niedziela, 20 maja 2018

Ekiden 2018

fot. fotomaraton.pl

Fajne są te ekideny, już ładnych parę razy pobiegłem:

2007 - koledzy ze studiów
2009 - koledzy ze studiów
2014 - Blog@cze
2016 - firmowo czyli Clear2Pay
2018 - firmowo czyli Clear2Pay (choć już teraz oficjalnie to jako FIS)

Tym razem oczywiście plan był aby złamać trzy godziny (chociaż w sztafecie skoro normalnie się nie udaje :) ). Niestety plany nam pokrzyżowały typowe majowe aktywności (pierwsza komunia w rodzinie jednego z biegaczy z naszej drużyny). To nam trochę pomieszało szyki - jeden kolega zamiast piątki musiał pobiec dychę, a dodatkowego kolegę musieliśmy dobrać żeby pobiegł piątkę. Szanse na złamanie tej granicy nie były więc realne, trzeba by biec po 4:16/km średnio, a tylko ja z naszej szóstki miałem takie wyniki przed biegiem.
Zaczęliśmy więc z planem przebiegnięcia jak najszybciej. Pogoda była piękna (do kibicowania) - gorąco, słonecznie, w Parku Szczęśliwickim dużo rodzin z dziećmi. Moje pociechy niestety nie przyjechały bo średnia zasnęła w środku dnia! Tak to jest jak dziecko nocuje u koleżanki z klasy - zasnęły tak późno że padła w środku dnia :)
Pierwsza zmiana to 7,195km i udało się to zrobić koledze w 32:06, czyli mieliśmy prognozowany czas wtedy 3:08:28. Wtedy na scenę wjeżdżam ja (na białym koniu). Koszulka bez rękawów - no gorąco było i cztery kółka po parku przede mną.
Planowo miało być tempo 4:00/km bo z racji pogody zrezygnowałem z próby pobiegnięcia całości w 39 minut. Oczywiście początek za szybki: 3:47 i 3:49, potem "się uspokoiłem" i tempo było bardziej w granicach 4:06 a nawet najwolniejszy kilometr  w 4:17. Na tej imprezie mimo że starty są rozdzielone na dwa dni i jeszcze na dwie tury jednego dnia to jest na trasie dość dużo biegaczy. Nie ma problemu z tłokiem jednak bo pętla jest tak krótka (2,5km) że prawie od razu robi się totalny misz-masz. Cały czas dosłownie kogoś wyprzedzałem i było tak że my kończyliśmy drugą zmianę (17,2km zrobione) a niektóre zespoły kończyły pierwszą zmianę (7,2km)... Nie potrafię zliczyć ile osób udało mi się wyprzedzić, wiem że mnie wyprzedziło dosłownie kilka - może 3. Niby część trasy jest odkryta, ale jednak większość wydaje mi się w cieniu drzew i mimo że trochę trasa pofałdowana, to jednak bardzo fajnie się biegło. Udało mi się przebiec całość w 40:15 czyli prawie zgodnie z założeniami. Tempo wyszło mi średnie 4:01/km i po mojej zmianie mieliśmy prognozowany czas na mecie 2:57:13 :)

 
Trzecia zmiana to 10km, kolega który przepisał się z piątki. Okaz zdrowia, wiele biegów z przeszkodami na koncie, szykuje się triathlonu, ale to pierwsza w karierze płaska dycha. Na czwarte kółko pobiegliśmy z nim we dwóch żeby go dopingować - zgodnie zresztą z jego prośbą. No i teraz szok - na finiszu już - jakieś kilkaset metrów przed metą nogi odmówiły mu posłuszeństwa, zrobił się blady i po prostu zasłabł! Wystraszyłem się, dobrze że ktoś pomógł i zapytał czy wezwać karetkę. My z kolegą daliśmy radę wziąć go pod ramiona i posadzić na trawie obok trasy, karetka podjechała, wzięli go do środka. Czekaliśmy tam przy karetce dość długo na wieści, w końcu powiedział ratownik że jet dobrze i zaraz go wypuszczą. No to wziąłem pałeczkę i podbiegłem te kilkaset metrów do mety gdzie czekała reszta naszej drużyny (i nie wiedziała co się dzieje, bo już sporo czasu tam siedzieliśmy). Dobiegłem, kolejny kolega pobiegł na następną pętlę (bo myśleliśmy że już wszystko jest ok) a my wszyscy poszliśmy z powrotem do karetki. A karetki nie ma - zabrali go do szpitala... na szczęście to tylko było dmuchanie na zimne - na obserwację, jeden z nas pojechał do szpitala a reszta doczekała do końca naszej sztafety.
Mimo długiej przerwy (z międzyczasów wynika że około 6,5 minuty przerwy było) mieliśmy czas około 3:17-3:18 na mecie. Więc mniej więcej 3:11-3:12 byłby nasz czas netto "gdyby babcia miała wąsy":


Międzyczasy nam pokazali, tylko ostatniego czasu nie ma z racji dyskwalifikacji - obsługa karetki poinformowała obsługę biegu o numerze zawodnika i stąd "DNF" czyli brak ukończenia. Natomiast ostatni kolega oczywiście dobiegł (zresztą taż z nim pobiegłem dla towarzystwa co widać na zdjęciu na samej górze :) ). Czas był w granicach tych 3:17-3:18 wliczając w to przerwę przy karetce.

Podsumowując - pierwszy raz zdarzył mi się taki przypadek że na własne oczy widziałem jak ktoś zasłabł podczas biegu. Nastraszyłem się, nie życzę nikomu podobnych przejść i pamiętajcie dbajcie o siebie. Nie wiem do końca jakie tu były powody, ale na pewno mocne niewyspanie które tu było, wysoka temperatura i złe samopoczucie przed biegiem nie pomogły.

To teraz co w planach? Dzisiaj wieczorem - Memoriał Sławomira Rosłonia w Piasecznie! Na stadionie, z najlepszymi, wieczorem - wszystko co potrzebne do życiówki! Tylko jak z tą formą.. ? Ano zobaczymy już dzisiaj około 20:30 :)

sobota, 5 maja 2018

Bieg Konstytucji 2018


Kolejny, już czwarty start w warszawskim Biegu Konstytucji za mną. Do tej pory udało mi się trzy razy wystartować:

RokRelacjaWynik
2012http://www.leszekbiega.pl/2012/05/bieg-konstytucji.html22:00
2015http://www.leszekbiega.pl/2015/05/bieg-konstytucji.html19:19
2017http://www.leszekbiega.pl/2017/05/bieg-konstytucji-znowu-na-samopoczucie.html18:55

Bieg jest jak zwykle trudny dla chcących bić rekordy (ja jak zawsze się ścigam), ale ważna jest też dla mnie okazja. Jak tylko mogę (bo majówka to wysyp biegów i konkurencja jest silna) to startuję. Mój wynik z zeszłego roku to ciągle moja życiówka, nie wiem jak na tej trasie mi się udało tak szybko pobiec.

W tym roku pogoda była piękna - dla kibiców. Prawie 30 stopni sprzyjało rodzinnemu piknikowi. Pojechaliśmy więc całą piątką, ja wdziałem moje patriotyczne wdzianko. Oczywiście żeby tradycji stało się zadość dojechałem na styk prawie, z parkingu biegłem na start traktując to jako rozgrzewkę, ale nie było tragicznie - dałem radę jeszcze zrobić kilka przebieżek i w sumie 2 kilometry tej rozgrzewki wyszły. Natomiast na toi-toi'a to już czasu brakło ;)
Ustawiłem się w pierwszej strefie trochę przed panem z psem (czy ten pies na pewno biega 5 kilometrów poniżej 20 minut???), odśpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego i START!
Ruszyłem trochę za ostro (wiadomo), ale opanowałem się i zszedłem z chwilowego sięgającego 3:21/km do tempa kilometra 3:39. Trochę za szybko, ale w granicach - chciałem pobiec poniżej 19 minut, więc to średnio wychodzi 3:48/km a przecież po drodze czekała mnie jeszcze Agrykola. W dodatku pierwszy kilometr jest z górki.
Drugi kilometr to już stabilizacja tempa - było gorąco, ale nie przeszkadzało mi to. Na tym odcinku przebiegliśmy Wisłostradą, a potem Szwoleżerów obok mojej byłej pracy. Tempo wyszło idealnie: 3:46/km. Byliśmy gotowi do ostatecznego starcia: AGRYKOLA.
(werble)
No i nastąpiło to, co zwykle u mnie jak na trasie jest podbieg: odpadam. Tym razem tempo całęgo trzeciego kilometra wyszło 4:25 - niby nie było to tragiczne, pół minuty straty to byłoby 19:30 na mecie. Chwilowo jednak tempo mi siadło do 5:13/km nawet!
Najlepsze było że dziewczyna która biegła przede mną zatrzymała się na tym podbiegu i coś zagadała do znajomego co biegł za mną. Zmobilizowana ruszyła ponownie i na mecie... była druga spośród kobiet :) Drugie miejsce jak na pięć kilometrów robi się sobie przerwę na odpoczynek - to robi wrażenie :)
Został jeszcze czwarty kilometr - po płaskim a w końcówce zbieg - i tu było słabo: 4:09 a potem ostatni piąty - ostatecznie w porządku bo 3:55, ale to za słabo na jakiś dobry wynik. Jednak nie było bardzo źle - bo udało się jednak dobiec poniżej 20 minut:

19:53

To teraz wnioski: to już trzeci start w tym sezonie i wszystkie są dużo poniżej oczekiwań. Widać że na takim poziomie teraz jestem i trzeba to zaakceptować. Zrobiłem sobie analizę i zaczynam wprowadzać w życie wnioski. Cel jest jasny: wrócić do formy z przed roku-dwóch i do końca roku poprawić wszystkie cztery życiówki (5, 10, połówka, maraton). Nie wiem czemu, ale lubię takie wyzwania i dobrze się czuję z takim bieganiem na co dzień. Nie brakuje dużo do tego poziomu, więc jestem dobrej myśli!


Na koniec parę zdjęć z tego dnia i zrzut z endo:


 





ADs