Drugi ze startów tej jesieni - akurat się fajnie chronologicznie ułożyły że coraz dłuższe dystanse mam. Poprzednio przypomnę była Praska Piątka, gdzie miałem 21:17 na 5km. Patrząc na ten wynik to w/g kalkulatora Danielsa powinienem się spodziewać czasu 44:10 na dychę. Problem był tylko w tym, że ja nie wiedziałem czy w ogóle pobiegnę. Szczegóły opiszę przy podsumowywaniu kolejnych dwóch tygodni, ale tak krótko: we wtorek podczas treningowych 10km szybszych (wyszły @4:45) noga mnie znowu zabolała i to na tyle mocno że się wystraszyłem. Zrobiłem dwa dni odpoczynku i potem krótkie i spokojne biegi w piątek i sobotę były OK. No ale strach pozostał... więc już nawet myślałem że pobiegniemy we dwójkę z Żonką spokojnym tempem. W końcu to chyba ona mnie zmobilizowała i ustaliłem, że jak na rozgrzewce będę się czuł dobrze to spróbuję pobiec szybko.
Z tego powodu miałem plan maksimum 44 minuty i plan minimum 45 minut. Rozgrzewka poszła dobrze - trzy kilometry bez bólu, chociaż ciągle mam jakieś dziwne odczucia z tej nogi (może to trochę psychosomatyczne już jest :) ). Ustawiłem więc wirtualnego partnera na tempo 4:25/km i ręcznie chciałem łapać kilometry. Na starcie udało mi się znaleźć w dobrej strefie - między zającami na 44 i 45 minut i w dobrym czasie - niewiele przed startem, żeby rozgrzewka nie poszła na marne.
Po starcie było fajnie - nie było problemu z tłokiem, dużo kibiców, początek trasy przez fajne, turystyczne miejsca. No a potem oczywiście - Most Poniatowski... jak to na moście podbieg i potem zbieg. Mi się biegło dobrze, chociaż było trudno. Od startu byłem trochę za zającami na 44 minuty i w sumie dzięki temu nie musiałem w ogóle patrzeć na zegarek i pilnować tempa. Na początku biegu człowiek ma dużo sił i taki bieg za zającem pomaga się opanować. Kontrolowałem się więc i nie wyprzedzałem zająców, trzymając się trochę za nimi. Zresztą oni biegli trochę za szybko, w dodatku na mój plan maksimum - więc to mnie skutecznie powstrzymało i nie wyprzedzałem ich.
Kilometry próbowałem łapać ręcznie, oczywiście przegapiłem dwa razy, ale pierwsza połowa była dość równo: pierwsze dwa km po 4:19, trzeci 4:18, czwarty i piąty po 4:21. Na nawrotce było więc 5km w czasie 21:42 - co dałoby super wynik na mecie poniżej planu maksimum - około 43:25. No tylko że po nawrotce była ta trudniejsza połowu biegu. Najważniejsze że nic nie bolało, ale moja wydolność w porównaniu do początku roku to szoruje po dnie.. więc tempo niestety już nie było tak dobre.
Jeszcze szósty kilometr był bardzo ładnie: 4:23, natomiast potem trzy kilometry były strasznie słabe - 4:42, 4:32 (bo trochę chciałem się ogarnąć) i znowu 4:41... Ostatni dziesiąty kilometr jednak całkiem ładnie bo po 4:22. Dodając trochę czasu z powodu dłuższego dystansu (zegarek policzył mi 10,07km) to na końcu wyszedł
44:38
I jak zwykle pytanie - cieszyć się czy nie? Ja się cieszę, bo jeszcze przed biegiem bałem się czy w ogóle dam radę. Teraz piszę to wieczorem i nadal nic nie boli - to najważniejsze. Coś tam ciągnęło jeszcze, ale mam duże nadzieje na to że już całkowicie mogę uznać kontuzję za wyleczoną. Na wszelki wypadek mam wizytę na środę umówioną u fizjoterapeuty (robi też USG zawsze) więc przed półmaratonem za tydzień w Manchesterze sprawdzę czy na pewno wszystko jest w porządku.
No to podsumowując - fajnie było: słonecznie, dużo za ciepło - próbowałem jakoś podnosić koszulkę, polewałem się wodą na punktach. Patrząc na tętno to nie obijałem się - doszło do 181, średnio było 174 - trochę wyższe mogłoby być, ale głównym powodem jest ta ogólna obsuwa w wydolności przez pauzowanie od treningów z powodu mojej nogi. W sumie też i waga jest wyższa, bo 79kg czyli wróciła do normy (a było 77kg przed kontuzją - jak się odchudziłem trochę).
Ale żeby nie marudzić - naprawdę się udał ten bieg, pobiegliśmy we dwójkę, mi się nic nie stało w nogę i teraz plan jest jasny: za tydzień połówka w Manchesterze, potem za 5 tygodni maraton w Nicei. Treningi jednak zmienię - zrezygnuję z wszystkich bardzo szybkich interwałów i skupię się na tempowych i długich biegach. Żeby nie uszkodzić sobie nic w tej końcówce sezonu i dobiec w dobrym stanie na tych dwóch ostatnich startach sezonu.






























