Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieg Konstytucji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieg Konstytucji. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 maja 2026

Bieg Konstytucji 2026

Oj nie rozpieszczała nas dzisiaj pogoda - już któryś raz było strasznie upalnie. Dla mnie start dzisiaj był startem kontrolnym - zacząłem ten mój 10-tygodniowy plan treningowy pod szybkość i chciałem po maratonie, a na początku tego planu, sprawdzić gdzie jestem z formą.

Właściwie to miała nas biec trójka, bo my z żonką i nasza średnia córka, ale żonka się wykruszyła - po półmaratonie w Grudziądzu dwa dni wcześniej nie czuła się jeszcze dość dobrze na ściganie w upale - więc pojechaliśmy we dwójkę z córą tylko. Oczywiście pojechaliśmy troszkę późnawo, potem wybrzydzałem gdzie zaparkować i zeszło nam ze znalezieniem miejsca. Ale udało się w końcu i potruchtaliśmy na start. Rozdzieliliśmy się do swoich stref startowych, ja zrobiłem jeszcze krótką rozgrzewkę i wepchałem się do strefy startowej. Niestety trochę za bardzo z tyłu - bo za znakami 22 minuty, a miałem plan biec na 20 minut. Jeszcze hymn i w sumie szybko ruszyliśmy. 

Mój plan na ten bieg był prosty - biec 4 min/km przez 3km, a potem starać się coś urwać. W sumie tak myśląc teraz na chłodno to nie wiem skąd taki optymizm :) chyba mam go wrodzony. Tak na serio to liczyłem że ten plan maratoński jednak mnie trochę przygotował. Ustawiłem zegarek na łapanie okrążeń co 500 metrów i patrzyłem tylko na międzyczasy, nie kontrolowałem tempa. Na samym starcie było trochę ludzi w mojej strefie, ale nie było problemu z tłokiem. Trochę na starcie miałem problem z zegarkiem - zmieniałem ustawienia ekranów i zamiast uruchomić bieg wszedłem głębiej w ustawienia :) trochę musiałem poklikać i po kilku sekundach wreszcie zegarek ruszył.

Trasa była super - płaska, szeroka, w większości w ścisłym centrum. Bardzo fajnie się biegło. No było strasznie gorąco, ale nie czułem się źle. Łapały się okrążenia co pół kilometra i były zgodnie z planem po dwie minuty. 


 Niestety tak fajnie z moim tempem to było tylko przez dwa kilometry. Potem tempo spadło najpierw do 4:10/km a w najgorszym czasie nawet do 4:20/km, potem znowu się odbiłem i ostatnie 500m było w dobrym tempie średnim (no ale finisz to był w tempie 3:30/km). Czas z zegarka był trochę krótszy, ale przyszedł sms z czasem oficjalnym:

20:45

A na mecie wyglądałem tak: 

Inny biegacz zrobił mi natomiast takie zdjęcie (nie czułem się jak zwycięzca, ale wyraźnie powiedział żeby tak zapozować :) ):

Dane z garmina:

 

I czasy okrążeń:

Podsumowując: bardzo źle to wyszło. Pogoda na pewno trochę była winna, ale jednak wynik o 44 sekundy gorszy niż w Wiązownie daje myśleć. Zresztą końcówka moich treningów pod Zurych pokazywała (tempa treningów, waga) że jest troszkę słabiej. Mam więc teraz sprytny plan - co mam zamiar poprawić, żeby za 8 tygodni było lepiej:

  • biegać jak najlepiej treningi szybkościowe z mojego planu
  • zbić wagę do 77kg (po maratonie wzrosła do 78,5kg)
  • ćwiczyć oprócz biegania pompki, brzuszki i pływanie
  • poprawić odżywianie - więcej białka, żelaza i kreatynę (do tej pory nie brałem nic, ale po 50-tce to chyba trzeba)

No i zobaczymy - przez 8 tygodni powinni się udać poprawić.

A po biegu szybko się ogarnąłem, cofnąłem się do córki, które startowała z późniejszej strefy i pomogłem jej przebiec końcówkę. Nieźle szybko finiszowała, zegarek mi pokazał że ostatnie 300m średnio po 4:16/km! Bardzo dobrze jej poszło  - to już drugi jej start na piątkę i chyba ją to powoli wciąga (super!).

To teraz tylko jeszcze pogodzić to bieganie z życiem rodzinnym (w tym tygodniu matura najstarszej, Pierwsza Komunia najmłodszej) i zawodowym (nowe stanowisko i więcej pracy) - słowem nie ma nudy. Ale co drugi tydzień postaram się wrzucać podsumowanie moich postępów - żeby czuć tą presję na bieganie :)

sobota, 3 maja 2025

Bieg Konstytucji


Piękna pogoda to miło było pobiec w Biegu Konstytucji. Dopiero co wróciliśmy z wyjazdu na półmaraton w Grudziądzu (relacji nie będzie bo byłem tam kibicem tylko) a tu już start się szykował. Przez ten wyjazd biegowo-rodzinny wróciliśmy w piątek wieczorem i nie mogłem wcześniej odebrać pakietu. Na szczęście dla osób spoza Warszawy (a kwalifikuję się!) odbiór pakietów był też w dniu biegu. Musiałem tylko wcześniej podjechać na start, który był o 11:00 z Placu Trzech Krzyży. Zaparkowałem sobie niedaleko - przy ulicy Rozbrat i miałem tylko 800 metrów na start. Kolejki nie było żadnej i szybko byłem gotowy, miałem jeszcze prawie godzinę do startu. 

Zrobiłem długą rozgrzewkę (w sumie 6km!) skorzystałem kilka razy z toalety i byłem na starcie na czas. Chociaż nie dałem rady przepchać się w upatrzone miejsce - czyli przed zające na 20 minut to było OK - bo stałem z przodu stawki i nie było problemu po starcie z tłokiem. 

Plany miałem takie: starać się pobić najlepszy wynik sezonu czyli 19:34 z Wiązownej - ustawiłem więc tempo wirtualnego partnera na 3:55/km co daje taki wynik na mecie i chciałem biec wg zegarka. Planem minimum było złamanie 20 minut, a plan maksimum to urwać ile się da z tego 19:35. 

Atmosfera była super, pełno kibiców, turystów, biegaczy. Hymn przed startem, piękne słonko i gorąco - bardzo przyjemnie. Nie czekałem długo w strefie startowej i niedługo wybiegliśmy na trasę. Całkiem fajną i szybką zresztą - z Placu Trzech Krzyży na południe trochę ponad kilometr, potem w prawo dwa razy i Marszałkowską na północ, w prawo w Jerozolimskie i jeszcze raz w prawo na metę, która było blisko startu. 

Po starcie zobaczyłem że zające na 20 biegli moim tempem (a ja miałem ustawione 3:55/km przecież). Poza tym w momencie startu okazało się że zegarek nie był w trybie biegu tylko zegarka - nie wiem jak to możliwe, jak zawsze go włączyłem sporo wcześniej, ale nie na tyle wcześniej żeby się włączyło oszczędzanie baterii - chyba ktoś mi przypadkiem uderzył w przycisk? Nie wiem, musiałem po starcie włączyć go w tryb biegania i wystartować. Przez to nie wiedziałem dokładnie jaki jest czas biegu, po biegu okazało się że tylko 2 sekundy różnicy było, ale w trakcie biegu tego nie wiedziałem. Starałem się więc biec na tempo - wg wirtualnego partnera. Z przodu zobaczyłem dość znanego dietetyka Wrzoska, próbowałem go gonić, ale oddalał się i po 2km już go nie widziałem :) 

Ja tymczasem biegłem swoim tempem i szło dobrze przez pierwsze dwa kilometry. Chociaż było trochę za szybko i była nadróbka. Potem niestety następne 2,5km było trochę za wolno i nie czułem się na siłach żeby temu zaradzić. Ostatnie 500m było w tempie 3:49/km - bardzo chciałem te 20 minut złamać, ale z powodu problemów z zegarkiem na starcie nie wiedziałem kompletnie czy się uda. Na mecie zatrzymałem zegarek na 19:56, ale był włączony później. Na szczęście po około 40 minutach przyszedł sms z czasem oficjalnym: 

19:58

No nie jest źle - plan minimum zrealizowany. To był start zupełnie z maszu, kilka dni wcześniej był półmaraton na maksa w Kownie, jutro mam zaplanowany bardzo ważny akcent - bieg długi (zrobię w ramach biegu z aplikacją Wings For Life) a w dodatku niedawno byłem na gokartach i coś mnie w plecach jeszcze boli (jak się w bandę za mocno walnie to tak jest, oby to nie były jakieś pęknięcia żeber).

No to plany na maj są nadal ambitne, ciekawe jak ten główny start w Sztokholmie wyjdzie!

 


 

piątek, 3 maja 2024

Bieg Konstytucji 2024

 

Kolejny rok i kolejny Bieg Konstytucji za mną. Od kiedy zmieniono trasę rok temu biegamy przez Most Poniatowskiego w tę i we w tę. Nie jest to może zbyt malownicza trasa, nie jest też zbytnio łatwa - bo pierwsza połowa lekko z górki a druga połowa (a więc na zmęczeniu) jest pod górkę. A w tym roku w dodatku jeszcze było strasznie gorąco - na termometrze w samochodzie 27,5 stopnia, ale też pełne słońce, trasa po asfalcie bez żadnego cienia, w jednym momencie wiało, ale tylko chwilę a reszta biegu - po prostu na patelni. Na koniec narzekania jeszcze tylko jedno - pięć dni wcześniej pobiegłem maraton i to całkiem dobrze, więc nie zdążyłem się jednak zregenerować. Jak widać od początku wpisu zaczynam się usprawiedliwiać - więc pewnie za dobrze nie wyszło, nie?

Nie uprzedzajmy faktów jak mawia pan Wołoszański. Przed biegiem wszystko grało - wstałem odpowiednio wcześniej, nauczony doświadczeniem maratonu w Hamburgu zadbałem o odżywianie, nawodnienie i to się udało - nie musiałem na trasie zbiegać do toi-toi'a :) Jak widać na zdjęciu na samej górze - zadbałem też o dobry strój: udało mi się znaleźć jakąś starą koszulkę z Decathlonu która jest bardzo delikatna i cienka, na ramiączkach i jest bardzo przewiewna. Zrezygnowałem oczywiście z opasek uciskowych na łydki czy skarpet kompresyjnych - za bardzo by mnie grzało, też czapki czy opaski zostawiłem w domu (a byli ludzie co tak się ubrali). 

W tym roku biegliśmy razem z Żonką, pojechaliśmy razem (córki już dość duże żeby się we trójkę ogarnąć i zostać na tę chwilę w domu). Zaparkowałem samochód dość blisko, na Rozbracie i doszliśmy szybko na start. Tam jeszcze dla pewności toaleta i poszliśmy na rozgrzewkę. Ja zrobiłem 3 kilometry - dobiegłem do Starówki aż gdzie było zamknięte bo zaraz oficjele z prezydentem itd. mieli tam obchody, zawróciłem i w drodze powrotnej zrobiłem ćwiczenia, skipy i przebieżki - razem wyszło 5km. Dobiegając do startu usłyszałem że za minutę start :) no idealnie - wszedłem w strefę, zresetowałem zegarek i już ruszałem, nic nie czekałem!

W tym roku start był z Placu Trzech Krzyży, do Ronda de Gaulle'a i w prawo - do Ronda Waszyngtona, nawrotka bez obiegania ronda i powrót tą samą trasą. Plan był biec po 3:50/km, ustawiłem zegarek na zaliczanie okrążeń co 500m bo chciałem potem móc przeanalizować tempo. Przeczytałem wczoraj swoją relację z poprzedniego roku - wtedy odpadłem na czwartym kilometrze i to było bardziej psychiczne moim zdaniem, więc chciałem się bardzo na tym skupić w tym roku i nie odpuścić. Wystartowałem za zającami na 20 minut, więc po jakimś czasie biegnąc po 3:50/km ich przegoniłem, ale oni trochę za szybko biegli (w sumie wiem czemu - druga połowa to podbieg to chcieli trochę nadrobić). Mi szło dobrze - nie było za łatwo, ale pierwszy i drugi kilometr zgodnie z planem około 3:50/km. Na nawrotce miałem wg organizatorów czas 9:36 i prognozowany na mecie 19:10 - czyli idealnie. No tylko że pary starczyło dokładnie na połowę biegu i to by było na tyle. Po prostu nie miałem siły utrzymać tego tempa - w dodatku ta pierwsza połowa była z góry, a potem był podbieg (w sumie około 30 metrów różnicy - lewy brzeg Wisły jest dużo wyżej więc most siłą rzeczy jest też wyżej po stronie startu i mety niż przeciwnej. Strasznie odpadłem na tej drugiej połówce, zaraz zobaczycie dane - tempo nawet 4:34/km to nie jest zupełnie tempo wyścigu na 5km. No i tak dobiegłem w jednym kawałku, ale zupełnie nie w czasie o którym myślałem:

20:41

To oznacza, że druga połowa biegu wyszła w czasie 11 minut - średnio 4:24/km - no słabo. Jednak patrząc na wyniki innych to nie jest to taki zły czas. U mnie myślę zaważyło to że tylko 5 dni temu biegłem maraton, temperatura była bardzo wysoka a trasa to nie jest nic przyjemnego. Dobra to parę zdjęć i statystyk i na koniec opiszę co teraz mam w planach.
 








A te plany to już sobie obmyśliłem - teraz mam dokładnie 12 tygodni do biegu na który nie da się jeszcze zapisać, ale data jest już ogłoszona: Bieg Powstania Warszawskiego. Zrobię więc sobie 12 tygodniowy plan pod szybkość i spróbuję się znacznie poprawić na 5km i 10km. Jestem zapisany na Bieg Ursynowa 24-go czerwca i tam postaram się poprawić rekord sezonu 19:34 z testu na stadionie. Potem na koniec tego planu treningowego pobiegnę dychę (pierwszy raz w tym roku) i te dwa biegi to będą moje"starty A" w końcówce tego półrocza. Acha, do tego czasu chcę kontynuować moje liczenie kalorii bo to super działa - mam teraz średnio 76,5kg, a przypominam że od zawsze od kiedy się ważę (od jakichś 25 lat) nie miałem nigdy poniżej 78kg, zawsze to było 78-80kg. Więc jak "przytrenuję" i trochę schudnę to liczę na znaczną poprawę :) może nawet zrobię sobie jakiś start kontrolny w Park Runie którejś soboty. 

A potem: od sierpnia zostaną też równo 18 tygodni do maratonu w Walencji. To akurat czas który zmieści pełny cykl treningowy pod maraton. Start kontrolny na który już się zapisałem to będzie półmaraton w Dublinie - też fajna sprawa bo jeszcze nie biegłem w Irlandii :) Plany jak widać więc są wykrystalizowane, światłe i gotowe - nic tylko brać się do roboty!

środa, 3 maja 2023

Bieg Konstytucji 2023


Pogoda piękna, impreza z bardzo fajnym tłem - no czego więcej można chcieć? Podjechałem rano z kolegą z pracy w okolice startu, może nie za blisko, bo około chyba trzy kilometry musiałem dobiec, ale rozgrzewka przecież musi być. Przebiegłem więc trochę spokojnie, potem zrobiłem dodatkowe ćwiczenia - skipy, przeplatankę, przebieżki i w sumie wyszło sporo, bo aż 4,5 kilometra. Potem hymn i wcisnąłem się w miejsce startowe tuż za zającami na 20 minut. Po drodze jeszcze spotkałem dwóch innych kolegów z pracy i dwóch z moich okolic - sporo znajomych twarzy jednym słowem.

Plan był żeby pobiec 19:45 albo szybciej. Trasa w tym roku jest zupełnie nowa - z Nowego Świata do ronda de Gaulle'a i w lewo długa prosta przez most Poniatowskiego, nawrotka na rondzie Waszyngtona i powrót tą samą trasą (tylko przeciwległą nitką).


Dobra to ruszyłem trochę na czuja, tempo na początku zegarek pokazywał 3:50/km. Łatwo policzyć że urywając 10 sekund na kilometrze na mecie powinno być 19:10. A jak pisałem wczoraj - mój plan był między 19:30 a 19:45. I niestety uwierzyłem że mnie matematyka nie dotyczy i jakoś cudownie tym tempem do mety dobiegnę. Okrążenia łapałem dobie sam po znacznikach kilometrów - na pierwszym było 3:51. Wiadomo - jeden kilometr tym tempem przebiec to dam radę. Co ciekawe zające na 20 minut byli przede mną - jakoś mi się to nie zgrywa z tempem 4:00/km które mieli utrzymywać :) ale po chwili jednak ich wyprzedziłem. 

Nie wiem czy zauważyliście, ale mosty są zwykle trochę wyżej niż droga która na nie prowadzi z obu stron. To oznacza podbieg  do połowy mostu, a w Warszawie zachodni brzeg Wisły jest znacznie wyżej, więc w pierwszej połowie biegu było troszkę z górki. To pewnie trochę pomogło mieć szybszą pierwszą połowę. Drugi kilometr to bieg przez most gdzie jeszcze dobrze "żarło" - wyszło że zrobiłem ten km w 3:52. Wiało na szczęście wzdłuż Wisły, więc nie było problemu ani w pierwszej ani w drugiej połowie biegu. Na nawrotce naliczono mi 9:48 czyli czas na 19:35, ale mam wrażenie że to nie jest dobra wartość bo czytniki były troszkę za połową trasy moim zdaniem. Tak czy siak teraz zaczyna się najtrudniejsze. Tempo zaczęło mi już powoli spadać. Ten trzeci kilometr to już troszkę za wolno: 4:04, potem czwarty gdzie odczuwałem podbieg i wyszedł tylko minimalnie szybciej: 4:02. I teraz najważniejszy, ostatni kilometr. Gdybym tutaj się zmobilizował i wrócił nawet chociaż do 4:00/km to skończyłbym prawie w planie minimum. Niestety wyszło 4:11 (!) i na mecie 20:02...

Żałuję że nie przycisnąłem mocniej - jakoś za bardzo rutynowo podszedłem do tego biegu. Gdybym się mocniej skoncentrował, przygotował psychicznie to dałļym radę się mocniej przyłożyć w drugiej połowie. Po drugie ten start był za szybki - gdybym pierwsze trzy kilometry pilnował tempa 4:00/km z maksymalnym odchyłem do 3:55/km to ostatnie dwa dałbym radę przycisnąć i plan minimum na pewno bym osiągnął.

No cóż, szkoda że nie wszystko zagrało. Nie ma co się tak strasznie zamartwiać - jednak czas nie był bardzo zły przecież, ale ważne żebym wyciągnął te dwa najważniejsze wnioski: po pierwsze bardzo pilnować tempa na starcie, nawet na piątce! Po drugie przygotować się psychicznie żeby nie odpuścić w końcówce. Będę miał to na uwadze przed Edynburgiem, no i tak sobie myślę że chyba jeszcze jakoś spróbuję raz przed maratonem coś pobiec żeby mieć najświeższy czas z wyścigu który mi pozwoli oszacować jakim tempem mam ten maraton pobiec.


Garść statystyk na koniec:miejsce 255 na 3703 którzy dobiegli, czyli 6,89% (nieźle!).




sobota, 7 maja 2022

Bieg Konstytucji 2022


Ten długi majowy week-end to mieliśmy całkiem na sportowo - najpierw Żonka przebiegła półmaraton Grudziądz-Rulewo, a potem ja Bieg Konstytucji w Warszawie. Patrzę teraz na moją historię startów w Warszawie i dla ciekawości ją tutaj wkleję:

2012 rok: 22:00
2015 rok: 19:19
2017 rok: 18:55
2018 rok: 19:53
2019 rok: 19:23

Jak widać to impreza na której chyba bywam najczęściej :) ale nie bez powodu: fajnie zrobiona, blisko, ważna okazja - same plusy. W tym roku czuję że powoli zaczynam wracać do żywych, może to złudzenie, ale będę się go trzymał. 

Postanowiłem sobie tym razem że pobiegnę zupełnie na wyczucie, przestawiłem się więc mentalnie w tryb "nie patrzę na zegarek", nie obróciłem tylko zegarka żeby był z drugiej strony ręki bo ma on czujnik tętna więc musi od góry dotykać nadgarstka. Z racji wyjazdu do Grudziądza nie miałem odebranego wcześniej pakietu, podjechałem więc na start około godziny wcześniej co było dobrym pomysłem bo zaparkowałem bez problemu niedaleko od startu a w dodatku na starcie spotkałem się z kolegą z którym szliśmy na start półmaratonu w Wiedniu kilka tygodni wcześniej. Niezły zbieg okoliczności. No i dobrze potwierdzić swoje odczucia odnośnie Wiednia - też miał kolega zdanie że było duszno i biegło się bardzo źle.
Dobra, odebrałem pakiet i poszedłem na rozgrzewkę: porządna bo wyszło 5 kilometrów w tym trucht 2km, potem ćwiczenia w biegu: krok dostawny, przeplatanka, skipy A i C, przebieżki i wyszło 5km. Wtedy na start do odpowiedniej strefy, odśpiewanie hymnu (czemu niektórzy łazili w trakcie jak hymn grali - nie wiem do tej pory). No i cóż - start!
Ruszyłem na samopoczucie i jak widzę statystykach oczywiście było trochę za szybko, ale nie patrzyłem na zegarek, tylko biegłem mniej więcej na wyczucie. Piszę "mniej więcej" bo jednak miałem w zasięgu wzroku zająców na czas 20 minut. Ja chciałem mieć trochę poniżej 20 minut, ale nie kontrolowałem tempa więc to tylko było myślenie życzeniowe. W praktyce na początku zacząłem doganiać zająców. Było ich dwóch - minąłem tego drugiego, potem wyprzedziłem tego pierwszego. Przy okazji - wielkie podziękowania dla niego bo świetnie prowadził. Krzyczał, zagrzewał co chwilę do biegu i było to niegłupio zrobione: na podbiegu przypominanie o postawie, pracy rąk - no bardzo fajnie to prowadził.
Właśnie - podbieg. Zaraz jak wyprzedziłem pierwszą grupkę biegnącą na 20 minut zaczął się podbieg ulicą Książęcą. Niby jest na początku, ale biegłem przecież tempem poniżej 4min/km więc to musiało dać w kość. Było ciężko i widzę że zwolniłem, ale (też dzięki dopingowanu przez zająca na 20 minut) udało się wbiec w jednym kawałku. Na górze miało być uspokojenie i to się też udało. Najpierw wróciłem do tempa poniżej 4:00 ale widzę teraz że końcówka tej długiej prostej zaczęła być problemem. Ale nic, mocny skręt w lewo i zbieg Agrykolą! Tutaj wiadomo - nie było trudno utrzymać dobre tempo. 3:45/min wchodziło bez problemu przez ponad 500m. Tylko wtedy nastąpiło to co musiało nastąpić: koniec zbiegu a do mety grubo ponad kilometr! No i tutaj widzę że tempo mi spadło, minęły mnie obie grupy zająców na 20 minut (ale na starcie też były przede mną przecież) a ja dałem radę tylko na ostatnie 250m zmobilizować się, za to średnie tempo tego odcinka to było 3:45/km więc nie ma wstydu.

Na mecie zatrzymałem zegarek i zobaczyłem:

Czyli bardzo fajnie jak na mój gust. Wiem że mogłoby być trochę lepiej, szczególnie ten podbieg pod Książęcą przecież sporo mnie kosztował. Nie tylko strata czasu na samym podbiegu, ale też zmęczenie które potem się przełożyło na wolniejsze tempo pod koniec.

No to z takim podbudowaniem patrzę optymistycznie na następny start: też piątka, tylko 5000m a nie 5km - czyli będę biegł na stadionie z okazji Memoriału Rosłona w Piasecznie. Spróbuję tam zejść poniżej 20 minut - może się uda nawet pół minuty, w końcu ten podbieg chyba tyle mi zabrał?

Acha, a pod koniec maja widzimy się na dyszce Piotrkowską w Łodzi!

Ładny medal dali w tym roku, już wisi u mnie w garażu na ścianie :)


Widać pierwszy pik - to podbieg Książęcą i drugi pik - to zmęczenie przy obieganiu ulicą Kawalerii, gdzie zresztą pracowałem ładnych parę lat :)

Widać podbieg a na czerwonym - że się nie obijałem (tętno wysokie)

Rozbicie na odcinki 250m

Kolor trasy pokazuje tempo, widać te niebieskie gdzie było najwolniej



niedziela, 26 maja 2019

Wiosna startów


Trochę tych startów mi się sypnęła - aż nie dałem rady opisywać! No to jak najszybciej zaczynamy:

Bieg Konstytucji
Mimo wyjazdu na majówkę dałem radę wystartować - wróciliśmy na czas. Nasze sztandarowe pięć kilometrów w stolicy ze startem w Łazienkach alejką redaktora Hopfera. I nie zapominajmy - z podbiegiem pod Agrykolę w połowie dystansu! Mimo to nie poszło tak źle:


Czas 19:23 na takiej trasie, w dodatku dwa dni po ciężkim biegu - bo ponad połowa półmaratonu w Grudziądzu była bardzo mocno pobiegnięta.

Mila Konstytucyjna
Idąc za ciosem następnego dnia wystartowałem w Piasecznie w Mili Konstytucyjnej. Nie miałem jeszcze punktu odniesienia bo pierwszy raz biegłem taki dystans. Wynik chyba całkiem dobry:


Wykres tętna pokazuje że nie oszczędzałem się, z drugiej strony na piątce tętno zawszło wyżej.

Ekiden
Razem z kolegami z pracy udało się nam złamać trójkę! Pierwszy raz, ale też i drużyna była specjalnie tak dobrana. Nie jestem zadowolony z mojej postawy - tylko 41:40, nawet biorąc pod uwagę duchotę i temperaturę (rano była burza, biegliśmy po południu) i to że trasa niezbyt rekordowa - po parku, podłoże bardzo mieszane to jednak ta minutea szybciej powinna być!


Zajęliśmy 22 miejsce w generalce, 5 miejsce w naszej turze - z czasem 2:56:32!

Piaseczyńska Piątka
No i ostatni bieg w tym nawale :) na starych śmieciach, nie pierwszy i mam nadzieję nie ostatni raz. Super impreza - jak tylko się da to zawsze będziemy wpadać. Czasami biegłem tu sam, czasami z Żonką, czasami sam z wózkiem (niewiele ponad 21 minut, to było przeżycie :) ).
W tym roku startowaliśmy jeszcze inaczej - we dwójkę, ale każde na maksa (córki sprzedane znajomym a najstarsza to już sama sobie w domu robiła matematykę - czytaj grała a matmę zrobiła na sam koniec :) ).
Pogoda znowu niezbyt biegowa - gorąco bo chyba 26 stopni, mimo że start o 18:00. Trasa bez zmian tym razem - przez wiadukt, pętla i powrót przez wiadukt. Niestety trzeba było pod ten wiadukt podbiec, ale nie jest to niz takiego w porównaniu z Biegiem Konstytucji i Agrykolą. Biegło się fajnie, cierpiałem na trasie oczywiście - w końcu to piątka to normalne.
Nie zacząłem za szybko i ogólnie to dobrze to pobiegłem poza niestety czwartym kilometrem - 4:10! W sumie wyszło 19:21 a miało być poniżej 19:00...


No cóż, to jest pewnie mój aktualny poziom po prostu. Trzeba się teraz skupić na poprawieniu się - ten uraz z przed roku ma chyba jeszcze jakieś skutki (przerwa w trenowaniu), po świętach przytyło mi się prawie 2kg i ogólnie ilość pracy powoduje że czasu na bieganie jest za mało.
Plany jednak już mam - zbicie wagi już prawie się udało (postaram się dalej trochę zbić), kończymy wybieranie maratonu na jesień i zaczniemy niedługo plan treningowy!


sobota, 5 maja 2018

Bieg Konstytucji 2018


Kolejny, już czwarty start w warszawskim Biegu Konstytucji za mną. Do tej pory udało mi się trzy razy wystartować:

RokRelacjaWynik
2012http://www.leszekbiega.pl/2012/05/bieg-konstytucji.html22:00
2015http://www.leszekbiega.pl/2015/05/bieg-konstytucji.html19:19
2017http://www.leszekbiega.pl/2017/05/bieg-konstytucji-znowu-na-samopoczucie.html18:55

Bieg jest jak zwykle trudny dla chcących bić rekordy (ja jak zawsze się ścigam), ale ważna jest też dla mnie okazja. Jak tylko mogę (bo majówka to wysyp biegów i konkurencja jest silna) to startuję. Mój wynik z zeszłego roku to ciągle moja życiówka, nie wiem jak na tej trasie mi się udało tak szybko pobiec.

W tym roku pogoda była piękna - dla kibiców. Prawie 30 stopni sprzyjało rodzinnemu piknikowi. Pojechaliśmy więc całą piątką, ja wdziałem moje patriotyczne wdzianko. Oczywiście żeby tradycji stało się zadość dojechałem na styk prawie, z parkingu biegłem na start traktując to jako rozgrzewkę, ale nie było tragicznie - dałem radę jeszcze zrobić kilka przebieżek i w sumie 2 kilometry tej rozgrzewki wyszły. Natomiast na toi-toi'a to już czasu brakło ;)
Ustawiłem się w pierwszej strefie trochę przed panem z psem (czy ten pies na pewno biega 5 kilometrów poniżej 20 minut???), odśpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego i START!
Ruszyłem trochę za ostro (wiadomo), ale opanowałem się i zszedłem z chwilowego sięgającego 3:21/km do tempa kilometra 3:39. Trochę za szybko, ale w granicach - chciałem pobiec poniżej 19 minut, więc to średnio wychodzi 3:48/km a przecież po drodze czekała mnie jeszcze Agrykola. W dodatku pierwszy kilometr jest z górki.
Drugi kilometr to już stabilizacja tempa - było gorąco, ale nie przeszkadzało mi to. Na tym odcinku przebiegliśmy Wisłostradą, a potem Szwoleżerów obok mojej byłej pracy. Tempo wyszło idealnie: 3:46/km. Byliśmy gotowi do ostatecznego starcia: AGRYKOLA.
(werble)
No i nastąpiło to, co zwykle u mnie jak na trasie jest podbieg: odpadam. Tym razem tempo całęgo trzeciego kilometra wyszło 4:25 - niby nie było to tragiczne, pół minuty straty to byłoby 19:30 na mecie. Chwilowo jednak tempo mi siadło do 5:13/km nawet!
Najlepsze było że dziewczyna która biegła przede mną zatrzymała się na tym podbiegu i coś zagadała do znajomego co biegł za mną. Zmobilizowana ruszyła ponownie i na mecie... była druga spośród kobiet :) Drugie miejsce jak na pięć kilometrów robi się sobie przerwę na odpoczynek - to robi wrażenie :)
Został jeszcze czwarty kilometr - po płaskim a w końcówce zbieg - i tu było słabo: 4:09 a potem ostatni piąty - ostatecznie w porządku bo 3:55, ale to za słabo na jakiś dobry wynik. Jednak nie było bardzo źle - bo udało się jednak dobiec poniżej 20 minut:

19:53

To teraz wnioski: to już trzeci start w tym sezonie i wszystkie są dużo poniżej oczekiwań. Widać że na takim poziomie teraz jestem i trzeba to zaakceptować. Zrobiłem sobie analizę i zaczynam wprowadzać w życie wnioski. Cel jest jasny: wrócić do formy z przed roku-dwóch i do końca roku poprawić wszystkie cztery życiówki (5, 10, połówka, maraton). Nie wiem czemu, ale lubię takie wyzwania i dobrze się czuję z takim bieganiem na co dzień. Nie brakuje dużo do tego poziomu, więc jestem dobrej myśli!


Na koniec parę zdjęć z tego dnia i zrzut z endo:


 





poniedziałek, 8 maja 2017

Bieg Konstytucji - znowu na samopoczucie

 Jakoś tak się złożyło że mimo wielu już wyścigów na 5km w moim życiorysie nie mam ani jednego w którym mógłbym sprawdzić na jakim właściwie tętnie ja taki wyścig biegnę.


Bieg po dynię - nie miałem pulsometru (chyba akurat bateria mi się rozładowała, a nowa była w przesyłce jeszcze).
Trening przed maratonem w Poznaniu - zapomniałem paska pulsometru wziąć :)
Bieg Konstytucji 2015 - to był mój słynny (dla mnie :) ) eksperyment zegarkowy, czyli specjalnie nie wziąłem ze sobą zegarka i dzięki temu cieszyłem się wypasioną życiówką 19:19 która przetrwała aż dwa lata!
Los Angeles Big 5K - to był dzień przed maratonem, więc nie ścigałem się, zresztą też pulsometru nie miałem ze sobą.
Bieg Ursynowa 2014 - tutaj miałem pulsometr (juhu!) no ale czas 20:09, minęło też prawie 3 lata od tego czasu, poprawiłem wyniki od tego czasu - więc takie dane nie byłyby całkowicie wiarygodne
Bieg Ursynowa 2013 - tutaj poszedłem na całość - zapomniałem nawet zegarka :)
Test na 5km Agrykola - podobnie jak z Biegiem Ursynowa - czas słabszy dużo (20:44) i daaawno temu, niemiarodajne dane odnośnie tętna (tylko do 182 doszło). 
Bieg Konstytucji 2012 - nie wiem czemu, ale też pulsometru nie miałem... może jeszcze nie kupiłem bo to były same początki (wtedy miałem Garmina Forerunner 305 do którego pulsometr dokupiłem później).

Po analizie doszedłem do wniosku że spróbuję pobiec "na czuja". Ale żeby nie musieć znowu mieć tego samego problemu następnym razem, to wymyśliłem że wezmę pulsometr i zegarek, włączę i wyłączę, ale za Chiny ludowe na niego nie spojrzę!
Nie myślałem że mi się to uda - człowiek na dużym zmęczeniu przestaje już za bardzo kontrolować co się wokół dzieje, nawet i samego siebie przestaje kontrolować :)

Trzeciego maja zacząłem więc przygotowania - tym razem chyba wszystko mi zagrało: wstałem odpowiednio wcześniej, zjadłem startowe śniadanie (cztery tosty z masłem i dżemem), dojechałem na start i miałem dość czasu na porządną rozgrzewkę - aż 6,14km wyszło w 34 minuty. W tym trzy przebieżki, było też nawet trochę rozciągania. Zegarek włączyłem w tryb zaliczania okrążeń co 500 metrów żeby potem móc to sobie przeanalizować, przekręciłem go tak, żeby mając ręce wzdłuż ciała mieć blat zegarka przy ciele. W ten sposób nie jest za łatwo biegnąc spojrzeć na zegarek :) Ustawiłem się dość z przodu - oczywiście bez przesady bo chciałem dobiec poniżej 19 minut, a nie poniżej 15 minut jak ci na pierwszej linii :) Jeszcze trochę ogłoszeń, hymn i wreszcie - ruszamy!

Na samym początku trochę tłoczno, ale bardzo krótko i nie spowolniło to za bardzo. Jak teraz patrzę na endo to widać że ruszyłem tempem 3:40/km - nieźle! Mimo że to było przecież "na czuja" to wyszło dobrze na początku. Druga pięćsetka jeszcze szybcie - 3:32/km. A wcale tam nie jest z górki, po prostu niosła mnie rywalizacja - ludzi było sporo na początku biegu. Kolejny kilometr też tym tempem 3:40/km, dopiero podbieg pod Agrykolę mnie zmasakrował. Endo mówi że tempo tych 500m (wypadło mniej więcej między 2,5 a 3km) wyniosło 4:30/km! Niby dużo, ale biorąc pod uwagę nachylenie Agrykoli - to nie jest tak źle. Chociaż patrząc na kolegów biegowych to mam nad czym popracować - jeden taki wysoki triathlonista który biegł obok od startu odstawił mnie na tym podbiegu o 10 sekund. Po wbiegnięciu na górę było ciężko, ale świadomość że to już prawie koniec (trochę naciągane, wiem) pomogła utrzymać tempo 3:55 na czwartym kilometrze. Piąty to już też trochę zbieg i powrót do tempa poniżej 3:40/km. Jeszcze długa prosta i cierpienia Wertera na niej, jeszcze dwa zakręty i już widać metę - wpadam na nią, zatrzymuję zegarek i patrzę na niego:

18:55


Wreszcie się udało - zaciskam z radości pięść i idę się pocieszyć. Szybko do samochodu i do domu pochwalić się! :)

Super mi ten bieg wyszedł, fajnie że można się pocieszyć po nieudanych startach na dychę i maratońskim - udała się ta piątka no i życiówkowa połówka w Mediolanie!

Jeszcze zwyczajowo należą się jeszcze podziękowania - tym razem naprawdę muszę mojej Żonce podziękować, ona zawsze mi dobrze doradza (co zjeść, wyspać się, wcześniej pojechać żeby się rozgrzać itd). Czasami myślę że powinna sobie zrobić papier i trenować innych, ma talent :)

P.S. Oczywiście paska od tętna na bieg zapomniałem i znowu nie wiem na jakim tętnie biegłem tą piątkę :-D !




czwartek, 30 kwietnia 2015

Eksperyment zegarkowy


Ciekawy pomysł mam na niedzielny Bieg Konstytucji: pobiegnę bez zegarka! Żadnego garmina, stopera czy nawet klepsydry :) dla mnie to będzie rewolucja i mam nadzieję że przy okazji wyjdzie też i rewelacja. 
Dla wielu osób to normalne - przecież czy ktoś widział zawodnika na bieżni biegnącego 5000 metrów żeby spoglądał na zegarek? Biegnie na samopoczucie i dokręca śrubę gdy czuje że może. Dokładnie tak mam zamiar zrobić trzeciego maja! A że moja połowica też biegnie w tym biegu i chce mój zegarek to zupełnie przypadkowy zbieg okoliczności :)
Nie będę więc miał zielonego pojęcia jaki będzie czas na kolejnych kilometrach ani na mecie - zanim nie przyjdzie SMS z wynikiem. Gdybym biegł z zegarkiem to chciałbym pobiec na wynik - odpowiednik mojego rekordu z połówki w Wiedniu, dla 5km to wychodzi 19:20. Jeżeli to się uda - eksperyment będzie udany :)

piątek, 4 maja 2012

Bieg Konstytucji


Dzisiaj będzie rodzinnie, bo jak ma być skoro na Bieg Konstytucji udało mi się spędzić pół rodziny? Najpierw zapisałem się sam. Potem przekonałem siłę wyższą w domu że nasza starsza pociecha da radę wziąć udział w biegu dzieci organizowanym przed biegiem głównym. Prawdę mówiąc myślałem że będzie to polegało na tym (jak zwykle) że Małgosia po przebiegnięciu kilkunastu, może kilkudziesięciu metrów stwierdzi że chce "na rączki" albo ""na barana". No ale żeby ją zainteresować bieganiem i ogólnie sportem zapisałem ją na ten bieg.
W drugiej kolejności wpadliśmy z żoną na pomysł żeby i nasze chrześniaki (13 i 11 lat), którzy gościli u nas z rodzicami, też wzięli udział w tych biegach. Starszy kwalifikował się już do biegu głównego, a młodszy do biegu dzieci. Zgodzili się chętnie obaj i już nasza reprezentacja urosła do czterech osób.
W końcu ostatni element - brat żony który też nas odwiedził - z nim już nie raz biegłem - też chętnie się zgodził. W sumie więc wystawiliśmy 5 osób do biegu, co na 9 osób (w tym jedna 1,5-roczna) jest dobrym chyba wynikiem.

Trzeci maja przywitał nas pięknym słońcem, od paru dni zresztą w Warszawie było jak w Grecji. Zaparkowaliśmy pod Torwarem i udaliśmy się na linię startu. Dzieci było sporo, najstarsze były z rocznika 2000, więc 12-letnie, a najmłodsze widziałem tak na oko 3-letnie (!) i naprawdę biegła ta pociecha chociaż za połową dystansu okazało się że to było na nią za dużo. Trasa miała 700 metrów i dla mojej Małgosi (4 lata i 3 miesiące) było to już sporo. Przed biegiem dzieci mogły się przywitać z maskotką biegu - dużym misiem rozdającym gumy rozpuszczalne (oczywiście jedną córa zjadła). Chodził też lew "Alex" z filmu "Madagaskar", było naprawdę fajnie z punktu widzenia dzieci. Start był z tego samego miejsca co późniejszy bieg główny, meta również tam gdzie my mieliśmy potem metę. Wyglądało to profesjonalnie i dzieci mogły się poczuć jak prawdziwi BIEGACZE.

Po odliczaniu i strzale startera ruszyliśmy na trasę! Starsze dzieci (włącznie z młodszym kuzynem - Bartkiem) wyrwały do przodu, my po jakichś kilkuset metrach zostaliśmy z tyłu. Za nami były jeszcze młodsze dzieci i zamykająca bieg biedronka (nie, nie chodzi o sponsora PZPN'u, tylko o maskotkę jakiejś stołecznej instytucji sportowej, ale jakiej - nie pamiętam). Moja dzielna dziewczyna mimo moich obaw pędziła do mety:



Miała tylko jeden kryzys - około 500 metra przeszła do marszu, na szczęście zaraz podbiegł do nas wujek, złapał za drugą rękę i już bez przystawania dobiegliśmy do mety! Na mecie wiadomo - medal na szyję, dyplom do własnoręcznego uzupełnienia nazwiskiem, soczek do picia, no i szczere gratulacje od rodziny. Bardzo jestem z mojej latorośli dumny, przebiec tak długi dystans w tym wieku to wielki sukces :)


Zostawiłem moje szczęście pod opieką rodzinki (ciocia, wujek i kuzyn) i poleciałem na start - musiałem jeszcze odnaleźć w rejonie startu żonę z młodszą córką w wózku w którym był mój numer startowy (nie chciałem z numerem biec w biegu dzieci z obawy żeby maszyny liczące czas nie zwariowały i nie zaliczyły mi źle czasu biegu). Udało się na szczęście, ale szwagra i siostrzeńca już nie odnalazłem w tłumie startujących. Za to spotkałem... blogacza Marcina - pogadaliśmy chwilę przed startem, potem ruszyli wózkarze, odśpiewaliśmy hymn i ruszyliśmy!

Z tabelek Danielsa wynikało że przy moim czasie półmaratonu powinienem 5km przebiec w granicach 21:25, chciałem więc biec po 4:15/km ale nie dałem rady - wyszło: 4:24, 4:20, 4:10, 4:36, 4:30. Pierwszy kilometr to jeszcze rozumiem - przez tłok na starcie mogło mi tyle urwać no i też od połowy pierwszego kilometra rozpoczął się podbieg, drugi kilometr to też podbieg (nie za duży ale był). Na trzecim był zbieg z Agrykoli i to widać wyraźnie po czasie. Na czwartym kilometrze było jak widać najgorzej - gorąco było strasznie, piąty też był niezbyt, czas jest lepszy trochę bo finiszowałem.
Biegowo nie jestem w pełni zadowolony - trochę ponad pół minuty chciałbym mieć mniej. Wydaje mi się że jeszcze jestem trochę osłabiony (kaszel jeszcze trochę mnie męczy) no i ta temperatura na pewno miała wpływ na wynik. W sumie więc te 22:00 to moja życiówka na 5km ale wiem że szybko będę w stanie ją pobić.
Tak poza-biegowo to jestem strasznie zadowolony z tego biegu. Udało się pobiec po raz pierwszy z moją córeczką, udało się też namówić rodzinę do wzięcia udziału w biegu i spędziliśmy naprawdę miło te pół dnia, mam nadzieję że jeszcze nie raz spotkamy się w tym gronie w strojach sportowych.


Na mecie - zmęczeni ale bardzo miło zmęczeni.

ADs