dokładnie przy znaczniku 10km ją dogoniłem :) Generalnie impreza była super, polecam bardzo - grupa biegowa Szakale Bałut bardzo dobrze ją organizuje. Mamy mocne postanowienie żeby za rok znowu pobiec, tylko tym razem podjechać tam całą rodziną - jest tam sporo atrakcji dla dzieci w różnym wieku (biegi dzieci, park linowy z super tyrolkami, hotel w którym mam nadzieję się zakwaterujemy). Na starcie jest trochę atrakcji do zjedzenia, samo miejsce jest piękne o tej porze roku - las wyglądał niesamowicie w jesiennych kolorach. Temperatura (mimo że za kilka dni listopad) była około 18-19 stopni! W dodatku słonecznie, było pięknie.
Ja w dodatku na starcie spotkałem przypadkiem kolegę ze studiów, fajnie było pogadać chociaż chwilę. Potem biegłem jak szalony i te 10km tak szybkim tempem nieźle mnie zmęczyło.
Na mecie były medale, ciastka, napoje, nawet jakiś ciepły posiłek (przegapiliśmy) ale szybko się zbieraliśmy do domu żeby do córek wracać.
Bardzo męczący wyszedł ten dzień, ale też i bardzo udany!


Jeszcze powinienem (trochę mało chronologicznie) wspomnieć o poprzednim starcie: Park Run w Parku Skaryszewskim. Wymyśliłem sobie żeby się sprawdzić na piątkę bo przecież Bieg po Dynię był w złych warunkach i trochę podziębienie było... no i żeby się nie rozwodzić: wyszło jak zwykle. To znaczy pierwsza połowa dystansu według założeń - po 3:50/km czyli na atak na 19:10 na mecie. A potem odpadnięcie i wynik na mecie: 19:36... ech nawet sam sobie zmierzyłem 19:37 najpierw a to idealnie ten same wynik co w tym roku już dwa razy miałem, bo w Biegu po Dynię i na Praskiej Piątce było co do sekundy tyle samo :)
Acha - to był mój dziesiąty Park Run! Muszę trochę ich więcej porobić żeby na koszulkę zasłużyć :)

No dobra, to jest mój aktualny poziom po prostu. Uzgodniłem więc sam ze sobą taki plan teraz: za 4 tygodnie mogę spróbować Park Run jeszcze raz żeby zobaczyć czy coś się poprawiło (bo jednak teraz też jeszcze trochę kaszlu mam, więc może ten wynik jest trochę słabszy bo jeszcze troszkę podziębienie ma wpływ).

Fajnie to wygląda że raz wygrałem Park Run - w Konstancinie-Jeziornej, bo tam bardzo mało ludzi biegało :) (i niestety pewnie dlatego zlikwidowali).

A co jeszcze było w tym tygodniu?
Wtorek - podbiegi 10x160m - ładnie wyszły
Środa - wytrzymałość tempowa 3x4km @4:20 - bardzo ładnie wyszło, tętno niskie bo 160!
Czwartek - spokojnie i 200 pompek
Piątek - odpoczynek bo na basen z kaszlem nie chodzę
Sobota - Park Run wyżej opisany
Niedziela - Półmaraton Szakala, też opisany wyżej

To teraz kluczowe trzy tygodnie w których mają być dwa biegi długie po 32km - to będzie najważniejszy punkt programu. Poza tym Bieg Niepodległości, ale już bez wielkiej presji, bo wynik 39:39 z Biegnij Warszawo naprawdę mnie zadowala. Chociaż jak by do mojej życiówki się zbliżył (39:20) to byłoby coś wielkiego! No i ostatnia rzecz do zrobienia - przemyślenie jakie ma być tempo startowe w Walencji: czy na 3:15 czy jednak na 3:10 na mecie... 

Tabelka treningów:

 

I trochę zdjęć i statystyk z biegów na koniec:



 Park Run:

 

 

Trening wytrzymałości tempowej ze środy:

I oczywiście tabelka z raportem:
22.10.2024 wtorek BS 10km
SB 10x 160/160m
OK 10,25km
Po okolicy i te ostatnie w tym planie treningowym podbiegi tam gdzie zawsze – na wiadukcie na Karczunkowskiej 10,25
23.10.2024 środa BS 6km
WT 3x 4km 4:20/km
OK @4:20 puls 160
Rano przed pracą – fajnie wyszło, pogoda do biegania super bo około 9 stopni. Tętno dość niskie wyszło bo 160! 15,11
24.10.2024 czwartek BS 12km (200 pompek)
BS 200p
Spokojnie w tym 200 pompek 10,52
25.10.2024 piątek basen
wolne
Jeszcze trochę kaszlu więc odpuściłem 0,00
26.10.2024 sobota BS 10km (200 pompek)
RT 10x 40”/80”
Park Run 19:36
Park Run bo chciałem się sprawdzić – wyszło w sumie dobrze, chociaż noty za styl powinny być bardzo słabe :) 8,02
27.10.2024 niedziela Półmaraton Szakala
spokojnie 21km
10km @4:30 + BS
Rozgrzewka dłuższa bo 7km a potem półmaraton w lesie: najpierw 10km szybko 4:30/km żeby dogonić Żonkę, a potem razem z nią do mety – spokojnie 28,58




72,48




niedziela, 22 sierpnia 2021

Ultra Mazury U30

 Tydzień temu musiałem niestety pominąć zaplanowany start :( przez tego koronawirusa poprzenoszono zawody i zrobiło mi się ich tyle że miałem w kalendarzu tydzień temu Garmin Ultra Race w Myślenicach, a wczoraj Ultra Mazury (choć dla mnie tylko z nazwy ultra, bo krótszą trasę wybrałem). 

Niestety z racji obowiązków rodzinnych nie dałem rady tam dojechać i pobiec mojego pierwszego ultra (bo tam trasa miała 49km). Może to i dobrze bo zaczęło mnie pobolewać ostatnio prawe biodro. I to nie tak byle jak - czasami nawet bardzo, chociaż bardzo nierównomiernie - czasami biegałem i było wszystko dobrze, czasami w nocy mnie ból wybudzał. Trudno stwierdzić o co chodzi - poszedłem więc do lekarza, dostałem skierowanie na RTG (trochę wymusiłem dodatkowo USG bo sam rentgen to niewiele przecież powie). No i zrobiłem od razu w czwartek RTG, w piątek USG a w sobotę... start w Ultra Mazury :) Wizytę u ortopedy z tymi wynikami dopiero muszę umówić, ale tak na szybko z opisu badań nic takiego złego nie wyszło na razie - zobaczę co powie ortopeda jak to wszystko dostanie. Jedna rzecz jednak do mnie dotarła - starszy pan który mi robił USG zalecił zmianę sportu raz na jakiś czas, więc przeproszę się z roztrenowaniem. Robiłem je tylko raz po pierwszym sezonie mojego biegania i nie byłem zadowolony z wyników. No ale teraz mam inne podejście - ważniejsze jest żeby biegać zdrowo więc nie będę się martwił regresem wyników, najważniejsze żeby mi nic tam "nie pękło". Postanowiłem już: po maratonie w Monachium robię pełne cztery tygodnie roztrenowania: zero biegania, za to postaram się jeździć na rowerze i pływać na basenie w podobnej objętości co teraz biegam.

 
Ale miało być o starcie na Mazurach! A więc zaczynamy: nie byłem do końca pewny czy mi się uda dojechać, więc nie miałem noclegu. Na szczęście mam dużą rodzinę a co za tym idzie duży samochód rodzinny (Citroen C4 Grand Picasso - 7-osobowy :) ). Więc na radą mojej Żony zapakowałem do środka materac, dwa śpiwory, poduszkę i pojechałem w piątek wieczorem na bieg. Niby w linii prostej nie ma 200km do Ostródy, ale akurat rozkopali na tym odcinku całą S7 i jedzie się objazdami że zajmuje to... 3,5 godziny!! Dojechałem o 23:00, wszystko pozamykane bo start najdłuższego dystansu 100km był o 3:00 rano (współczuję biedakom!), potem o 6:00 rano 70km a ja (czyli dystans 36km, nazwany dla niepoznaki U30) startowałem o 9:00. 

 


Zaparkowałem na wyznaczonym dla biegaczy parkingu, było już kilkanaście samochodów, niektóre z zaparowanymi szybami, więc więcej takich sprytnych jak ja tam było co spali w środku. Było nawet kilka namiotów rozłożonych obok samochodów :) w sumie fajnie. Przebrałem się w piżamę, umyłem zęby, rozłożyłem sobie supr łoże czyli z tyłu samochodu siedzenia na płasko, na to materac i jeden śpiwór a w drugi wskoczyłem, wyjąłem laptopai posprawdzałem jeszcze wszystko. Dopier wtedy wgrałem sobie trasę do zegarka (wiem, na ostatnią chwilę wszystko), setny raz sprawdziłem co jutro muszę zrobić i mogłem iść spać.

Rano wstałem o 8:00, przebrałem się i poszedłem odebrać pakiet. Wszystko się fajnie czasowo udało zgrać - odbiór był do 8:30, potem przygotowania ostatnie, zostawienie rzeczy w depozycie i poszedłem na start. Jedna rzecz mi nie zagrała - plecaczek biegowy zasłaniał mi numer startowy a w tym biegu po raz pierwszy zauważyłem ciekawostkę - nie było czujników do pomiaru czasu, tylko numery startowe miały kod QR który sczytywały kamery. Więc zdjąłem plecaczek i dałem do depozytu, telefon i żele upchnąłem w kieszonkę w spodenkach (będzie jeszcze o tym później), soft flaska 500ml schowałem do własnego skórzanego woreczka (czyli po prostu wypiłem cały przed startem :) ) i byłem gotowy. 

Na starcie blisko 300 osób - całkiem spora grupka, ja się nie rozgrzewałem bo przewidywałem że nie będę biegł bardzo szybko. Patrząc na wyniki z zeszłego roku (najlepszy miał 3:07 o ile pamiętam prawidłowo) to ustaliłem sobie że powiniem biec 5:00/km. Nie wiem czemu tak szybko sobie obmyśliłem - to byłby wynik na tego pierwszego biegacza przecież (oficjalnie podawali że ta trasa ma 36,9km). No ale jak zwykle tak optymistycznie założyłem i.. pobiegliśmy. Trasa po chwili weszła w teren i była nie taka znowu trudna. Przewyższenia wg orgów miało być tylko około 500m na tak długim dystansie, więc podbiegów nie było sporo. Na początku się trochę potasowało, jednak ilość biegaczy była dość spora i nie byłem w stanie policzyć na której pozycji jestem. Wyprzedziłem jakieś dwie dziewczymy w tym jedną z kijkami (!) i starałem się biec tempem na samopoczucie.

Wychodziło to tempo jednak trochę za szybkie - raczej bliżej 4:45/km, trochę przesadziłem. Ale szło zadziwiająco dobrze - nadrabiałem przez całą pierwszą połowę czas do tej założonej średniej 5min/km i w sumie po 18km miałem ponad 2 minuty nadrobione. Niestety druga połowa biegu okazała się trudniejsza - było więcej biegu przez trudniejszy teren, podbiegi mimo że nadal rzadkie to sprawiły więcej problemów i nawet zdarzyło mi się kilka razy maszerować na podbiegach które były już za mocne (wtedy bieganie wydaje się tak samo wolne jak marsz, a jest dużo badziej męczące).

No i to tempo spadło poważnie - do 6min/km nawet, chociaż były kilometry po 5:30 ale i jeden w 7:30 (wliczając postój na punkcie z wodą i picie na miejscu bo kubów nie było a mój soft flask został w depozycie ;) ). Mimo to biegło mi się nie tak źle - jak patrzę teraz na wykresy tętna to trochę odpadłem w tej drugiej połowie - za szybko jednak zacząłem - ale trochę to wynika też z profilu i trudności trasy - druga połowa była trudniejsza. Ten spadek tempa oczywiście spowodował że wyprzedziło mnie trochę osób (w tym dziewczyna z kijkami!!!) ale było ogólnie całkiem dobrze: 3:13:27 i 27 miejsce (25 w kategorii bo tylko 2 dziewczyny były na mecie przede mną).

 
Na tych prawie 300 startujących osób jest to całkiem dobry wynik. Pierwszy na mecie zameldował się Wojciech Kopeć z czasem poniżej 2:25 (!). W trakcie biegu biegacz mi wyjaśnił czemu w zeszłym roku były tak słabe czasy - podsobno było 30 stopni i ludzie cierpieli na trasie. On sam mówił że miał roku temu o godzinę gorszy czas. No ale możliwe że on był z trasy U70 (nie spojarzałem na jego nume startowy) - oni startowali 3 godziny przed nami więc w końcowce się mieszaliśmy. 

W sumie to dobrze że w zeszłym roku były gorsze czasy bo bym się zasugerował tym 2:25 które jest możliwe jak widać i bym ruszył po 4:30/km :P 

Co do samego biegu - fajny był, organizacja startu i mety przy hotelu Anders w Starych Jabłonkach przy Ostródzie. Mają tam prywatną plażę z pomostem, wypożyczalnią sprzętu do pływania. Wygląda na bardzo fajne miejsce, szczególnie dla rodzin. Trasa biegu jest malownicza - przypominała mi trochę moje Kaszuby (roślinność, jeziora). Nie spodziewajcie się biegu górskiego (nikt tego biegu tak nie reklamuje zresztą), ale jest naprawdę fajny. Oznaczaenia trasy biegu były perfekcyjne moim zdaniem, chociaż to nie przeszkadzało mi się troszeczkę pogubić (ale minimalnie, praktycznie bez strat czasu). Generalnie bardzo jestem zadowolony i myślę że jeszcze tam pojadę. Gdyby nie to że średnią córkę musieliśmy w tym dniu późnym popołudniem odebrać z wyjazdu to pojechaliśmy rodziną tam - w strefie startu było trochę atrakcji dla kibiców, gdyby nie było przelotnego deszczu czasami (bardzo mało) to byłby to bardzo dobry pomysł na spędzenie soboty całą rodziną na świeżym powietrzu.



niedziela, 30 maja 2021

Ultra-way Rumia 22km

Wczoraj pobiegłem za moją małżonkę bierg terenowy w Rumii. Akurat zbiegło się z wizytą u rodziny niedaleko, więc udało się załatwić kilka spraw ze jednym wyjazdem. Sportowo było bardzo fajnie, ale po kolei. Zaczęło się od piątku wieczorem gdy wpadłem do biura odebrać pakiet startowy. Ultra-way w Rumii to cały festiwal biegowy który oferuje biegi na dystansach 10, 22, 50, 100 i (!!) 160km. Ten ostatni wygląda fajnie - sporo biegnie się wzdłuż morza a potem Zatoki Gdańskiej. Ale ja spokojnie - miałem przepisany pakiet żony więc 22km. 

Plan był pobiec dość szybko - więc ubrałem sie na krótko, z wyposażenia obowiązkowego przy tak krótkim dystansie był tylko kubek albo inny pojemnik na wodę. Wziąłem więc soft-flaska i jeden żl na drogę i stanąłem na starcie. 


Trochę stanąłem za daleko z tyłu, na filmiku poniżej widać ile osób przede mną było i na początku szybko przesunąłem się na przód stawki. Znalazłem się w pierwszej dziesiątce a nawet dokładnie byłem chyba 5-6 przez pierwsze kilka kilometrów. Troszeczkę za mocno wystartowałem bo zacząłem odczuwać podbiegi. Trasa prowadziła przez Trójmiejski Park Krajobrazowy, więc było ich trochę. Okolica piękna, cicho i ładnie. Stawka biegaczy się rozciągnęła. Trasa była bardzo fajna, dobrze oznaczona - często i wyraźnie, co oczywiście nie przeszkodziło mi dwa razy z niej zboczyć :) ale raz sam się zorientowałem - tam było rozwidlenie tras 10km i 22km, a drugi raz to sam nie wiem - po prostu w drugą stronę pobiegłem i wtedy spadłem z 7 na 10 pozycję bo pociąg trzech osób mnie minął.


Na 14-15km był jedyny punkt odżywczy, złapałem tam kubek (wypiłem i oddałem bo nie wolno śmiecić :) !) i pobiegłem dalej jak kozica. Niestety zacząłem odczuwał w prawej stopie na podbiciu duży dyskomfort. Myślałem że to pęcherz ale po biegu okazało się że powstała rana - chyba to był pęcherz który pękł Próbowałem chronić to miejsce, ale stawianie stopy bardziej na zewnętrznej krawędzi jest strasznie niebezpieczne - raz prawie zwichnąlem kostkę (coś leciutko chrupnęło, ale bez dużego bólu). 

Przez tą ranę na podbiciu ciężko mi się biegło końcówkę. Nawet ucieszyło mnie ogromne podejście na 18km - bo nie dało się biec, a podczas marszu stopa nie bolała. Na górze podbiegu wyprzedziłem jednego biegacza który kompletnie odpadł i maszerował i awansowałem na 9 miejsce. Potem już zbieg - oj na zbiegach kilka razy miałem śmierć w oczach, bywało stromo asalomony które założyłem na ten bieg miały średni bieżnik. Przez to razm sunąłem jak na desce a często wyrzucało mnie na zakrętach :)

Końcówka to jakieś 1,5km w mieście - przycisnąłem i wbiegłem prawie sprintem co mi trochę pokazało że chyba mogłem jeszcze trochę wycisnąć na trasie z siebie.

Zauważyłem że najgorzej mi szło na podbiegach, praktycznie wszyscy którzy mnie wyprzedzili robili to na podbiegach - bardzo zwalniałem wtedy. Na zbiegach natomiast radziłem sobie lepiej niż inni, ale to było mniej niż te straty na podejściach - widać jednak że jak się trenuje na Mazowszu to podbiegi są piętą achillesową :)

Suma sumarum - bardzo fajny bieg i jestem zadowolony z 9 miejsca na 91 osób które ukończyły. Mój czas to 2:02:02 wg mojego zegarka, wg organizatora 3 sekundy więcej (bo startowałem z tyłu stawki). 

Jak by co to polecam ten bieg, fajna organizacja na starcie i mecie i trasa!




niedziela, 8 marca 2020

Memoriał Tomasza Hopfera w Powsinie

 
W sobotę całkiem miło spędziliśmy parę godzin: w Parku Kultury w Powsinie. Okazało się że jest tam organizowany Memoriał Tomasza Hopfera. Były różne kategorie biegów i udało się nam obsadzić aż trzy biegi! Nasza średnia Agatka i najstarsza Małgosia pobiegły 600m i 1000m, a ja zapisałem się na 5km.
Co ciekawe biegi były darmowe, ale dobrze zorganizowane. Impreza nie była duża, ale może dzięki temu nie została odwołana z obawy przed koronawirusem ;)
W każdym razie było fajnie - dziewczynki przebiegły (Agatka całkiem szybko, Małgosia nie jest tak sportowa, ale jestem bardzo zadowolony że przebiegła cały kilometr w terenie), a potem ja wybiegłem na pięć kółek po których Małgosia zrobi swój kilometr. Pętla miała całkiem strony podbieg przed metą. Przed startem pogadaliśmy z osobami z naszego wioskowego klubu biegowego (M.I.L.A. czyli Masters Iwiczna Life Athletics :) ), było też trochę chłopaków na starcie z mojej uczelni (Wojskowa Akademia Techniczna). Jak sobie pomyślałem że oni mogli się urodzić później niż ja ją skończyłem to byłem pewny że nie będę miał z nimi szans :)
Po starcie ruszyłem dość ostro, chociaż ograniczałem się żeby nie zwolnić potem za mocno. Nie patrzyłem na zegarek, ale patrząc teraz na wyniki widzę że pierwszy km był bardzo szybki, a potem tempo mocno spadło. Dystans miał być 5km, zegarek mi zarejestrował 4,29 - widać po śladzie gps że przekłamał - zaniżył, ale i tak na pewno nie było całych 5km... Udało mi się wyprzedzić sporo osób (w tym jednego studenta z mojej uczelni ;) ), chyba tylko dwa razy ktoś natomiast mnie wyprzedził i co najważniejsze: nikt mnie nie zdublował! :))) A było to całkiem przecież możliwe bo na płaskim gdy ja robić 4km w 16 minut to najlepsi mogliby już kończyć piąty kilometr...
Zmęczyliśmy się zdrowo, najmłodsza wybawiła się na placu zabaw i bardzo fajnie kibicowała - bardzo mi się ta sobota podobała!








ADs