piątek, 24 lutego 2017

Podsumowanie roku 2016



Późno co prawda strasznie bo zaraz koniec lutego, ale i tak podsumować zeszły rok po prostu trzeba! Rok temu takie podsumowanie zrobiłem już pierwszego stycznia. Spróbuję w podobny sposób teraz podsumować kolejny rok i jakoś to porównać. Poza tym udało mi się zrobić plany na rok 2016 - to też trzeba w paru słowach opisać na ile się udało je osiągnąć.

To po kolei, zacznijmy od podsumowania co się udało wybiegać przez cały zeszły rok. Może najpierw kilometry wybiegane w roku:


No i niespodzianka: po raz pierwszy nie ma postępu - przebiegłem mniej niż w 2015 a nawet mniej (troszkę) niż w 2014 roku! Jakoś mnie to nie martwi - czasu nie miałem aż tyle (wiadomo czemu, a jak nie wiadomo to można zajrzeć na koniec tego wpisu i zobaczyć zdjęcie :) ). Powiem więcej - w tym roku jest jeszcze gorzej! Po prostu nie mam tyle czasu, ale nie ma też tragedii - biegam średnio 4 razy w tygodniu.
W podziale na miesiące też widać mniejszą objętość - w rekordowym 2015 trzy razy było około 390km w miesiącu...


Druga rzecz o której chcę napisać to biegowe podróże. W zeszłym roku startowałem 14 razy, w tym tylko dwa razy poza krajem. W sumie to 10 razy startowałem w Warszawie, poza tym tylko raz Poznań i Wiązowna. To przywiązanie do Warszawy to też bezpośredni skutek dużej zmiany w naszym życiu której na imię Alicja i ma w tej chwili 4 miesiące.
Na początku roku jednak udało się pobiec maraton w Rotterdamie a w wakacje półmaraton w Helsinkach.

Na trzecim miejscu wyniki, zrobię to tak jak rok temu w tabelce:

Dystans20152015
5kmBieg Konstytucji 5km - 19:19Bieg po dynię 5km - 19:23
10kmEnergetyczna Dycha Kozienice 10km - 39:20 Biegnij Warszawo Nocą - 39:36
PółmaratonPółmaraton Wiedeń - 1:28:54Helsinki Half Marathon - 1:27:03
MaratonPoznań Marathon - 3:08:28Maraton Warszawski - 3:03:03

Na piątkę i dychę nie dałem rady się poprawić. Chociaż była dycha nieatestowana gdzie złamałem 39 minut. Na szczęście w półmaratonie postęp ogromny - prawie dwie minuty! W maratonie 5,5 minuty - niby mało.

Dobra, a jak to wygląda względem moich upublicznionych planów na 2016 rok? Były one takie:
1. zdrowo biegać
2. złamać 3h w maratonie
3. poprawić wyniki na 5km, 10km, półmaratonie adekwatnie do wyniku maratonu
4. obniżyć wagę


Ad. 1. Udało się! Kolejny rok bez kontuzji, biegałem trochę mniej, ale widać że udaje mi się przenieść wyniki z krótszych dystansów na te na których mi najbardziej zależy.
Ad. 2. Nie udało się. I będzie ciężko w tym roku znowu z racji mniejszej ilości czasu, mimo to jestem optymistą, oby już na wiosnę w Lipsku - za 6 tygodni się udało!
Ad. 3. 5km i 10km bez sukcesu, w połówce wynik dobry, w maratonie trochę zabrakło do planu.
Ad. 4. Połowiczny sukces - doszedłem dość stabilnie do 79kg czyli dokładnie połowa drogi z 80 do 78.


A co najbardziej mi się udało w 2016 roku? Wszyscy pewnie podejrzewają, więc zamiast stu słów niech starczy jedno zdjęcie :)


I tradycyjnie na koniec podsumowania - fotoreportaż z zeszłego roku :)

Wiązowna

 Bieganie w Indiach - odradzam (smog średnio 4x większy niż w Warszawie)

 Maraton w Rotterdamie - piękny, szkoda że mój wynik zupełnie przeciwnie

 Biegowo - firmowo: Ekiden

 Wings for life - pierwszy mój start, bardzo mi się spodobało

 Półmaraton Helsinki - słonecznie, trochę wietrznie, bardzo miło wspominam

Biegnij Warszawo nocą - super bieg do robienia wyników (chłodno)

Ukoronowanie sezonu - trójkowy wynik w maratonie warszawskim: 3:03:03

piątek, 17 lutego 2017

Bieganie we Włoszech - badania lekarskie


Opisywałem już przy okazji mojego startu w Rzymie co należy zrobić, aby w tym pięknym mieście (a tak naprawdę szerzej: kraju) pobiec. Otóż we Włoszech nie można tak sobie pobiec, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Przychodzimy nawet czasami przed samym biegiem, coś tam podpisujemy, wpłacamy pieniądze za pakiet startowy, przypinamy numer do koszulki i już. O nie, moi drodzy! We Włoszech (i Francji zresztą) każdy uczestnik biegu masowego musi mieć badania lekarskie! Nie będę pisał co zrobić jeśli mamy włoskie obywatelstwo - zakładam że w takim przypadku znacie język włoski i sami się ogarniecie czytając strony organizatora.

Co zrobić jak ktoś nie zna włoskiego? Jak to we Włoszech bywa - nie za bardzo oni się tym przejmują :) Ze wszystkich stron biegów jakie widziałem to właśnie włoskie są najgorzej i najubożej tłumaczone na cokolwiek. Ale od czego macie mnie :) ? Ja przez to już przeszedłem więc poniżej instrukcja.

1. Zapisz się na stronie runcard.com - jest to portal który za skromną opłatą 15 euro wyśle wam mailem wirtualną kartę sportową uprawniającą do startu we wszystkich imprezach biegowych we Włoszech przez okres roku. Potwierdzenie otrzymacie mailem wraz z numerem karty runcard (oczywiście po włosku, a jakże).
2. Zapisz się do swojego biegu (biegłem w Rzymie - przez www.maratonadiroma.it które przekieruje was do serwisu mymdr.it, teraz będę biegł w Mediolanie www.stramilano.it - to przekieruje do www.enternow.it). Podczas zapisywania się masz do wyboru wiele kategorii i nie można nie podać żadnej - wybierz że masz kartę "runcard". Wpisz jej numer, który otrzymałeś mailem.
3. Umów się do lekarza rodzinnego, niech da skierowania na następujące badania:
- spirometria
- EKG spoczynkowe
- EKG wysiłkowe
- badanie moczu
- (opcjonalnie) morfologia - nie jest wymagana, ale tak dla siebie naprawdę warto zrobić
4. Z wynikami wróć do lekarza rodzinnego i poproś o podpisanie certyfikatu że możesz biegać. Maraton w Rzymie proponuje taki w wersji angielskiej, półmaraton w Mediolanie proponuje taki, ale może to być odręczne pismo lekarza albo jego własny druk, ważne żeby były te informacje że na podstawie tych powyższych badań (muszą być wymienione: spirometria, EKG spoczynkowe, EKG wysiłkowe, badanie moczu) możesz brać udział w imprezach sportowych i do kiedy - musi obejmować datę twojego startu.
5. Po odbiór pakietu zgłoś się z wydrukowanymi dwiema rzeczami: runcard (przyszła mailem w wersji do wydruku) oraz podpisanym przez lekarza zaświadczeniem że możesz biegać w biegach masowych.

I w sumie to tyle. Niektóre biegi (np. maraton w Rzymie) umożliwiają załatwienie mailem tej formalności z certyfikatem medycznym, tzn. wysłanie go wcześniej. W innych biegach należy mieć go ze sobą w momencie odbierania pakietu startowego.

Jeszcze ważne pytanie - ile to kosztuje? To oczywiście zależy od tego gdzie pójdziemy. Ja mam jakiś zwykły pakiet w Luxmedzie opłacany przez pracodawcę i mam te wszystkie pięć badań w ramach pakietu. Więc nie zapłacę nic dodatkowo, trzeba było tylko przez parę minut tłumaczyć lekarzowi dlaczego chcę te badania - bo żadnych wskazań dla ich zrobienia nie mam. Dopisał na skierowaniu "względy formalne" i przeszło. Spirometrię już zrobiłem, po urlopie mam oba EKG - opiszę jak to przejdę już jak było.

Na koniec pocieszenie dla osób które nie zdążą albo nie mogą zrobić tych badań: nikomu tego nie polecam (po co stres), ale gdy biegłem maraton w Rzymie w 2014 to oni tego certyfikatu od kolegi wcale nie poprosili nawet (ja swój wysłałem wcześniej mailem). Domyślam się że nie z racji jakiegoś wielkiego szczęścia, tylko po prostu - na tym polega słynne włoskie podejście do życia :)
Ale jeszcze raz powtarzam - zróbcie te badania, to się bardzo przyda! Nie ma co ryzykować że się nie zostanie dopuszczonym do biegu w tak pięknym kraju przez jakiś wymóg formalny...

A na koniec: wszystkiego najlepszego w waszych startach we Włoszech! Avanti! :)



czwartek, 16 lutego 2017

Lipsk 6-10/18: górki i doliny


Tygodnie mijają a ja ciągle nie mam czasu podsumowywać. Nic jednak lepiej na mnie nie działa niż właśnie takie publiczne zwierzanie się z postępów (czy też regresów :) ) więc korzystając z urlopu szybko wrzucam parę słów. Najpierw zgodnie z tradycją parę słów o Lipsku. Tym razem już o samym maratonie. Obrazek powyżej to trasa tegorocznego maratonu. Lipsk jest dość dużym miastem - 570 tysięcy mieszkańców a w obszarze miejskim około miliona. Bieg maratoński pokryje tylko część miasta - ta mapka pokazuje jest środkową część. Dla przykładu hotel który wynajęliśmy jest w mieście, ale już poza tą mapką :) Miasto ma dużo terenów zielonych i na szczęście z planu biegu wynika że większość czasu będziemy biec wzdłuż takich terenów. Jak wynika z relacji Bartka (wstęp, część I, część II) trasa nie jest bardzo płaska, ale jest szybka. Niestety są to dwie pętle - trochę tego nie lubię. Z drugiej strony liczę na to że rodzinka zdąży chociaż na drugą pętlę dojść na trasę żeby pokibicować :)

A teraz szybko podsumowania, a więc:

Tydzień 6
W planie tylko 59km w tym spokojne biegi (raz z przebieżkami) i bieg długi 19km, razem miało być 5 biegów. No a były tylko 3! We wtorek późnym wieczorem 13,7km (powrót ze służbowej kolacji z pełnym brzuchem), potem w czwartek wcześnie rano do pracy 11km i w niedzielę ten bieg długi 19km. Razem tylko 43,7km i nie było przebieżek.


Tydzień 7
Planowo miało być dużo więcej kilometrów: 80 w tym tempówka 8km, raz spokojny z przebieżkami i dwa dłuższe: 18 i 29km. A jako wyszło: w poniedziałek spokojne 6km, we środę rano do pracy 11,68km i tu miała być tempówka 8km, ale wyszło 2x4km a w dodatku tempo średnie wyszło w granicach maratońskiego a nie progowego! W piątek rano do pracy 18,1km. W sobotę 9km w tym przebieżki i wreszcie w niedzielę udało się: 29,3km! Najpierw 21 raczej spokojnie - około 5min/km a potem ostatnie 8km szybciej: 4:40/km i szybciej, ostatni kilometr planowanym tempem maratońskim! Razem 74,4km - całkiem dobrze. Udało się też wyjść aż 5 razy, tyle co było zaplanowane.


Tydzień 8
Plan przewidywał jeszcze więcej: aż 86km a w tym raz spokojnie z przebieżkami, raz aż 10km progowo i dwa długie biegi - raz 19km i raz aż 32! A wyszło tak że zacząłem aż od trzech dni wolnych... potem zacząłem nadganiać: czwartek 19,1km do pracy, piątek 18,5km do pracy i tutaj była ta tempówka (udało się w jednym kawałku, ale tempo za słabe - 4:24/km), sobota 8,5km spokojnie i niedziela 28,1km - nie udało się planowanych 32km... Razem 74,2km w 4 wyjściach. Jeszcze znośnie, tak myślę.


Tydzień 9
Kilometraż planowany niby mniejszy bo 79km, ale za to jakościowo ciężko bo bieg tempem maratońskim 19km (całość miała mieć 26km), poza tym jeden dłuższy bieg 23km i trzy spokojne biegi, jeden z nich z przebieżkami. A w świecie realnym wyszło: w środę 8km na bieżni elektrycznej, w czwartek rano do pracy 18,6km, w piątek rano do pracy 11km, w sobotę spokojne 8,3km i w niedzielę nie dałem rady - przełożyłem na poniedziałek bieg długi który wyszedł skrócony nieźle bo tylko 19km w tym w tempie maratońskim tylko 16km. Jedyne co pociesza to że tempo wyszło dobre - a to był trudny bieg. Razem 46km w 4 wyjściach nie licząc tego poniedziałkowego.


Tydzień 10
Najsłabiej mi ten tydzień wyszedł. Plan mówił o 5 wyjściach w tym interwały 5x800m i jeden dłuższy bieg 23km. No ale skoro w poniedziałek miałem to zapóźnione wyjście z poprzedniego tygodnia (i to wieczorem i to był ciężki trening) to wyszedłem potem pobiegać dopiero w piątek (!) i to bieżnię elektryczną gdzie zrobiłem interwały 5x800m (chodniki tak oblodzone że nie dało rady inaczej). Razem wyszło 9km. Ma szczęście w sobotę rozpoczął się urlop - po przejeździe do Wisły mogłem tu na spokojnie wyjść na bieg i pobiegałem sobie co prawda tylko 12,4km, za to po śniegu, w lesie i pod taaaką stromiznę - z 409m na 689m :) ! Razem tylko 3 wyjścia wliczając w to poniedziałkowe i tylko 40km.




No i teraz się wyjaśnia skąd tytuł: górki i doliny. Ano dlatego że moje bieganie było takie nierówne a po drugie - teraz wprowadziłem plan naprawczy i biegam wśród górek i dolin, mam nadzieję że to zaprocentuje w Lipsku :) !

ADs