Pokazywanie postów oznaczonych etykietą triathlon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą triathlon. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 czerwca 2013

Triathlon Sieraków 1/4 IM


Wrzucam moją relację z debiutu w triathlonie z małym poślizgiem co pewnie nie dziwi tych którzy czytali już o moim planie na dwa zwariowane tygodnie. Z drugiej strony z powodu poślizgu mogę się pochwalić zdjęciami które dopiero teraz udostępniono.

Przygotowania

W sobotę rano poszedłem na spokojny krótki bieg żeby "wyrobić" normę Danielsowką, która miała być w tym tygodniu 64km (80% z maksymalnych 80km) - pobiegłem więc do Decathlonu odebrać rower po przeglądzie. Wszystko by było fajnie, no ale wtedy moja Żonka wpadła na pomysł, że skoro babcia zaopiekuje się naszymi pociechami, to my możemy pobiec razem w Piaseczyńskiej Piątce (tego dnia wieczorem). Patrząc od strony bicia rekordów w Sierakowie to był to słaby pomysł, ale przecież ja nie jechałem tam bić rekordów, a druga taka okazja żebyśmy razem pobiegli prędko się nie przydarzy. Bardzo mi się więc ten pomysł spodobał a jak cały ten bieg wyglądał możecie poczytać w poprzednim wpisie.
Po powrocie do domu było już wszystko na zwariowanych papierach. Torby do samochodu, rower, kask, pianka, ubrania, jedzenie, dokumenty - udało się wszystko zabrać i wyjechać około 20. Około północy byłem w Sierakowie i po krótkich poszukiwaniach miejsca do spania udało mi się wjechać na teren ośrodka. Stanąłem na parkingu gdzie takich mądrych jak jak było więcej (można poznać po zaparowanych oknach w samochodach). Wystawiłem rower, na rozłożone siedzenia położyłem kołdrę i koc i próbowałem przespać te 6 godzin. Za wygodnie to nie było :)

Poranek

Marcin - mój kolega z którym startowaliśmy przyjechał dość wcześnie, ja od rana wcinałem co tam miałem i bardzo bałem się wody. Poszliśmy do biura - odebrałem pakiet, wstawiliśmy rowery do strefy zmian. Zobaczyliśmy gdzie jest wejście a gdzie wyjście ze strefy zmian i kolega uczulił mnie żebym zapamiętał gdzie jest mój rower bo podobno jak się wbiega w czasie zmiany dyscypliny to wszystkie wyglądają tak samo. Nie wiem jak mógłbym pomylić mój 7 czy 8-letniego staruszka z tymi cudami techniki no ale dobra, rozejrzałem się i zapamiętałem (a czy dobrze - o tym będzie za chwilę :) ). Sprzętu do triathlonu to jest sporo więc trochę czasu z tymi przygotowaniami mi zeszło. Walka ze stresem wychodziła mi na razie dobrze :)
W końcu Marcin patrząc na mnie uważnie stwierdził że tą piankę to ja jednak tyłem na przód założyłem :-D Pierwsze koty za płoty - trochę mnie dziwił ten długi sznurek z przodu przy zamku błyskawicznym, teraz to się wyjaśniło :) Przełożyłem piankę na odwrót i już zacząłem się poważnie denerwować - jak ja to ściągnę? Teraz na sucho i bez zmęczenia nie mogę tego sznurka sięgnąć! No ale zaczęło być mało czasu, mieliśmy iść na start! Przed maratonem w takim momencie zwykle się ucieka na "nerwo-sika" - tutaj z tym jest problem bo zdjąć piankę w takim ostatnim momencie? Czy wytrzymać? Ostatecznie przemówiłem sobie do rozsądku że pęcherz przecież jest pusty i poszedłem z wszystkimi na start.

Start

Woda była na szczęście naprawdę ciepła jak na początek czerwca w Polsce. Popluskałem się tak do połowy łydki, cały czas nerwowe żarty z kolegą i innymi skazańcami pozwalały nie myśleć starcie. W końcu start - okazało się że nie dla nas a dla pary triathlonistów z których jeden był niepełnosprawny a drugi jego pilotem (prowadził tego pierwszego który był niedowidzący). Dostali duże brawa od nas a my mieliśmy mieć jeszcze 8 minut do startu. W pewnym momencie wszyscy wbiegli do wody - konsternacja czy przegapiliśmy start, okazało się jednak że to tylko taka rozgrzewka (dziwne to trochę). Czas płynął nieubłaganie, w końcu padł wystrzał i wściekła horda pobiegła do wody.

Pływanie

Ja wcale się spieszyłem żeby pływać w tej białej pianie co wylatywała spod nóg i rąk zawodników. No ale trzeba było tam wejść, w końcu po to tu przyjechałem. Wbiegłem niespiesznie do wody i próbowałem płynąć. Na basenie to łatwe - własny tor, woda spokojna a tutaj nie dość że fale to jescze ci wszyscy ludzie starają się tak machać nogami żeby mi wodą do ust wepchnąć a w dodatku jakiś dziwny stres nie pozwala mi płynąć kraulem. Próbuję żabką - nie, to tylko może kurcze wywołać, próbuję kraulem - nieeee, woda mi się wlewa. W końcu EUREKA - gość obok płynie na plecach. Bałem się że będą takich odławiać bo to podobno wygląda jak wołanie o pomoc (ratownicy pływali w łódkach obok cały czas). No ale skoro jego nie odławiają to i mnie nie odłowią może? Przewaliłem się na plecy i zacząłem drałować. To było straszne, boja daleko, ja gdzieś w końcu stawki i coś strasznie powoli mi to idzie. Nie będę zanudzał ale naprawdę STRASZNIE wolno to szło. W końcu pierwsza z dwóch boji, skręcam w prawo. Co chwilę przewalam się z pleców na przód, próbuję albo kraulem albo żabką ale kraulem dalej mi nie wychodzi (a przecież na basenie większość kraulem pływam) a żabka dalej mi sugeruje że lepiej nie bo złapią kurcze. No więc płynę mozolnie, wszyscy prawie przede mną. W pewnym momencie ratownik z łódki krzyczy czy wszystko w porządku. Ja zdziwiony - no tak odkrzykuję a on do mnie "TAM PŁYNIEMY" i pokazuje ręką. Jak by to powiedzieć.. jakimś cudem udało mi się w środku pływania zawrócić i płynąć w złą stronę! :D Nie wiem jak, pewnie przez to odrwacanie się z pleców na brzuch :) Podziękowałem ładnie panu ratownikowi, na pytanie innego ratownika czy taka dobra impreza była wczoraj odkrzyknąłem zgodnie z prawdą że właśnie nie było! No i popłynąłem dalej. Reszta drogi zeszła mi na jeszcze baczniejszej nawigacji, narzekaniu na to jaki to głupi sport ten triathlon i zżymaniu się nad samym sobą czemu się na to w ogóle zapisywałem. W końcu dotarłem do końca w oszałamiającym czasie niecałych 34 minut, dwóch panów co by mogli w kuźni pracować wyciągnęło mnie z wody (ależ nie trzeba, dziękuję bardzo!) i wreszcie poczułem twardy grunt pod nogami! Teraz jeszcze tylko rower i wtedy przeżyję ten triathlon!
Pływanie ukończyłem jako 425 zawodnik z 433 którzy wyszli z wody (!!!).

Zmiana T1

Moje optymistyczne założenia co so skónczenia 1/4 IM w 3 godziny zakładały że zmianę wykonam w 5 minut (pływanie miało być szybciej niż wyszło oczywiście ale już nie wracajmy do tego wstydliwego tematu). Tymczasem zmiana T1 polega na tym że trzeba wybiec z wody i dobiec do strefy zmian. Łatwo się mówi - po pierwsze po wyjściu z wody człowiek chodzi jak pijany. A biega to jak dwóch pijaków :) po drugie jest się w mokrej piance a po trzecie w Sierakowie dobieg do strefy zmian to jest jakieś niezłe kilkaset metrów pod górę! No nic, twardym trzeba być, przynajmniej już na pewno nie utonę, biegnę, jest ciężko ale biegać to jeszcze wiem jak. Po drodze udaje mi się złapać sznurek i trochę zdjąć piankę. W biegam do strefy zmian, znajduję bez problemu rower (ha-ha!!), zrzucam piankę i jako że spodenki i koszulkę miałem pod spodem to tylko zakładam skarpetki i buty, kask, taśmę z numerem startowym i wybiegam trzymając rower. Pasek pulsometru i garmina miałem cały czas założone - na szczęście nie miałem problemu ze ściąganiem pianki z tego powodu.
Czas zmiany: 5:12 co jest dobrym wynikiem bo najlepsi mieli czasy rzędu 3-3,5 minuty a taki jak mój mieli zawodnicy z pierwszej 20-tki.

Rower

Wyjechałem na trasę rowerową prawie ostatni ale od tego momentu zaczęło się nadrabianie. To że z wody wyszedłem na szarym końcu oznaczało że będę podbudowywał swoje ego mijając kolejnych zawodników. Nie spodziewałem się jednak że trasa będzie taka pofałdowana. Mam wrażenie że nie było płaskich odcinków, na podjazdach miałem już dość a na zjazdach nie bardzo miałem jak nadrobić bo mój rower to nie demon szybkości - nawet lemondki nie ma ani kierownicy jak kolażówka, tylko zwykła taka w poprzek roweru więc opory powietrza są spore. Na pierwszym kółku jeszcze jakoś szło, potem było gorzej. Najbardziej podobał mi się moment gdy pod koniec pierwszego kółka zdublowało mni kilku zawodników z czołówki, dojeżdżam wtedy do strefy gdzie oni zjeżdżali już zaraz do strefy zmian - tam stało trochę kibiców. Nagle słyszę od nich doping "JESTEŚ CZWARTY!" myślałem że padnę ze śmiechu, dałem radę tylko odkrzyknąć "Tak, czwarty! To pierwsze kółko jest!". Minąłem strefę zmian i pojechałem na drugie okrążenie. Najlepiej było widać to że jest coraz gorzej po tym że musiałem na podjazdach sięgać po inne przerzutki niż przy pierwszym kółku. W pewnym momencie brakło mi przerzutki z tyłu i musiałem redukować też z przodu :) No ale porównując do pływania to rower był super fajną dyscypliną.
Dojechałem w 1:36:19 czyli znowu kilka minut dłużej niż zakładem (1,5h) i sam rower ukończyłem na miejscu 360-tym (nie licząc pływania ani zmiany T1).

Zmiana T2

No i tutaj się okaże czemu warto DOBRZE się rozejrzeć po strefie zmian przed startem. Otóż dobrze popatrzyłem gdzie się wbiega z pływania i gdzie się wybiega na rower, ale już jak wygląda wejście i wyjście z roweru na bieg to już nie opracowałem sobie. No i wbiegłem do strefy po rowerze i pobiegłem z rowerem w przeciwległy róg strefy :) Dobiegłem, patrzę - to nie moje miejsce i musiałem się wracać po przekątnej (oczywiście się nie da więc alejkami między rowerami trzeba było). Na szczęście sama zmiana to moment - wstawienie roweru (nie chciał złośnik wleźć na miejsce), zdjęcie kasku, przesunięcie numeru startowego z pleców na klatę i wybiegam.
Czas w strefie: 1:22 - bardzo mało jak na to że była pomyłka.

Bieg

No i wreszcie to co tygrysy lubią najbardziej. Wybiegłem i mijałem dziesiątki zawodników. Trochę w tym "zasługi" pływania po którym byłem prawie ostatni ale też po prostu miałem dość siły co mnie cieszy. Niektórzy szli, przystawali na punktach z wodą - ja leciałem i nadrabiałem. Na trasie miło pogadałem z jednym z czytelników mojego skromnego bloga (pozdrawiam!), trochę sobie wypiłem wody i połykałem kolejne kilometry. Trasa była równie malownicza co rowerowa tylko jeszcze trudniejsza. Prawie cała przez las po ścieżkach albo po gołej ziemi (ktoś zdarł darń i my po odsłoniętej ziemi biegaliśmy - trochę to barbarzyńskie było dla mnie). Na początku pętli był zbieg - dość łagodny ale długi, po kostce brukowej o ile dobrze pamiętam. Najgorszy odcinek to sama końcówka gdzie podbieg był tak strony że było to trawersowanie zbocza - krótka prosta, zakręt o prawie 180 stopni i tak co chwilę. Tam wiele osób szło bo przy takim nachyleniu podbiegu jest to już dość sensowne. Ja jednak biegłem bo zawsze się staram biec w takich sytuacjach. Na drugim kółku miałem odczucie że tempo mi trochę spadło ale i tak było dobre, wbiegłem wreszcie na metę i mogłem się cieszyć że w 25% jestem z żelaza (powiedzmy że prawa noga i pół biodra to jest ta żelazna ćwiartka) :)
Czas biegu: 53:03 czyli 86 wynik z 429. Tempo nie za duże bo 5:02/km ale przy takich podbiegach i po ponad 2 godzinach wysiłku to dobry czas.

Meta

Poprzybijałem piątki z kibicami na ostatniej prostej, przebiegłem przez szarfę na mecie i zaraz za metą spotkałem kolegę - pogadaliśmy, zjadłem hamburgera i inne "przydziałowe" rzeczy na mecie, tylko piwa nie mogłem ruszyć bo zaraz miałem jechać. Potem telefon do domu, pakowanie rzeczy ze stredy zmian, depozyt, prysznic i do samochodu bo o 19:45 odlatywał mój samolot do Brukseli a przede mną było coś koło 350km drogi do Warszawy.
W sumie mój czas to 3:09:43 - prawie 10 minut gorzej niż sobie zakładałem (gdyby trasy rowerowa i biegowa nie były takie pagórkowate a dobieg do zmiany T1 byłby krótszy to mimo tego pływania dałbym radę). W sumie 314 miejsce na 429 osób które ukończyło - nie jest to żaden szał ale też nie takie były założenia. Miało być sprawdzenie czy mi się podoba i to zadanie w Sierakowie wykonałem w 100% :)

Podsumowanie

Triathlon ma w sobie coś fajnego (tzn. bieg, pływanie i rower mogliby wywalić). To na pewno było fajne doświadczenie i nie żałuję że się zapisałem. Miałem duże szczęście z pogodą (temperaturą wody), udało mi się mimo problemów dopłynąć, a rower i bieg to były już fajne części. Co ciekawe mimo tak długiego wysiłku bo czas prawie jak przy maratonie to nie czułem w ogóle zmęczenia. Po maratonie przez cały dzień padam, tuż za linią mety mam wszystkiego dość a tutaj - świetny humor, żadnych dolegliwości i bez obaw wsiadłem do samochodu w tak długą podróż jako kierowca.
No i najważniejsze - czy mi się spodobało? Waham się jeszcze z odpowiedzią na to pytanie. Triathlon to na pewno droga zabawa, zajmuje dużo więcej czasu niż bieganie (i trening i zawody) ale ma w sobie coś fajnego o ile się do tego podchodzi z głową (czyli od razu się wie że nie ściga się z Ludźmi Na Karbonowych Rowerach). Myślę że w tym roku mam już dość ale jeżeli mi się uda to chciałbym w zimę zapisać się na jakieś lekcje pływania i w przyszłym roku spróbować z 1/2 IM'a. To jest już duże wyzwanie bo mimo że po 1/4 IM czułem się dobrze to mimo to wiedziałem doskonale że dwukrotnie dłuższy dystans to coś (daleko) poza moim zasięgiem. Nie chodzi tylko o pływanie, ale i rower i bieg byłby ogromną trudnością. Tym bardziej podziwiam ludzi którzy są w stanie ukończyć pełnego IronMan'a. Może i mi kiedyś się to uda?






poniedziałek, 27 maja 2013

Plan bitwy: zwariowane dwa tygodnie


Nawarstwiło się wiele rzeczy i wychodzi na to że najbliższe dwa tygodnie będą bardzo zwariowane. Żeby się nie rozpisywać za dużo (no bo czasu brakuje) to szybko wymienię plan bitwy:
poniedziałek - rano w przedszkolu "pasjografia" czyli zajęcia prowadzone z dziećmi na temat pasji. Tym razem "tata Małgosi" czyli ja :) będę prezentował dzieciom bieganie jako zdrowy tryb życia i pasję. Przygotowałem na tą okazję zdjęcia z imprez biegowych, medale, ubiory sportowe, akcesoria dla biegaczy itd. Jak było - opiszę niedługo a było naprawdę super
wtorek - z samego rana wylot do Belgii i zaczynam trzeci odcinek z serii "Belgijskie bieganie". Rok temu były dwa pierwsze odcinki z tej serii: odcinek 1, odcinek 2. Będzie dużo pracy, ale na pewno też dużo biegania
piątek - powrót wieczorem z Belgii (na szczęście nie biegiem)



sobota - rano zaczniemy zapewne od festynu bo to Dzień Dziecka, ale po południu udajemy się na bieg rodzinny w Piasecznie o nazwie "Piaseczyńska piątka". Nasze obie córki są już zapisane, ale ja nie biegnę bo dopinguję... moją Żonkę! A zaraz po powrocie kąpiel, siusiu i... wcale nie do łóżka tylko do samochodu i jadę dość daleko bo następnego dnia:
niedziela - mój debiut w triathlonie czyli 1/4 IronMan'a w Sierakowie. Popływam, pojeżdżę, pobiegam a potem szybko do samochodu, powrót do Warszawy bo jeszcze wieczorem w samolot i czwarty odcinek belgijskiego biegania
Bieganie w Belgii potrwa znowu do piątku i wtedy dopiero wrócę i będę mógł trochę odpocząć. Dokładnie jeden dzień bo w następną niedzielę jest przecież "She runs the night" gdzie "she" pobiegnie dla zabawy a "he" będzie się zajmował dziećmi (bieg jest późno więc będzie pełen serwis - karmienie, kąpiel, kładzenie spać.



Jak widać plan jest bardzo napięty. Zaczynam pakowanie się jeszcze dzisiaj!

wtorek, 12 marca 2013

Przygotowania triathlonowe


Słowo się rzekło a właściwie to raczej: przelew poszedł i jestem nie tylko zapisany ale i "opłacony" na start w triathlonie w Sierakowie 2-go czerwca na dystansie 1/4 ironman'a. Powinienem tu podziękować Marcinowi - koledze który mnie zdopingował do zapisania się a potem znowu jak zaczynałem powątpiewać no i klamka zapadła. Jest w sumie jedno małe "ale" - przelew poszedł ponad dwa tygodnie temu a nadal widnieję na liście jako nieopłacony :)

Dystans nie będzie morderczy - to tylko 1/4 ironmana czyli 950m w wodzie, 45km na rowerze i 10,55km biegu na deser.

A jak idą przygotowania? Podzielę opis na trzy (niespodzianka!) dyscypliny:
Pływanie - tu jest zdecydowanie najgorzej. Po prostu chodzę na basen raz w tygodniu i przepływam kilometr - zero pracy nad techniką. Żeby coś tu ugrać musiałbym wykupić lekcje u trenera a na to brakuje mi czasu (pieniędzy też trochę szkoda ale czas jest głównym problemem). Codzienna praca do 17, w domu o 18 - gdybym jeszcze na basen chodził to w tym dniu w ogóle bym dzieci nie widział.
Zacząłem regularnie (w miarę) chodzić na basen w listopadzie. Przepływałem wtedy tylko 600m i było to męczące. W grudniu udało się zwiększyć dystans do 950m (czas był około 32 minut a połowę przepływałem na plecach). W styczniu zacząłem pływać pełny kilometr a na koniec nawet zwiększać ilość kraula (do 550m). W lutym doszedłem do 750m kraula i 250m na plecach. Czas jaki mi to zajmuje się nie zmienia ale coraz mniej to mnie męczy.
Planuję nadal chodzić raz w tygodniu na basen i traktować to jako trening uzupełniający do biegania. Po Sierakowie podejmę decyzję - czy triathlon mi się podoba i jeśli będzie to "na tak" to w drugiej połowie roku spróbuję zainwestować w pływanie więcej czasu - na pewno jest tu bardzo dużo do zrobienia jeśli chodzi o technikę.
Kolarstwo - czasu poświęcam tu więcej niż na pływanie bo jeżdżę dwa razy w tygodniu na rowerku stacjonarnym w domu ale myślę że to się ma tak do jazdy na rowerze w triathlonie jak jazda mojej córki na rowerku z dwoma dodatkowymi kółkami do jazdy na normalnym rowerze :) Dlatego jak pogoda pozwoli to planuję przesiadkę na "normalny" rower którym też już jakiś czas temu się chwaliłem. Tym bardziej że włodarze stolicy uszczęśliwili mnie rozszerzeniem strefy płatnego parkowania od pierwszego kwietnia o teren gdzie pracuję :)
Ciężko mi tu pisać o postępach czy ocenie jakim tempem daję radę jechać - rowerek stacjonarny nie daje możliwości takiej oceny. Ostatnie dane jakie mam to dojazdy na jesieni do pracy. W tym wpisie z września chwaliłem się nie tylko rowerem ale i treningami. W tydzień potrafiłem zrobić 8 treningów po prawie 20km każdy a prędkości średnie były około 25km/h. Skoro to była jazda po mieście (światła więc hamowanie i rozpędzanie się) a najszybsze kilometry były w około 1'35" to wychodzi ponad 38km/h więc szacuję że jak utrzymam 30km/h średnio przez te 45km w Sierakowie to będę BARDZO zadowolony. Spróbuję to jakoś oszacować czy jest to możliwe jak tylko ta !@#$!@! zima odpuści i będę mógł z rowerem wybrać się na jakąś przejażdżkę.
Bieganie - tu nie ma co się rozpisywać - cały blog o tym jest :) w tej dyscyplinie czuję się najlepiej. W pływaniu głupie jest to że woda może się wlać do płuc :) a w kolarstwie to że można się poważnie połamać z własnej ale i nie swojej winy (samochody na trasie treningów a na zawodach inni zawodnicy albo dziura w drodze albo pęknie pedał itd). Nie wiem ile da o sobie znać zmęczenie, normalnie czas na 10km miałbym zapewne w granicach 43 minut ale po takim wysiłku może on być o kilka minut dłuższy (i jest trochę dłuższy bo 10,55km).

Reasumując - postępy jakieś są ale start oczywiście traktuję jako sprawdzenie czy triathlon mi się spodoba czy nie. Chciałbym go zakończyć w czasie powiedzmy 30' pływanie 1,5h rower i 50' bieg. Dodając po 5' na zmiany - czas poniżej 3 godzin będzie dla mnie zadowalający. Wszystko poniżej - będzie sukcesem.

Na koniec zdjęcia które kiedyś już wrzucałem - na tym rowerku mam zamiar się pojawić w Sierakowie (stary straszecznie, chyba ma z 6-7 lat!) ale oddam do regulacji na wiosnę i da radę mimo że kosztuje kilka procent tego na czym będą tam jeździć nałogowi triathlonowcy :)


A na razie z racji zimy mój sprzęt triathlonowy ogranicza się do gatek na basen i takiego rowerka:



piątek, 3 sierpnia 2012

Triathlon Gdańsk

A więc stało się - mój pierwszy mały krok do zostania "człekiem z żelaza". Zapisałem się na Triathlon Gdańsk - bardzo krótki dystans bo 1/10 ironman'a czyli:
- 380m pływania
- 18km kolarstwa
- 4,2km biegania

Pływanie będzie w morzu, no dobra - w Zatoce Gdańskiej więc powinno być ciepło - przewidywana temperatura wody to 16-19 stopni. Dozwolone są pianki ale jest mały problem - nie mam takiej. Będę kombinował po powrocie z wakacji czy wypożyczyć czy kupić czy płynąć może bez (nie wiem czy to dobry pomysł). Boję się trochę pływania w otwartym akwenie -nigdy tego nie trenowałem. Pocieszam się tylko że 380m to bardzo mało a trasę zabezpieczają ratownicy WOPR :)

Kolarstwo to cztery pętle przy czym 80% trasy to ścieżka gruntowa. Na szczęście trasa będzie zamknięta i oznaczona. Znowu jednak mam problem - zabronione są rowery szosowe a mój wysłużony (ok. 5-6-letni) Decathlon Triban Road 7 jest chyba oficjalnie zakwalifikowany przez sklep do "rowerów miejskich" ale wygląda na rower szosowy. Kierownica jest normalna ale reszta - jak w szosówce: zamiast śrub na kołach, siodełku itp są takie uchwyty do szybkiego zdejmowania, rama aluminiowa, koła aluminiowe, opony bardzo wąskie - typowo szosowe. Mam drugi komplet opon i dętek jak do "górala" i mam nadzieję że jak je założę to nie będzie wątpliwości że nie jest to szosówka.

Jedyną bezproblemową dla mnie dyscypliną będzie bieganie - szkoda że tak mało go będzie bo podejrzewam że po pierwszych dwóch konkurencjach będę już ostatni :) więc niewiele dam radę nadrobić. Będą dwie pętle po asfalcie z metą na molo - już nie mogę się doczekać. Mam nadzieję że moje wszystkie dziewczyny będą tam na mnie czekać.

Nie byłbym sobą gdybym nie obmyślił jakiegoś planu na ten występ. Oczywiście przede wszystkim - zaznajomić się z procedurami i praktyką startu w triathlonie. Popływać w otwartym akwenie, spróbować na własnej skórze jak wygląda start (szaleństwo i bicie piany), jak wyglądają zmiany - generalnie otrzaskać się przed planowanym startem w połówce ironmana w Suszu w przyszłym roku. A jeśli chodzi o czasy: pływanie chcę zaliczyć w 14 minut, rower - nie mam pojęcia jaką prędkość można na ścieżce leśnej osiągnąć. W mieście jechałem 30km/h, w lesie o ile będzie równo to pewnie poniżej 25km/h, więc strzelam w ciemno że czas będzie w granicach 45 minut. Bieg - na świeżo pobiegłbym w 18 minut z ogonkiem, tutaj wyjdzie pewnie z 20 minut. Dodając 5 minut w strefie zmian (jest też dobieg 150m z plaży do strefy rowerów) wychodzi w sumie 85 minut - ciekawe czy się uda?

piątek, 27 lipca 2012

Bohater Narodowego trenuje trochę triathlonowo

 Taki medal chcę na jesieni wybiegać :) 
Mam już przydzielony numer: 3360

Zeszły tydzień był wyjątkowy - moje dziewczyny były poza domem (pozdrawiam teściów przy okazji) więc ja jako słomiany wdowiec miałem dużo czasu na treningi. I w sumie wykorzystałem go bardzo dobrze, może nawet aż za dobrze jak pokazał wczorajszy trening, ale po kolei:
poniedziałek 16.07 - basen 500m 18:38 - słabiutko z tym moim pływaniem. wieczorem 3x1600m po 4:10/km wyszły 4:11, 4:12, 4:19 :(
środa 18.07 - 12km tempo 4:48/km (miało być 8km w TM czyli 4:58/km)
czwartek 19.07 - spróbowałem pójść na siłownię na spinning czyli rowerki stacjonarne. Pan był niezły, dał wycisk ale i tak tętno średnie 143 a max 174 czyli w porównaniu z bieganiu to spokojniutko było
piątek 20.07 - bieg do pracy ale z podjechaniem samochodem (poza planem treningowym) - 11,58km tempo 4:59/km. Próbowałem zrobić tutaj trening interwałowy ale naprawdę to był głupi pomysł: gorąco, plecak z ubraniami na zmianę - tak nie da się robić interwałów w planie FIRST bo one są bardzo mocne pod względem tempa.
niedziela 22.07 - po podróży samochodem byłem zbyt padnięty na długie wybieganie, zrobiłem interwały. Miało być 2x1200m po 4:05/km i 4x800m po 4:00/km ale coś krzywo kliknąłem w gremlinie i zrobiłem o jedną 1200-tkę więcej. Było bardzo ciężko ale o dziwo udało się :) !
poniedziałek 23.07 - czasu miałem dużo więc poszedłem znowu "na rowerki", tym razem na dwa zajęcia pod rząd. Prowadziła dziewczyna a nie ten chłopak co poprzednio i chyba dlatego było łatwiej, a może się przyzwyczajam do pedałowania? Razem 1:45 na rowerze, tętno średnie 132, max 157. Na siłownię i powrót biegiem z wydłużeniem żeby wyszło chociaż 5km, tempo 5:17/km.
wtorek 24.07 - przełożone z niedzieli długie wybieganie: 32km po 5:26/km. Wyszło idealnie ale z jednym "ale": zrobiłem przerwę po około 24km na zakup picia w sklepie (trochę ta przerwa trwała). Tętno średnie 160 max 176 - nie ma co rowerków tutaj nawet przyrównywać ;)
czwartek 26.07 - interwały 6x800m po 4:00/km. Było za gorąco mimo późnej pory i niestety nie wyszły dobrze: 4:02, 4:02, 4:02, 4:09, 4:14,4:20/km (!)

Trening więc zaczyna być coraz bardziej triathlonowy - prawie 3 godziny rowerowania i nawet jeden basen. Mam zamiar się przeprosić z rowerem (opony muszę zmienić na wąskie) i częściej na basenie się pojawiać bo zdradzę po cichu że jak się wszystko dobrze zgra to za miesiąc zadebiutuję w króciutkim triathlonie :) !

Jutro Bieg Powstania Warszawskiego a w niedzielę myślę że zgodnie z planem treningowym dam radę "długie" wybieganie zrobić (długie w cudzysłowie bo tylko 21km wypada w tym tygodniu).

ADs