piątek, 17 lipca 2026

Indyjskie bieganie

 

    To już chyba trzeci raz jak odwiedzam Indie i oczywiście nie mogłem się wybrać w podróż bez butów do biegania! Przyleciałem w poniedziałek rano - od razu do pracy, więc bieganie zacząłem od wtorku. W mojej pracy oddział w Indiach dostosowuje się trochę godzinowo do naszej strefy czasowej, więc zaczynają pracę dużo później (tutaj jest +3,5 godziny w lato i aż 4,5 w zimę - bo oni nie mają takiego dziwnego zwyczaju jak my żeby mieć różny czas w zimę i w lato :) ). Z tego powodu bieganie czy inne aktywności mogły być tylko przed pracą. Po powrocie do hotelu to już ciemno było. Tutaj mimo że to lipiec to już o 19 jest ciemno (byłem tym razem w Pune - to miasto na wysokości Bombaju - dużo na południe od nas). Pora była monsunowa - trochę padało, ale bardzo delikatnie w trakcie mojego pobytu. Tak poza tym to miałem wrażenie że było bardzo podobnie do okolic Delhi, gdzie byłem poprzednie razy. Na ulicach straszny ruch (raz mój taksówkarz miał nawet stłuczkę jak jechałem), straszny rozgardiasz - ruch uliczny, nieporządek przy ulicach - dalej uważam że bieganie tutaj po mieście to zupełnie nie wchodzi w grę.

    Na szczęście obok hotelu jest górzysty obszar z dwoma sporymi wzgórzami, starym kamieniołomem po którym zostało niby-jezioro w starym wyrobisku i tam można było fajnie pobiegać. Co prawda trudno bardzo było tam wbiec - droga przez świątynię hinduistyczną była zamknięta z powodu budowy (chyba rozbudowują tą świątynię) i pierwszego dnia musiałem sporo obiegać zanim mi się udało tam dostać. Zresztą pół-legalnie przez kompleks szkół katolickich (i dziurę w płocie :) ). Ale potem już w samym tym niby-parku to fajnie było - górzyście, spore przewyższenia. Cicho (bo w mieście to ciągle, ale to ciągle słychać klaksony, samochody, tuk-tuki, motorki itd. Widoki fajne z górki były i ogólnie przyjemna okolica.


 

    Drugiego dnia wybrałem się do tego samego parku od drugiej strony i zrobiłem dłuższą pętlę (12km zamiast 8km). Na samym końcu biegu zabolał mnie mięsień niestety... dokończyłem idąc - przestraszyłem się mocno.

  

    Trzeciego dnia wybrałem się na Uniwersytet Pune - zielone obszary w których są budynki uniwersytetu. Jednak do biegania to mi się nie za bardzo podobało - asfaltowe uliczki (no i trochę dużych bezdomnych psów na nich), jest też stadion z żużlową bieżnią ale zupełnie zaniedbany.



    Czwartego dnia zostałem w hotelu bo nie było już fajnych okolic do biegania - zrobiłem w pół godziny kilometr basenu (na drugim piętrze hotelu jest 25m basen - fajna sprawa) plus pół godziny biegu na bieżni elektrycznej w siłowni hotelowej - wystarczy :)


    No a jutro ostatni dzień - sobota tutaj - myślę że nie będzie biegania bo cały dzień będę chodził i zwiedzał to małe, 7-milionowe miasto z około 1200-1300 lat historii. Trochę tych punktów na liście do zwiedzenia mam - to kroków zrobię myślę bardzo dużą ilość :)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

ADs