niedziela, 22 lutego 2026

Wiązowska Piątka

 

No to sezon na bieganie po asfalcie uważam za otwarty! Dzisiaj pierwszy taki start i trochę nietypowo było, bo jednak zima dała się nam we znaki i trudno było robić treningi szybkościowe. Nie było tak zupełnie to niemożliwe, bo jednak na siłowni się parę razy udało, poza tym na dworze też kilka razy - były trochę chodniki odśnieżone i jakoś tam się udawało. Mimo to nie byłem pewny mojej formy, więc ustaliłem sobie plan taki: pierwsza połowa po 4:00/km i wtedy przyspieszyć, a w najgorszym przypadku utrzymać to tempo i złamać na otwarcie sezonu 20 minut. 

Muszę się przyznać że zmęczyło mnie to ważenie jedzenia (które zawsze i dość szybko zbijało mi wagę) i przestałem to robić. Zaczęli mi ludzie mówić że za chudy jestem :) więc od początku lutego już tego nie robię. Na razie nie ma to widocznego złego wpływu - waga może troszkę podskoczyła, ale jest na 77kg i to mnie zadowala (gdy nie liczyłem kalorii była 78-79, więc i tak jest niższa). Ale w sumie to lekki argument za troszkę gorszym wynikiem, bo minimalnie wyższa ta waga jest niż w styczniu.

Rok temu udało się otworzyć sezon w Wiązownie wynikiem 19:34, po cichu chciałem to powtórzyć, ale plan minimum to było złamanie 20 minut. Pojechaliśmy we dwójkę z Żonką na ten bieg, byliśmy wcześniej na miejscu - zaparkowałem trochę dalej, odebraliśmy pakiety, zrobiliśmy rozgrzewkę - u mnie było aż 4km, taka dłuższa lepiej mi się wydaje na mnie działa (były ćwiczenia i przebieżki). Pogoda się bardzo poprawiła - wreszcie koniec mrozów, więc było naprawdę dobrze do biegania. No może trochę mokro i przy szybkim bieganiu to błoto z roztopionego śniegu zrobiło kałuże, które sobie na plecy wrzucaliśmy w postaci kropel z butów (w ilościach hurtowych). Ale nie było wiatru (wyjątek w Wiązownie) i ogólnie to warunki były chyba znakomite do szybkiego biegania. 

A szybkie bieganie to w Wiązownie standard. W zeszłym roku ledwo zmieściłem się z tym moim 19:34 w czwartej setce biegaczy! Ustawiłem się więc w tym roku nie za bardzo z przodu - tuż przed pierwszym zającem na 20 minut (bo planowałem lekko złamać te 20 minut). Ustawiłem zegarek na łapanie okrążeń co 500 metrów, żeby potem przeanalizować dokładnie tempo i wirtualnego partnera na tempo 4:00/km - żeby w pierwszej połowie biegu je kontrolować (a potem przyspieszyć).

Trasa jest prosta - ulicą spod szkoły prosto, jeden lekki skręt i po 2,5km zawrót do startu. Na ziemi były oznaczenia co 500m, a stojące oznaczenia flagami wyznaczały kilometry. Mimo ogromu biegaczy nie było tłoku na starcie - to mi się spodobało. Udało mi się trzymać równe tempo od początku. Biegło się dobrze, chociaż nie było łatwo, ale nie cierpiałem na początku. Przy nawrotce nadal miałem dobry, równy czas. Bałem się tej mokrej nawierzchni i jakiejś wywrotki albo tłoku na nawrotce, ale nic takiego się nie wydarzyło (polecam adidasy pod względem przyczepności - mam te adizero już od dawna i nigdy mnie nie zawiodły). Po nawrotce zaczęły się schody oczywiście. Miałem przyspieszyć, ale czułem że nie da rady dzisiaj. Starałem się więc nie odpaść. Wyprzedził mnie jednak pierwszy, a potem drugi zająć na 20 minut. Zegarek pokazywał mi równe tempo - to było dziwne, rok temu nie było tu więcej dystansu, więc raczej zegarek powinien pokazywać dobre tempo. Starałem się utrzymywać równe tempo, ale było coraz ciężej. Pamiętam, że chciałem przyspieszyć - przekonywałem sam siebie że jeszcze 6 minut (po 3,5km) i troszkę się postaram, a złamię te 20 minut. Z wyliczeń wychodziło mi że zaczynam odpadać (i te zające mi to uświadamiały, skoro mnie wyprzedzili). Byłem troszkę chyba spóźniony względem planu, ale starałem się, na ostatnich 500m przyspieszałem, wbiegłem na metę i.... 

20:01

Nosz kurczę blade :) No trudno - w sumie to jest wynik zgodny z planem minimum (w granicach błędu powiedzmy), ale będę próbował go sporo w tym roku poprawić :) Patrząc na statystki: tętno rosło, nie było odpadnięcia. Patrząc na tempo - tylko 9-te okrążenie (4-4,5km) było za wolne - tam straciłem 3 sekundy, ale wszystkie pozostałe były naprawdę równe z minimalnym rozrzutem rzędu do 2 sekund tylko. No w sumie - nie jest źle, można powiedzieć że jak na start sezonu to jest co robić, ale wstydu nie ma :)

To teraz mobilizacja - najważniejsze dla mnie będzie:
- porządne biegi długie (bo jeszcze w tym planie mi się nie przydarzyły)
- biegi tempowe wpleść żeby połówkę dobrze przebiec

Bo teraz kolejny sprawdzian to Półmaraton Warszawski - i to już za cztery tygodnie (!) i to będzie mój start kontrolny przed maratonem w Zurychu. W zależności od tego jak dobrze mi w Warszawie pójdzie taki sobie ustalę plan na Zurych. Chciałbym w Warszawie pomyśleć o 1:30 (ale to może być nierealne), a w Zurychu 3:20 (i tego będę bronił jak najbardziej, bo marzenia o 3:15 to chyba nie wypalą...)

Fajnie było zacząć ten sezon w Wiązownie!  



 

 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

ADs