Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maFRAton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maFRAton. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 października 2014

Frankfurt Marathon - ein Schmerz ein Effekt


Pewnie podtytuł mało gramatyczny, no ale uczyłem się niemieckiego tylko trzy lata i to w poprzednim wieku (20 lat temu skończyłem) :)
Zacznę może trochę od końca: zostało do końca 7 kilometrów, sił już kompletnie nie ma, przeliczam w głowie - nie da rady w tym tempie złamać tych przeklętych 200 minut w maratonie! Spinam się i przyspieszam - łapie mnie skurcz z tyłu prawego uda na dole. Czy to się uda? Ale nie uprzedzajmy faktów jak mówi pan Wołoszański :)

A zaczęło się w piątek - po pracy w samochód, zabranie kolegi Zbyszka po drodze i we trzy osoby samochodem jedziemy do Frankfurtu. Niby cały czas autostrada, ale jednak 10 godzin jazdy było (1100km). Dobrze że trzech kierowców to nie zmęczyliśmy się za bardzo, ale muszę się przyznać że w pracy miałem tak dużo zajęć że wyjeżdżałem już zmęczony. W łóżku byliśmy przed trzecią w nocy... Pospaliśmy na szczęście około 7 godzin, śniadanie i na EXPO. Bardzo fajnie zorganizowane to EXPO - w centrum wystawienniczym w centrum miasta, obok startu i mety. Wybór artykułów, sponsorów i atrakcji naprawdę spory - słowem dla biegacza świetna sprawa. Odbiór pakietów bez kolejki, zakupy też bez strasznego tłoku - to punkty na plus w porównaniu do 40-tysięcznych monstrów jak Paryż czy Berlin. Pasta party jak dla mnie sensowne, chociaż porcje nie zadowolą wielkością każdego.
Z tego też powodu po EXPO poszliśmy na kolejny makaron, trochę zakupów i spać. Udało mi się wreszcie po raz pierwszy od dawna konkretnie wyspać - chyba łącznie 13 godzin w dwóch ratach! Trochę też dzięki zmianie czasu w nocy - maraton startował o 10:00 ale dla zegara biologicznego to była godzina 11:00. Rano więc śniadanie - dwie bułki, jedna z miodem druga z nutellą, picie to oczywiście izotonik i poszliśmy na start. Organizacja depozytu bardzo dobra, linii startu też - moja strefa (nazwana "Asics") startowała pierwsza, potem po 10 minutach pozostałych pięć stref. Po raz pierwszy mi się zdarzyło że startowałem z pierwszej strefy - była ona na czas do 3:15 co mi się zgadzało z moimi planami, bo miałem biec tempem 4:37/km czyli na wynik 3:15 na mecie. Wejście do strefy było tylko jedno - na końcu i sprawdzano tam oznaczenia na numerze startowym żeby osoby które zaczynają za wolno nie blokowały innych i rzeczywiście mało takich osób widziałem na trasie - tu bardzo duży plus dla organizatorów. Atmosfera na starcie była bardzo fajna, czułem się naładowany emocjonalnie, wypoczęty, pogoda była prawie idealna - zachmurzone niebo, ale nie było zimno. Mogłoby być minimalnie chłodniej tylko.


Kibice jak na Niemcy byli super żywiołowi. Co ciekawe stało ich dość sporo i prawie na całej trasie. Początek biegu prowadził po ścisłym centrum. Trasa kluczyła po pętlach gdzie czasami mijało się biegaczy biegnących w drugą stronę a czasami tylko na placu widziało się biegaczy biegnących przed albo za nami. Podobnie jak w Berlinie na ziemi była niebieska linia atestacji - nawet fajny pomysł, przy biegnięciu na 3:15 w maratonie nie tak ogromnym jak w Berlinie dało się w większości biec po tej linii (o ile się o tym pamiętało). Na początku około 7-go i 14-go kilometra udało się nam nawet zobaczyć z kibicującą mi żonką.
Sam początek wyszedł trochę dziwnie - zegarek wariował na początku strasznie, bardzo szybko dodał kilkaset metrów więc wskazania tempa były zupełnie niemiarodajne. Czasy kilometrów jak zwykle na maratonie łapałem ręcznie z oznaczeń, z tego co zarejestrowałem były one rozstawione prawidłowo (dodanie na początku dystansu wynikało z niskiego pułapu chmur i wysokich budynków w centrum, tak myślę - zegarek wszystkim osobom które pytałem dodawał od siebie i długo wyszukiwał satelity). Mimo to start wyszedł dość dobrze - pierwsze 3 kilometry trochę za wolno, ale to dobrze, tak miało być. Potem przyspieszenie i na 5km 23:17 czyli już troszkę odrobiłem (średnio powinny wszystkie piątki po 23:05 wychodzić). Na 10km udało się odrobić kolejne 11 sekund i być już o czasie (sekunda straty tylko, czas drugiej piątki: 22:54).
Po drodze trochę się napozdrawiało rodaków (dzięki dla wszystkich czytelników - kilku mnie pozdrowiło na trasie), poprzybijało piątek maluchom - kibicom, ale generalnie skupiałem się na biegu i nie biegałem od lewa do prawej żeby nie marnować sił. Potem był długi przebieg do parku na obrzeżach - ale nie nudził się, cały czas byo ciekawie - miasto ładne, kibiców sporo a kapele przy trasie urozmaicały krajobraz. Dla przykładu przy ogródkach działkowych starzy Niemcy wystawili sobie okrągły stoliczek, postawili kieliszki z winem (czemu nie z piwem???) i siedzieli dopingując :)
W tym czasie było trochę zbiegów i podbiegów, więcej jednak zbiegów na których nie szalałem ale też nie hamowałem. Z tego powodu trzecia piątka wyszła w 22:28 - najszybsza z całego biegu. Czwarta piątka też powyżej średniej, bo 22:56 i na półmetku miałem czas 1:36:41 czyli aż 49 sekund zapasu do czasu 3:15 na mecie. Czas piątej piątki wyszedł również tak jak powinno być: 23:03. Odcinek 23-30km był trudny - to co się zbiegło wcześniej teraz trzeba było wbiec. Tempo więc troszkę spadło, ale nadal miałem zapas no i taki przecież był plan - na zbiegu trochę zyskujemy, na podbiegu tracimy. Odcinek dodatkowo był nie za łatwy bo to taka długa przelotowa prosta do centrum, kibiców i punktów wsparcia z grającymi zespołami było najmniej. Cały mój zapas na tym odcinku został skonsumowany - czas piątki: 23:28.
Teraz zaczął się prawdziwy maraton - wiadomo. W nogach zaczyna być już ciężko, trudno się zmobilizować, ale coraz bliżej do mety. Jeszcze daję radę biec prawie tym tempem którym powinienem, ale zaczyna być bardzo ciężko. Na 35km mam stratę do 35km: 42 sekundy. Nie za dużo, ale biegnie mi się już na tyle ciężko że nie mogę już utrzymać tempa na 3:15, musiałbym jeszcze przyspieszyć o 6sek/km żeby dowieźć ten wynik, ale ja już wiem że nie ma na to szans. Ta piątka wyszła w 24:11 czyli ponad minutę za wolno. Zostało do końca 7 kilometrów, sił już kompletnie nie ma, przeliczam w głowie - nie da rady w tym tempie złamać tych przeklętych 200 minut w maratonie! Spinam się i przyspieszam - łapie mnie skurcz z tyłu prawego uda na dole.
Co mogę zrobić - nie mogę się zatrzymać i rozciągać skurczu bo całkowicie odpadnę. Zaczynam więc troszkę jak kaczka biec - lewa noga jest w porządku to zamiatam nią a prawą oszczędzam. Po chwili okazuje się że jest dobrze, skurcz wycofał się na z góry upatrzone pozycje! Próbuję więc z całych sił nie odpaść zupełnie, jak to ja mam tradycyjnie w zwyczaju. Staram się i po japońsku czyli jako-tako to wychodzi. Ta najgorsza, ósma piątka wychodzi w aż 26:11 (5:15/km) co jest strasznym wynikiem bo straciłem w sumie 3:06 do mojego celu, ale najgorsze jest to że w tym tempie nie złamię 3:20 na mecie!
Próbuję przyspieszyć - skurcz się przegrupował i atakuje w lewej nodze, znowu udało się go oszukać i nie zatrzymał mnie. Zmęczenie już nie tylko mięśniowe, ale ogólnie daje się we znaki - to coś nowego u mnie, bo zwykle odpadałem w końcówce maratonu kompletnie, przez co tętno spadało i były siły na finisz. Tutaj pobiegłem na granicy możliwości i na końcówce brak sił, ale wizja możliwości zmieszczenia się w 3:20 jest tak kusząca że daję radę. Ostatnie kilkaset metrów przyspieszam, wpadam do ciemnej Festhalle wśród kolorowych świateł i już nie patrzę na nic tylko wbiegam z uniesionymi ramionami na metę. Pierwszy raz jestem tak zadowolony - od półtora roku nie mogłem złamać tej granicy i wreszcie się udało. Gdzieś z prawej stała jak zwykle przed metą moja Karolina więc pokazuję jej z daleka obie ręce z kciukami podniesionymi w górę. Jestem strasznie zadowolony mimo straty prawie pięciu minut do planu maksimum to jednak zrealizowałem (po raz pierwszy!! a to był mój dziewiąty maraton) plan minimum na maraton. Później zobaczę w wynikach że oficjalny mój wynik to

3:19:53

Maraton we Frankfurcie ma ambicje - to widać. Dyrektorem jest osoba który rozdmuchała wcześniej Berlin i widać na każdym kroku że impreza chce z tą największą niemiecką konkurować. Ten sam sponsor, podobny pomysł na imprezę: ma być elita, ale ma być też jak najfajniejsza dla amatorów. EXPO też podobne - duże (choć nie aż tak ogromne jak w Berlinie) i bardzo fajne. Jest jednak kilka różnic między tymi maratonami które wyłapałem:
1. Frankfurt jest dużą imprezą ale jednak sporo mniejszą (15 tysięcy maratończyków zamiast 40).
2. We Frankfurcie biegnie też sztafeta co podnosi ogólną liczbę biegaczy powyżej berlińskiego wyniku ale nie powodu aż takiego tłoku na starcie bo tylko jedna zmiana sztafety jest zawsze na trasie.

Trasa, organizacja imprezy, jej poziom i "fajność" - to wszystko jest bardzo podobne, jednak szczerze mówiąc uważam że Frankfurt wygrywa. Jest kilka powodów (i wcale nie chodzi o to jaki był mój wynik na mecie :) )
- mniejsza ilość biegaczy-maratończyków we Frankfurcie powoduje że jest po prostu wygodniej. Mniejszy tłok na trasie, szczególnie przy punktach odżywczych, lepsza obsługa na mecie
- bardziej mi sie podobały punkty odżywiania we Frankfurcie - gęściej i (zapewne z powodu ilości ludzi) łatwiej dostępne
- meta w hali na dywanie robi wrażenie, choć może komuś innemu Brama Brandurburgska się bardziej spodoba

Trochę zdjęć na koniec:

Bieg Precla - przebiegali przed naszym hotelem gdy wychodziliśmy na EXPO :)

Mój wymarzony zestaw: medal i czas we Frankfurcie

Ze Zbyszkiem w sobotę w hali.

Sponsor zobowiązuje - sprawdziłem jak "dwusetka" mi się podoba. Otóż podoba się!

Moje ulubione wyliczenia: tempa na kilometr

A tutaj skonsolidowany czas - w sekundach zysk (pod linią) albo strata (nad linią)
względem 3:15 (czerwona) i 3:20 (niebieska linia)
 Gotowi do startu ze Zbyszkiem

 Zaraz się zacznie

 Gdzieś na 7-8km

Okolice 14-go km, tempo całkiem całkiem skoro się rozmazuję :)

wtorek, 21 października 2014

10-18 maFRAton


Zdjęcie z sześciu dni do maratonu, ale zostało tych dni już tylko pięć. Bardzo fajnie, ten okres przed maratonem jest najprzyjemniejszy: biegać już nie wolno dużo ani ciężko bo trzeba odpocząć a w powietrzu wisi już atmosfera startu. 
Żeby nie mieć zaległości to może podsumuję szybko resztę planu treningowego. Zapuściłem się z tym ostatnio - aż 9 tygodni muszę podsumować, więc zrobię to nie tak dokładnie jak poprzednio.

Plan na te tygodnie wyglądał tak:
 

Realizacja w endo - zbiorczo wygląda tak:


A w rozbiciu na miesiące:



Troszkę tego za dużo żeby wchodzić w szczegóły każdego biegu, podsumowując więc tak ogólnie:

Co się udało:
- zrealizować wszystkie zakładane tygodnie z bardzo małymi odstępstwami: zmiana kolejności treningów, wyjątkowo zmiana rodzaju treningu (ale w zakresie tego samego typu: na przykład zdarzyły się zawody na 10km zamiast biegu tempowego albo Warsaw Track Cup zamiast interwałów)
- nadrobić opóźnienie względem planu (nawet w pewnym momencie dwudniowe)
- nie zachorować
- nie złapać żadnej kontuzji

Co się nie udało:
- ćwiczenia siłowe - to mnie najbardziej boli: pompki, brzuszki - wszystko leży i kwiczy - głównie ze względu na brak czasu i sił
- basen planowany raz tygodniowo - podobnie jak powyżej: brak czasu a chciałbym chodzić tam popływać
- rower który miał być dodatkiem - to mnie wcale nie boli bo ilość treningów była wystarczająca, średnio 5 razy w tygodniu

Co teraz:
Ostatni tydzień jest bardzo ważny przed maratonem, najważniejsze co mam w planach to:
1. Dieta przedmaratonowa: spróbowałem raz przed Rzymem i to zadziałało więc powtarzam zabawę: od wczoraj przez trzy dni staram się w ogóle nie jeść węglowodanów, potem trzy dni do soboty włącznie ładuję jak łopatą do pieca makarony i tak dalej.
2. Uważać na zdrowie - przeziębienie przedmaratonowe to typowa przypadłość biegaczy :)
3. Wysypiać się!!!
4. Przygotować się na spokojnie z kartką i planem co ze sobą wziąć: ubranie, suplementy, sprzęt itd itp
5. Przygotować taktykę na bieg: to jest wielki temat dla mnie bo jak zwykle tabelki swoje (szczególnie ostatni test na 10km z czasem 40:49 sugeruje że dobiegnę poniżej 3:09 jeśli wierzyć wujkowi Danielsowi, 3:11:30 wg McMillana i 3:16 wg Kancelarii Biegowej).

Sam nie wiem co zrobić - na razie skłaniam się do opcji 1:40 na połówce a jeśli sił starczy to przyspieszyć po 35km. No ale kusi jak co roku strasznie żeby spróbować szybciej zacząć i pobiec na 3:15 pierwszą połowę. No ale jak sobie pomyślę że miałbym biec po 4:37/km to mi się słabo robi jeszcze zanim na linii startu stanąłem :) Z drugiej strony jednak cały ten plan treningowy był pod tempo maratońskie 4:37/km - tak mi wychodziło z wyliczeń na początku planu i tego się trzymałem. 
Dla przykładu bieg 27km w tym 23km tempem maratońskim - właśnie 4:37/km:


i drugi przykład - bieg długi 32km z przyspieszeniem na koniec:


No więc sam nie wiem - muszę to przemyśleć...

piątek, 29 sierpnia 2014

6,7,8,9 maFRAton


Połowa planu treningowego za mną! Podsumuję trochę później, najpierw szybko jak wyglądało bieganie:

Tydzień 6
Bieg 1: spokojny 13km w tym 10 przebieżek po 100m - środa 30.07.2014 - wieczorkiem, teraz pewnie byłoby już ciemno :)
Bieg 2: rozbieganie 8km - piątek 1.08.2014 - rano przed pracą, zaraz potem wsiadłem na rower i dojechałem na 9:00 rano do pracy.
Bieg 3: spokojny 13km - niedziela 3.08.2014 - jeszcze przed kąpielą córek się udało.
Bieg 4: rozbieganie 6km - sobota 2.08.2014 - tak krótkiego biegu to już dawno nie miałem :)
Bieg 5: długi 19km - poniedziałek 4.08.2014 - rano do pracy. Nieźle wyszło, średnio 5:03/km.
Tydzień 7
Bieg 1: 16km w tym 8km progowo - piątek 8.08.2014 - po podberlińskiej wiosce, późnym wieczorem. Fajnie było! Progowy odcinek wyszedł świetnie - po 4:11/km.
Bieg 2: rozbieganie 6km - niedziela 10.08.2014 - już u siebie po dwóch dniach biegania za granicą.
Bieg 3: długi 18km - sobota 9.08.2014 - znowu po tych podberlińskich wsiach (byliśmy na "tropikalnych" basenach pod Berlinem w sobotę. Tym razem aż 18 więc musiałem przebiec nad autostradą (w Niemczech ni mozna przebiec w linii prostej 18km żey nie przebiec nad którąś). Tempo średnie: 4:43/km (!) - super się biegło.
Bieg 4: spokojny 11km w tym 8 przebieżek po 100m - poniedziałek 11.08.2014 - rano (!) przez pracą.
Bieg 5: długi 29km - wtorek 12.08.2014 - jak zwykle bieg długi z dwudniowym poślizgiem - ciężko mi zmieścić aż pięć biegów w tygodniu. Tempo 5:11/km pokazuje że było trochę wolniej niż zwykle, ale mieści się w zadanych widełkach.
Tydzień 8
Bieg 1: rozbieganie 11km w tym 6 przebieżek po 100m - czwartek 14.08.2014 - wieczorkiem, fajnie to wpływa na samopoczucie przez cały wieczór.
Bieg 2: długi 19km - piątek 15.08.2014 - prz takim dystansie to można już trochę pozwiedzać. Dobiegłem do Lasku Kabackiego, potem przez niego przebiegłem prawie aż do samego Powsina no i plus powrót. Średnie tempo 5:03/km czyli super.
Bieg 3: 16km w tym 10km progowo - niedziela 17.08.2014 - całkiem fajnie wyszło, czuję że mam coraz więcej sił podczas tych biegów.
Bieg 4: rozbieganie 8km - wyjątkowo trening odpuszczony, zamiast tego dwa razy rowerem po 21km po 50 minut w poniedziałek do pracy i powrót.
Bieg 5: długi 32km - wtorek 19.08.2014 - kto rano wstaje ten może dłużej pobiegać. Średnia 5:07/km jest całkiem niezła jak na bieg po mieście.
Tydzień 9
Bieg 1: rozbieganie 10km - piątek 22.08.2014 - jeszcze było jasno.
Bieg 2: długi 23km - środa 27.08.2014 - po drodze do pracy. Z przerwą na pogawędkę z kolegą z poprzedniej pracy (pozdrowienia dla Andrzeja!). Musiałem trochę się pokręcić po mieście żeby dorobić dystans do 23km. Tempo średnie wyszło 5:03/km czyli całkiem przyzwoicie jak na bieg spokojny (czytaj: trochę za szybko było).
Bieg 3: rozbieganie 10km - niedziela 24.08.2014 - spokojna przebieżka w kształcie oliwiarki (taki kształ na mapie wyszedł :)
Bieg 4: rozbieganie 10km w tym 6 przebieżek po 100m - poniedziałek 25.08.2014.
Bieg 5: 26km w tym 19km maratońskim - sobota 23.08.2014. Wyszło super! Dobrze że posłuchałem się szacownej małżonki i zamieniłem kolejnością biegi. Takie trudne treningi najlepiej mi wychodzą w sobotę albo niedzielę gdy jestem bardziej wyspany i wypoczęty. Została jeszcze tylko jedna taka kobyła, jeszcze trudniejsza bo 29km w tym aż 23km tempem maratońskim (!!). Sam nie wiem czy to możliwe, ale po tym treningu myślę że tak, tylko trzeba się przygotować: woda, żel, regeneracja przed biegiem.

Co poza tym?
Basen - kompletna porażka, nie ma co już udawać: po prostu nie chodzę w ogóle. Powód to oczywiście straszny brak czasu.
Rower - mało było, bo: 5 przejażdżek po 21km w tygodniu szóstym, 5 przejażdżek w tygodniu siódmym, 0 w tygodniu ósmym i 2 przejażdżki w tygodniu dziewiątym. Razem 12x po 21km to około 250km przez 4 tygodnie.
Ćwiczenia - porażka na całej linii, nie mam na to kompletnie czasu.

No to należy się trochę usprawiedliwić - muszę przyznać że i tak jestem zadowolony z tego ile mi się udało zrobić. Mam teraz taką ilość zajęć w pracy, że ponieważ nie chcę żeby to wpływało na ilość czasu jaki spędzam z rodziną, to po prostu pracuję późnym wieczorem. Więc rodzina i praca nie ucierpiały, ale na bieganie, rower i ćwiczenia czasu i sił już nie starcza. Dlatego nie jeżdżę już rowerem do pracy (w wakacje samochodem jest dużo szybciej) i nie robiłem ćwiczeń, ale bieganie udało mi się zrealizować prawie w 100%. W dodatku czuję że mimo zmęczenia ogólnego biega mi się bardzo dobrze - jak to mówią koledzy "jest moc". A przy tej okazji trzeba wspomnieć o planach na najbliższe tygodnie :)

Za tydzień - dycha w Żabieńcu czyli Frog Race. Nie wiem na ile dam rdę pobiec, ale na pewno zaatakuję życiówkę! Słyszałem same pozytywy o tym biegu, zobaczymy jak wygląda w praktyce. Moje córy też już są zapisane na biegi dzieci :)
Za dwa tygodnie - półmaraton w Tarczynie - super impreza i jaka patriotyczna (no bo przecież kraina jabłek) ;) bardzo lubię ten bieg, znowu w planach bicie życiówki która ma już okrągły rok! Jest przecież też z Tarczyna...
A w tą niedzielę będzie też biegowo bo półmaraton Wału Miedzeszyńskiego - będę z córami dopingował moją drugą połówkę (będzie biegła połówkę, a potem to oblejemy połówką ;) ). To dopiero przeżycie będzie!

Bieganie u Niemiaszków - ten krótszy bieg tempowy


A to ta największa do tej pory kobyła

poniedziałek, 28 lipca 2014

Pięć maFRAton



Jakoś tak dochodzę do wniosku że najlepiej mi wychodzi podsumowywanie realizacji planu gdy robię to systematycznie. Pewnie żadna niespodzianka :) No więc skoro skończył się piąty tydzień to wrzucam i podsumowanie tego tygodnia.
Bieg 1: we wtorek, ponieważ poprzedniego dnia zrobiłem ciężkie 24km to zamieniłem kolejnością dwa pierwsze biegi tego tygodnia i zacząłem od planowanego rozbiegania. Zrobiłem je po drodze do pracy, wyszło trochę ponad 10km spokojnego biegu.
Bieg 2: 14km w tym 8km tempem progowym.
Bieg 3: w planie 16km spokojnego biegu, trochę tu pomodyfikowałem (wiadomo, życie) i zrobiłem 13km w tym 10km to był Bieg Powstania Warszawskiego, a reszta to rozgrzewka i schłodzenie.
Bieg 4: rozbieganie 8km - w niedzielę wieczorem - nie było strasznie łatwo bo mimo późnej pory (22:00) nadal było za ciepło. W dodatku dzień wcześniej była dycha "na maksa"...
Bieg 5: bieg długi 26km w tym 16km tempem maratońskim które na razie wychodzi mi 4:34/km. Niestety słabo, właściwie to chyba trzeba przyznać że nie za bardzo wyszedł. Zrobiłem go w poniedziałek rano, przed pracą, a poprzedniego dnia wieczorem było 8km. W dodatku temperatura była już bardzo wysoka, na szczęście większość biegałem w cieniu. Udało się jednak tylko 22km w tym 10km maratońskim (w dodatku nie jednym ciągiem tylko 7+3 a tempo troszkę za wolne było).
Basen znowu się udał - to trzeba naprawić bo już wchodzi w nawyk.
Ćwiczenia - połowicznie się udało bo w niedzielę wieczorem pompki 5x20 i brzuszki 5x40.
Rower całkiem nieźle: 126km.
Razem więc nabiegałem się 5:46, a naćwiczyłem się aerobowo (bieg+rower+pływanie którego nie było): 10:55. Dużo i to nie uwzględnia tego dzisiejszego biegu poniedziałkowego. To pewnie jest powodem że nie poszło za dobrze dzisiaj. Muszę to poprawić - te długie biegi z kawałkami z prędkością maratońską są najważniejsze moim zdaniem w całym planie treningowym.

sobota, 26 lipca 2014

Raz dwa trzy... cztery maFRAton


Żeby zaległości się za duże nie zrobiły to podsumuję szybko pierwsze cztery tygodnie mojego frankfurckiego planu maratońskiego. Jak wiadomo treningi są z książki Pfizinger'a której tytuł na polski tłumaczy się chyba "Zaawansowane maratonowanie" :) (Advanced marathoning). Krótko mówiąc - bardzo mi się podoba, chociaż z racji naprawdę dużego natłoku pracy w obecnym, piątym tygodniu mam duży problem żeby się wyrobić, no ale o tym będę pisał następnym razem. A teraz po kolei:

Tydzień 1/18
Bieg 1: 13km w tym 6km progowo. Zrobiony w środę zamiast we wtorek, ale skoro w niedzielę był Maraton Lębork to chyba jestem usprawiedliwiony :) Wyszło dobrze, około 4:24/km czyli górna granica z planowanych widełek - po maratonie to i tak dobry wynik.
Bieg 2: spokojne 14km - też dzień później względem planu bo w piątek. 5:19/km przy tętnie 151.
Bieg 3: rozbieganie 6km - w sobotę, pierwszy raz w życiu próbowałem biec bardzo wolno - według książki tempo ma być tak wolne żeby czuć że się zyskuje energię zamiast ją tracić. Eeee to chyba niemożliwe. Najadłem się gotowanego bobu przed biegiem, a i tak tempo wyszło 5:33/km a tętno średnie 147.
Bieg 4: dłuższy - 19km. Wyszło fajnie: 5:01/km przy tętnie 159. Biegi długie u Pfizingera mają być w zakresie 10-20% wolniej od tempa maratońskiego przy czym końcówka (8-16km) bliżej tych 10%. U mnie te widełki to około 5:00-5:30/km.
Basen: 600m pierwszego basenu w tym roku (chciałem 1000m ale czasu brakło).
Rower: dwa razy do pracy i powrót, razem 89km.
Ćwiczenia: dwie sesje rozciągania, dwa razy pompki 5x20 i dwa razy brzuszki 5x40.
W sumie więc idealnie. Biegania było 4:29 a z rowerem i pływaniem 8:40.

Tydzień 2/18
Bieg 1: 13km w tym 10 przebieżek - w środę rano, po drodze do pracy. Wyszło dobrze, tylko jak zwykle z opóźnieniem jednego dnia.
Bieg 2: planowo miało być 16km spokojnie, zrobiłem po prostu drogę do pracy czyli 19km po 5:12/km. No i oczywiście dzień później - w piątek.
Bieg 3: rozbieganie 8km - udało się wolno 5:47/km.
Bieg 4: pierwszy ciężki trening: 21km w tym 13km tempem maratońskim. Było trudno, ale się udało.
Basenu nie było, rozciąganie było jeden raz, pompki 5x20 dwa razy, brzuszki 5x40 dwa razy.
Roweru było dużo: 3 razy do pracy i z powrotem, w sumie 126km.
Czasowo wyszło biegania 5:16 a z rowerem 10:19.

Tydzień 3/18
Od razu uprzedzam: urlopowy. Z ciekawych rzeczy: wziąłem garmina na wyjazd, tylko że nie wziąłem ładowarki :) więc biegałem z komórką żeby baterii starczyło dla żony, która biegała z garminem.
Bieg 1: we wtorek, w takich okolicznościach przyrody:
W planie spokojne 16km ale wyszło za szybko, w dodatku gorąco było więc trening wyszedł za ciężki.
Bieg 2: rozbieganie 6km - w środę. Wtedy wyprodukowałem ten wpis na blogu.
Bieg 3: czwartek, 13km w tym 6km progowo - trudno było w takiej temperaturze, ale udało się. Oczywiście wzdłuż morza, tylko nie po plaży a tak jak na zrzucie endo powyżej - ścieżką dla pieszych i rowerów.
Bieg 4: sobota, terenowe zawody na 10km Kurs na Chełmską w Koszalinie - o tym już pisałem, wg planu miało być w tym dniu rozbieganie 6km :)
Bieg 5: niedziela, bieg długi 23km. Już niestety wieczorem w Warszawie. Wyszło super, nawet za szybko pobiegłem bo 4:51/km średnio przy tętnie 156.
Niestety prawie nic poza tym nie było: basenu ani roweru ani ćwiczeń rozciągających. Tylko raz udało się w piątek pompki 5x20 i brzuszki 5x40. No ale było za to kąpanie w morzu i budowanie zamków z piasku :) Czasowo: biegu 5:38.

Tydzień 4/18
Bieg 1:  13km spokojnie, w tym 10 przebieżek - we wtorek.
Bieg 2: środa, trening przed Biegiem Powstania Warszawskiego. Sam trening to było 5km truchtu po Warszawie przerywanego sesjami opowieści historycznych o powstaniu lub ćwiczeniami rozciągającymi albo dynamicznymi typu skipy. Ciekawa sprawa, szczególnie dla lubiących historyczne opowieści (jak ja). Razem z dobiegnięciem i powrotem do pracy wyszło w sumie 15km. Zaliczyłem to planowany na czwartek bieg spokojny 16km.
Bieg 3: dopiero w sobotę - 18km bardzo spokojnego biegu (6min/km) po pięknych okolicach Borów Tucholskich z żoną i szwagrem. Ten bieg zaliczyłem za dwa: planowane na środę i sobota dwa rozbiegania 8km i 6km.
Bieg 4: z opóźnieniem jednodniowym znowu czyli w poniedziałek następnego tygodnia (obecnego). Bieg długi 24km - wyszedł po 5:00/km przy tętnie 154.
Poza tym znowu basenu niet, można uznać że ten trening prze BPW to była sesja rozciągania, ale pompek i brzuszków to już zupełnie nie było. Rower za to nie tak źle: dwa razy do pracy i powrót więc 89km. W sumie czasowo: biegu 4:25 a z rowerem: 8:25. (wszystkie te podsumowania czasowe podaję w pełnych tygodniach od poniedziałku do niedzieli, jeżeli jakiś trening wskoczy na następny tydzień to go w tym podsumowaniu uwzględnię w następnym tygodniu i tak było tutaj z tym długim biegiem niedzielnym który się opóźnił o jeden dzień).

A teraz Bieg Powstania Warszawskiego - tu już dzisiaj, mam nadzieję na pobicie mojej życiówki, ciekawy jestem czy się uda. Myślę że jest szansa - czuję się po tych prawie pięciu tygodniach planu treningowego na siłach, no zobaczymy czy z ciężkiego treningu się to może udać...

piątek, 27 czerwca 2014

Plan na maFRAton


Dobra, nie ma co dłużej zwlekać - czas się pochwalić nowym, pięknym, jeszcze pachnącym świeżością planem treningowym na maraton! Właściwie to nawet nie maraton tylko maFRAton bo będzie to BMW Frankfurt Marathon.
Tym razem zdecydowałem się na coś nowego - dzięki biegowemu koledze koledze Maćkowi zainteresowałem się książką "Advanced marathoning" autorstwa Pete'a Pfizinger'a i Scott'a Douglas'a.


Co mnie zaciekawiło to inne podejście do treningu maratońskiego - długie biegi z naprawdę dużymi częściami w tempie maratońskim i to dzień po rozbieganiu. To powinno zsumować zmęczenie i dobrze symulować to co od początku u mnie kuleje - czyli końcówka maratonu. Plan zakłada (wersja którą wybrałem) 4-5 biegów w tygodniu z kilometrażem do 88km tygodniowo (zwykle mniej).
A co ode mnie? Dorzucam od siebie w gratisie:

- dwa razy w tygodniu ćwiczenia rozciągające i wzmacniające - z tej książki
- dwa razy w tygodniu brzuszki - minimum 5x40 = 200 na jeden dzień
- dwa razy w tygodniu pompki - minimum 5x20 = 100 na jeden dzień

- jeden basen tygodniowo - raczej rekreacyjnie, do kilometra spokojnego pływania
Oczywiście pompki i brzuszki to w ramach akcji Smashing Pąpkings gdzie nabijam regularnie ćwiczenia.


Plan wygląda świetliście, już zacząłem go realizować - na razie bardzo mi się podoba. To do zobaczenia za 18 tygodni we Frankfurcie!



wtorek, 22 kwietnia 2014

Plany na sezon


Trochę czasu upłynęło od kiedy pisałem o jakichś planach treningowych czy tym jak mi idzie bieganie. Więc wypadałoby się podzielić co sobie zaplanowałem na ten rok. Jak pewnie wiecie frekwencja się nam zrobiła taka na imprezach biegowych że trzeba planować swoje najważniejsze biegi na pół roku w przód a czasami i z większym wyprzedzeniem! Trochę więc sam a trochę z pomocą Żonki mam ten sezon już zaplanowany. A będzie to tak, lista startów na które jestem zdecydowany:
3. maja: Półmaraton Grudziądz
11. maja: Ekiden Warszawa
25. maja: Rock'n'Roll Liverpool Halfmarathon
22. czerwca: Maraton Lębork
26. października: BMW Frankfurt Marathon
Do tego dochodzą też biegi które bardzo chciałbym pobiec: Bieg Powstania Warszawskiego, Minimaraton Lesznowola i Bieg Niepodległości. A jak będzie czas, zdrowie i ochota to pojawię się też na biegach:Półmaraton Tarczyn, Warsaw Track Cup, Piaseczyńska Piątka i Biegu Ursynowa.

Jak widać średnio raz w miesiącu pobiegnę (8 biegów na 8 miesięcy) a jak się uda też te dodatkowe to wyjdzie ich 1,5 na miesiąc (12 biegów). Na te już zaplanowane biegi mam już ustawione jakieś cele:
Grudziądz - plan minimum to poprawa życiówki z Tarczyna 1:31:44, maksimum to 1:29:59.
Ekiden - startuję z Blogaczami, chyba pobiegnę 10km, w takim przypadku plan minimum to poprawa życiówki 41:22, maksimum to 39:59
Liverpool - zależnie od wyniku z Grudziądza. Jeżeli będę czuł że mogę się poprawić to plan będzie jak w Grudziądzu. Natomiast jeśli już w mieście Bronka Malinowskiego dam z siebie wszystko, to w Liverpool'u pobiegnę rozrywkowo, jak każe charakter biegu :)
Lębork - start kontrolny, ma na celu pokazanie mi na ile będzie mnie stać w najważniejszym starcie pozostałego sezonu czyli Frankfurcie. Postaram się pobiec bardzo mocno.
Frankfurt - zwieńczenie sezonu. Moje marzenia zahaczają o 3:15 czyli 10 minut szybciej niż mój rekord. Plan jak do tego dojść już mam, ale wrzucę go za dwa miesiące choć już teraz zacznę go realizować.

Druga rzecz jaką widać, to że bieganie mi się nie nudzi. Nie czuję potrzeby zmieniania obiektu zainteresowań: triathlon mną nie zachwycił (chociaż ma potencjał - jak by wyrzucić pływanie i rower to byłaby naprawdę fajna zabawa), bieganie po górach wygląda bardzo interesująco, no ale szkoda mi paznokci (chociaż kto wie, może za rok?). Bieganie sprawia mi cały czas frajdę, a że dozuję je sobie ostrożnie (dwa plany maratońskie na rok, starty średnio 1,5 razy na miesiąc) to i zabawa się nie nudzi.

Tymczasem biegam sobie według chwilowego planu. Pod Orlen gdzie chciałem najpierw bić rekord na 10km i teraz pod Grudziądz plan jest mniej więcej taki: 4 biegi na tydzień, jedne interwały, jedna tempówka, jeden bieg spokojny i jeden długi. Do tego staram się dwa razy w tygodniu dojeżdżać do pracy rowerem po 21km w jedną stronę, co daje ok. 85 przejeżdżanych kilometrów. Te treningi są różne, generalnie wzięte z planu FIRST dla planu półmaratońskiego. Pochwalę się ostatnim, który był najcięższy. Planowo 25km tempem półmaratońskim +19sek/km. Wyszło idealnie (moje obecne tempo półmaratońskie to 4:20/km):


A jak mnie wysyłają służbowo za granicę, to i tam biegam - tutaj akurat przykład (to zbieg okoliczności z moimi planami) gdy rano zrobiłem przebieżkę tuż przy granicy Frankfurtu, gdzie za 6 miesięcy i 4 dni mam zamiar biec maraton :)




ADs