| 7.09.2026 | 5 | Poniedziałek | wolne | wolne | 0,00 | |
| 8.09.2026 | 5 | Wtorek | 10km @4:35 | Narastająco 5:20-5:10-5:10-5:00-4:50 za niedzielę + rower 21km | 17,00 | |
| 9.09.2026 | 5 | Środa | BS 10km | Spokojnie 10km + rower 21,5km | 10,01 | |
| 10.09.2026 | 5 | Czwartek | 4x3km @4:20 p.3’ | Próbowałem 3x3km @4:30 wyszło lepiej: 4:28, 4:30, 4:20! | 11,23 | |
| 11.09.2026 | 5 | Piątek | basen | Wreszcie szybciej! 1000m w 29:53! | 0,00 | |
| 12.09.2026 | 5 | Sobota | BS 10km | Spokojnie po lesie | 10,80 | |
| 13.09.2026 | 5 | Niedziela | BNP 5:15→4:15 25km | Chciałem 26km ale po 20 coś zabolało i skróciłem ze strachu BNP 5:50-5:33-5:5:20-5:07 | 21,04 | 70,08 |
| 14.09.2026 | 6 | Poniedziałek | wolne | wolne | 0,00 | |
| 15.09.2026 | 6 | Wtorek | 10km @4:30 | Rano rower 22km. Bieg: zabolało po 5km więc skróciłem – 5km @4:36 | 8,87 | |
| 16.09.2026 | 6 | Środa | BS 10km | Spokojnie i nie bolało! Rower 20,5km | 10,73 | |
| 17.09.2026 | 6 | Czwartek | 4x3km @4:15 p.3’ | Odpoczynek od biegania, tylko rower 21+23=44km | 0,00 | |
| 18.09.2026 | 6 | Piątek | basen | Rano bieg – 5x1km @4:20 bo bałem się o nogę i na ostatnim zabolało troszkę | 10,00 | |
| 19.09.2026 | 6 | Sobota | BS 10km | Spokojnie po lesie | 10,65 | |
| 20.09.2026 | 6 | Niedziela | BNP 5:15→4:15 25km | Bałem się o nogę więc bez ścigania: 5:00/km i po twardym – wyszło super, końcówka szybciej! | 25,00 | 65,25 |
Co tam warto podkreślić z tych dwóch tygodni? W pierwszym tygodniu zaczęło się dobrze, ale nie za bardzo biegi długie mi wychodzą w tym planie i to wszystko przez tą kontuzję z której tak wolno wychodzę. Z dobrych rzeczy w tym tygodniu to kilometraż wyszedł aż 70km i bardzo dobrze wyszły 3x3km - tempa 4:30-4:20 to już naprawdę fajne były! Co natomiast martwi, to że w niedzielę coś zabolało i skróciłem bieg długi. Cały czas mam z tyłu głowy obawy żeby mi się tam coś nie odnowiło.
W drugim tygodniu znowu zabolało we wtorek i może ja przesadzam, bo fizjo mówił że tak może być podczas gojenia się mięśnia, ale dla pewności skróciłem. Miało być 10km, zabolało w połowie więc skróciłem do 5km. W środę jednak nie bolało podczas spokojnego biegu. W czwartek jednak zrobiłem wolne i przełożyłem akcent na piątek i zmieniłem go - zamiast powtórzeń po 3km zrobiłem po 1km i tylko 5 sztuk - razem 5km szybko (po 4:20/km) i na samej końcówce znowu trochę zabolało. Nie jest to ból z tego samego miejsca co kontuzja, więc to chyba nie powinno być nic złego - tak się pocieszam. Wieczorem popływałem na basenie 1000m, w sobotę spokojnie po lesie dyszka i było dobrze i w niedzielę - uwaga! Wreszcie bieg długi i wyszło dobrze! Zamiast narastający tempem zrobiłem go ostrożnie - po 5:00/km z zamiarem obserwacji czy nic nie boli i... było dobrze! Nawet ostatnie 2km przyspieszyłem i naprawdę fajnie wyszło :) Razem kilometraż 65km.
Z planów to teraz muszę mocno przemyśleć ten tydzień - bo w niedzielę start na dychę, a potem tylko tydzień i półmaraton w Manchesterze. Nie wiem na jakim jestem poziomie, zegarek twierdzi że 43:30 (ale na dychę twierdzi że 20:40, a miałem ponad pół minuty dłużej przecież). Więc tak bezpiecznie to wg kalkulatora Danielsa wychodzi 44:10. Pewnie trzeba by pobiec tempem na 44 minuty pierwszą połowę i potem coś urywać (albo zbierać co się da gdyby to było za szybko w pierwszej połowie :) ). Na połówce natomiast wychodzi że będę łamał 1:38 niestety tylko... szkoda, chciałem na koniec roku wrócić do formy z początku roku, ale widać że to jest zupełnie niemożliwe. No nic nie poradzę na to - postaram się na tyle na ile dam radę i powoli, powoli będę wracał do szybszego biegania :)
Najbliższe starty


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz