Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzym. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzym. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lutego 2017

Bieganie we Włoszech - badania lekarskie


Opisywałem już przy okazji mojego startu w Rzymie co należy zrobić, aby w tym pięknym mieście (a tak naprawdę szerzej: kraju) pobiec. Otóż we Włoszech nie można tak sobie pobiec, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Przychodzimy nawet czasami przed samym biegiem, coś tam podpisujemy, wpłacamy pieniądze za pakiet startowy, przypinamy numer do koszulki i już. O nie, moi drodzy! We Włoszech (i Francji zresztą) każdy uczestnik biegu masowego musi mieć badania lekarskie! Nie będę pisał co zrobić jeśli mamy włoskie obywatelstwo - zakładam że w takim przypadku znacie język włoski i sami się ogarniecie czytając strony organizatora.

Co zrobić jak ktoś nie zna włoskiego? Jak to we Włoszech bywa - nie za bardzo oni się tym przejmują :) Ze wszystkich stron biegów jakie widziałem to właśnie włoskie są najgorzej i najubożej tłumaczone na cokolwiek. Ale od czego macie mnie :) ? Ja przez to już przeszedłem więc poniżej instrukcja.

1. Zapisz się na stronie runcard.com - jest to portal który za skromną opłatą 15 euro wyśle wam mailem wirtualną kartę sportową uprawniającą do startu we wszystkich imprezach biegowych we Włoszech przez okres roku. Potwierdzenie otrzymacie mailem wraz z numerem karty runcard (oczywiście po włosku, a jakże).
2. Zapisz się do swojego biegu (biegłem w Rzymie - przez www.maratonadiroma.it które przekieruje was do serwisu mymdr.it, teraz będę biegł w Mediolanie www.stramilano.it - to przekieruje do www.enternow.it). Podczas zapisywania się masz do wyboru wiele kategorii i nie można nie podać żadnej - wybierz że masz kartę "runcard". Wpisz jej numer, który otrzymałeś mailem.
3. Umów się do lekarza rodzinnego, niech da skierowania na następujące badania:
- spirometria
- EKG spoczynkowe
- EKG wysiłkowe
- badanie moczu
- (opcjonalnie) morfologia - nie jest wymagana, ale tak dla siebie naprawdę warto zrobić
4. Z wynikami wróć do lekarza rodzinnego i poproś o podpisanie certyfikatu że możesz biegać. Maraton w Rzymie proponuje taki w wersji angielskiej, półmaraton w Mediolanie proponuje taki, ale może to być odręczne pismo lekarza albo jego własny druk, ważne żeby były te informacje że na podstawie tych powyższych badań (muszą być wymienione: spirometria, EKG spoczynkowe, EKG wysiłkowe, badanie moczu) możesz brać udział w imprezach sportowych i do kiedy - musi obejmować datę twojego startu.
5. Po odbiór pakietu zgłoś się z wydrukowanymi dwiema rzeczami: runcard (przyszła mailem w wersji do wydruku) oraz podpisanym przez lekarza zaświadczeniem że możesz biegać w biegach masowych.

I w sumie to tyle. Niektóre biegi (np. maraton w Rzymie) umożliwiają załatwienie mailem tej formalności z certyfikatem medycznym, tzn. wysłanie go wcześniej. W innych biegach należy mieć go ze sobą w momencie odbierania pakietu startowego.

Jeszcze ważne pytanie - ile to kosztuje? To oczywiście zależy od tego gdzie pójdziemy. Ja mam jakiś zwykły pakiet w Luxmedzie opłacany przez pracodawcę i mam te wszystkie pięć badań w ramach pakietu. Więc nie zapłacę nic dodatkowo, trzeba było tylko przez parę minut tłumaczyć lekarzowi dlaczego chcę te badania - bo żadnych wskazań dla ich zrobienia nie mam. Dopisał na skierowaniu "względy formalne" i przeszło. Spirometrię już zrobiłem, po urlopie mam oba EKG - opiszę jak to przejdę już jak było.

Na koniec pocieszenie dla osób które nie zdążą albo nie mogą zrobić tych badań: nikomu tego nie polecam (po co stres), ale gdy biegłem maraton w Rzymie w 2014 to oni tego certyfikatu od kolegi wcale nie poprosili nawet (ja swój wysłałem wcześniej mailem). Domyślam się że nie z racji jakiegoś wielkiego szczęścia, tylko po prostu - na tym polega słynne włoskie podejście do życia :)
Ale jeszcze raz powtarzam - zróbcie te badania, to się bardzo przyda! Nie ma co ryzykować że się nie zostanie dopuszczonym do biegu w tak pięknym kraju przez jakiś wymóg formalny...

A na koniec: wszystkiego najlepszego w waszych startach we Włoszech! Avanti! :)



wtorek, 25 marca 2014

Maratona di Roma


I już. Tak po prostu - bieg, bieg i po biegu. Jak zawsze gdy na coś długo czekamy, właściwie to w tym przypadku nie tak całkiem bezczynnie :) czyli raczej: trenujemy, szykujemy fizycznie i mentalnie, a potem pstryk i po zabawie. No cóż, taka już ta nasza ziemska egzystencja - czas jest kluczowy bo bez niego nie było by tego czekania, przygotowywania się i samego momentu gdy chwila nadchodzi. Chwila która tak dokładnie to miała nie być taka krótka - trwała ponad trzy godziny. Nie zanudzając już więcej o przemijaniu przejdźmy do sedna.
Sedno zaczęło się w piątek - wylot do Rzymu. Jak się okazało już na lotnisku w Polsce zaczęliśmy spotykać biegaczy lecących na maraton do Rzymu. Najbardziej zapamiętałem grupę ambasadorów New Balance. Jeśli ich zadaniem było nie dać się nie zauważyć i nie usłyszeć to się udało. 
Na expo pojechaliśmy w sobotę. Dobrze zrobiliśmy że poszliśmy dość wcześnie - przed 10. Kolejka wyglądała na sporą ale bardzo szybko weszliśmy do środku. Gdy z expo wyszliśmy to trudno było nawet dojrzeć koniec kolejki! Na samym expo odbiór pakietów był bardzo sprawny - trzeba było mieć ze sobą wydrukowane potwierdzenie (jak się nie miało można było wydrukować przed wejściem na expo na stanowisku). Potem pakiecik z paczką makaronu i ulotkami, przy drugim okienku koszulka i już można było iść na zakupy. W sumie najpierw warto było zajrzeć na pasta party - było po drodze, przed wejściem na główną halę. Na pasta party do wyboru dwa makarony, oba świetne - idealnie al dente, z dobrym sosem i duża porcja, do tego butelka wody. Jak dla mnie - idealnie jak na pasta party (choć i tak Wiedeń bije konkurencje na głowę ze swoim Kaiserschmarnn). 
Następna świetna sprawa - kawiarenka. Ja nie piję w ogóle kawy, ale moja ślubna jest dla mnie wyrocznią - podobno kawa była świetna. Potem już sama część handlowa. Ceny różne - od naprawdę niskich typu 10 euro za koszulkę techniczną jakiejś średniej firmy typu "new line" do 100 euro za cienką jak papier wiatrówkę New Balance. Swoją drogą była świetna - z nadrukiem tego maratonu i gdyby nie ta cena to na pewno byłaby w naszej szafie (po damskiej stronie bo to róż był). Moim zdaniem wybór i ceny były ogólnie dobre. Trochę nam rzeczy do biegania przybyło po tym dniu. Udało mi się też kupić zestaw odżywek na maraton Evervit - nie dałem rady przed wylotem żadnego żelu kupić. 
Po expo pojechaliśmy jeszcze troszkę pozwiedzać, zjeść kolację na mieście i spać do hotelu. W ciągu dnia rano troszkę pokropiło, niestety prognozy na następny dzień były jeszcze gorsze, no i się sprawdziły...

W niedzielę rano pobudka i śniadanie. Tutaj mała dygresja: nocowaliśmy w Domu Pielgrzyma "Sursum Corda". Działa on jak hotel, są śniadania, można zamówić obiado-kolację, nawet transfer z i na lotnisko. Było nas tam więcej maratończyków (pozdrowienia dla Konrada i Zbyszka!) i nie było problemu żeby w niedzielę śniadanie było przygotowane wcześniej. No tylko że siostry nie wiedzą co powinni jeść na śniadanie maratończycy (a my o tym nie pomyśleliśmy) i dostaliśmy kiełbasę z wody :) Zresztą bardzo smaczną, polską kiełbasę i pożarłbym ją całą od razu po tym włoskim jedzeniu, tylko że nie dwie godziny przed maratonem :) Na szczęście były bułki i słodkie dżemy owocowe. Bardzo fajnie było tam nocować - jak szukacie noclegu w Rzymie to polecam (acha i jest taniej niż w hotelach, a standard i obsługa lepsza).
Po śniadaniu zebraliśmy się grupką trzech biegaczy plus dwie kibicki i pojechaliśmy metrem na start. Organizatorzy wszędzie ogłaszali że stacja metra Koloseum będzie zamknięta, trzeba jechać dalej i dojść piechotą - oczywiście okazało się że jest otwarta ta najbliżej startu. Z drugiej strony organizatorzy pisali że może się start opóźnić o dotrzymali słowa - było opóźnienie 7 minut :) jednym słowem - "włoska organizacja" :)
Na starcie tłumy, przejścia na wąskie dla kibiców, w dodatku zaczęło mocno padać. Jak grzyby po deszczu wyrośli obnośni "sprzedawacze" parasoli i foliowych peleryn i jeszcze utrudniali przemieszczanie się tym tłumom. Nie wiem czemu organizatorzy wpadli na pomysł żeby oprócz zapisanych prawie 20 tysięcy maratończyków uruchomić prawie w tym samym miejscu i prawie tym samym czasie bieg "RomaFun" na 5km. Z bagatela 80 tysiącami biegaczy (!!!) to daje 100 tysięcy biegaczy. Nie wiem ile osób naprawdę przyszło bo sporo wystraszyło się mocnego deszczu. Podobno maraton ukończyło 14 tysięcy - a zapisało się około 20.000. 
Najgorsze jednak było to że tuż przed startem była najmocniejsza ulewa. Padało tak że ludzie nie szli na start tylko chowali się pod drzewami, daszkami samochodów - tirów które służyły za depozyty i gdzie się dało. Ja też się skryłem pod drzewem i czekałem. Wiatr był zresztą taki że drzewa niewiele dawały - tak zacinało. Po żartach z biegaczami że dobrze że mam zegarek do triathlonu albo pytaniach czy te opaski na łydki są wodoodporne stwierdziłem że lepiej nie będzie - trzeba iść na start. Przed wejściem do stref kolejka straszna - aż dziw ale Włosi naprawdę pilnowali wejścia do strefy czasowej wg deklarowanego czasu ukończenia przy rejestracji. Z tego powodu wystartowałem ze środka mojej strefy, która zresztą była strefą 3:30 - 4:00 a ja biegłem na 3:20. 
Na starcie: tłok, wydawał mi się większy niż w trzykrotnie liczniejszych pod względem biegaczy Berlinie i Paryżu gdzie biegłem. Z tego powodu pierwszy kilometr to strata 30 sekund (UWAGA: to było tak naprawdę 12 sekund - na końcu to wyjaśnię - czemu ja zmierzyłem co innego niż organizatorzy) względem planu który zakładał biegnięcie równym tempem. Deszcz zelżał i biegło się fajnie. Postanowiłem nie rwać tempa i powoli odrabiać tą stratę. Udawało się całkiem sensownie, biegłem spokojnie i wypatrywałem znaczników kilometrowych na których łapałem okrążenia moim garminem. Co 5km były punkty z wodą a w połowie między nimi z gąbkami z wodą do chłodzenia. Trochę to śmiesznie wyglądało w sytuacji gdy padał deszcz, ale naprawdę nie tylko korzystałem z tych gąbek - co najmniej po 2 na każdym punkcie. Dodatkowo brałem wodę jak tylko się dawało w małych butelkach i oprócz picia jej wylewałem ją sobie na głowę. Deszcz nie padał cały czas, było nawet chwilami trochę słońca i tak na 6-7 kilometrze czułem że jest mi za gorąco. Wtedy ta woda wylewana na głowę ratowała mi życie - gdyby nie doświadczenie z Wiednia to pewnie bym o tym nie pamiętał i przegrzał się. A tak biegło się super, około 10-go kilometra zagadał mnie kolega z Polski z którym biegliśmy już od tego momentu cały czas. 
Na punktach odżywczych były jakieś łakocie, ale ja miałem tylko swoje "jedzenie". Dwa żele (właściwie galaretki) przed biegiem, dwa żele (płynne) na bieg i dwie tabletki - czyli zestaw Enervit'a. Te galaretki trudno wmusić w siebie, ale przed biegiem można to jakoś zrobić na spokojnie z popijaniem. Natomiast te płynne na bieg są świetne. 
Trasa w Rzymie jest trudna - dużo zakrętów i chyba połowa trasy (podobno trochę mniej) jest po kostce brukowej. Ja biegłem w butach startowych - adizero - i do tej pory bolą mnie stopy od tej kostki brukowej. Żona mówiła że widziała jak trójkołamacz biegł w tych najbardziej amortyzowanych Nike'ach które i ona używa do biegania. To był dobry pomysł - na taką nawierzchnię. 
Tymczasem ja dalej biegnę. Co dziwne - czuję się znakomicie, żadnego zmęczenia a tętno spadło. Na poczatku było za wysokie - na treningach na tym tempie 161 a tutaj nawet 165. Tylko że tutaj mam prawie cały czas podbieg albo zbieg. Na profilu tego za bardzo nie widać:


ale to dlatego że na tej skali (poziomej) tych niewielkich podbiegów i zbiegów nie widać - zlewają się (tak mi się wydaje). Widać natomiast dwa spore podbiegi - 10 i 13 metrów na 29 i 40-tym kilometrze. Co ciekawe to chyba czujnik tętna zwariował od tego ciągłego polewania wodą i od 23-go kilometra uparcie pokazywał tętno w granicach 155.
A ja - cóż, czułem się świetnie, w okolicach 26-27 kilometra powiedziałem koledze że czuję się na tyle dobrze że mam ochotę przyspieszyć. Oczywiście nie przyspieszyłem i czekałem na 32-gi kilometr - jak to mówią: maraton to wyścig na dychę z 32-kilometrową rozgrzewką. Czekałem i.. nic - po 32-gim kilometrze było coraz trudniej, ale tempo wciąż to samo. Po znaczniku 34-go kilometra zacząłem odczuwać problem, ale spiąłem się i tempo spadło tylko o kilka sekund. Po 35-tym kilometrze było już tylko coraz gorzej. Jak teraz patrzę na wykres z endo to widzę że tak naprawdę jeszcze 36km też był w porządku:


Garmin zarejestrował 42,9km, ale po pierwsze - patrz notka na końcu odnośnie pomiaru czasu (to dołożyło około 80m) a po drugie zawsze przebiegamy więcej niż 42,195km bo nie biegniemy po trasie atestacji. W sumie jeszcze po trzecie dochodzą przekłamania ze względu na niedokładność pomiaru odległości przy użyciu sygnału z satelit. Jak by zsumować 36 i 37km wg endo to wyjdzie że były w dobrym tempie (tam był tunel i garmin stracił sygnał, stąd uciął 36-ty km a wydłużył 37-my chyba). Tylko 5 następnych kilometrów było strasznie słabych - w nich był ten podbieg pod Koloseum na mecie. Za nim zaraz potem był zbieg aż do mety gdzie dałem radę jak widać nieźle przyspieszyć: ostatnie 900m które garmin zliczył wyszło po 4:35/km, finisz 4:18/km. 

Jakie były plusy: dałem radę poprawić moje przygotowanie do maratonu - nigdy jeszcze nie wytrzymałem równego tempa tak długo a opadnięcie z sił nie było tak małe (i tak ogromne przecież bo całe 5 minut). Mam wrażenie że naładowanie się węglami było prawidłowe - choć jak pisałem wczoraj chyba można by to samo osiągnąć bez głodzenia się przez trzy dni. Odżywianie w trakcie maratonu - bardzo dobre, chociaż następnym razem wezmę jeszcze jeden płynny żel. Nawadnianie przed maratonem - bardzo dobre - miałem trzy silne kurcze mięśni w trakcie biegu (uda z tyłu nad kolanem w obu nogach), ale nie musiałem się zatrzymać ani nawet zwolnić - po prostu udawałem że nic się nie stało i biegłem dalej :) zadziałało. Nawadnianie w trakcie maratonu - tylko raz miałem uczucie że za mało wypiłem na punkcie.
Co nie wyszło: przede wszystkim strata 5 minut względem planu. Już niewiele brakuje - marne 5-6 kilometrów wydłużyć moment odcięcia - myślę że dam radę następnym razem. Źle dobrałem buty - stopy bardzo ucierpiały na kostce brukowej, w dodatku przez te ciągłe zbiegi mam dwa czarne paznokcie i pewnie się z nimi pożegnam :( Nie wziąłem folii na start przez co bardzo tam zmokłem. W końcu za późno dotarłem na start i musiałem startować z tyłu przez co straciłem czas na starcie.

To teraz trochę zdjęć a na końcu będzie notka - wyjaśnienie dlaczego mój czas jest inny og tego oficjalnego :)

Elita czyli czołówka
Elita inaczej czyli ja :) a w bbiałej czapeczce kolega który mi pomagał aż do 35km kiedy odpadłem
Meta przed moim przybiegnięciem - deszcz padał z przerwami przez cały bieg
Tak, to ja walczę z ostatnimi 100 metrami
Drugie zdjęcie żeby udowodnić że finiszuję i wyprzedzam :)
I już uśmiechnięty z medalem na szyi. Zaraz po tym jak dobiegłem była ulewa i przebierałem się szybko w suche rzeczy - stojąc na deszczu. A po chwili jak tu widać - znowu przestało padać.
Strefa startu i mety a tle ponad 2 tysiące lat histori

Przy wyjściu z expo można było się sprawdzić - czy "czip" działa
Czas z mojego garmina.

No i nadszedł czas na notkę o tym jak moim zdaniem to się stało że ja zmierzyłem 3:25:23 a orgi twierdzą że 3:25:01. Jedyna sensowna odpowiedź jaką widzę to jest ta że różnica była na starcie. Ja włączyłem zegarek po przebiegnięciu przez to co myślałem jest linią startu a to chyba była linia mety (w tym samym miejscu). Start musiał być chwilę dalej co w tym tłumie przegapiłem i stąd 22 sekundy różnicy. międzyczasy z endo (więc co cały km liczone) pokazują że pierwszy km przebiegłem w 4:56 czyli 12 sekund wolniej niż plan, a ja jestem pewny że na pierwszym znaczniku kilometrowym (który zauważyłem chwilę za późno i go nie złapałem na garminie) miałem prawie pół minuty straty. W sumie pewności nie będę miał już nigdy - przy włoskim poziomie nonszalancji równie dobrze może być i tak że to mój pomiar jest prawidłowy :) Jednak skoro i tak nadłożyłem prawie 700 metrów to nawet biorąc pod uwagę błędy pomiaru i tak mogę spokojnie stwierdzić że mój obecny wynik w maratonie to
3:25:01

wtorek, 28 stycznia 2014

Certyfikat medyczny - Rzym


    Chętni do przebiegnięcia maratonu w Rzymie mają obowiązek przedstawić certyfikat medyczny. Raz już przez to przechodziłem - przed moim debiutem w Paryżu więc wiedziałem już z czym to się je. Zadzwoniłem więc do przychodni w której moja firma wykupuje nam dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne i wyłuszczyłem sprawę. Już po chyba trzecim powtórzeniu (uwielbiam przełączanie rozmów i zaczynanie historii od nowa) zostałem umówiony do lekarza pierwszego kontaktu. Pani doktor wysłuchała wyjaśnień i zaaplikowała taki zestaw:
  1. wywiad - czyli czy mam choroby przewlekłe, kłucie w klatce piersiowej, czy w rodzinie były przypadki itd.
  2. osłuchanie serca
  3. pomiar ciśnienia (chyba było 130/80 czyli jeszcze w normie ale na granicy, no tylko że ja chwilę wcześniej wszedłem po schodach - tak sobie to tłumaczę :) )
  4. EKG spoczynkowe
  5. badania z krwi: morfologia pełna, OB, aminotransferaza alaninowa, glukoza, kreatynina, lipidogram
  6. badanie ogólne moczu
Uff to tyle. Punkt piąty to tylko jedno pobranie krwi - tych dwóch ostatnich punktów jeszcze nie zrobiłem, poczekam aż kaszel przejdzie żeby nie zafałszować wyników i mam nadzieję że pod koniec tygodnia to załatwię. Resztę badań mam już za sobą i jestem szczęśliwym posiadaczem certyfikatu medycznego z terminem ważności na cały rok :) Słowem: mogę biegać ;)


P.S. Z ciekawostek - włoski formularz certyfikatu medycznego zawiera dane typu data i miejsce urodzenia lekarza, trochę nieswojo można się poczuć jak się prosi panią lekarz o wpisanie takich danych :)

sobota, 7 grudnia 2013

Tutte le strade portano a Roma


Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Dla mnie ta droga to 16 tygodni treningów przed maratonem w Rzymie 23-go marca 2014. Fajnie jest zaczynać od nowa - wszystko jest możliwe. Ja bardzo lubię to planowanie rodzajów i ilości treningów, rozmyślanie jak ustawić sobie treningi względem czasu spędzanego z rodziną i w pracy, analizowanie poprzednich biegów i próba poprawienia tego co ostatnio nie wyszło dobrze.
Poprzedni mój plan opierał się na Danielsie - było od 4 do 7 biegów tygodniowo, średnio zapewne aż 5.  Kilometraż średni był też dość wysoki - rzędu 65-70km. A wyniki - poprawa z 3:38 na 3:29, niby dobrze ale główny problem czyli spadek tempa w końcówce (nawet 12km!) wciąż istniał.
Wymyśliłem więc założenia pod mój obecny plan treningowy takie: 4 treningi w tygodniu, kilometraż średni 75km, podstawą planu jest program FIRST a modyfikacje to:
- tempa interwałów i tempówek obniżam - nie biorę ich z aktualnego wyniku w półmaratonie, 10km czy 5km (bo byłyby na na jakieś 3:13 zapewne), tylko biorę je z wynikuna 3:20 w maratonie. I tak są one w planie FIRST bardzo szybkie a w zimę jest trudno biegać szybko
- interwały i tempówkę zrobię w trakcie dobiegnięcia do pracy więc będą to dłuższe biegi niż w oryginalnym programie
- końcówkę biegu długiego oraz tych dłuższych biegów z interwałami i tempówkami w środku będę biegał w docelowym tempie maratońskim - to ma zaradzić na mój problem z utrzymywaniem tempa na końcu maratonu
- czwartym treningiem będą podbiegi których do tej pory nie robiłem. Jak się da to będą zawody w Falenicy a jak nie to podbiegi na bieżni albo w Powsinie

Plan wygląda więc tak:

#WtorekCzwartekPiątek/SobotaSobota/NiedzielaRazem
13x1600m p. 400m3km KT10x100m21km TM+19”/km58km
24x800m p. 2'8km TMFalenica 10km24km TM+28”/km61km
31200,1000,800,600,400 p. 200m8km DT10x100m27km TM+28”/km64km
45x1000m p. 400m6,5km ŚTFalenica 10km32km TM+37”/km69km
53x1600m p. 400m5km KT12x100m29km TM+28”/km66km
62x1200m p. 2' 4x800m p. 2'8km ŚTFalenica 10km32km TM+28”/km69km
76x800m p. 90”10km DT15x100m21km TM+9”/km58km
82x(6x400m p. 90”) p. 2'5km KTFalenica 10km29km TM+19”/km66km
92x1600m p. 60” 2x800m p. 60”6,5km ŚT10x100m32km TM+19”/km69km
104x1200m p. 2'16km TM15x120m24km TM+12”/km61km
111000,2000,1000,1000 p. 400m8km TMFalenica 10km32km TM+19”/km69km
123x1600m p. 400m16km TM15x100m24km TM+9”/km61km
1310x400m p. 400m13km TM10x100m32km TM+9”/km69km
148x800m p. 90”8km TM15x100m21km TM58km
155x1000m p. 400m razem 12km5km KT razem 12kmFalenica 10km16km TM50km
166x400m p. 400m razem 10km5km TM razem 10kmBS razem 5km42,2km TM25km+
maraton
InterwałyTempoPodbiegiDługiRazem
Rozgrzewka, potem bieg spokojny – razem 20kmRozgrzewka, potem bieg spokojny – razem 20km10-15x
100-200m
BNP70-80km
razem 10kmrazem 21-32kmśrednio 75km


Tempa biegów:

Tempa:Na kilometrCzas
2000m4:00/km8:00
1600m3:58/km6:20
1200m3:53/km4:39
1000m3:49/km3:49
800m3:48/km3:02
600m3:45/km2:15
400m3:43/km1:29
DT4:35/kmDługie Tempo
ŚT4:26/kmŚrednie Tempo
KT4:16/kmKrótkie Tempo
TM4:44/kmTempo maratońskie

Plany wyglądają świetlanie (jak zwykle) a jak to się zrealizuje? Zobaczymy za 16 tygodni w Rzymie (właściwie to za 15 tygodni i jeden dzień!). No to do roboty :)

P.S. W praniu wyszło że biegi do pracy dwa razy w tygodniu nie są możliwe, więc zmieniłem też i plan żeby oddawał rzeczywistość. Tylko raz w tygodniu biegnę do pracy (z pomocą metra) i wychodzi wtedy 15km. Kilometraż tygodniowy spadł więc o około 13km.

ADs