Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieg z Alicją. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieg z Alicją. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 września 2019

Bieg przez most


W niedzielę pobiegliśmy we trójkę przez most (ten północny - nasze stare rejony Tarchomina :) ). Niby we trójkę, ale właściwie to nie mam zdjęć z odcinka który byśmy razem biegli :) najpierw ja stanąłem na samym końcu żeby ludziom nie przeszkadzać, potem jak dogoniłem Żonkę to po chwili powiedziała żebym biegł szybciej i posłuchałem (denerwowanie biegającej kobiety podczas biegu to ryzykowna sprawa, a człowiek zwykle podczas biegu łatwo się denerwuje :) ). No to przycisnąłem i wyszło dość śmiesznie: najpierw około 3,5km dość spokojnie - 5:13/km a potem... trochę przycisnąłem - wyszło średnio 4:18/km a biegłem z wózkiem i całkiem niemałe podbiegi na most (dwie sztuki) w tym były :)

Słonko było piękne, za gorąco w sumie jak na bieg i nasza najmłodsza córka jak widać na zdjęciu poniżej musiała się kapelusikiem zasłaniać żeby nie raziło w oczy:

Zdjęcia: Szymon Starnawski, naszemiasto.pl

W sumie wyszło więc czasowo dość dobrze - 46:21 co przy powolnym starcie i biegu przez 1/3 dystansu nie jest wcale wolnym tempem jak na dychę.


Widać jak tempo rosło w miarę jedzenia, tzn. biegu.


Ogarnęliśmy się na mecie, zapakowaliśmy do samochodu i pojechaliśmy do starszych córek do domu. Tylko ja po drodze wysiadłem i zrobiłem drugą część treningu: 20km w tempie 4:40/km. Oj ciężko było! Trochę w dodatku źle wymierzyłem odległość i musiałem dobiec do domu trochę ponad 3km. W sumie zrobiłem ponad 33km... byłem tak wypruty kompletnie że bałem się o przetrenowanie! Zrobiłem w końcu 30km w tempie szybszym niż 4:40/km średnio - dla mnie to strasznie mocny trening.
Mam tylko nadzieję że jakoś sensownie zaprocentuje za dwa tygodnie w Brukseli. Właściwie to już za 10 dni (aaaaa, tryb paniki włączony).

czwartek, 1 listopada 2018

Bieg po dynię 2018



W tym roku Bieg po dynię udał się nam znakomicie. Dopisała pogoda, impreza była jak zwykle fajnie zorganizowana, na miejscu jest mały piknik z dynią w roli głównej - można kupić, pomalować itd. Na boisku szkolnym w Lesznowoli były zorganizowane zabawy dla dzieci w różnym wieku - co się nań przydało bo przyjechaliśmy całą ferajną.
Najpierw pobiegła Agatka:


Potem Małgosia:


W końcu reszta rodziny: Karolina stanęła gdzieś bardziej z przodu niż ja, bo ja stanąłem zupełnie na szarym końcu -żeby nie przeszkadzać innym moim wózkiem biegowym. W wózku oczywiście nasza mała Alicja dzielnie siedziała i czekała podstępna dziewczyna kiedy zacząć krzyczeć ;) a jako że Tatuś zapomniał o smoczku (i dobrze, niech się odzwyczaja!) to nie było ostatniej deski ratunku na wypadek buntu na pokładzie. Pocieszałem się źe to tylko 20 minut więc damy radę, plan był żeby przyspieszyć w razie problemów :)

Ruszyliśmy w południe. Najpierw kółko wokół stadionu - fajnie się biegło po zewnętrznym torze z tym wózkiem mijając dziesiątki biegaczy :) ale najlepsze było potem na trasie, bo biegnąc równo (mniej więcej) po 4:00/min dalej wyprzedzałem i trochę się ludzie dziwili że mija ich niespełna dwuletnie dziecko w wózku :) !
A mnie biegło się super... przez 2km oczywiście - potem spuchłem - jeszcze mój uraz daje znać, nie chodzi o to że boli nawet, tylko o ten mój spadek wydolności, chociaż trochę to z samym urazem też jest myślę związane. Tempo więc trochę spadło: 4:20, 4:30, 4:20 i w sumie 21:12 na piątkę.nie jest źle - to było z wózkiem i z nadrobieniem dystansu przez to omijanie ludzi na początku biegu...
Ale i tak najlepsze w tym wszystkim było to sportowe spędzenie soboty całą rodziną - szczególnie z najmłodsza w wózku, która robiła furorę :)










ADs