czwartek, 1 listopada 2018

Bieg po dynię 2018



W tym roku Bieg po dynię udał się nam znakomicie. Dopisała pogoda, impreza była jak zwykle fajnie zorganizowana, na miejscu jest mały piknik z dynią w roli głównej - można kupić, pomalować itd. Na boisku szkolnym w Lesznowoli były zorganizowane zabawy dla dzieci w różnym wieku - co się nań przydało bo przyjechaliśmy całą ferajną.
Najpierw pobiegła Agatka:


Potem Małgosia:


W końcu reszta rodziny: Karolina stanęła gdzieś bardziej z przodu niż ja, bo ja stanąłem zupełnie na szarym końcu -żeby nie przeszkadzać innym moim wózkiem biegowym. W wózku oczywiście nasza mała Alicja dzielnie siedziała i czekała podstępna dziewczyna kiedy zacząć krzyczeć ;) a jako że Tatuś zapomniał o smoczku (i dobrze, niech się odzwyczaja!) to nie było ostatniej deski ratunku na wypadek buntu na pokładzie. Pocieszałem się źe to tylko 20 minut więc damy radę, plan był żeby przyspieszyć w razie problemów :)

Ruszyliśmy w południe. Najpierw kółko wokół stadionu - fajnie się biegło po zewnętrznym torze z tym wózkiem mijając dziesiątki biegaczy :) ale najlepsze było potem na trasie, bo biegnąc równo (mniej więcej) po 4:00/min dalej wyprzedzałem i trochę się ludzie dziwili że mija ich niespełna dwuletnie dziecko w wózku :) !
A mnie biegło się super... przez 2km oczywiście - potem spuchłem - jeszcze mój uraz daje znać, nie chodzi o to że boli nawet, tylko o ten mój spadek wydolności, chociaż trochę to z samym urazem też jest myślę związane. Tempo więc trochę spadło: 4:20, 4:30, 4:20 i w sumie 21:12 na piątkę.nie jest źle - to było z wózkiem i z nadrobieniem dystansu przez to omijanie ludzi na początku biegu...
Ale i tak najlepsze w tym wszystkim było to sportowe spędzenie soboty całą rodziną - szczególnie z najmłodsza w wózku, która robiła furorę :)










Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

ADs