niedziela, 12 czerwca 2022

ParkRun - wygrana!

Wiem że już to nie raz pisałem, ale muszę po raz kolejny przypomnieć: każdy jest mistrzem! Trzeba tylko odpowiednio dobrać kategorię :) Chociaż tak naprawdę to mój wczorajszy bieg wcale nie był jednak dobierany pod tym kątem - tak naprawdę to chciałem sobie pobiec znowu ParkRun. Pierwszy raz pobiegłem (o rany) prawie 8 lat temu! Jak by ktoś chciałby sobie poczytać to tutaj jest opis

Tym razem wybrałem najbliższą lokalizację czyli Konstancin-Jeziorna (poprzedni raz biegłem w Skaryszaku), a wybór w tej chwili park run'ów nie jest taki zły:


Trasa w Konstancinie-Jeziornej jest po parku, właściwie to chyba to część lasu chojnowskiego - jest kręta, podłoże jest bardzo różne, ale typowo gruntowe, miejscami nawet sypny piasek. Krótko mówiąc - to nie jest trasa na rekordy. No ale nie to było moim celem - ja chciałem zrobić sobie akcent, więc sam wynik nie był ważny, chodziło mi o poziom wysiłku. 

 


Udało się zebrać we trójkę z żonką i najmłodszą córą, dojechać na czas. Przed biegiem nawet dałem radę się rozgrzać i jeden z biegaczy (wielkie dzięki!) pokazał mi prawie całą trasę - pętla jest 2,5km więc robi się dwa okrążenia. Fajne jest to że na zakrętach i skrzyżowaniach na drzewach jest biały znaczek wyznaczający trasę z symbolem ParkRun (drzewko z małą literą "r"). Po takiej rozgrzewce - jedna pętla po tej trasie ustawiłem się przy starcie. Biegacze to w większości zgrana paczka stałych bywalców. Sprawdziłem wyniki z poprzedniego biegu - wygrany miał około 20:30, więc skoro ja planowałem pobiec poniżej 20 minut to rozumiecie czemu dokładnie sprawdzałem trasę przed biegiem :)

Z małym poślizgiem ruszył bieg - od razu okazało się że biegnę pierwszy, przez pierwsze jakieś chyba 1-1,5km słyszałem że blisko za mną ktoś biegnie, ale przed końcem pierwszego okrążenia przestałem już słyszeć te oddechy. Tempo było poniżej 4min/km, w połowie dystansu spadło do 4:00. W połowie trasy dostałem pozdrowienia od moich dziewczyn i pomyślałem że chyba to dowiozę. To co mnie trochę w tym biegu nie cieszy to że (znowu) tempo mi powoli spadało. Nawet w najgorszym momencie do 4:17, jednak w lesie takie tempo z zegarka to naprawdę nie jest miarodajne. Udało mi się dowieźć z dużym zapasem wygranę do mety i... pierwszy raz w życiu wygrałem bieg :) !


piątek, 27 maja 2022

Czym skorupka za młodu - część druga

 

Latka lecą a ja cały czas młody, że tak sobie zażartuję. Właśnie policzyłem, że dokładnie 9 lat temu w przedszkolu naszych starszych córek miałem pogadankę dla dzieci na temat biegania. Tutaj można sobie przeczytać o tamtej prezentacji. Tymczasem u nas w domu kolejna córka i znowu przedszkole w programie dnia codziennie. Najmłodsza chodzi do Smart Kids Academy i skoro już covid zszedł z tapety to można było zorganizować podobną prezentację. 

Okazją był Dzień Sportu w przedszkolu, oryginalnie myśleliśmy że uda się praktyczną część tego opowiadania o bieganiu zrobić na dworzu, ale niestety było tak wietrznie że nie dało się wyjść. Przygotowałem więc kilkanaście zdjęć z biegów: takich trochę turystycznych z zagranicznych maratonów, też z krajowych, z biegów terenowych i nawet z takich gdzie biegały też nasze córki. 

 
Poza tym przyniosłem trochę sprzętów:
  • biegowe ciuchy: koszulki, bluzy, spodenki, skarpety (gaci nie pokazywałem), opaski kompresyjne, kurtkę biegową, czapeczkę, rękawiczki, kominy, opaski na głowę
  • biegowe akcesoria: zegarki biegowe, plecak z kubłakiem, paski z kieszkonkami na klucze czy telefon, bidon
  • biegową spożywkę: różne żele energetyczne, izotoniki w proszku, batony energetyczne i proteinowe, odżywki
  • no i chyba najważniejsze: najprzeróżniejsze medale z biegów 

Zdjęcia wgrane na pamięć wrzuciliśmy do telewizora (z ekranem dotykowym - fajna sprawa) i mogliśmy zaczynać. Przyszły aż trzy grupy przedszkolaków: grupa mojej Ali czyli Hipcie (!), młodsza trochę grupa Lemurków, no i najstarsze przedszkolaki czyli Żyrafy.
Dzieci zapełnily salę i jak to dzieci - prawie każde chciało coś powiedzieć, ale dzięki Ciociom zajmującym się nimi udało się dość sprawnie przejść przez cały program atrakcji. Czyli tak pokrótce: opowiedziałem o tym czemu lubię biegać, czemu to jest zdrowe, że dzieci też mogą biegać. Pokazałem te wszystkie biegowe utensynalia które przyniosłem, omawiając co do czego służy, potem puściłem w obieg medale żeby dzieci sobie poprzymierzały i pooglądały z bliska. Następnie była sesja pokazywania zdjęć z biegów, w tym zdjęcia na których była nasza mała Alicja - np. po Biegu po dynię w zeszłym roku (biegły tam w sumie trzy dziewczynki z tej jednej przedszkolnej grupy - jeszcze Zosia B. i Iga). Na koniec część praktyczna - skoro musieliśmy zostać w sali to zrobiliśmy to dość statycznie: czyli najpierw troszkę rozciągania, potem bieg w miejscu, skipy A i C, wymachy ramion itp.


Ogólnie to było bardzo fajne - dzieci były zaangażowane, opowiadały w stylu "a ja zrobiłam sto pompek" (nie do końca w to wierzę ;) ) i dużo było pytań i opowiadania też z ich strony. Bardzo się cieszę że mogłem dzieciom poopowiadać, nasza mała Alusia cieszyła się ża zobaczyła tatę w przedszkolu. A w dodatku dostałem na koniec ręcznie zrobiony medal (już wisi na moim sportowym wieszaku razem z wszystkimi innymi medalamo) i taką fajną laurkę!



wtorek, 17 maja 2022

Memoriał Rosłona 2022


W niedzielę pobiegłem sobie na stadionie 5000m w Memoriale Rosłona. To bieg organizowany przez lokalny klub Kondycja z Piaseczna i całkiem się im on udaje. W tym roku na przykład były dwa biegi w randze Mistrzostw Polski - 5000m U20 i U23 (każdy oczywiście w podziale na kobiety i mężczyzn więc w sumie cztery biegi były). Zawody trwały od rana, były różne dystanse dla przeróżnych grup wiekowych - fajna rodzinna impreza bo nawet darmowe dmuchańce dla dzieci (ale tyle ludzi że straszna kolejka się zrobiła), piknikowe budy z jedzeniem itd.

Moje cele na ten bieg były jak poprzednio opisałem: poprawić się z ulicznego Biegu Konstytucji. Wtedy było 20:00 to teraz obstawiałem żeby choć te pół minuty urwać bo na stadionie biega się szybciej plus (przede wszystkim) tam był podbieg Książęcą (i zbieg Agrykolą). Ubrałem się ładnie i poszedłem się rozgrzać:


 Mieliśmy towarzystwo znajomych plus kolega z pracy z którym biegamy dość podobnie (no dobra, on jest szybszy, ale kiedyś było na odwrót a ja się nie poddaję!) więc poszliśmy razem się rozgrzać. Dobiegliśmy do Górek Szymona i z powrotem - wyszło razem z przebieżkami i ćwiczeniami w biegu w sumie jakieś ponad 5km. No tylko że była niezła obsuwa czasowa - zamiast o 20:15 bieg zaczął się po 21-szej. W sumie po rozgrzewce niewiele już zostało :) Dobra, ale ustaliłem sobie plan - chciałem trzymać tempo 23 sekundy na 100m - na stadionie sam kontroluję czas na znacznikach co 100 metrów. To by mi dało 19:10 na mecie, co wiedziałem że było za ambitne, ale chciałem spróbować.

Po starcie dwie koiety biegły przede mną, patrzyłem na tempo i nie wyprzedzałem ich na pierwszym kółku - bo widziałem że ruszyliśmy trochę za szybko (co jest normalne chyba u wszystkich). Miałem 3 sekundy nadróbki, ale nie rosła na kolejnych setkach więc tempo było stabilne. Po 500m jednak wyprzedziłem te dwie kobiety - akurat zdjęcie u góry pokazuje ten moment.
Zdjęcia oczywiście robiła moja grupa wsparcia - Żonka i dwie młodsze córki, zawsze jak przebiegałem to miałem gorący doping :)
A ja tymczasem spokojnie biegłem. To znaczy nie do końca spokojnie - tempo było równe: po 23 sekundy na 100m i szło naprawdę fajnie. Przebiegłem tam pierwszy, drugi i trzeci kilometr. Kolega (Maciek) wyprzedził mnie już dawno - na pierwszym kilometrze, ale spodziewałem się tego bo celował w 19:00-19:30.
Po trzecim kilometrze przychodzi zwykle czwarty kilometr, a ten jest u mnie najtrudniejszy - zauważyłem że nadróbka 3 sekund zaczyna topnieć. Zacząłem więc od czwartego kilometra doliczać 24 sekundy a nie 23 - czyli tempo z 3:50/km spadło na 4:00/km. Byłoby i tak dobrze jak bym to utrzymał - miałbym te planowane pół minuty poprawy od poprzedniego biegu. Starałem się więc jak mogłem i trudno było, ale to tempo 4:00/km udawało się utrzymać. Na przedostatniej prostej spróbowałem dogonić dwie osoby przede mną i sam się zdziwiłem że mi się udało, za to mnie na ostatniej prostej wyprzedziła nasza olimpijka Ania Jakubczak (i zajęła drugie miejsce wśród kobiet). Przez co moja średnia córka miała wrażenie że mi źle poszło :) a ta naprawdę to poszło mi bardzo dobrze, złapałem sobie czas:

19:30

 

Bardzo fajnie ten bieg mi wyszedł, wygląda na to że powoli coraz szybciej się poruszam - oby tak dalej i przede wszystkim zdrowo żeby mi to poruszanie się wychodziło :)



 

sobota, 7 maja 2022

Bieg Konstytucji 2022


Ten długi majowy week-end to mieliśmy całkiem na sportowo - najpierw Żonka przebiegła półmaraton Grudziądz-Rulewo, a potem ja Bieg Konstytucji w Warszawie. Patrzę teraz na moją historię startów w Warszawie i dla ciekawości ją tutaj wkleję:

2012 rok: 22:00
2015 rok: 19:19
2017 rok: 18:55
2018 rok: 19:53
2019 rok: 19:23

Jak widać to impreza na której chyba bywam najczęściej :) ale nie bez powodu: fajnie zrobiona, blisko, ważna okazja - same plusy. W tym roku czuję że powoli zaczynam wracać do żywych, może to złudzenie, ale będę się go trzymał. 

Postanowiłem sobie tym razem że pobiegnę zupełnie na wyczucie, przestawiłem się więc mentalnie w tryb "nie patrzę na zegarek", nie obróciłem tylko zegarka żeby był z drugiej strony ręki bo ma on czujnik tętna więc musi od góry dotykać nadgarstka. Z racji wyjazdu do Grudziądza nie miałem odebranego wcześniej pakietu, podjechałem więc na start około godziny wcześniej co było dobrym pomysłem bo zaparkowałem bez problemu niedaleko od startu a w dodatku na starcie spotkałem się z kolegą z którym szliśmy na start półmaratonu w Wiedniu kilka tygodni wcześniej. Niezły zbieg okoliczności. No i dobrze potwierdzić swoje odczucia odnośnie Wiednia - też miał kolega zdanie że było duszno i biegło się bardzo źle.
Dobra, odebrałem pakiet i poszedłem na rozgrzewkę: porządna bo wyszło 5 kilometrów w tym trucht 2km, potem ćwiczenia w biegu: krok dostawny, przeplatanka, skipy A i C, przebieżki i wyszło 5km. Wtedy na start do odpowiedniej strefy, odśpiewanie hymnu (czemu niektórzy łazili w trakcie jak hymn grali - nie wiem do tej pory). No i cóż - start!
Ruszyłem na samopoczucie i jak widzę statystykach oczywiście było trochę za szybko, ale nie patrzyłem na zegarek, tylko biegłem mniej więcej na wyczucie. Piszę "mniej więcej" bo jednak miałem w zasięgu wzroku zająców na czas 20 minut. Ja chciałem mieć trochę poniżej 20 minut, ale nie kontrolowałem tempa więc to tylko było myślenie życzeniowe. W praktyce na początku zacząłem doganiać zająców. Było ich dwóch - minąłem tego drugiego, potem wyprzedziłem tego pierwszego. Przy okazji - wielkie podziękowania dla niego bo świetnie prowadził. Krzyczał, zagrzewał co chwilę do biegu i było to niegłupio zrobione: na podbiegu przypominanie o postawie, pracy rąk - no bardzo fajnie to prowadził.
Właśnie - podbieg. Zaraz jak wyprzedziłem pierwszą grupkę biegnącą na 20 minut zaczął się podbieg ulicą Książęcą. Niby jest na początku, ale biegłem przecież tempem poniżej 4min/km więc to musiało dać w kość. Było ciężko i widzę że zwolniłem, ale (też dzięki dopingowanu przez zająca na 20 minut) udało się wbiec w jednym kawałku. Na górze miało być uspokojenie i to się też udało. Najpierw wróciłem do tempa poniżej 4:00 ale widzę teraz że końcówka tej długiej prostej zaczęła być problemem. Ale nic, mocny skręt w lewo i zbieg Agrykolą! Tutaj wiadomo - nie było trudno utrzymać dobre tempo. 3:45/min wchodziło bez problemu przez ponad 500m. Tylko wtedy nastąpiło to co musiało nastąpić: koniec zbiegu a do mety grubo ponad kilometr! No i tutaj widzę że tempo mi spadło, minęły mnie obie grupy zająców na 20 minut (ale na starcie też były przede mną przecież) a ja dałem radę tylko na ostatnie 250m zmobilizować się, za to średnie tempo tego odcinka to było 3:45/km więc nie ma wstydu.

Na mecie zatrzymałem zegarek i zobaczyłem:

Czyli bardzo fajnie jak na mój gust. Wiem że mogłoby być trochę lepiej, szczególnie ten podbieg pod Książęcą przecież sporo mnie kosztował. Nie tylko strata czasu na samym podbiegu, ale też zmęczenie które potem się przełożyło na wolniejsze tempo pod koniec.

No to z takim podbudowaniem patrzę optymistycznie na następny start: też piątka, tylko 5000m a nie 5km - czyli będę biegł na stadionie z okazji Memoriału Rosłona w Piasecznie. Spróbuję tam zejść poniżej 20 minut - może się uda nawet pół minuty, w końcu ten podbieg chyba tyle mi zabrał?

Acha, a pod koniec maja widzimy się na dyszce Piotrkowską w Łodzi!

Ładny medal dali w tym roku, już wisi u mnie w garażu na ścianie :)


Widać pierwszy pik - to podbieg Książęcą i drugi pik - to zmęczenie przy obieganiu ulicą Kawalerii, gdzie zresztą pracowałem ładnych parę lat :)

Widać podbieg a na czerwonym - że się nie obijałem (tętno wysokie)

Rozbicie na odcinki 250m

Kolor trasy pokazuje tempo, widać te niebieskie gdzie było najwolniej



niedziela, 1 maja 2022

Półmaraton Wiedeń

 Ech cały tydzień temu pobiegłem ten półmarato w Wiedniu i nie ma czasu opisać. No to trzeba się wziąć i szybko nadrobić! Pakiet dostałem od kolegi z grupy biegowej (dzięki Krzysiek!) który nie mógł pobiec i na szczęście można było oficjalnie przepisać. W Wiedniu jest o tyle ciekawie że można nawet w trakcie biegu zmienić sobie maraton na półmaraton i taki miałem zamiar bo sam pakiet był wykupiony na maraton. Zabraliśmy się więc całą rodziną samochodem do tego miłego i ładnego miasta. To był już mój czwarty start w tym mieście! To pokazuje jak bardzo się nam tam podoba, w innych zagranicznych miastach biegam tylko raz (jest jeszcze jeden wyjątek: w tym roku byłem drugi raz w Paryżu).

Pobiegłem w Wiedniu w 2013 maraton, w 2015 półmaraton, w 2019 maraton i teraz w 2022 półmaraton.

Nie braliśmy urlopu więc zaraz po pracy szybko w samochód i późnym wieczorem byliśmy w hotelu tym co zawsze - ibis Wien Messe, super lokalizacja bo zaraz po starcie się koło niego przebiega. Poza tym blisko z niego na Prater gdzie można sobie pobiegać a dzieci mają atrakcję - bardzo fajny park rozrywki.

W sobotę wiadomo - expo, potem zakupy ("niemiecka chemia" i słodycze ;) ) i coś dla najmłodszych - czyli atrakcje na Praterze. Niektóre atrakcje były na tyle straszne że nawet ja tam nie wszedłem, a co dopiero dzieci.

A w niedzielę rano bieg - na start doszedłem pieszo, po drodze pogadaliśmy z kolegą z którym się już kiedyś widzieliśmy.  Co do samego biegu to tak jak napisałem na gorąco na profilu mojego bloga na fb: chciałem się poprawić z Wiązowny, ale wyszło gorzej 🙂
Po 10km nie dałem rady przyspieszyć, za to tempo spadło - było mi duszno, tętno 177 to prawie jak przy wyścigu na dychę. Zacząłem tempem 4:21 /km czyli na 1:32, ale potem to już 4:40 wchodziły kilometry. To znaczy wtedy gdy powiny wchodzić po 4:16/km bo mój plan minimum i kasimum to było 1:30-1:32, średni który uznałbym za sukces to 1:31 na mecie. A z tego tempa co mi spadło to czas na mecie byłby 1:37... ale udało się jakoś ogarnąć i nawet ostatnie 1100m średniomi wyszły po 4:05/km. Niby wynik końcowy słaby 1:35:05, ale samopoczucie dobre bo kończyłem mocnym finiszem przez ostatnie 3km.

W trakcie biegu zwariowany kolega z https://drogadotokio.pl/ czyli Marek zagadał mnie i mimo że najpierw zostawiłem do z tyłu (biegł na spokojnie bo dopiero co złamał trójkę w maratonie) to i takmnie dogonił na mecie i dzięki temu mam parę ekstra zdjęć (chociaż chciał sknerus po 10 ojro za każde ;) ).

Ja po powrocie do hotelu byłem na tyle w dobrej formie że szybki prysznic, pakowanie się i od razu mogliśmy wyjechać żeby sobie zrobić dłuższy postój po drodze w Czechach.

W sumie bardzo fajny wyjazd - taki na szybko i trochę spontaniczny, ale cały weekend wyszedł bardzo miło i w niedzielę wieczorem byliśmy spowrotem w domu. 











wtorek, 5 kwietnia 2022

Maraton Paryż 2022

Jakiś czas wpadłem na pomysł żeby dokładnie dziesięć lat po moim maratońskim debiucie pobiec maraton w tym samym miejscu – czyli Paryżu. Ten mój debiutancki opis możecie przeczytać tutaj. Wtedy było to dla mnie coś wielkiego, nieznanego i coś czego się bałem. Sam pomysł przebiegnięcia maratonu gdzieś tam u mnie w głowie się pałętał, ale nigdy nie podejrzewałem że byłbym w stanie go zrealizować. Dopiero jakoś w 2011 czyli w wieku 35 lat zacząłem regularnie biegać. Wciągnęło mnie to na tyle że od wakacji gdy zacząłem od biegania 5km raz na dwa dni doszedłem powoli do przebiegnięcia Półmaratonu Warszawskiego na wiosnę i to w czasie 1:38:xx – teraz z perspektywy czasu widzę że było to wielkie osiągnięcie. Wtedy oczywiście apetyt rósł w miarę jedzenia. Żeby mieć motywację zapisałem się na maraton w Paryżu – motywację miałem ja do treningów i Żona do wyjazdu ze mną :) więc w kwietniu 2012 udało się nam załatwić opiekę mojej Mamy dla naszych dwóch córek i polecieliśmy na weekend do stolicy Francji. Pamiętam że było już wiosennie, chociaż nie było ciepło, ale w porównaniu z Polską i tak dużo cieplej. Pozwiedzaliśmy co nieco, a ja przebiegłem ten mój maratoński debiut w czasie troszkę poniżej 4 godzin: 3:59:xx. Przed maratonem złapałem jakieś gruypo-podobne coś, niby się wyleczyłem jeszcze przed wylotem, ale bałem się cisnąć mocno (plan był żeby pobiec w 3:45) więc taki czas mnie ucieszył. Z tego maratonu przywiozłem Żonę która się przekonała sama z siebie do biegania, stojąc ze mną w kolejce do wejścia na expo i patrząc na te tłumy starych Francuzów i Francuzek którzy byli tacy wysportowani i pełni życia mimo zaawansowanego wieku łatwo się przekonać do tego hobby. I dzisiaj dziesięć lat po tamtym wyjeździe mamy oboje takie fajne hobby: biegamy sobie regularnie oboje, czasami razem, częściej oddzielnie bo małe dzieci wymagają opieki. Przez ten czas przybyła nam trzecia córka, ale nadal mamy to hobby i bardzo to jest fajne. Wyjeżdżamy regularnie na biegi – najczęściej to ja biegnę, ale zdarza się że kibicuję a biegnie moja Żonka.


W Paryżu już kwitły drzewa, trochę je chyba zmroziło dzień wcześniej...

Do każdego maratonu jakoś tam się przygotowuję, zwykle to 16 do 18 tygodni realizacji planu treningowego z książki, ale bywa że mam przygotowywany plan pode mnie. I tak było tym razem – celem był przebiegnięcie w dobrej formie i nie odpadnięcie w trakcie. Po drodze był start kontrolny w Wiązownie i wyszedł całkiem dobrze: przebiegłem równo i w tempie nawet troszkę lepszym niż by wynikało z wcześniejszej piątki pobiegniętej w City Trail. Na papierze wyglądało więc dobrze, miałem opracowaną strategię na ten bieg: pobiec na około 3:17-3:18 przy czy zacząć wolniej o około 7 sek/km i po pierwszej dyszce przyspieszać stopniowo.


Pogoda była w piątek straszna, pojechaliśmy z dziewczynkami do Disneylandu (jednak komercja wygrała) i był śnieg (!) i strasznie zimno. Nawet za dużo tam nie użyliśmy atrakcji, zresztą nie polecam za bardzo bo głównym zajęciem w tym parku jest czekanie w kolejkach. Patrząc na maraton wyglądało to źle: prognozy mówiły że temperatura będzie rano blisko zera, udało mi się dokupić bluzę termiczną pod kolor – identyczną jak w Monachium zresztą :) skarpetki cieplejsze i bandanę na głowę, byłem więc dobrze przygotowany. 

 


 

Podjechałem rano na start komunikacją miejską, udało się wszystko dobrze ogarnąć – toaletę, picie, jedzenie. 


 

 

Na starcie było zimno ale nie zamarzłem. Zresztą atmosfera była super – tak samo jak zapamiętałem to sprzed dziesięciu lat!


Miałem blok startowy na czasy 3:15-3:30 więc ustawiłem się na samym końcu bo nie chciałem się przepychać na starcie i dobrze zrobiłem. Mimo że to strasznie masowa impreza na ponad 40 tysięcy ludzi to nie było tłoczno bo puściłem przodem ścigaczy a sam wybiegłem na samym końcu i jak ich wyprzedzałem to było już szeroko więc bez tłoku.


Starałem się biec około 4:44/km żeby zacząć wolniej. W planach maksimum myślałem o 3:15 a minimum 3:20. Więc zacząłem 4:44 co jest czasem na 3:20 na mecie i planowałem tak przebiec pierwsze 10km a potem postarać się przyspieszyć o ile organizm pozwoli. Ustawiłem zegarek na obserwację tempa okrążenia i łapałem czas z oznaczeń kilometrowych. Czasami były trochę przesunięte moim zdaniem, zegarek czasami wariował gdy biegliśmy między wysokimi budynkami, ale w większości bieg był przez bardzo szerokie paryskie bulwary albo przez dwa duże parki (lasy de Viscennes na wschodzie i buloński na zachodzie). Początek wyszedł bardzo fajnie – biegło mi się dobrze, nawet zaryzykuję że lekko. Start jak zwykle spod Łuku Triumfalnego, potem obok kolumny na Placu Zgody, pałac Garnier przy operze, Plac Bastylii i tak minęła pierwsze dycha gdy wybiegliśmy z miasta do lasku de Viscennes. Złapałem czas 47:18 co oznacza że średnie tempo wyniosło 4:43,8/km – idealnie! Teraz spróbowałem przyspieszać, najpierw do 4:37. Trochę tempo mi się rwało – miałem tu wrażenie że to z winy przesunięć znaczników kilometrowych albo wariowania momentami zegarka, w każdym razie patrząc na średnią całej drugiej dych to wyszło dobrze bo zameldowałem się na 20km w 1:33:34 czyli średnie tempo drugiej dychy było 4:37,6/km. A sama trasa to było dokładnie całe dziesięć kilometrów po lesie de Viscenennes – bardzo fajne miejsce i przyjemnie się tam biegło.

Teraz czekało mnie 15km przez miasto ze wschodu na zachód. Muszę wspomnieć o paryskich kibicach. Na pewno część z nich to byli turyści, ale sami paryżanie robili świetną robotę – krzyczeli „allez, allez” dopingowali, byli bardzo głośni. Robili przewężenia jak na Tour de France – bardzo to było fajne i nie widziałem aż tak żywiołowego dopingu w innych miejscach. To też jeden z powodów dla których warto tu pobiec i wrócić tutaj.

Po chwili był znacznik półmaratonu – chciałem tam wbiec ze stratą około 70 sekund do planu maksimum 3:15 czyli w 1:38:40 a wbiegłem w 1:38:30 – czyli było to tempo na 3:17 na mecie. Teraz plan był aby zacząć odrabiać te stratę o ile się da. Czyli przyspieszyć dl 4:34/km i tym tempem przebiec już do mety i wbiec z czasem 3:15. I w sumie najpierw jakoś to szło, powiedzmy przez 5 kilometrów, ale 26-ty kilometr już był w prawie 5 minut i jakoś w trybie awaryjnym z tempami średnio 4:55/km dobiegłem do końca 31-go kilometra. I wtedy po prostu nie miałem już sił. Jest tam podbieg na którym sporo ludzi przechodziło do marszu i niestety ja też nie dałem rady. Miałem jeden z najgorszych „zgonów maratońskich” w karierze – te ostatnie 11 kilometrów było często przeplatane marszem, średnie tempo 6:35/km pokazuje że sporo było marszu.

No generalnie tragedia, odpadłem jak jakiś niewytrenowany zawodnik i chyba to dlatego że jednak za mało miałem długich biegów. Tylko jeden powyżej 30km – u mnie tak to się kończy w takich sytuacjach – czas na mecie:

 3:39:26


A co do pozytywów – ten cykl treningowy dobrze mnie przygotował do krótszych dystansów bo to jak się poprawiłem od jego początku wygląda naprawdę dobrze. Nie był zbyt agresywny więc nie miałem żadnej kontuzji i nawet po tak męczącej końcówce maratonu nie mam bóli and żadnych innych uszkodzeń, a w sumie to jest najważniejsze w moim bieganiu. Chciałbym przebiec równo – tak jak mi się to udało w Brukseli ostatnim razem, ale pewnie trzeba będzie do biegania włączyć więcej takich trzydziestek – ze 4-5 minimum. 


To teraz pomyślę co by tu zaplanować, trzeba to zgrać z planami startowymi Żony, z obozami i innymi atrakcjami córek, z wyjazdami wakacyjnymi całej naszej piątki – nie jest to prosta sprawa logistyczna :) Ale na pewno coś fajnego wymyślę bo po tym wyjeździe, mimo że sportowo to była trochę tragedia :) to jednak nadal podoba mi się to bieganie i turystyka maratonowa :)

niedziela, 6 marca 2022

Półmaraton Wiązowski 2022

Wiązowna miała być startem kontrolnym przed maratonem w Paryżu. Byłem tam już dwa razy (plus raz zapisany ale w ostatniej chwili mi coś wypadło) i wtedy poszło tak:

2016 rok: 1:27:23 relacja tutaj

2019 rok: 1:28:46 relacja tutaj

Biegało się kiedyś szybko :) teraz jestem na zupełnie innym poziomie. Nie wiem czy to przez pandemię (mniej ruchu) czy po prostu już stary jestem, ale przed biegiem dostałem wytyczne na 1:34 na mecie czyli 4:26/km. Ciężko się do takich planów zastosować jak się biegało poniżej 1:25 czyli ponad 9 minut szybciej... 

Do Wiązownej wybraliśmy się we trójkę z kolegami z sąsiedztwa (Kazik i Tomek), byliśmy sporo wcześniej na miejscu i po odebraniu pakietów zostało prawie pół godziny zapasu, nawet licząc dłuższą rozgrzewkę. Oczywiście sporo było akcentów ukraińskich z powodu wojny - hasła, naklejki, szyldy, strasznie się przejmuję tym co się tam dzieje. W momencie jak to piszę już mamy prawie milion uchodźców w naszym kraju i dla przykładu spacerując dzisiaj z dwoma młodszymi córkami po osiedlu widziałem dwie grupy gości z Ukrainy którzy zamieszkali na naszym osiedlu. Ja wiem o 7 rodzinach a nasze osiedle ma niecałe 150 domów :(

Wracając do biegania - zrobiłem porządną rozgrzewkę - około 3-4km z przebieżkami na koniec i byłem gotowy. Było zimno, nawet bardzo więc miałem długi rękaw (koszulkę termiczną) i to był strzał w dziesiątkę. Po kilku km byłem rozgrzany i przestało mi być zimno, ale nie było mi za ciepło nawet pod koniec biegu.

Trasa w Wiązownie jest dość specyficzna - z pętlą pośrodku i co ciekawe nie jest płaska, w tym roku nie odczułem bardzo negatywnie tym podbiegów, ale widziałem je i nie było łatwo. Najważniejsze oczywiście jak zwykle zaraz po starcie jest aby nie zacząć za szybko. U mnie jest z tym zawsze duży problem a im wolniejszy jestem tym jest trudniej bo nie mam szacunku dla prędkości, w końcu był czas że cały półmaraton przebiegłem tempem po 4:01-4:02. Więc i tym razem ruszyłem za szybko, ale bardzo szybko się zorientowałem i pierwszy km wyszedł w 4:21. Nie jest to jeszcze tragedia bo miało być 4:26. Generalnie biegło się dobrze i prawie równo gdzieś około 4:24, wiało trochę i niektórzy narzekali, ale mi to nie przeszkadzało tak bardzo. Te podbiegi to jednak trochę jak patrzę na profil musiały dać w kość - prawie 70 metrów w pionie. Po nawrotce był podbieg troszkę niszczący, ale dałem radę. Najgorsze było na niecałe 3km przed metą: nagle i mocno zabolała mnie prawa łydka. Nie wiedziałem co się dzieje, wydawało mi się że to achilles i zwolniłem. Ale po jakichś 100-200 metrach pomyślałem że to chyba jakiś mocny kurcz jednak i przyspieszyłem. Trochę bolało, ale w sumie patrząc na dane teraz widzę że ostatnie 200m wyszło średnio po 3:42/km! Wpadłem na metę z czasem 

1:32:25

Reasumując: jestem naprawdę zadowolony - dałem radę to pobiec równo, nie podpaliłem się na starcie i trzymałem się mniej więcej założeń. Właściwie to biegłem troszkę za szybko cały czas, ale na szczęście dałem radę i skończyłem urywając 1,5 minuty z założonego czasu.

Jeszcze na marginesie jedna dobra wiadomość: wreszcie waga spada. Przez pandemię jakoś się udało z małymi stratami utrzymać wagę w ryzach, ale w czasei roztrenowania poszło w górę z tych powiedzmy 79 do 81,5 nawet. Teraz wziąłem się na sposób: zamówiłem jedzenie w pudełkach i po dwóch tygodniach spadło mi nawet 2,5kg. Co gorsza - spodobało mi się i po tygodniu przerwy znowu wziąłem te pudełka - może się zejść do 78 albo niżej? Fajnie by było na Paryż tak się przygotować :)

Na koniec garść zdjęć:








ADs