poniedziałek, 12 października 2026

Nicea 2026 7-9/13 dwa starty i powolne postępy


Zaczynam już się zbliżać do końcówki tego dziwnego plan maratońskiego. Najdziwniejsze w nim jest to, że pierwszy raz chyba muszę się zmagać z kontuzją. Właściwie to była ona jakiś czas temu i to już są tylko takie "efekty uboczne", ale jednak ma to wielki wpływ. W trakcie tych trzech tygodni miałem dwa starty, które opisałem w poprzednich wpisach:

Warszawska Dycha

Półmaraton Manchester

Całe te trzy tygodnie wyglądały tak:

Data Tydzień Dzień Plan Realizacja Dystans
21.09.2026 7 Poniedziałek wolne wolne 0,00
22.09.2026 7 Wtorek 10km @4:30 Rano rower 21,km, po pracy bieg: próbowałem 4:45/km i udało się, ale zabolało znowu 15,45
23.09.2026 7 Środa BS 10km wolne – bo przestraszyłem się bólu dzień wcześniej, tylko rower po pracy 20,5km 0,00
24.09.2026 7 Czwartek 16km @4:30/4:00 Dalej wolne – bo ból we wtorek był za mocny 0,00
25.09.2026 7 Piątek basen Spokojnie 7,5km a wieczorem basen 7,53
26.09.2026 7 Sobota BS 10km Rano spokojnie 7,5km 7,52
27.09.2026 7 Niedziela Warszawska Dycha Rozgrzewka + start 10km w 44:38 i nie bolało! 13,10
28.09.2026 8 Poniedziałek siła Siłownia z córką 43’ 0,00
29.09.2026 8 Wtorek BS + rower Rano rower do pracy, powrót biegiem ale spokojnie bo nie miałem siły szybko 7,32
30.09.2026 8 Środa BS + rower Rano do pracy biegiem, powrót rowerem 7,28
1.10.2026 8 Czwartek BS Rano spokojnie 7km 7,07
2.10.2026 8 Piątek wolne wolne 0,00
3.10.2026 8 Sobota Park Run Manchester Park Run 24:04 9,12
4.10.2026 8 Niedziela Półmaraton Manchester Plan minimum 1:40, średni 1:38:30, maksimum 1:37. Wynik: 1:38:02! 21,21
5.10.2026 9 Poniedziałek wolne wolne – po połówce w Manchesterze był trochę ból w nodze plus achilles się zaognił 0,00
6.10.2026 9 Wtorek 8x800m @3:50 wolne dodatkowo z powodu tych bólów 0,00
7.10.2026 9 Środa BS 10km spróbowałem tempo maratońskie – dałem radę 5km tylko @4:45 przy tętnie 166 10,54
8.10.2026 9 Czwartek 3x4km @4:20 p.3’ Spokojnie 9,58
9.10.2026 9 Piątek basen Bardzo fajnie wyszło – 1050m zdążyłem w pół godziny czyli trochę szybciej pływam! 0,00
10.10.2026 9 Sobota BS 10km Pogoda się popsuła więc na bieżni elektrycznej 11,00
11.10.2026 9 Niedziela BD 32km (8km TM) Super bieg długi się udał – 30km w tym 4km @4:45 (miało być 32 w sumie i 8km szybciej) 30,00
 

Dystans tygodniowy był: 43,6km, 52,0km, 61,1km.

W siódmym tygodniu miałem jeszcze ból na treningu we wtorek i start na 10km w niedzielę. Dystans wyszedł więc bardzo mały w ty tygodniu i z jednej strony we wtorek się przestraszyłem że trochę zabolało, ale w niedzielę na wyścigu na dychę było wszystko OK. No tylko te czasy to mam teraz zupełnie z innej półki. Z dodatkowych sukcesów - był basen!

W ósmym tygodniu fajnie udało się zacząć tydzień od siłowni z córką w poniedziałek, było znowu trochę roweru, ale to niestety miało swoją cenę - stopa spadła mi z pedału w trakcie jazdy i uderzyłem mocno achillesem w metalowy i dość ostry pedał... Byłem też na kilka dni przed startem u fizjoterapeuty - bo bałem się odnowienia kontuzji. Na szczęście po badaniu dostałem zielone światło na start i dalsze treningi. Potem był wylot do Manchesteru więc nie było w piątek basenu. W sobotę Park Run (bardzo lubię kolekcjonować na wyjeździe) i w niedzielę połówka w Manchesterze. I tutaj trzeba szczerze przyznać - sam wynik był bardzo dobry (jak na mój obecny poziom), ale było to okupione dwoma rzeczami: odczuwałem trochę ból w nodze po tym biegu (to fizjo mówi że jest normalne w procesie leczenia) ale po drugie - achilles uderzony podczas jazdy na rowerze tak jak by dostał stanu zapalnego - bo miejsce uderzenia bolało i cały achilles zrobił się dużo grubszy.

Dziewiąty tydzień zacząłem więc od dwóch dni odpoczynku. Poprawiło się trochę, więc w środę spróbowałem przebiec trochę planowanym tempem maratońskim. Udało się tylko 5km (oj słabiutki jestem nadal). W czwartek bieg spokojny, w piątek fajnie basen wyszedł - poprawiam się powoli w pływaniu. W sobotę spokojnie, a w niedzielę udało się zrobić bieg długi. Co prawda planowałem 32km (było 30km) i chciałem 8km w tempie maratońskim (było 4km), ale patrząc na to wychodzenie z kontuzji to jestem bardzo zadowolony - bo nie ma już bólu w nodze i achilles prawie wrócił do normy. 

Kilka rzeczy muszę opisać: po pierwsze ta realizacja planu nie ma się nijak do tego co zaplanowałem na początku tego cyklu. To z powodu obaw o odnowienie kontuzji - może to chuchanie na zimne, ale jestem spokojniejszy dzięki temu. Mam więc zamiar do końca tego cyklu położyć akcent na:

  • biegi długie - jeszcze dwie 30-tki z dłuższymi odcinkami na końcu w tempie maratońskim
  • biegi tempowe - to będą główne akcenty, nie będzie natomiast bardzo szybkich akcentów
  • siłownia i basen
Zostały tylko 4 tygodnie, ale cieszy mnie to, że wygląda że będzie już tylko coraz lepiej - nie mam już obaw że mi się coś odnowi. Noga sprawuje się dobrze, forma powoli rośnie. Jeszcze ta siłownia i basen mi coraz bardziej się podobają - mam nadzieję że dam radę w tej Nicei zrobić ten plan minimum (na razie myślę o 3:30) i może się uda nawet zbliżyć do planu maksimum 3:20 - to będzie naprawdę trudne, ale fajnie mieć takie ambitne plany :)
  

niedziela, 11 października 2026

Półmaraton Manchester


Manchester powitał nas całkiem fajną pogodą - dość nietypowo jak na angielskie warunki :) Polecieliśmy rodziną, chociaż najstarsza córa już została - to był początek października, a ona zaczyna studia. Więc w takiej trochę zmniejszonej do czterech osób grupie rodzinnej zaatakowaliśmy Wyspy Brytyjskie. Na miejscu spotkaliśmy się też z rodziną, przez co na zwiedzanie Manchesteru to raczej czasu tak za bardzo to nie było. Udało się jednak wyjście do typowego angielskiego pub'u i spróbowałem jakiegoś lokalnego piwa (a co można innego robić w pub'ie, nie?):


Standardowego expo nie było - mimo że w biegu miało biec aż 31 tysięcy (!!) biegaczy, to oni po prostu wysłali numery startowe wszystkim pocztą przed biegiem, a ludzie jak my (z zagranicy) i inne wyjątkowe przypadki mogli odebrać same numery startowe w sklepie Asics'a w centrum, dzień przed biegiem. Tak też zrobiliśmy - "my" bo biegliśmy w Manchesterze razem z moją szacowną małżonką. Nocowaliśmy w typowym brytyjskim domu szeregowym:
 

W sobotę rano udało mi się dołożyć do mojej kolekcji Park Run kolejną lokalizację - Manchester (właściwie to miejscowość Wythenshawe to była, zaraz pod Manchesterem - tam gdzie jest lotnisko, tam się zatrzymaliśmy żeby było wygodniej - było tak blisko że na pieszo na lotnisko się dostawaliśmy).
 
W niedzielę rano wybraliśmy się na bieg dużo szybciej (ja to zawsze na ostatnią chwilę, ale skoro biegliśmy razem, a moja Żona to lubi być dużo szybciej - no to oczywiście kompromis był taki że pojechaliśmy tak jak ona chciała :) ). Na szczęście komunikacja w Manchesterze jest dobrze zrobiona - można użyć karty kredytowej zamiast biletu, system sam przelicza najtańszą opcję. Dojechaliśmy na start wcześniej i tam się rozdzieliliśmy - bo ja miałem strefę czerwoną, a Karolina żółtą. Co ciekawe był duży rozstrzał godzin startu:
 

Jak byśmy chcieli zdążyć na moją strefę to 55 minut ona musiała by czekać na start... to bez sensu - więc dojechaliśmy jakoś tak pośrodku - ja wystartowałem w sumie o 9:28, nie wiem jaka to była strefa, ale chyba brązowa. W każdym razie było jak najbardziej OK - bo strefa czerwona to była na czas rzędu 1:30. To miało sens gdy się zapisywałem - taki miałem wtedy poziom (1:32 w Warszawie i plany na łamanie 1:30 na jesieni), ale z powodu kontuzji moje plany na ten bieg były związane z łamaniem 1:40 (minimum) i 1:38 (maksimum). Więc na starcie jak dotarłem to moja strefa już wystartowała, ja się nie rozgrzewałem wyjątkowo - bo nadal boję się że odnowi się kontuzja - i podszedłem do startu (strasznie długo to trwało - długa trasa dojścia do startu została wyznaczona), gdzie od razu mogłem wystartować. Były tam dwie grupy zająców na 1:40 - to było dla mnie idealna. Ustawiłem się za nimi (tłok był za duży żeby się przepychać przed nich), ale zegarek ustawiłem na 4:40/km czyli szybciej (oni powinni biec 4:44/km) i.. ruszyliśmy!
Ulice były pełne kibiców, szerokie, poniżej zdjęcie z poprzedniego dnia (dlatego pusto, ale w dniu biegu był naprawdę duży doping - tłumy kibiców!)


Najpierw była mała pętla w kierunku centrum, można było widzieć tych szybszych, a potem wracając tych, co wybiegli później. Widziałem zająców na 1:30 - pewnie bym gdzieś tam biegł, gdyby nie te problemy z nogą w tym roku... 
Potem była druga część - też niby-pętla, ale dużo dłuższa. Kibiców było sporo, fajnie się biegło. Pogoda była też dobra, może troszkę za ciepło na najlepsze wyniki, ale było zachmurzenie - to pomagało biegaczom. Punktów odżywczych było sporo - brałem wodę w małych buteleczkach i piłem, a resztą polewałem siebie - bo jednak jak dla mnie, to było trochę za ciepło.
Biegłem ostrożnie - tempo 4:40/km ustawione na wirtualnym partnerze było z jednej strony niewymagające (bo życiówkę pobiegłem przecież w tempie 4:02/km), ale z drugiej strony było wyzwaniem - bo z powodu przerwy w treningach (kontuzja) moja wydolność mocno spadła. Więc biegłem tym tempem pierwszą połowę biegu i potem chciałem przyspieszyć.
Plan się w pierwszej połowie udał - łapałem okrążenia co milę (niestety w Anglii mają taki dziwny zwyczaj, dobrze że oprócz tego dawali oznaczenia co 5km) i udało się te pierwsze 7 mil (półmaraton ma około 13,1 mili) przebiec równo tempem 4:40/km. 
Potem spróbowałem przyspieszyć. Ósma mila wyszła w 4:30/km, potem dwie po 4:33/km, potem 4:35/km i 4:38/km. Więc co nieco urwałem - nawet więcej niż mój plan. Wtedy nadeszła ostatnia, trzynasta mila i to był jedyny moment tego biegu z którego nie jestem zadowolony. Tempo spadło aż do 4:46/km - straciłem więc na tej mili 10 sekund do planu. 
Ostatnie finiszowe metry (około 170m) to już ładnie - 4:10/km i na mecie zameldowałem się z oficjalnym wynikiem:

1:38:02 

Zanim ktoś zapyta "a nie mogłeś przyspieszyć o te dwie sekundy???" to szybko odpowiem: nie wiedziałem, przez te oznaczenia per milę nie miałem pojęcia jak (na takim zmęczeniu) przeliczyć ile dokładnie mi brakuje czasu do mety :)
Ale tak szczerze - bardzo ładnie to wyszło, dzień przed biegiem 1:38 było moim planem maksimum i udało się (jak prawie nigdy) ten plan maksimum (prawie) osiągnąć!
Po biegu dostałem koszulkę, napoje, jakiegoś batona i pod stadionem Old Trafford czekałem na Żonkę - dobiegła w dobrej formie, bardzo zadowolona z wyniku, stylu i samej imprezy. Bo rzeczywiście - przy takim ogromie biegaczy (pisali o 31K biegaczy, ja w wynikach widzę 23K, ale może doliczają jakieś inne dystanse) organizacja była bardzo dobra.
Samo miasto nie jest za duże, nie ma też chyba za dużo atrakcji do zwiedzania dla turystów - jeden dzień wystarcza na plan minimum. Pogoda dopisała, miejscowość warta myślę odwiedzenia i mogę spokojnie polecić na taką turystykę sportową jak to ja zwykle stosuję :) 
 
 


 
 










 

 

sobota, 3 października 2026

Park Run Manchester

 


Jak tylko się da to wyjazd łączę z przebiegnięciem Park Run'a. A skoro wyjazd do ojczyzny Park Run'a to nie było to tym razem trudne. Co prawda nocleg mamy dość daleko od centrum Manchesteru (za to blisko lotniska) i z tego powodu nie było bardzo blisko, ale jednak w Wielkiej Brytanii to tych Park Run'ów jest jak psów :) Miałem aż trzy do wyboru, jednak każdy w odległości 5-6km od nas. Przylecieliśmy w piątek późno (w dodatku była obsuwa około 40 minut), ale udało się zakombinować i zdążyć na 9:00 rano do parku w Wythenshawe (to miejscowość pod Manchesterem gdzie jest lotnisko tego miasta). 

Nie było bezpośredniego połączenia od nas do żadnego z tych parków, w sumie 5km przebiec to 27-28 minut spokojnie - szybciej niż używając komunikację miejską. Wymyśliłem więc że wyjdę wcześniej, podejdę najpierw tyle co się da i ostatnie 2-3km podbiegnę w ramach rozgrzewki. Ograniczać chciałem ten bieg oczywiście z uwagi na półmaraton następnego dnia. Wyszedłem więc rano i zacząłem iść w stronę parku. Pod domkiem widoki były takie:


Po drodze - typowa brytyjska uliczka:


Pogoda piękna - słonecznie, trochę chłodno, ale w słońcu nawet troszkę za ciepło na ściganie się. Ale ja nie miałem takich planów - priorytetem jest półmaraton jutro, więc chciałem przebiec spokojnie. W parku widoki takie:


Ładne są te brytyjskie parki, obok taki budyneczek:


A biegaczy zatrzęsienie przed startem! 



Ciekawe że start był ze środka parku, zawodnicy stali szeroko rozstawieni i po prostu biegliśmy taką kawalkadą na początku. Ja nie ścigałem się, chciałem nawet zacząć po 5:30/km, ale jak spojrzałem na zegarek po jakimś czasie to zobaczyłem... 4:35/km! Postarałem się opanować - w końcu biegliśmy po trawie i pierwszy kilometr wyszedł w 4:45. Drugi już się uspokoiłem i wyszedł w 5:00. Fajnie się biegło - nie ścigałem się, starałem się wyczuć jakie tempo jutro na półmaratonie będzie możliwe - więc plan był powoli przyspieszać żeby to sprawdzić. Trasa fajna, po parku oczywiście. Wolontariusze stali na zakrętach (nie byłem pierwszy to nie miałem problemów z nawigacją). 


Powoli przyspieszałem, trzeci km w 4:51, czwarty 4:49 i piąty 4:36. 



Ta lokalizacja jest bardzo popularna - okazało się że w tej edycji było aż 426 biegaczy! Mój czas 24:04 (oficjalny) dał mi 68. miejsce. Ale co ciekawe - gdybym był w formie z wiosny i nie oszczędzał się, to spokojnie byłbym w pierwszej dziesiątce, a nawet byłyby szanse na pierwszą piątkę :)


No to mam już 19 Park Run'ów, jeszcze 6 sztuk i będę mógł sobie koszulkę 25 edycji sprawić :) No może za kilka miesięcy się uda :)
   

No to co teraz? Jutro rano Manchester Half jak to tutaj mówią. Ma być 31 tysięcy biegaczy! Pogoda ma być super do biegania - na starcie 10 stopni, bez opadów, słabiutki wiatr, potem do wieczora wzrośnie do 18 stopni, ale to będzie sporo po biegu. 

Jeszcze rozmyślam jak to zaplanować. Nie ma szans na plany, które miałem na początku roku (czyli łamanie 1:30). Według czasu z dychy (44:40) wyliczenia wskazują że powinno to być 1:38:30... ale to przy założeniu że jestem wytrenowany pod półmaraton i że nic nie zaboli. Byłem u fizjoterapeuty w czwartek - mówi że wszystko jest OK, a te pobolewania naokoło kolana to normalne przy gojeniu się mięśnia. No więc dobra - biorę to za dobrą monetę i będę walczył. Ustaliłem więc sobie plan minimalny na złamanie jutro 1:40 i spróbuję pobiec tempem 4:40/km co daje 1:38:30 na mecie. Gdyby było dobrze po 14km to przyspieszę i spróbuję złamać 1:38. Trzymajcie kciuki :) !

niedziela, 27 września 2026

Warszawska Dycha 2026


Drugi ze startów tej jesieni - akurat się fajnie chronologicznie ułożyły że coraz dłuższe dystanse mam.  Poprzednio przypomnę była Praska Piątka, gdzie miałem 21:17 na 5km. Patrząc na ten wynik to w/g kalkulatora Danielsa powinienem się spodziewać czasu 44:10 na dychę. Problem był tylko w tym, że ja nie wiedziałem czy w ogóle pobiegnę. Szczegóły opiszę przy podsumowywaniu kolejnych dwóch tygodni, ale tak krótko: we wtorek podczas treningowych 10km szybszych (wyszły @4:45) noga mnie znowu zabolała i to na tyle mocno że się wystraszyłem. Zrobiłem dwa dni odpoczynku i potem krótkie i spokojne biegi w piątek i sobotę były OK. No ale strach pozostał... więc już nawet myślałem że pobiegniemy we dwójkę z Żonką spokojnym tempem. W końcu to chyba ona mnie zmobilizowała i ustaliłem, że jak na rozgrzewce będę się czuł dobrze to spróbuję pobiec szybko.

Z tego powodu miałem plan maksimum 44 minuty i plan minimum 45 minut. Rozgrzewka poszła dobrze - trzy kilometry bez bólu, chociaż ciągle mam jakieś dziwne odczucia z tej nogi (może to trochę psychosomatyczne już jest :) ). Ustawiłem więc wirtualnego partnera na tempo 4:25/km i ręcznie chciałem łapać kilometry. Na starcie udało mi się znaleźć w dobrej strefie - między zającami na 44 i 45 minut i w dobrym czasie - niewiele przed startem, żeby rozgrzewka nie poszła na marne.

Po starcie było fajnie - nie było problemu z tłokiem, dużo kibiców, początek trasy przez fajne, turystyczne miejsca. No a potem oczywiście - Most Poniatowski... jak to na moście podbieg i potem zbieg. Mi się biegło dobrze, chociaż było trudno. Od startu byłem trochę za zającami na 44 minuty i w sumie dzięki temu nie musiałem w ogóle patrzeć na zegarek i pilnować tempa. Na początku biegu człowiek ma dużo sił i taki bieg za zającem pomaga się opanować. Kontrolowałem się więc i nie wyprzedzałem zająców, trzymając się trochę za nimi. Zresztą oni biegli trochę za szybko, w dodatku na mój plan maksimum - więc to mnie skutecznie powstrzymało i nie wyprzedzałem ich. 

Kilometry próbowałem łapać ręcznie, oczywiście przegapiłem dwa razy, ale pierwsza połowa była dość równo: pierwsze dwa km po 4:19, trzeci 4:18, czwarty i piąty po 4:21. Na nawrotce było więc 5km w czasie 21:42 - co dałoby super wynik na mecie poniżej planu maksimum - około 43:25. No tylko że po nawrotce była ta trudniejsza połowu biegu. Najważniejsze że nic nie bolało, ale moja wydolność w porównaniu do początku roku to szoruje po dnie.. więc tempo niestety już nie było tak dobre.
Jeszcze szósty kilometr był bardzo ładnie: 4:23, natomiast potem trzy kilometry były strasznie słabe -     4:42, 4:32 (bo trochę chciałem się ogarnąć) i znowu 4:41... Ostatni dziesiąty kilometr jednak całkiem ładnie bo po 4:22. Dodając trochę czasu z powodu dłuższego dystansu (zegarek policzył mi 10,07km) to na końcu wyszedł

44:38

I jak zwykle pytanie - cieszyć się czy nie? Ja się cieszę, bo jeszcze przed biegiem bałem się czy w ogóle dam radę. Teraz piszę to wieczorem i nadal nic nie boli - to najważniejsze. Coś tam ciągnęło jeszcze, ale mam duże nadzieje na to że już całkowicie mogę uznać kontuzję za wyleczoną. Na wszelki wypadek mam wizytę na środę umówioną u fizjoterapeuty (robi też USG zawsze) więc przed półmaratonem za tydzień w Manchesterze sprawdzę czy na pewno wszystko jest w porządku.

No to podsumowując - fajnie było: słonecznie, dużo za ciepło - próbowałem jakoś podnosić koszulkę, polewałem się wodą na punktach. Patrząc na tętno to nie obijałem się - doszło do 181, średnio było 174 - trochę wyższe mogłoby być, ale głównym powodem jest ta ogólna obsuwa w wydolności przez pauzowanie od treningów z powodu mojej nogi. W sumie też i waga jest wyższa, bo 79kg czyli wróciła do normy (a było 77kg przed kontuzją - jak się odchudziłem trochę). 

Ale żeby nie marudzić - naprawdę się udał ten bieg, pobiegliśmy we dwójkę, mi się nic nie stało w nogę i teraz plan jest jasny: za tydzień połówka w Manchesterze, potem za 5 tygodni maraton w Nicei. Treningi jednak zmienię - zrezygnuję z wszystkich bardzo szybkich interwałów i skupię się na tempowych i długich biegach. Żeby nie uszkodzić sobie nic w tej końcówce sezonu i dobiec w dobrym stanie na tych dwóch ostatnich startach sezonu.

 

 



niedziela, 20 września 2026

Nicea 2026 5-6/13 troszkę się poprawia


Najlepsze zdjęcie z ostatnich dwóch tygodni jakie znalazłem to znowu z grzybobrania :) więc od niego zaczynam opis kolejnego tygodnia. Jeż trzeci raz się wybraliśmy i już raczej na Święta mamy uzbierane i ususzone grzyby!

A jak tam bieganie? Szybko opis jak zwykle:

7.09.2026 5 Poniedziałek wolne wolne 0,00
8.09.2026 5 Wtorek 10km @4:35 Narastająco 5:20-5:10-5:10-5:00-4:50 za niedzielę + rower 21km 17,00
9.09.2026 5 Środa BS 10km Spokojnie 10km + rower 21,5km 10,01
10.09.2026 5 Czwartek 4x3km @4:20 p.3’ Próbowałem 3x3km @4:30 wyszło lepiej: 4:28, 4:30, 4:20! 11,23
11.09.2026 5 Piątek basen Wreszcie szybciej! 1000m w 29:53! 0,00
12.09.2026 5 Sobota BS 10km Spokojnie po lesie 10,80
13.09.2026 5 Niedziela BNP 5:15→4:15 25km Chciałem 26km ale po 20 coś zabolało i skróciłem ze strachu BNP 5:50-5:33-5:5:20-5:07 21,04 70,08
14.09.2026 6 Poniedziałek wolne wolne 0,00
15.09.2026 6 Wtorek 10km @4:30 Rano rower 22km. Bieg: zabolało po 5km więc skróciłem – 5km @4:36 8,87
16.09.2026 6 Środa BS 10km Spokojnie i nie bolało! Rower 20,5km 10,73
17.09.2026 6 Czwartek 4x3km @4:15 p.3’ Odpoczynek od biegania, tylko rower 21+23=44km 0,00
18.09.2026 6 Piątek basen Rano bieg – 5x1km @4:20 bo bałem się o nogę i na ostatnim zabolało troszkę 10,00
19.09.2026 6 Sobota BS 10km Spokojnie po lesie 10,65
20.09.2026 6 Niedziela BNP 5:15→4:15 25km Bałem się o nogę więc bez ścigania: 5:00/km i po twardym – wyszło super, końcówka szybciej! 25,00 65,25

Co tam warto podkreślić z tych dwóch tygodni? W pierwszym tygodniu zaczęło się dobrze, ale nie za bardzo biegi długie mi wychodzą w tym planie i to wszystko przez tą kontuzję z której tak wolno wychodzę. Z dobrych rzeczy w tym tygodniu to kilometraż wyszedł aż 70km i bardzo dobrze wyszły 3x3km - tempa 4:30-4:20 to już naprawdę fajne były! Co natomiast martwi, to że w niedzielę coś zabolało i skróciłem bieg długi. Cały czas mam z tyłu głowy obawy żeby mi się tam coś nie odnowiło.

W drugim tygodniu znowu zabolało we wtorek i może ja przesadzam, bo fizjo mówił że tak może być podczas gojenia się mięśnia, ale dla pewności skróciłem. Miało być 10km, zabolało w połowie więc skróciłem do 5km. W środę jednak nie bolało podczas spokojnego biegu. W czwartek jednak zrobiłem wolne i przełożyłem akcent na piątek i zmieniłem go - zamiast powtórzeń po 3km zrobiłem po 1km i tylko 5 sztuk - razem 5km szybko (po 4:20/km) i na samej końcówce znowu trochę zabolało. Nie jest to ból z tego samego miejsca co kontuzja, więc to chyba nie powinno być nic złego - tak się pocieszam. Wieczorem popływałem na basenie 1000m, w sobotę spokojnie po lesie dyszka i było dobrze i w niedzielę - uwaga! Wreszcie bieg długi i wyszło dobrze! Zamiast narastający tempem zrobiłem go ostrożnie - po 5:00/km z zamiarem obserwacji czy nic nie boli i... było dobrze! Nawet ostatnie 2km przyspieszyłem i naprawdę fajnie wyszło :) Razem kilometraż 65km.

 

Z planów to teraz muszę mocno przemyśleć ten tydzień - bo w niedzielę start na dychę, a potem tylko tydzień i półmaraton w Manchesterze. Nie wiem na jakim jestem poziomie, zegarek twierdzi że 43:30 (ale na dychę twierdzi że 20:40, a miałem ponad pół minuty dłużej przecież). Więc tak bezpiecznie to wg kalkulatora Danielsa wychodzi 44:10. Pewnie trzeba by pobiec tempem na 44 minuty pierwszą połowę i potem coś urywać (albo zbierać co się da gdyby to było za szybko w pierwszej połowie :) ). Na połówce natomiast wychodzi że będę łamał 1:38 niestety tylko... szkoda, chciałem na koniec roku wrócić do formy z początku roku, ale widać że to jest zupełnie niemożliwe. No nic nie poradzę na to - postaram się na tyle na ile dam radę i powoli, powoli będę wracał do szybszego biegania :)

Najbliższe starty

 

 

piątek, 11 września 2026

Nicea 2026 3-4/13 najpierw powoli jak żółw ociężale


Zacznę od zestawienia jaki był plan i jak wyszła realizacja:
  

Data Tydzień Dzień Plan Realizacja Dystans Razem
24.08.2026 3 Poniedziałek wolne Zaległy z wczoraj długi – 4 spokojnie i 5km po 5:04,4:54,4:44, 2km @4:53 22,04 22,04
25.08.2026 3 Wtorek 10km @4:40 Rower rano 21,4km i po południu 21,4km 0,00
26.08.2026 3 Środa BS 10km Zaległy z wczoraj – wyszło 10km @4:35! + rower 21,3km 11,46
27.08.2026 3 Czwartek 3x3km @4:25 p.3’ Spokojnie 9,3km + rower 21,4km 9,30
28.08.2026 3 Piątek basen Basen 1000m w 33:28 – coś wolno 0,00
29.08.2026 3 Sobota BS 10km Na bieżni z powodu pogody 3x3km @4:25, tętno do 177 doszło (wysoko!) 12,00
30.08.2026 3 Niedziela BNP 5:15→4:20 24km Tempa 5km: 5:25, 5:16, 5:08, 5:07 i końcówka 4:55. Krócej i wolniej jak widać 21,19 53,95
31.08.2026 4 Poniedziałek wolne wolne 0,00
1.09.2026 4 Wtorek 10km @4:35 Tempo nie wyszło planowane – było 10km @4:42 + siłownia z córką 35’ 11,03
2.09.2026 4 Środa BS 10km Spokojnie przez Las Kabacki do metra po drodze z pracy do domu + rower 21,7km 10,87
3.09.2026 4 Czwartek 3x3km @4:30 Nie wyszło: 3km @4:30, 2,5km @4:27, 2km @4:36 + rower 21,5km 11,37
4.09.2026 4 Piątek basen Basen ale coś wolno wyszło – tylko 900m w 29:26 0,00
5.09.2026 4 Sobota Praska Piątka Rozgrzewka 4km + Praska Piątka 5km w 21:17 9,02
6.09.2026 4 Niedziela BNP 5:15→4:20 25km Nie dałem rady po wieczornym starcie – wyszedł spokojny po lesie 17,81 60,10

Trzeci tydzień zaczął się niestandardowo - zaległym biegiem długim w poniedziałek (bo weekend był wyjazdowy u rodziny się trochę poprzesuwało. Fajnie ten bieg wyszedł, ale o tym pisałem już poprzednio. We wtorek z tego powodu nie dałem rady akcentu zrobić i był tylko rower do i z pracy, a w środę opóźniony trochę bieg 10km tempowy. I tutaj wyszło nawet lepiej niż plan zakładał, a to rzadka sprawa. W czwartek spokojny bieg z środy, w piątek basen, a drugi z akcentów - dopiero w sobotę. Na siłowni bo coś pogoda wyjątkowo nie podpasowała (chyba lało mocno), a na siłowni biega się łatwiej i całkiem dobrze ten akcent wyszedł 3x3km @ 4:25 - było zgodnie z planem, jednak tętno doszło do 177 co pokazuje że to był duży wysiłek. Za duży jak na takie tempo, ale nadal jeszcze jestem dużo poniżej mojej formy z wiosny. W niedzielę to wyszło - biegając po Lesie Kabackim nie byłem w stanie zrobić tak szybko i tak długo biegu narastającym tempem.

Czwarty tydzień był już normalny - w poniedziałek wolne, we wtorek pierwszy akcent - wyszedł wolniej, w środę spokojnie, w czwartek znowu nie wyszło - zamiast 3x3x było 3km+2,5km+2km, ale nie cisnąłem za mocno bo za dwa i pół dnia start w Praskiej Piątce. W piątek więc tylko basen (coś wolniej ostatnio pływam!), w sobotę start w Praskiej Piątce i w niedzielę bieg długi średnio wyszedł - niecałe 18km zamiast 25km i tempo było spokojne zamiast narastającego do tempa startowego. Natomiast oprócz tego dwie godziny zbieraliśmy grzyby rodzinką :)

 

Podsumowując - nie daję rady tych moich założonych temp realizować. Ja sobie na papierze coś rozpisałem, a jednak 2,5 miesiąca wyjęte z treningu obniżyło mój poziom sportowy. Z pozytywów: nie boli noga (czasami coś tam ciągnie w mięśniach, ale fizjo mówił że tak mięśnie robią jak się zagoją) natomiast widzę że tempa mi coraz szybciej wchodzą - jest postęp! Już trwa teraz piąty tydzień i widzę postępy - o tym napiszę następnym razem.

Może sobie jeszcze jakiś Park Run wpasuję przed startem na dychę. Na razie cieszy że powoli (jak żółw ociężali) ale jednak ta moja lokomotywa porusza się do przodu :)  

 

ADs