Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przełaje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przełaje. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 czerwca 2015

Wyzwanie RW 2/19: Summer Breeze Halfmarathon



Zeszły tydzień był trochę mniej intensywny. Miałem w planach start w półmaratonie Summer Breeze w Londynie - kameralnej imprezie w parku Wimbledon. Strasznie mi się ona spodobała i żałowałem tylko że nie pojechaliśmy z córkami - to była rodzinna impreza z piknikiem na łąkach w tym parku, zabawami dla dzieci, kocami na trawie i wszystkimi takimi "szykanami" :)

Na miejsce przyjechaliśmy samochodem z biegowym kolegą Zbyszkiem i oczywiście z żoną. Jak to w Londynie - spotkaliśmy całkiem sporo Polaków którzy biegli razem z nami (pozdrawiam!). Ja zrobiłem trzy kilometry rozgrzewki i poszliśmy na start. Nie miałem za bardzo śmiałości przepychać się start (a powinienem patrząc na wyniki) i po starcie chwilkę musiałem się przedzierać. Start był z dużej łąki po której trzeba było przebiec ładne kilkaset metrów zanim dopadliśmy do lasu. Pogoda była iście angielska - najpierw drobniutki deszcz, ale przed biegiem wyszło słońce i zrobiło się gorąco. Dobrze że nawet więcej niż połowa biegu była w lesie, inaczej byłoby za gorąco. No ale wracając - wbiegliśmy w las i zaczęły się schody. Główny problem polegał na tym że biegłem szybko. Na tyle szybko że już na pierwszym kilometrze byłem tak na oko w pierwszej piętnastce zawodników :) co gorsza to był ogólnie dostępny park gdzie chodzili spacerowicze z psami a trasa naszego półmaratonu była wyznaczona żółtymi znakami. Różnymi - a to wbita w ziemię kwadratowa żółta tabliczka (wielkości 10 centymetrów), a to pachołek z opartą żółtą tabliczką z czarną strzałką pokazującą kierunek trasy. Na większości zakrętów stała obsługa biegu o pokazywała kierunek, no ale właśnie - na większości a nie na wszystkich zakrętach. Ja powoli przesuwałem się do przodu w klasyfikacji, w pewnym momencie biegłem uparcie ok. 10 metrów za (tak na oko) chyba Włochem. Zbiegamy z kolejnej górki, on się zatrzymuje, cofa do mnie i coś mówi - jasne jest że nie wie gdzie biec :) ja tylko rozłożyłem ręce i krzyczę do niego "I have no idea!". Rozejrzałem się i zobaczyłem żółty znak w kształcie stopy ze strzałką (znak był też wielkości stopy, przypięty do drzewa). 
W sumie na tym biegu zgubiłem się 3, może 4 razy, ale nie miało to wpływu na wynik - to były takie zgubienia się na dwa czy trzy kroki tylko. Na drugiej pętli było dużo łatwiej :) za to na drugiej pętli się wywaliłem na podbiegu. Acha, podbiegi - były dwie spore górki pod większą na drugiej pętli ledwo podbiegłem bez przechodzenia do marszu. Mam wrażenie że mogłem podejść krótki odcinek i nie byłoby wolniej niż to co odstawiałem próbując wbiegać. 
Półmaraton był na dwóch kółkach po 10km przy czym na pierwszym była dodatkowa pętelka która miała mieć te brakujące 1100m. Mój zegarek wariował (innych też) więc nie wiem jaki to był dystans, mi zmierzył 20,38km. Po pierwszym kółku zobaczyłem za startem moją żonkę która mnie dopingowała (a miała biegać :) no ale pobiegała, tylko przerwą zrobiła żeby mi pokrzyczeć). Jak widać na zdjęciach poniżej czułem się świetnie i byłem wtedy na 10-tej lokacie!
Na drugim kółku za połową dopadło mnie dwóch ścigaczy. Wtedy tego nie wiedziałem ale po wynikach widać że wybiegli w drugiej fali i  mieli czas netto aż 2 minuty lepszy od mojego. W brutto różnica nie wyszła duża bo próbowałem walczyć - wyprzedziłem ich na zbiegu i na 2km przed metą byłem nadal 10-ty :) no ale mieli dużo więcej sił i ostatecznie wbiegłem na metę jako 12-ty zawodnik! Ukończyło natomiast aż 450 osób więc byłem w pierwszych 3%!

W sumie to była super impreza - po lesie, trochę po łące, podłoże - ścieżka leśna, trochę nawet błota się trafiło. Podbiegi całkiem spore - dwie sztuki razy dwie pętle to razem cztery. Bardzo fajna oprawa i obsługa, koszulka techniczna, napoje, banan no i całkiem ładny medal. Myślę sobie że może i za rok się uda tam polecieć.

No to jeszcze zrzut z endo, trochę zdjęć i na koniec podsumowanie w tabelce zeszłego tygodnia.

Niestety szczerze trzeba przyznać że za mocno (znowu!) zacząłem

Zaraz po starcie

Przepychamy się do przodu

Jeszcze dycha i meta!

Po pierwszym kółku - biegnę "na gazelę"

Reprezentacja z Polski z medalami

Grawerowanie za metą

Medal tak wyglądał z przodu

A z tyłu sobie taki napis walnąłem

Niedzielne rozbieganie - jak angielska wieś to musi być pub

Angielskie domki czyli cottages

Rozbieganie następnego dnia - widoki z angielskiej wsi


Tabelkowe zestawienie drugiego tygodnia:

TreningPlanRealizacja
Poniedziałekwolnewolne
WtorekWB1 2km + spr 5'
+ WB2 6km 4:10/km
+ 2km trucht
rower do i z pracy 36,5km
bieg wieczorem wg planu
trudno było bo rower za szybko
ŚrodaWB1 10km + spr 10'
+ R 5x100m/100m
zgodnie z planem
Czwartekwolnewolne
PiątekWB1 3km + spr 5'
+ R 5x100m/100m
zgodnie z planem
Sobotapółmaraton3km rozgrzewki
półmaraton: 1:32:24
Niedzielawolne albo WB1 8kmspokojne 8km

DyscyplinaDystansCzas
Bieganie60,46km5:15:27
Rower36,37km1:27:45

Jak widać po liczbach ten tydzień był luźniejszy od poprzedniego - to przez to zluzowanie przed startem. Było naprawdę fajnie, mam nadzieję że ten start dużo mi dał treningowo mimo mniejszej objętości w tym tygodniu.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Kurs na Chełmską


W ostatnią sobotę, na zakończenie całkiem udanego urlopu nad naszym morzem byliśmy gościnnie w Koszalinie. Całkiem rozbiegane to miasto - już rok temu biegłem tutaj w biegu "Z Biegiem Natury", mają dość słynną już Nocną Ściemę, a teraz okazuje się że mają jeszcze "Leśne Piątki" i klub dla biegających kobiet "Babeczki" :) Zresztą cały repertuar możecie sprawdzić tutaj: http://biegnijmy.pl/.
Tereny mają też naprawdę świetne, przynajmniej poza miastem. Lasy na bardzo pofałdowanym terenie - biegać na tempo pewnie byłoby bardzo trudno, ale za to bardzo przyjemnie a na formę wpływa to bardzo dobrze.
Ma też Koszalin bardzo prężnie działający klub biegaczy. Co mi się najbardziej podoba, to że są w stanie zorganizować bardzo fajne imprezy bez opłat startowych! Tak jak zeszłoroczny bieg, tak i ten ostatni były za darmo, a "w zamian" za to dostaliśmy w tym roku:
- numer startowy
- czujnik do pomiaru czasu (niestety mierzono tylko czas brutto - mata odczytująca czujniki była tylko na mecie)
- zabezpieczenie trasy (zamknięta, oznaczona, wolontariusze na najważniejszych zakrętach)
- punkt z wodą
- dla startujących dzieci i kobiet drożdżówki za darmo
- darmowe wejście na wieżę widokową
- koszulka bawełniana
- medal i mała butelka wody na mecie
W sumie jak dla mnie to naprawdę fajny ten "zestaw startowy". Do wyboru były dwie długości trasy: 5km i 10km. Wyboru należało dokonać w momencie kończenia pierwszego kółka (a nie przy zapisach) - w lewo meta, w prawo drugie kółko. Trasa była po lesie z wbiegnięciem na tytułową Górę Chełmską na której jest sanktuarium maryjne. Oprócz tego jest tam też fajna wieża widokowa.
Na bieg przybyliśmy całą rodziną, w dodatku nie tylko najbliższą - w sumie 7 osób. W dodatku na miejscu spotkaliśmy znajomego który jak się okazało też biega :) Atmosfera rodzinna, no ale mimo obsuwy z racji startu honorowego na szczycie (o 12:00) w końcu nadszedł ten moment gdy wszyscy sobie spacerkiem poszli pod górkę a my musieliśmy wypluwać płuca na koszalińskich podbiegach.
Trasa była malownicza, ale trudna. Najgorszy odcinek był pod koniec pętli gdy trzeba było wbiec na tą Górę Chełmską. Cała trasa składała się właściwie tylko ze zbiegów i podbiegów, ale taki długi ciągły podbieg na ostatnim kilometrze czy półtora dawał się szczególnie we znaki. Ja skorzystałem z doświadczeń z Falenicy i całkiem nieźle to wyszło: na podbiegu skrócić krok i utrzymać kadencję a na zbiegu nie hamować tylko przebierać nogami jak Flinston żeby się nie przewrócić. Dzięki tamu na podbiegach może i trochę traciłem do innych, za to na zbiegach wyprzedzałem ich znowu :)
Taktyka zadziała bardzo dobrze: na pierwszym kółku wyprzedziłem masę biegaczy (wtedy biegli z nami też ci z krótszej trasy: 5km) a na drugim prawie nikt mnie nie wyprzedził (chyba trzy osoby które ja wcześniej na pierwszym kółku wyprzedziłem), za to mi się udało kilka osób wyprzedzić.

A jak efekty: zmierzyłem sobie sam czas netto 46:45, wg organizatorów miałem 47:12. Stanąłem niestety prawie na samym końcu bo skoro były czujniki do pomiaru czasu na nogę to byłem pewny że będzie pomiar netto. Maty na starcie nie mogłem dojrzeć, więc zegarek włączyłem kilka sekund za bramą startową. No więc powiedzmy że netto tak naprawdę miałem 46:50. Myślałem że będę miał poniżej 45 minut, ale po fakcie muszę przyznać że to był dobry czas (na takiej trasie).
Najlepiej o tym świadczy klasyfikacja: zająłem 21 miejsce na 128 startujących na 10km. Tylko około 25 zawodników z trasy 5km dobiegło to pierwsze kółko przede mną (na 276 którzy wystartowali). Dodatkowo po raz pierwszy w życiu nie było na mecie przede mną żadnej kobiety - aż się zdziwiłem, nawet z trasy 5km.
Generalnie to był bardzo fajny bieg - w terenie, z miłym towarzystwem i zadowalającym wynikiem. Mam nadzieję że to już będzie taka tradycja że każda wizyta w Koszalinie to będzie kolejny start po koszalińskich lasach :)
Acha no i muszę podziękować mojemu "menedżerowi" czyli małżonce która ten bieg znalazła - dzięki niej mogłem się zapisać i pobiec :)

Na koniec trochę zdjęć. U góry - zarazm po biegu ze znajomym - Danielem Tuskiem, który mimo jak twierdzi tylko 1,5 miesiąca biegania pobiegł na tej trudnej trasie 33:29 (czyli pewnie ściemnia, biega od dawna ;) ). Poniżej: z córkami przed startem, potem artystyczne ujęcie w końcówce drugiego kółka i już za metą z medalem na szyi.




ADs