Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gremlin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gremlin. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Maraton w 3:30 trzeba zrobić w 3:28
Wydaje się że aby przebiec maraton w zadanym czasie wystarczy utrzymywać równe tempo przez cały dystans i na metę wbiegniemy z podniesionymi rękami w założonym czasie. Niestety trzeba przyznać że tak może być, ale nie musi. Wszystko zależy od tego jak będziemy to tempo kontrolować oraz czy uwzględnimy że biegnąc maraton przebiegniemy więcej (nawet nie tak mało więcej) niż regulaminowe 42,195km. Powodów jest kilka i spróbuję je krótko opisać:
Trasa maratonu jest atestowana czyli pan z uprawnieniami przejeżdża specjalnym rowerkiem z kołem z oponą z lanej gumy (żeby się nie rozszerzała temperaturowo za bardzo) trasą i upewnia się że ma ona wymagany dystans. Pomijam już kwestie techniczne jak ten pomiar jest wykonywany (np. że jest zawsze dodawana pewna wartość z powodu błędu pomiaru - żeby upewnić się że trasa nie jest krótsza niż wymagana wartość) ale ważniejsze jest, że atestacja odbywa się po najkrótszym możliwym śladzie. Czyli jeżeli jest zakręt to trasa atestacji będzie wyglądać tak:
Każdy z zakrętów jest pokonywany po wewnętrznej stronie. Czy to duża różnica? Można to prosto policzyć na przykładzie - jeżeli zakręt na drodze dwupasmowej (szerokość ok. 7m) pokonamy po stronie wewnętrznej to nie dołożymy nic do atestowanej trasy. Natomiast jeśli pokonamy go po zewnętrznym łuku to dodamy (szybka powtórka ze szkoły podstawowej - obwód koła to 2*PI*r) jedną czwartą obwodu czyli 0,5*PI*r ~= 0,5*3,14*7 czyli około 11 metrów. Oczywiście nigdy nie biegniemy dokładnie po zewnętrznym obwodzie zakrętu, ale gdy biegaczy w maratonie miejskim jest dużo, to te kilka metrów na jednym zakręcie nadkładamy bo nie możemy biec po wewnętrznej stronie.
A jak dużo jest tych zakrętów? Oto trasy trzech maratonów które na razie przebiegłem:
Paryski miał ich najwięcej - około 40, najmniej lęborski około 25, ale to nie był maraton miejski. Warszawski miał ponad 30. Dodając średnio po 5 metrów na zakręt wychodzi 150-200 metrów. To jest prawie minuta biegu!
Drugim powodem dla którego przebiegniemy więcej kilometrów jest to, że po drodze: omijamy innych biegaczy, podbiegamy do stacji odżywiania, do naszych kibiców, przybijamy piątki dzieciakom (co jest strasznie fajne!). Czasami biegniemy jedną stroną jak wszyscy i mamy wybór - wpaść na "przyjęcie na stojąco" gdzie się zawodnicy raczą bananami przy stołach albo podbiec na drugą stronę ulicy do pustych stołów. Dlatego początek mojej trasy przez Pola Elizejskie wyglądał tak:
Jak widać raz byłem po lewej stronie a raz po prawej - to był początek maratonu i chyba wymijałem innych (biegłem tempem na 3:45 a zapisałem się na strefę 4:15 bo przy zapisach nie wiedziałem jeszcze na ile będzie mnie stać). Jednak w tym moim śladzie jest też drugi czynnik - niedokładność nawigacji satelitarnej. W prawej części obrazka wygląda jak bym biegł poza ulicą. Tak oczywiście nie było ale zegarek zapisuje punkty co jakiś czas (można to zmieniać co ile) i wyznacza trasę między nimi wg zaprogramowanej metody interpolacji. Z tego powodu na zakrętach zegarek ścina i przekłamuje w dół przebiegnięty dystans, a na prostych przekłamuje w drugą stronę bo rozrzuca punkty trochę po bokach trasy.
Jakie są z tego wnioski?
1. na maratonie przebiegniemy więcej niż 42,195m
2. zegarek z gps będzie nas trochę okłamywał
Jak temu zaradzić?
Ad 1. Po pierwsze należy założyć margines bezpieczeństwa. Z moich obserwacji wynika że od 200 do 400 metrów nadłożymy więc będziemy biec dłużej od 1 do 2 minut. Daje to od 1,5 do 3 sekund na kilometr szybciej niż teoretyczne tempo wymagane do osiągnięcia naszego wymarzonego czasu.
Po drugie starajmy się nie nadkładać drogi. Jeżeli pamiętamy jak wygląda trasa - trzymajmy się tej strony drogi w którą będzie najbliższy zakręt (a idealnie było by biec po liniach prostych od zakrętu do zakrętu). Nie przebiegajmy za często z jednej strony na drugą (oczywiście są ważniejsze rzeczy jak ten przykład z punktem odżywiania albo gdy musimy skorzystać z toalety, czego nikomu nie życzę). Wiadomo że po 30km nie będziemy już w stanie myśleć tak jasno żeby odpowiednio nawigować ale starać się trzeba.
Tutaj warto zaznaczyć że jeszcze nie w Polsce ale w niektórych biegach jest wymalowana trasa atestacji (np. w Berlinie). Wtedy jest łatwiej - nie trzeba zmęczonych zwojów mózgowych katować, wystarczy biec po niebieskiej linii. Inna sprawa jest taka że w Berlinie jest tak tłoczno że z relacji biegaczy rodaków wynika że nawet przy bardzo szybkich czasach rzędu 3:20 nie było szans biec po tej linii.
Ad 2. Tutaj mam dwa pomysły jak temu zaradzić:
- ustawić automatyczne zaliczanie okrążeń co kilometr ale mieć z tyłu głowy że te kilometry wg zegarka są przekłamane i że trzeba biec minimum 1,5 sekundy na kilometr szybciej niż teoretyczne tempo na wybrany przez nas czas
- nie ustawiać automatycznego zaliczania okrążeń tylko samemu je łapać wg oznaczeń kilometrowych które postawił organizator na trasie. Niestety ma to też swoje minusy: musimy pilnować nie tylko tempa ale i tych oznaczeń, często są z nimi problemy bo nie są widoczne i w dodatku czasami są źle porozstawiane. Więc jak odczytujemy międzyczas który nam mówi że pobiegliśmy dziwnie wolno to nie wiemy czy zwolniliśmy czy też oznaczenie kilometra zostało źle postawione.
Ja robię tak: ustawiam wirtualnego partnera na tempo o sekundę albo dwie szybsze od wyliczonego i dopóki biegnę w tym tempie to się go trzymam. Niestety na razie mi się to nie udawało w praktyce - na początku biegłem za szybko a w końcówce odpadałem, więc wirtualny partner się nie sprawdzał. Najbardziej mi się podoba (na razie) ustawienie automatycznego zaliczania okrążeń co kilometr a w zegarku czterech wartości na ekranie: tempo chwilowe, tempo średnie okrążenia, tętno chwilowe, dystans okrążenia. Ten zestaw jeszcze przemyślę, ale najważniejszym polem jest tutaj tempo średnie okrążenia. Tempo chwilowe jest zbyt zmienne żeby się nim głównie przejmować, natomiast tempo okrążenia jest bardzo dobre (dystans okrążenia jest przydatny - jak dopiero co nowe okrążenie się zaczęło to wiemy że tempo nie jest jeszcze miarodajne). Taka kontrola tempa ma pewien minus - u mnie powoduje że biegnę za szybko bo urywam z każdego okrążenia jakieś sekundy, jeszcze to przemyślę, bo najważniejsze jest aby pierwszą połowę przebiec w założonym tempie i nie "spuchnąć" w drugiej.
Na pewno jeszcze wrzucę informacje o konfiguracji mojego gremlina do różnych rodzajów treningów i do startów, to może być bardzo pomocne szczególnie dla osób które zaczynają treningi z zegarkami z gps'em.
środa, 18 lipca 2012
Nike+ Lunar Challenge
Akcja polega na zapisaniu się na wydarzenie na stronie Nike na facebook'u, wyposażeniu się w coś monitorującego treningi ze stajni Nike (darmową aplikację Nike+ Runnning na smartfony albo opaskę Nike+ Fuelband, są też inne opcje - szczegóły na ich stronie) i to co najprzyjemniejsze - czyli trzeba co nieco pobiegać.
Konieczne będzie też wykonanie 4 zadań z których pierwsze to ustawienie sobie w Nike+ celu - przebiegnięcie 4 biegów w ciągu 3 tygodni. Co prawda ja nie widzę takiej opcji na tej stronie bo można tylko ustawić ilość biegów na tydzień a nie na 3 tygodnie ale i tak biegam częściej więc ustawiłem sobie cel: 4 treningi na tydzień przez 3 tygodnie (razem 12 biegów). Dzisiaj już się raz przebiegłem więc zostało tych biegów jeszcze tylko 11.
Zainstalowałem dzisiaj aplikację Nike+ Running na moim telefonie i oprócz Garmina FR305 włączyłem też w telefonie rejestrację biegu. Muszę niestety ponarzekać na jakość zapisu trasy biegu. Wiem że zależy to głównie od telefonu i pogody no ale dzisiaj pogoda była fajna (co prawda było trochę chmur ale nie były burzowe - GPS powinien działać dobrze) a telefon jest bardzo dobry - iPhone 4S który ma wbudowany nie tylko odbiornik GPS ale też podobno odbiera dane z rosyjskiego odpowiednika GPS czyli GloNass. Tymczasem jak wyszło - zobaczcie sami (pętla przy 4km jest prawdziwa - czekałem na przejechanie pociągu - natomiast ten polip między 5 a 6 km to wymysł Nike+ Running)
Wycinek trasy z Nike+
Ten sam odcinek trasy z Garmin Forerunner 305 w Google Earth
Dane treningu z Garmin Training Center (dystans jest najważniejszy - można go porównać z pierwszym obrazkiem gdzie jest dystans policzony przez Nike+ Running)
Mój gremlin FR305 zapisał 12,08km a Nike+ Running zapisało 12,80km. Różnica to 0,72km czyli 6% dystansu! Po zbliżeniu mapy z trasą biegu Nike+ Running widać że niektóre punkty są porozrzucane po budynkach przy drodze, a co gorsza czasami wygląda jak bym nagle zawracał w trakcie biegu przy prędkości 4:30/km :) Natomiast trasa zapisana przez Garmina na moje oko przebiega dokładnie tak jak ją zapamiętałem - prowadzi nawet tą stroną uliczki osiedlowej którą biegłem.
A teraz co jest fajnego w tym wynalazku firmy Nike: podoba mi się bardzo otoczka naszego biegania dorobiona na ich portalu. Pięknie graficznie opracowany interfejs, możliwość ustanawiania celów, zapraszania znajomych, informowanie innych o postępach, osiągnięcia do zaliczenia (ang. achievements) które są z góry określone i przypominają trochę zdobywanie kolejnych poziomów postaci w grach komputerowych. To wszystko powoduje że bieganie staje się bardziej "społeczne" w sensie wspólnotowe. Biegacze mogą dopingować się nawzajem, konkurować i podtrzymywać swoje zainteresowanie sportem. Myślę że to będzie miało bardzo pozytywny wpływ na wciąż szybko rozwijający się "rynek" biegaczy w Polsce i dlatego mimo że widzę marketingowy cel firmy to uważam że jest on dobry dla nas - klientów i chętnie wezmę udział w tej akcji.
Zachęcam do zapisania się - po szczegóły odsyłam na facebook'ową stronę Nike+ Lunar Challenge.
wtorek, 3 lipca 2012
Pierwsze dwa tygodnie treningu pod MW2012 - nawet gremlin się przegrzał
Od dwóch tygodni biegam według planu treningowego, trenując pod Maraton Warszawski. Zostało już niecałe trzy miesiące, dokładnie 89 dni. Tak jak pisałem poprzednio - chcę w 15 tygodni zrealizować cały ten plan który jest obliczony na 16 tygodni, stąd od razu zacząłem od wrzucenia czwartego treningu w drugim tygodniu.
Tydzień 18-24.06.2012
Pierwszy tydzień po Maratonie Lębork. Zacząłem więc od spokojnego rozbiegania we wtorek - niby miały być interwały ale zamieniłem kolejność treningów miejscami i zacząłem od drugiego treningu: 9km w tym 3km spokojnie, 3km Krótkie Tempo czyli 4:30/km i znowu 3km spokojnie. Wyszło to krótkie tempo ok. 4:21/km. Pierwsze kilometry biegłem na drewnianych nogach ale potem było już dobrze. Drugi trening w czwartek - interwały 3x1600m po 4:10/km, wyszły: 4:10/km 4:10/km, 4:15/km. Ostatni trochę więc nie wyszedł ale jeszcze da się oko przymknąć ze względu na maraton 4 dni wcześniej. W sobotę długie wybieganie czyli 21km planowo po 5:17/km, wyszło po 5:08/km. Znowu biegłem prawie ukończoną południowo-zachodnią obwodnicą Warszawy - przyjemnie biec gdy ma się tak oko 3-4 pasmową jezdnię (a są dwie takie) tylko dla siebie :)
Tydzień 25.06-01.07.2012
W drugim tygodniu po maratonie zacząłem odczuwać głód biegania. Wcisnąłem więc czwarty trening który planowo miał być w trzecim tygodniu czyli zacząłem nadrabianie tego jednego brakującego tygodnia. Znowu przestawiłem treningi i zacząłem w poniedziałek od 11km. Miało być 1,5km spokojnie, 8km w tempie maratońskim 4:58/km i 1,5km spokojnie. Zrobiłem 1km spokojnie, 9km po około 4:40/km i 1km spokojnie. W środę były interwały 4x800m po 4:00/km - ładnie wyszły. Potem czułem się na siłach żeby już w czwartek wybiec na drugi bieg tempowy. Miał być taki jak w poniedziałek, tylko tempo szybsze o 10s/km czyli 4:48/km. Wyszło ładnie, nawet kilka sekund na kilometr szybciej. Ostatnie było jak zwykle długie wybieganie: 24km po 5:26/km. Narzuciłem sobie ostre tempo: 4:58/km (planowane maratońskie) i nie dałem rady. Od jakiegoś czasu jest tak strasznie gorąco że mimo tego że wybiegłem wieczorem - ok. 19:30 a wróciłem ok. 21:40 to o tej porze było jeszcze 25 stopni. Wytrzymałem tylko 6km w tym tempie, potem mój forerunner trochę zwariował w lesie (pierwszy raz) i trochę zaniżał dystans przez chwilę, od tego momentu tempo mi spadało powoli aż do 5:46/km na końcu. Średnia wyszła nie taka zła bo 5:19/km więc o 7 sekund na kilometr szybciej niż zakładał trening i to w bardzo trudnych warunkach. Miałem ze sobą plecak z bidonem i wypiłem około 1,5 litra wody w trakcie biegu plus pewnie z litr przed i po biegu.
Na koniec ciekawostka - jak to gremlin wariował na długim wybieganiu w sobotę na Kabatach:
Czerwona linia to moja prawdziwa ścieżka a niebieskie punkty to te które garmin forerunner 305 zarejestrował. Co ciekawe zdarzyło mu się to jeden jedyny raz a biegam z nim wiele miesięcy i tylko przez krótki okres czasu - biegałem przecież 24km (2 godziny 7 minut) a przekłamywał przez około 2km czyli 10 minut tylko. W sumie całe to przekłamanie to było około 70 metrów - zakładam że gremlinowi się głowa przegrzała, skoro dla mnie było za gorąco to i jemu mogło być, nie?
Tydzień 18-24.06.2012
Pierwszy tydzień po Maratonie Lębork. Zacząłem więc od spokojnego rozbiegania we wtorek - niby miały być interwały ale zamieniłem kolejność treningów miejscami i zacząłem od drugiego treningu: 9km w tym 3km spokojnie, 3km Krótkie Tempo czyli 4:30/km i znowu 3km spokojnie. Wyszło to krótkie tempo ok. 4:21/km. Pierwsze kilometry biegłem na drewnianych nogach ale potem było już dobrze. Drugi trening w czwartek - interwały 3x1600m po 4:10/km, wyszły: 4:10/km 4:10/km, 4:15/km. Ostatni trochę więc nie wyszedł ale jeszcze da się oko przymknąć ze względu na maraton 4 dni wcześniej. W sobotę długie wybieganie czyli 21km planowo po 5:17/km, wyszło po 5:08/km. Znowu biegłem prawie ukończoną południowo-zachodnią obwodnicą Warszawy - przyjemnie biec gdy ma się tak oko 3-4 pasmową jezdnię (a są dwie takie) tylko dla siebie :)
Tydzień 25.06-01.07.2012
W drugim tygodniu po maratonie zacząłem odczuwać głód biegania. Wcisnąłem więc czwarty trening który planowo miał być w trzecim tygodniu czyli zacząłem nadrabianie tego jednego brakującego tygodnia. Znowu przestawiłem treningi i zacząłem w poniedziałek od 11km. Miało być 1,5km spokojnie, 8km w tempie maratońskim 4:58/km i 1,5km spokojnie. Zrobiłem 1km spokojnie, 9km po około 4:40/km i 1km spokojnie. W środę były interwały 4x800m po 4:00/km - ładnie wyszły. Potem czułem się na siłach żeby już w czwartek wybiec na drugi bieg tempowy. Miał być taki jak w poniedziałek, tylko tempo szybsze o 10s/km czyli 4:48/km. Wyszło ładnie, nawet kilka sekund na kilometr szybciej. Ostatnie było jak zwykle długie wybieganie: 24km po 5:26/km. Narzuciłem sobie ostre tempo: 4:58/km (planowane maratońskie) i nie dałem rady. Od jakiegoś czasu jest tak strasznie gorąco że mimo tego że wybiegłem wieczorem - ok. 19:30 a wróciłem ok. 21:40 to o tej porze było jeszcze 25 stopni. Wytrzymałem tylko 6km w tym tempie, potem mój forerunner trochę zwariował w lesie (pierwszy raz) i trochę zaniżał dystans przez chwilę, od tego momentu tempo mi spadało powoli aż do 5:46/km na końcu. Średnia wyszła nie taka zła bo 5:19/km więc o 7 sekund na kilometr szybciej niż zakładał trening i to w bardzo trudnych warunkach. Miałem ze sobą plecak z bidonem i wypiłem około 1,5 litra wody w trakcie biegu plus pewnie z litr przed i po biegu.
Na koniec ciekawostka - jak to gremlin wariował na długim wybieganiu w sobotę na Kabatach:
Czerwona linia to moja prawdziwa ścieżka a niebieskie punkty to te które garmin forerunner 305 zarejestrował. Co ciekawe zdarzyło mu się to jeden jedyny raz a biegam z nim wiele miesięcy i tylko przez krótki okres czasu - biegałem przecież 24km (2 godziny 7 minut) a przekłamywał przez około 2km czyli 10 minut tylko. W sumie całe to przekłamanie to było około 70 metrów - zakładam że gremlinowi się głowa przegrzała, skoro dla mnie było za gorąco to i jemu mogło być, nie?
poniedziałek, 19 marca 2012
Pean pochwalny na cześć Garmina
To będzie wpis ściśle subiektywny ale nie sponsorowany. Jak pisałem już parokrotnie mój gremlin czyli po ludzku mówiąc Garmin Forerunner 305 od jakiegoś czasu zaczął odmawiać współpracy. Nie chciał znaleźć satelit - najpierw sporadycznie a od ponad tygodnia już całkowicie. Co prawda nie wydałem na niego za wiele bo kupiłem go na aukcji internetowej za bardzo niską cenę ale za to bez żadnych akcesoriów - ładowarki, czujnika pomiaru tętna, kabla czy stacji dokującej. Dokupiłem do niego tylko stację dokującą i ładuję go przez podłączenie do komputera - bateria starcza na długo więc wystarczy raz na tydzień podczas pisania podsumowania go naładować.
Po tym jak gremlin przestał znajdować sygnał satelit zadzwoniłem do wsparcia technicznego firmy Garmin. Jako że byłem akurat w Belgii to zadzwoniłem na londyński numer gdzie pan (po polsku) po wysłuchaniu mnie i zorientowaniu się że próbowałem już różnych rodzajów zerowania urządzenia włącznie z kasowaniem danych użytkownika przedstawił mi możliwość wymiany zegarka biegowego na nowy model z dwuletnią gwarancją za zryczałtowaną opłatą (około 370zł). Bardzo mnie to ucieszyło bo zegarek biegowy z takimi możliwościami to wydatek nawet trochę ponad 1000zł (po tyle "chodzą" Garmin Forerunner 305xt bo tych starych 305-tek już nie produkują). Czasami można jeszcze stary model 305 dostać na aukcji za cenę około 800zł (z akcesoriami i gwarancją) ale niestety jako model nie produkowany jest to coraz rzadsze.
Jedyne co było potrzebne do takiej wymiany to numer seryjny zegarka - nie potrzeba papierowej gwarancji, paragonu fiskalnego czy żadnego innego papierka. Najlepsze jednak dopiero miało się zacząć: po podaniu przeze mnie numeru seryjnego pan z Garmina powiedział mi że z przyjemnością zaoferuje mi wymianę niedziałającego gremlina na nowy za darmo! A to dlatego że z numeru seryjnego wynikło iż ten egzemplarz został wyprodukowany mniej niż dwa lata temu (czyli jest nadal objęty gwarancją). Wysłał mi na mój adres email formularz zgłoszenia reklamacji (już wypełniony) i poinstruował że mam wysłać na adres Garmina w Warszawie sam zegarek biegowy z tym formularzem a oni kurierem za darmo odeślą mi nowy zegarek.
W końcu było nawet jeszcze lepiej - adres Garmina w Warszawie to Aleje Jerozolimskie (przy Blue City) więc i tak przejeżdżam niedaleko jadąc do pracy. Podjechałem więc tam dzisiaj i od ręki wymieniono mi mojego sfatygowanego gremlina na piękny, nowy egzemplarz. Nie jest on pewnie zupełnie nowy bo jest na opakowaniu napisane "refurbished" czyli "odnowiony" - są to pewnie egzemplarze poserwisowe ale wygląda jak nowy, działa jak nowy i co najważniejsze - ma dwuletnią gwarancję od dnia dzisiejszego.
Reasumując - może i Garmin ceni się ale po pierwsze sprzęt go biegania ma pierwsza klasa a i sposób obsługi klienta jest moim zdaniem na najwyższym poziomie!
piątek, 23 grudnia 2011
Wesołych Świąt (... i testy gremlina)
Choinka kupiona, lampki na domie zawieszone a nawet goście już przyjechali - słowem Święta! Najfajniejszy okres roku przed nami i z tej okazji składam wszystkim "czytaczom" tego bloga serdeczne życzenia Wesołych, Rodzinnych i Radosnych Świąt Bożego Narodzenia!
A tak poza tym parę słów o bieganiu w tym tygodniu: w poniedziałek postanowiłem przetestować jak działa ten cały gremlin podczas treningów w których określa się różne etapy z różnymi tempami. Wpisałem więc pierwszy trening jaki mam zamiar realizować w ramach mojego planu treningowego który zaczynam po świętach i pobiegłem. W sumie dużo czasu zajęło mi wpisanie tego treningu - pierwszy raz używałem oprogramowania Garmina ale doktorat z informatyki do czegoś zobowiązuje ;) w końcu zwalczyłem to jak podawać planowane tempo, dystans albo czas, ułożyć to w jeden trening i wgrać do zegarka biegowego. Podczas biegu okazało się że obsługa jest banalnie prosta, gremlin pipczy i pokazuje informacje w przejrzysty sposób - słowem testy się udały :) Przebiegłem coś takiego: 20 minut spokojnego biegu (rozgrzewka), potem 3 razy po 1600m w tempie 4:30min/km z odstępami jedno minutowymi i na koniec 10 minut wolnego biegu. Te interwały 1600m wyszły u mnie: 4:36, 4:32, 4:35 czyli w granicy błędu (ustawiłem w gremlinie tempo w zakresie 4:25-4:35). Razem wyszło 55 minut i 10,94km.
Potem we środę pobiegłem do pracy z domu - 20,16km w 1:47:29 czyli tempo średnie idealnie 5:20min/km - moje zakładane tempo maratońskie. Tym razem testowałem inną opcję gremlina czyli wirtualnego partnera. Super sprawa, nie wiedziałem że tak łatwo można sobie to ustawić i wstyd przyznać że do tej pory przeliczałem to w pamięci. Korzystałem z tego że tempo 5:20min/km dzieli się całkowicie przez 4 i co 250 metrów wychodzi 1:20s :)
Dzisiaj w piątek znowu pobiegłem do pracy ale tym razem porwałem się z motyką na słońce - ustawiłem wirtualnego partnera na 4:58min/km bo chciałem spróbować czy dam radę przebiec półmaraton w 1:45. Do 10 kilometra było fajnie i z lekkim zapasem, potem do 15km było trochę gorzej a ostatnie 5km to tak różnie. Ale suma sumarum wyszło nieźle bo 20,37km przebiegłem w 1:42:54s czyli średnie tempo 5:03min/km co daje na półmaraton czas w granicach 1:46:30. Biorąc pod uwagę że miałem plecak z ubraniem i laptopem, obcisłe spodnie bo było poniżej zera myślę że uda mi się zrealizować mój wymarzony cel na Półmaratonie Warszawskim czyli zejść poniżej 1:45min.
Ale wszystkie cele na przyszły rok i imprezy w których chcę wziąć udział opiszę - jak to zwykle bywa z postanowieniami noworocznymi w okolicach Nowego Roku.
A tak poza tym parę słów o bieganiu w tym tygodniu: w poniedziałek postanowiłem przetestować jak działa ten cały gremlin podczas treningów w których określa się różne etapy z różnymi tempami. Wpisałem więc pierwszy trening jaki mam zamiar realizować w ramach mojego planu treningowego który zaczynam po świętach i pobiegłem. W sumie dużo czasu zajęło mi wpisanie tego treningu - pierwszy raz używałem oprogramowania Garmina ale doktorat z informatyki do czegoś zobowiązuje ;) w końcu zwalczyłem to jak podawać planowane tempo, dystans albo czas, ułożyć to w jeden trening i wgrać do zegarka biegowego. Podczas biegu okazało się że obsługa jest banalnie prosta, gremlin pipczy i pokazuje informacje w przejrzysty sposób - słowem testy się udały :) Przebiegłem coś takiego: 20 minut spokojnego biegu (rozgrzewka), potem 3 razy po 1600m w tempie 4:30min/km z odstępami jedno minutowymi i na koniec 10 minut wolnego biegu. Te interwały 1600m wyszły u mnie: 4:36, 4:32, 4:35 czyli w granicy błędu (ustawiłem w gremlinie tempo w zakresie 4:25-4:35). Razem wyszło 55 minut i 10,94km.
Potem we środę pobiegłem do pracy z domu - 20,16km w 1:47:29 czyli tempo średnie idealnie 5:20min/km - moje zakładane tempo maratońskie. Tym razem testowałem inną opcję gremlina czyli wirtualnego partnera. Super sprawa, nie wiedziałem że tak łatwo można sobie to ustawić i wstyd przyznać że do tej pory przeliczałem to w pamięci. Korzystałem z tego że tempo 5:20min/km dzieli się całkowicie przez 4 i co 250 metrów wychodzi 1:20s :)
Dzisiaj w piątek znowu pobiegłem do pracy ale tym razem porwałem się z motyką na słońce - ustawiłem wirtualnego partnera na 4:58min/km bo chciałem spróbować czy dam radę przebiec półmaraton w 1:45. Do 10 kilometra było fajnie i z lekkim zapasem, potem do 15km było trochę gorzej a ostatnie 5km to tak różnie. Ale suma sumarum wyszło nieźle bo 20,37km przebiegłem w 1:42:54s czyli średnie tempo 5:03min/km co daje na półmaraton czas w granicach 1:46:30. Biorąc pod uwagę że miałem plecak z ubraniem i laptopem, obcisłe spodnie bo było poniżej zera myślę że uda mi się zrealizować mój wymarzony cel na Półmaratonie Warszawskim czyli zejść poniżej 1:45min.
Ale wszystkie cele na przyszły rok i imprezy w których chcę wziąć udział opiszę - jak to zwykle bywa z postanowieniami noworocznymi w okolicach Nowego Roku.
środa, 23 listopada 2011
Gremlin kontra RunKeeper
Właściwie dokładny temat powinien brzmieć: "Garmin Forerunner 305 z najnowszym oprogramowaniem kontra RunKeeper na iPhone 3GS" bo wyniki testu zależą oczywiście i od oprogramowania obu przeciwników jak i od użytego sprzętu. Możliwe że na innym telefonie wyniki wyglądałyby inaczej - na przykład najnowszy iPhone 4S odczytuje dane i z GPS i z rosyjskiego odpowiednika Glonass więc może ma dokładniejsze wyniki.
No ale mamy to co mamy więc porównanie które dzisiaj zrobiłem polegało na tym że włączyłem gremlina (bardzo podoba mi się ta ksywka którą znalazłem na blogu Bartka (przebiec maraton)) i jednocześnie RunKeepera w telefonie. Znalazłem "sposoba" na długie szukanie satelit przez gremlina - po prostu włączam go jak zaczynam się przebierać (i wystawiam za drzwi żeby sobie łapał satelity). Zanim skończę, szczególnie teraz gdy jest zimno, to już gremlin wie dokładnie gdzie jest i jest gotowy do akcji. Po skończonym biegu wersja z telefonu automatycznie wysłała się na serwer RunKeeper'a a wersję z gremlina zaimportowałem do RunKeepera - mają fajną wtyczkę do przeglądarki Firefox dzięki czemu można bezpośrednio z ekranu dodawania nowej aktywności na stronie runkeeper.com kliknąć "import from Garmin device" potem wybrać aktywność z historii gremlina i voila - mamy w kilka sekund zaimportowany bieg. Potem wersję z telefonu ustawiłem jako trasę (route) dla biegu zarejestrowanego gremlinem i uzyskałem na jednej mapie obie linie.
Wynik zobaczcie sami - wyciąłem dwa małe kawałki z mojego dzisiejszego biegu ok 10 km:
linia niebieska - wersja z telefonu
linia czerwona - wersja z gremlina
Tutaj gremlin jak po sznurku pokazuje trasę po uliczkach osiedla a telefon zapamiętywał że biegałem po domach a zakręty ścinał zakłamując nawet blisko 10m od drogi:
Gremlin poprawnie prowadzi ślad po chodniku wzdłuż ulicy a zakręty ścina minimalnie a telefon rzuca po ładnych kilka metrów w bok a na zakrętach dużo więcej:
W sumie wynik wyszedł bardzo zbliżony - różnica to 50 metrów na 10km (0,5% różnicy) ale to dlatego że telefon ścinał ostro zakręty (skracając dystans) a jednocześnie rzucał punkty na boki (wydłużając dystans). Na prostej trasie będzie więc zawyżał długość biegu a na trasie z większą ilością zakrętów znacznie zaniży. Dodatkowo, co już zauważyłem podczas biegania po lasach, RunKeeper w telefonie potrafi zwariować i rzucić punkt o wiele kilometrów w bok.
Dzisiejszy test upewnił mnie że jednak gremlin to gremlin - do biegania rekreacyjnego i do planów treningowych dla specjalistów jest dużo lepszy.
A co do samego treningu - pobiegłem 10km w spokojnym tempie trochę ponad 5km/min. Staram się ten ostatni miesiąc przed rozpoczęciem planu treningowego popracować nad wytrzymałością. Dlatego w planach mam teraz długie wybieganie w week-end i jak wszystko pójdzie po mojej myśli to powinno się udać pobiegać przy świetle słonecznym! Mała rzecz a cieszy po ciągłym bieganiu po ciemku.
No ale mamy to co mamy więc porównanie które dzisiaj zrobiłem polegało na tym że włączyłem gremlina (bardzo podoba mi się ta ksywka którą znalazłem na blogu Bartka (przebiec maraton)) i jednocześnie RunKeepera w telefonie. Znalazłem "sposoba" na długie szukanie satelit przez gremlina - po prostu włączam go jak zaczynam się przebierać (i wystawiam za drzwi żeby sobie łapał satelity). Zanim skończę, szczególnie teraz gdy jest zimno, to już gremlin wie dokładnie gdzie jest i jest gotowy do akcji. Po skończonym biegu wersja z telefonu automatycznie wysłała się na serwer RunKeeper'a a wersję z gremlina zaimportowałem do RunKeepera - mają fajną wtyczkę do przeglądarki Firefox dzięki czemu można bezpośrednio z ekranu dodawania nowej aktywności na stronie runkeeper.com kliknąć "import from Garmin device" potem wybrać aktywność z historii gremlina i voila - mamy w kilka sekund zaimportowany bieg. Potem wersję z telefonu ustawiłem jako trasę (route) dla biegu zarejestrowanego gremlinem i uzyskałem na jednej mapie obie linie.
Wynik zobaczcie sami - wyciąłem dwa małe kawałki z mojego dzisiejszego biegu ok 10 km:
linia niebieska - wersja z telefonu
linia czerwona - wersja z gremlina
Tutaj gremlin jak po sznurku pokazuje trasę po uliczkach osiedla a telefon zapamiętywał że biegałem po domach a zakręty ścinał zakłamując nawet blisko 10m od drogi:
Gremlin poprawnie prowadzi ślad po chodniku wzdłuż ulicy a zakręty ścina minimalnie a telefon rzuca po ładnych kilka metrów w bok a na zakrętach dużo więcej:
W sumie wynik wyszedł bardzo zbliżony - różnica to 50 metrów na 10km (0,5% różnicy) ale to dlatego że telefon ścinał ostro zakręty (skracając dystans) a jednocześnie rzucał punkty na boki (wydłużając dystans). Na prostej trasie będzie więc zawyżał długość biegu a na trasie z większą ilością zakrętów znacznie zaniży. Dodatkowo, co już zauważyłem podczas biegania po lasach, RunKeeper w telefonie potrafi zwariować i rzucić punkt o wiele kilometrów w bok.
Dzisiejszy test upewnił mnie że jednak gremlin to gremlin - do biegania rekreacyjnego i do planów treningowych dla specjalistów jest dużo lepszy.
A co do samego treningu - pobiegłem 10km w spokojnym tempie trochę ponad 5km/min. Staram się ten ostatni miesiąc przed rozpoczęciem planu treningowego popracować nad wytrzymałością. Dlatego w planach mam teraz długie wybieganie w week-end i jak wszystko pójdzie po mojej myśli to powinno się udać pobiegać przy świetle słonecznym! Mała rzecz a cieszy po ciągłym bieganiu po ciemku.
poniedziałek, 21 listopada 2011
Test Gremlina na zwykłej trasie
Dzisiaj zabrałem po raz pierwszy Gremlina na moją zwykłą trasę treningową. Wrażenia mam takie: po pierwsze długo znajduje satelity - to mi się BARDZO nie podoba. W telefonie znalezienie satelitów trwa sekundę, bardzo ale to bardzo rzadko trwa dłużej. Pocieszam się że mogę ten czas wykorzystać na jakieś rozgrzanie, wymachy ramion (ale w instrukcji piszą żeby gremlinem nie machać jak szuka satelit!), rozciąganie itp.
Wrażenia pozytywne: dokładniej moim zdaniem odczytuje położenie (ale różnica nie jest duża). Łatwiejsza obsługa - podświetlenie można włączyć i w nocy widzę wszystko co mnie interesuje odnośnie mojego biegu. Łatwiej się kontroluje tempo biegu a jak dokupię pulsometr to i tętno.
W sumie na początku się trochę podłamałem tym że nie mogę od razu ruszyć z kopyta bo ustala swoje położenie początkowe ale już po chwili od kiedy wybiegłem wiedziałem że Gremlin to jest to! Będę go zabierał ze sobą zawsze jako podstawowy sprzęt do kontroli treningu a telefon będzie tylko służył do słuchania muzyki albo radia czy też do rozmawiania w razie jakiejś sytuacji awaryjnej.
A co do samego treningu - próbowałem przebiec 7 okrążeń mojej trasy (razem ok. 10 km) i na końcu każdego odcinka robić przebieżkę długości około 450m w trakcie której biegłem trochę szybciej ale najbardziej starałem się kontrolować styl biegnięcia. No i chyba pierwszy raz mi to jakoś wyszło.
Wrażenia pozytywne: dokładniej moim zdaniem odczytuje położenie (ale różnica nie jest duża). Łatwiejsza obsługa - podświetlenie można włączyć i w nocy widzę wszystko co mnie interesuje odnośnie mojego biegu. Łatwiej się kontroluje tempo biegu a jak dokupię pulsometr to i tętno.
W sumie na początku się trochę podłamałem tym że nie mogę od razu ruszyć z kopyta bo ustala swoje położenie początkowe ale już po chwili od kiedy wybiegłem wiedziałem że Gremlin to jest to! Będę go zabierał ze sobą zawsze jako podstawowy sprzęt do kontroli treningu a telefon będzie tylko służył do słuchania muzyki albo radia czy też do rozmawiania w razie jakiejś sytuacji awaryjnej.
A co do samego treningu - próbowałem przebiec 7 okrążeń mojej trasy (razem ok. 10 km) i na końcu każdego odcinka robić przebieżkę długości około 450m w trakcie której biegłem trochę szybciej ale najbardziej starałem się kontrolować styl biegnięcia. No i chyba pierwszy raz mi to jakoś wyszło.
piątek, 18 listopada 2011
Gremlin gremlin
Takie oto cudo znalazłem na allegro po bardzo okazyjnej cenie. Pierwsza próba generalna - już zaraz w moim rodzinnym Lęborku o czym niedługo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
ADs
wczytywanie..








