No to najważniejsza część planu za mną. Ostatnio narzekałem na brak długich biegów i trochę się tłumaczyłem że to z powodu pogody. Pisałem że plany miałem wtedy: poprawić sytuację z biegami długimi, mieć też biegi tempowe i poprawić też kilometraż tygodniowy. A jak to się udało?
1. Biegi długie - no świetnie wyszło, bo na cztery tygodnie były aż trzy biegi po 32km! W tym czwartym tygodniu był Półmaraton Warszawski, zresztą i tak bym tam nie wciskał czwartego :)
Same te biegi długi zawsze robiłem narastającym tempem. Końcówkę starałem się tempem maratońskim i robić ten ostatni odcinek coraz dłuższy. W poprzednim wpisie pisałem o pierwszym takim biegu - tam zrobiłem ostatnie 8km tak szybko, w tej części zrobiłem najpierw 12km, potem 16km i znowu 16km. Natomiast to tempo nie było na samym końcu (tak jak za pierwszym razem) 4:30/km, tylko około 4:44/km
2. Biegi tempowe - aż 6 takich biegów - super! Dokładnie to takie: 2x5km @4:25, 4+4+2km @4:23, 3x3km @4:15, 3x4km @4:23, 13km @4:44, 3x4km @4:23
3. Kilometraż tygodniowy - średnia wzrosła aż o 10km (a był jeden tydzień trochę słabszy - planowo, bo oszczędzałem się przed startem w Półmaratonie Warszawskim). Średnio było prawie 74km tygodniowo!
Z jednej strony widzę że nie jest tak dobrze jak rok temu. Tempa są trochę wolniejsze, wyniki ze sprawdzianów też słabsze wychodzą (półmaraton, ale też 20:01 w Wiązownie na piątkę). Czuję na biegach że nie jest lepiej, więc myślę że nie będę wyskakiwał zbyt optymistycznie z planem na Zurych. Jescze to dokładnie opiszę, ale mam nadzieję że już teraz na wiosnę wyrobię mój plan minimum na maraton w tym roku i chciałbym bardzo potem skupić się na szybkości. Tak dla zabawy oczywiście, bo nie sądzę żebym się jeszcze do moich życiówek zbliżył. Nie każdy jest MKonem :-)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz