poniedziałek, 5 stycznia 2026

1-2/16 Zurych: plan i zaczynamy!

Właśnie sobie uzmysłowiłem że ten maraton, to w sumie już nie tak za daleko od dzisiaj :) W sumie to zostało (niecałe) 14 tygodni tylko! Czekałem z wrzuceniem planu trochę ze względu na coroczne podsumowanie i wrzucenie planów na ten rok. Ale teraz to już się udało, więc wypada też opisać co i jak będzie biegane przez Zurychem. 

Nie ukrywam - poszedłem na łatwiznę. To znaczy wybrałem plan treningowy który zrobiłem ostatnio i zadziałał dobrze - czyli przed Hamburgiem. Przygotowałem sobie rozpiskę - po prostu mój plik z tym jak biegałem wtedy, czyli dokładnie dwa lata temu i będę próbował robić to samo, mimo że jestem dwa lata starszy i kategoria wiekowa będzie już M50 :) 

W pliku mam na czarno planowany trening, na czerwono są stare zapiski z planu pod Hamburg (bo nie zawsze się udało zrobić dokładnie ten sam trening, poza tym czasami wychodził gorzej albo lepiej) i poprawiam sobie na bieżąco w tym pliku jak mi to wychodzi w tym roku - zmieniając opisy. Te nowe wpisy są na zielono. 


Mam jeszcze na drugiej zakładce dokładny opis każdego dnia - taki powiedzmy dzienniczek biegowy. Krótko więc jak wyszły te dwa pierwsze tygodnie:

Tydzień 1/16

Zacząłem jak zwykle od odpoczynku w poniedziałek, za to we wtorek udało się pojechać z żonką na stadion w Piasecznie i zrobiłem porządnie interwały 5x1000m - wyszły średnio po 3:52/km, trochę pod koniec zwolniłem, bo planowałem 3:50/km biegać i miało być ich 6. Ale i tak było to dużo mocniejsze niż planowane oryginalnie sześć rytmów po 30 sekund :) Zaraz po tym zresztą szybko wybraliśmy się całą rodziną aż do Koszalina - bo to był dzień przed Wigilią. W środę (czyli w Wigilię) rano szybko zrobiłem pętlę z podbiegami na wiadukcie nad ekspresówką S11. W czwartek to powolne bieganie w celu wypalenia choć trochę ze świątecznych dań (których wchłonąłem duuużo, w tym ciasta oczywiście!) - zrobiliśmy ten bieg razem z żonką. W piątek dalszy ciąg wypalania kalorii - tym razem sam, więc zrobiłem zaległy z wczoraj tempowy bieg: 8km @4:35 i bardzo lubię takie treningi. Też bardzo dobrze działają na to wypalanie kalorii :) W sobotę znowu spokojny bieg z żoną i potem już niestety przejazd do domu w niedzielę, więc żeby cokolwiek się poruszać to wstałem bardzo wcześnie (6:30) i udało się zrobić chociaż 14km zamiast typowego dla tego dnia biegu długiego. Acha i wplotłem tam 15 pompek co kilometr, to wyszło ich razem 225. Tak żeby trochę nadrobić brak basenu w piątek. Jednak było tego biegania dużo - aż 6 dni i 65km w tygodniu.

Tydzień 2/16

Aura się całkowicie zmieniła - we wtorek jeszcze się udało pobiegać interwały, ale nie na stadionie, a po chodnikach (po zostawieniu samochodu w myjni). Wyszło nie do końca dobrze, bo 5 i pół interwału po 1000m i średnio 4:05/km tylko. Natomiast od środy to już śnieg, śnieg, śnieg. Więc zamiast planowanych podbiegów na środę po prostu w tym kopnym śniegu zrobiłem 10km. W czwartek też odpuściłem planowany bieg tempowy i zrobiłem 12km po śniegu (to był Nowy Rok zresztą, trochę niewyspany człowiek zawsze wtedy jest :) ). W piątek zgodnie z planem był basen i coraz fajniej mi się tam udaje pływać. Nadal wolno, ale już zszedłem poniżej 30 minut na kilometr, a przede wszystkim - przepływam teraz ten kilometr bez odpoczynków! W sobotę i niedzielę zrobiłem sobie biegi po Lesie Kabackim - w sobotę z podbiegami w Powsinie, a w niedzielę prawie 19km z pompkami co kilometr (razem 200 sztuk). I cały tydzień znowu zakończyłem z kilometrażem 65km (chociaż w pięciu treningach tylko).



 
 


Pogoda ma być nadal bardzo mroźna - dzisiaj (w poniedziałek) nawet dostałem ostrzeżenia z gminy że ma być -17 stopni. Więc zobaczymy - chyba jutrzejszy trening zrobię na siłowni po raz pierwszy od bardzo dawna.

Generalnie - idzie dobrze, waga mimo Świąt nie poszła w górę (jest 77kg), tempa podczas treningów wyglądają dobrze, więc szansa na powtórzenie dobrego wyniku z Hamburga powinna być. I tego sobie będę życzył :) !



 

 
 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

ADs