Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chomiczówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chomiczówka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 lutego 2025

Bieg Chomiczówki

Tak, wiem - miałem nie biec. Zapisana była szacowna małżonka, ale lekka choroba pokrzyżowała jej plany i wiadomo - pakiet by się zmarnował, a to by było szkoda. Organizator umożliwiał zmianę i osoby i dystansu - to trzeba było to wykorzystać :)
W sumie to mieli jakiś błąd w systemie, bo ona nie dostała kodu QR do odbioru pakietu, a w dodatku była zapisana na 15km w systemie, zamiast na 5km! Co ciekawe na stronie datasport był ten bieg dwa razy wylistowany (ten pierwszy był pusty, bez uczestników - my się rejestrowaliśmy dawno temu i pewnie przy przenoszeniu ludzi między biegami coś im się popsuło). Na szczęście w biurze zawodów wszystko można było naprawić - przepisaliśmy więc pakiet na mnie, a dystans zostawiłem 15km, bo lubię ten nietypowy dystans.


 Biegłem Chomiczówkę już trzeci raz - rok temu nabiegałem tam wynik 1:05:07, a w 2020 roku 1:03:14. Nie miałem wielkich planów przed tym biegiem - nie przygotowywałem się przecież do niego (mam plan pod maraton na koniec maja w Sztokholmie) więc zaplanowałem sobie plan minimum 1:05, maksimum 1:03 no i plan "średni" 1:04. 


 Pogoda była super. Było zimno, ale nie padało, nie było za bardzo pochmurno. Udało się we dwójkę wybrać - córki już na tyle duże że starsze mogły się zająć najmłodszą. Miałem więc silne wsparcie - i fotograficzne podczas biegu i doping (bo są dwie pętle to przy starcie i mecie trzy razy się w sumie pojawiałem). 

Ruszyłem troszkę za szybko - średnie tempo z pierwszej piątki było 4:10/km. To daje czas na mecie 1:02:30 - lepiej niż plan maksimum. Jak zwykle żałować tego miałem później. Muszę następnym razem nad tym popracować (w sumie dzisiaj na treningu tempowym wziąłem to sobie do serca i próbuję to trenować na sucho, poza zawodami - nawet jak pierwszy kilometr czy pół wychodzi za szybko to zwalniam). 


 Potem był koniec pierwszej pętli, mam więc stąd parę fajnych zdjęć i ruszyłem na drugą pętlę. Jednak tempo było już trochę wolniejsze. Na szczęście nie było dużo wolniej bo druga piątka była po 4:18/km. To daje średnią 4:14/km z pierwszej dychy co by dało na mecie 1:03:40 - bardzo dobry by to był wynik. 

Próbowałem nie odpaść - zamiast łapania całej ostatniej piątki, rozbiłem ją na odcinki 2+1+1+1km. Tempo spadło do 4:26/km, potem 4:24 i najgorszy (zwykle tak mam) był przedostatni kilometr: aż 4:35. Ostatni trochę szybciej bo 4:24/km, ale jeszcze zegarek naliczył 70 metrów więcej, więc mimo tempa średniego z całości 4:18/km czas na mecie wyszedł:

1:04:52

W sumie lepiej niż rok temu, co mnie pozytywnie nastraja - skoro na wiosnę rok pobiegłem w Hamburgu 3:17 (z pit-stopem w toi-toi'u) to mój cichy plan 3:15 na Sztokholm wydaje się realny. Tylko muszę naprawdę przyłożyć się do biegów długich. Tym bardziej że ten obecny tydzień mi tego nie ułatwia - biegnę w niedzielę piątkę w Wiązownie... ale potem to muszę ze dwie trzydziestki w miesiącu zmieścić!

 



niedziela, 11 lutego 2024

Hamburg 4/15: Bieg Chomiczówki


Kolejny tydzień zaliczony, tym razem trochę inny - bo zamiast biegu długiego w niedzielę był start. Dystans zupełnie nietypowy: 15 kilometrów, czyli już wszyscy wiedzą: Bieg Chomiczówki. Zanim do tego dojdziemy to szybko podsumowanie tygodnia. Najlepiej chyba będzie w tabelce - skopiuję z mojego planu treningowego:

5.02.2024 poniedziałek siła
wolne
Po tych 200 pompkach w sobotę jeszcze czułem mięśnie – odpuściłem 0,00
6.02.2024 wtorek BS 8km
RT 6x 30”/60”
10x800m @3:59/km
Na stadionie i znowu interwały zamiast rytmów – chcę prędkość poprawić. Czuję że jest łatwiej z każdym tygodniem, może nawet następnym razem podkręcę troszkę tempo? Średnio wyszły interwały po 3:11 13,03
7.02.2024 środa BS 10km
SB 8x 100/100m
OK
Podbiegi na wiadukcie nad torami – pogoda się ociepla, bieganie też się poprawia – było łatwiej niż poprzednio 9,15
8.02.2024 czwartek BS 6km
BC2 4:35/km 10km
OK
Powrót z pracy – z plecakiem z ubraniami, nie dość długo po obiedzie, w dodatku Tłusty Czwartek to po kilku pączkach – trudno się biegło, ale 10km po 4:38/km się udało! 14,26
9.02.2024 piątek basen
OK
Rano spokojnie bo w sobotę odpocznę przed startem.
Wieczorem basen 1000m
6,25
10.02.2024 sobota BS 10km
RT 10x 30”/60”
wolne
Wolne przed startem! 0,00
11.02.2024 niedziela 15km Chomiczówka
1:05:06
Zacząłem po 4:15 ale starczyło sił na 5-6km i potem tempo spadło, ale udało się utrzymać sensowne i nawet końcówkę szybciej. Średnio 4:20/km i wysoki poziom wysiłku (tętno). 17,83



Razem 60,52

W sumie sam start był udany: dojechałem na czas (dziwne), pogoda była niezbyt biegowa - padał dość mocno. Za to temperatura idealna - coś koło 7 stopni, nie było wiatru (znowu zdziwienie - bo w Biegu Chomiczówki to wyjątek :) ). Na czas samego biegu deszcz odpuścił i trzeba przyznać że oprócz kałuż na ziemi (przez co trochę ślisko było) to warunki były super! Przed biegiem rozgrzałem się (prawie 3km z 3 przebieżkami) i nawet z sąsiadem Kazikiem się udało pogadać i w sumie tyle - szybko ruszyliśmy. Trasa jaka jest to każdy pewnie wie, nie ma co kopać leżącego: zbyt ładnych widoków nie ma, nawrotki, kluczenie między blokami po alejkach też było (GPS tam wariował). Z tego powodu nie do końca dowierzałem tempu z zegarka, ale poziom wysiłku był dobry. Dałem się trochę nakręcić danym z kalkulatora biegowego Danielsa, przeliczając tempo z krótszego dystansu i niby powinienem biec po 4:15/km chociaż z moich szacunków wynikał bardziej 4:20/km... no i okazało się że  miałem rację. Biegłem po 4:15 i po 5-6km tempo trochę spadło. Nie do końca myślę to tempo 4:40/km na 14-tym kilometrze jest prawdziwe (GPS trochę wariował), ale w to 4:09/km na ostatnim kilometrze to już wierzę - bo walczyłem mocno :)



 


 

niedziela, 26 stycznia 2020

Chomiczówka


Pierwszy start kontrolny w tym roki i od razu jest o czym pisać! Oby jak najmniej takich przygód potem. Zaczęło się od tego że pierwszy raz w życiu... zapomniałem numeru startowego z domu! No niesamowite, odbierałem dwa dni wcześniej trzy pakiety bo dla siebie i dwóch osób z naszego wioskowego klubu biegowego - czyli M.I.L.A. którego reprezentację na tym biegu (osoby biegnące 15km) widzicie na zdjęciu powyżej. Dwa pakiety wydałem sąsiadom którzy też biegli, a ten mój leżał sobie spokojnie na stole w salonie. No i w niedzielę rano "się przygotowałem" (piszę w cudzysłowiu bo jak się zapomni numeru startowego w którym jest czip to trudno to nazwać przygotowaniem się do biegu). Więc przygotowałem się - ubranko bo zimno miałem wyjątkowo z długim rękawem, buty, spodenki, opaski kompresyjne na łydki nawet (też po to żeby nie zmarznąć za bardzo). No i masz babo placek: nie wziąłem numeru z domu. Ode mnie na Chomiczówkę to 30 minut się jedzie obwodnicą, zorientowałem się kilka minut przed celem - nie było szans się wrócić. Zdecydowałem że jednak pobiegnę, przecież pakiet miałem opłacony i odebrany, nie było to "na Krzysia" czyli bez rejestracji - bo tak bym nigdy nie pobiegł. Koleżanka która biegła 5km dała mi swój nume z którego oderwaliśmy czipa żeby nie ryzykować dyskwalifikacji i w ten sposób miałem numer i nie ryzykowałem że mnie ktoś spróbuje z trasy siłą ściągnąć. Nadal nie jestem z tego dumny, gdybym miał chociaż pół godziny czasu więcej to bym zdążył się wrócić, albo chociaż do biura biegu podejść, ale szczerze wątpię czy w biurze by mi jakkolwiek mogli pomóc na chwilę przed biegiem.

Dobra, rozgrzewka była poprawna - prawie 4km (może nawet troszkę za długa) i ustawiłem się na starcie. Plan miał być aby zbliżyć się do 4min/km tempem. Szczerze się przyznam że źle pobiegłem - chciałem od razu biec po 4min/km średnio, ustawiłem na garminie tempo narastające od 4:04/km do 3:56/km (nowy garmin fenix 6 którego mam i o którym niedługo napiszę bo już około dwóch miesięcy go używam) ma taką opcję ustawiania planu biegu. Patrząc na międzyczasy nie biegłem za szybko - endomondo mi pokazuje że 4:00 było przez pierwsze 5km. Problem w tym że potem padłem. Było to powolne, ale jednak zwalnianie: od 4:08 do 4:20 w trakcie drugiej piątki, a ostatnia to już naprawdę źle: od 4:20 do 4:40 nawet (najgorszy, 14-ty kilometr).



Czas wyszedł na mecie 1:03:14 czyli średnie tempo całości 4:13/km. Na papierze nie wygląda to tak źle, ale samopoczucie miałem złe po tym biegu. Daleko mi do poziomu gdy pobiegłem połówkę w 1:24:59 - to było przecież ponad 21km a średnio po 4:02/km! Teraz nie mogłem tym tempem przebiec 15km... co gorsza ja tak naprawdę wiedziałem o tym przed biegiem, a mimo to brnąłem w to. Muszę się skupić na lepszej ocenie własnych możliwości i poprawić to w następnym starcie.
Przy okazji: następny to będzie jednak dopiero półmaraton w Gdyni, bo w Wiązownej nie  dam rady: okazało się że córki jeszcze mają ferie i wyjeżdżamy jednak na ten weekend. Szkoda, fajna impreza...

Czasy kilometrów wg garmina (wykazał 14,87km więc czas ostatniego kilometra trzeba przemnożyć, wychodzi około 4:30).


I podsumowanie całego biegu:




Co ciekawe tętno mi nie spadło, mimo że odpadłem przecież. To pokazuje że zajechałem się w pierwszej piątce. Czyli do poprawy - w sensie do urealnienia jest tempa startowe...

ADs