sobota, 6 sierpnia 2022

Bieg Powstania Warszawskiego

Dzisiaj będzie krótko bo i sam bieg mi tak naprędce poszedł. Miał być sprawdzian formy przed półmaratonem w Reykjaviku (to już za dwa tygodnie!), ale nie wyszło. I nie chodzi o to że (jak to zwykle u mnie) nie poszedł mi sam bieg względem planów :) tylko po prostu miałem problemy zdrowotne. W poprzednią niedzielę tak mocno mnie coś chyba wirusowego zaatakowało że cały dzień spędziłem w łóżku. Nie zdarzyło mi się to od wielu lat - dziwne to było, ale chyba przeszło na mnie z naszej najmłodszej córki która miała wirusa z przedszkola kilka dni wcześniej. Nie wchodząc w szczegóły odwiedziłem kilkadziesiąt razy naszą toaletę i praktycznie 1-1,5 doby miałem wyjęte z życiorysu. 

Organizm po czymś takim jest oczywiście osłabiony, straciłem jeden trening całkowicie (niedzielny długi bieg), po odpoczynku w poniedziałek spróbowałem pobiec we wtorek szybciej i nie dałem rady zrobić na stadionie kilometrówek - odpuściłem w połowie sesji bo nie miałm siły. W sobotę wieczorem był Bieg Powstania Warszawskiego, więc już akcentów nie planowałem. 

Sam bieg nie miał za dobrej pogody - padało, na szczęście nie za mocno, ale oprawa i sam bieg jak zwykle mi się bardzo podobał. Było duszno mimo deszczu, wciąż temperatura była za wysoka. Najchętniej pobiegłbym bez koszulki :) Zacząłem gdzieś tuż powyżej 4min/km żeby dobiec wg obecnych moich możliwości czyli poniżej 41 minut, ale z racji osłabienia organizmu nic z tego nie wyszło... po połowie już tempo siadło i mimo że tętno było nadal wysokie to biegłem już wolniej. Starałem się, ale wiedziałem że przez chorobę nie dam rady tych 41 minut złamać i jak widać po wyniku - wyszło dokładnie 42:30. Końcówka pod górę Konwiktorską - to jest wyzwanie! Widać że mam jeszcze zapas bo dałem radę przyspieszyć i finiszować całkiem ładnie.

Podsumowując - było moim zdaniem na tyle szybko na ile stan zdrowia pozwolił, ale trzeba by teraz jeszcze jeden test chyba zrobić przed startem w Reykjaviku żeby oszacować jakim tempem mam tam spróbować pobiec - czy jest szansa na łamanie 1,5 godziny w Islandii? Oczywiście o ile w ogóle tam polecę bo kilka dni temu wybuchł tam wulkan i boję się teraz czy nie odwołają wszystkich lotów jak kilka lat temu... :-O trzymajcie kciuki ;)

 


 

czwartek, 14 lipca 2022

Greckie bieganie


Wracam z dwóch tygodni spędzonych na Krecie więc jak zwykle podsumuję jak można tam biegać. Tak krótko to trzeba napisać że jest ciężko, ale da się. Ciężko głównie z powodu pogody - upały straszne, ale też z powodu ukształtowania terenu. Kreta to wulkaniczna wyspa więc ma praktycznie wszędzie bardzo pagórkowate tereny. Praktycznie to tylko wzdłuż morza można liczyć na jakieś względnie płaskie odcinki. Oddalenie się od morza to od razu podbieg i to nawet rzędu 30 stopni. Nic dziwnego że w takich warunkach trudno trenować na wysokim poziomie i nie pamiętam za bardzo najlepszych biegaczy o greckich korzeniach.
Dobra, ale na poziomie biegania dla zdrowia, czyli to co ja robię, to nie jest to aż tak blokujące. Najważniejsze to dopasować godziny wyjścia na bieg do pogody. Skoro jest powyżej 30 stopni to mamy dwa wyjścia: wcześnie rano albo późno wieczorem.
Wyjście rano ma prawie same zalety: po całej nocy jest wtedy jeszcze nie tak gorąco, za to już jasno. Człowiek po takim porannym biegu nabiera sił na cały dzień, na pewno jest się już porządnie obudzonym i w dodatku ma się już trening za sobą i cały dzień na leniuchowanie na plaży albo aktywne zwiedzanie wyspy. No dobra, jest jedna ważna wada: trzeba się jednak wcześniej obudzić i wyjść na ten bieg :)
Wyjście wieczorem jak łatwo się domyśleć ma odwrotne wady i zalety. Czyli zaletą jest to że można dłużej pospać, za to cała reszta to już wady: po pierwsze wychodzi się gdy jest jeszcze gorąco - bo temperatura nie spada szybko, nagrzana ziemia oddaje ciepło przez dłuższy czas. Po drugie trzeba pilnować godziny bo wyjścieza późno oznacza końcówkę bigu po ciemku, a im bliżej równika tym w lato dzień krótszy. Teraz na początku lipca w Grecji słońce zachodziło już około 20:40. Zakładając godzinny bieg trzeba wyjść 19:40 a nie jest wtedy wcale chłodno, ani nawet "mało gorąco".


Mając to na uwadze dokonaliśmy w rodzinie specjalizacji: żonka biegała rano, ja wieczorem :) raz tylko udało się nam razem pobiegać - pojechaliśmy na stadion w Chanii. Jedyne miejsce w promieniu pewnie 100km na którym można pobiegać po bieżni (i zgaduję że jedno z dwóch na całej wyspie bo zakładam że w Keralionie jeszcze jest też stadion). Ale przygoda z tym biegiem była ciekawa: według google'a miał być otwarty do 20:00, byliśmy zaraz po 19:00 i był już zamknięty, ale po bieżni biegało ze 3-4 biegaczy. Obiegliśmy cały stadion dokoła - wszystko zamknięte, starszy Grek w budynku głównym przy wejściu tylko rozkładał ręce (chociaż nie był zbytnio zdecydowany w tym) i mówił że jest zamknięte. W końcu udało się dokrzyczeć przez płot do jednego biegacza który szczerze przyznał że stadion jest zamknięty i mamy przez płot przeskakiwać bo oni tak robią żeby pobiegać. No cóż, kolejny argument czemu w Grecji nie ma za wielu biegaczy - płot dookoła stadionu miał tak ostre końcówki że zrezygowaliśmy z przeskakiwania i zrobiliśmy bieg dookoła stadionu po chodniku, więc jedna pętla wychodziła mi 700m zamiast 400m :) Na koniec wskoczyłem przez płot w miejscu gdzie nie było kolców i zrobiłem 10 przebieżek po 100m (ale sam). 


To tak ogólnie ja to wyszło z tym bieganiem w Grecji - byliśmy dwa tygodnie, tak samo jak poprzednio zrobiłem w każdym tygodniu 70km. Mój obecny plan wygląda więc tak że sam sobie układam tak z głowy na bieżąco co biegam. Mam kilka prostych zasad:
1. kilometaż tygodniowy: 70km
2. ilość wyjść w tygodniu: 5
3. jeden bieg długi około 25km z szybszą końcówką
4. dwa akcenty w tygodniu
a) jeden zwykle to kilometrówki na stadionie 6x1000m po 3:50
b) drugi to zwykle tempo 3x3km @4:15
Te tempówki nie zawsze mi wychodzą, ostatnio ta trzecia wyszła po 4:25/km (jeszcze w Polsce). W Grecji raz zrobiłem podbiegi zamiast kilometrówek, raz tempo wyszło wolniejsze, no ale przy tej temperaturze to pewnie nic dziwnego.
Dobra to teraz muszę to przemyśleć jak mój plan dostosować bo już za 2,5 tygodnia start na dychę w Biegu Powstania Warszawskiego :) ! Może zrobię sobie jakiś test na piątkę tydzień wcześniej bo w tej chwili mam wrażenie że niewiele, ale jednak się poprawiam. Według zegarka powinienem teraz móc pobiec 19:25 na piątkę i 41:00 na dychę. Oczywiście jak to zwykle ja chciałbym pobiec poniżej 40 minut, ale czuję że chyba się nie da i złamanie 41 minut to jest coś co będzie trudne, ale możliwe. No chyba że zrobię sobie ten test na piątkę tydzień wcześniej i nagle się okaże że dałem radę zrobić powiedzmy 19 minut - to wtedy można próbować łamać te 40 minut na BPW.

Stadion w Chanii

I jeszcze dwa długie biegi które udało się tam zrobić, najpierw pierwszy w głąb wyspy więc strasznie pod górę - 384 metry przewyższeń:

Drugi chciałem zrobić szybko więc drogą asfaltową wzdłuż morza, było dużo mniej, ale i tak sporo w górę - ponad 70 metrów... ale wyszło ładnie bo najpierw 20km po 4:50/km a potem do 4:40 przyspieszyłem.





 

niedziela, 10 lipca 2022

Plany na drugą połowę roku


Wiadomo że nic tak nie motywuje jak (najlepiej publiczne) określenie sobie planów. Przynajmniej ja tak mam, więc jak to regularnie robię to i teraz wrzucę plan na najbliższe miesiące. W tej chwili jestem zapisany na trzy imprezy:

  1. Bieg Powstania Warszawskiego czyli dycha po Warszawie w ostatnią sobotę lipca
  2. Półmaraton w Reykjaviku 20-go sierpnia
  3. (werble) Maraton w Poznaniu

Zwykle unikam biegania w tym samym miejscu po raz drugi, ale Poznań dostanie u mnie drugą szansę (pierwszą bardzo dobrze wykorzystał!) bo jest blisko - więc damy radę całą rodziną tam podjechać samochodem bez kombinowania dojazdów samolotem dla pięciu osób a po drugie mamy tam bliską rodzinę którą fajnie będzie odwiedzić.

No to biegam teraz regularnie pod te imprezy, może coś opiszę za kilka dni więcej bo w tej chwili jesteśmy na wakacjach (więc wiadomo - nie ma czasu :) ). Ale mogę od razu kilka słów napisać: udaje mi się utrzymać regularność czyli 5 dni biegowych w tygodniu i kilometraż czyli 70km tygodniowo. A trochę więcej to za kilka dni wrzucę jak już wrócimy z tych greckich okoliczności przyrody.

 

niedziela, 12 czerwca 2022

ParkRun - wygrana!

Wiem że już to nie raz pisałem, ale muszę po raz kolejny przypomnieć: każdy jest mistrzem! Trzeba tylko odpowiednio dobrać kategorię :) Chociaż tak naprawdę to mój wczorajszy bieg wcale nie był jednak dobierany pod tym kątem - tak naprawdę to chciałem sobie pobiec znowu ParkRun. Pierwszy raz pobiegłem (o rany) prawie 8 lat temu! Jak by ktoś chciałby sobie poczytać to tutaj jest opis

Tym razem wybrałem najbliższą lokalizację czyli Konstancin-Jeziorna (poprzedni raz biegłem w Skaryszaku), a wybór w tej chwili park run'ów nie jest taki zły:


Trasa w Konstancinie-Jeziornej jest po parku, właściwie to chyba to część lasu chojnowskiego - jest kręta, podłoże jest bardzo różne, ale typowo gruntowe, miejscami nawet sypny piasek. Krótko mówiąc - to nie jest trasa na rekordy. No ale nie to było moim celem - ja chciałem zrobić sobie akcent, więc sam wynik nie był ważny, chodziło mi o poziom wysiłku. 

 


Udało się zebrać we trójkę z żonką i najmłodszą córą, dojechać na czas. Przed biegiem nawet dałem radę się rozgrzać i jeden z biegaczy (wielkie dzięki!) pokazał mi prawie całą trasę - pętla jest 2,5km więc robi się dwa okrążenia. Fajne jest to że na zakrętach i skrzyżowaniach na drzewach jest biały znaczek wyznaczający trasę z symbolem ParkRun (drzewko z małą literą "r"). Po takiej rozgrzewce - jedna pętla po tej trasie ustawiłem się przy starcie. Biegacze to w większości zgrana paczka stałych bywalców. Sprawdziłem wyniki z poprzedniego biegu - wygrany miał około 20:30, więc skoro ja planowałem pobiec poniżej 20 minut to rozumiecie czemu dokładnie sprawdzałem trasę przed biegiem :)

Z małym poślizgiem ruszył bieg - od razu okazało się że biegnę pierwszy, przez pierwsze jakieś chyba 1-1,5km słyszałem że blisko za mną ktoś biegnie, ale przed końcem pierwszego okrążenia przestałem już słyszeć te oddechy. Tempo było poniżej 4min/km, w połowie dystansu spadło do 4:00. W połowie trasy dostałem pozdrowienia od moich dziewczyn i pomyślałem że chyba to dowiozę. To co mnie trochę w tym biegu nie cieszy to że (znowu) tempo mi powoli spadało. Nawet w najgorszym momencie do 4:17, jednak w lesie takie tempo z zegarka to naprawdę nie jest miarodajne. Udało mi się dowieźć z dużym zapasem wygranę do mety i... pierwszy raz w życiu wygrałem bieg :) !


piątek, 27 maja 2022

Czym skorupka za młodu - część druga

 

Latka lecą a ja cały czas młody, że tak sobie zażartuję. Właśnie policzyłem, że dokładnie 9 lat temu w przedszkolu naszych starszych córek miałem pogadankę dla dzieci na temat biegania. Tutaj można sobie przeczytać o tamtej prezentacji. Tymczasem u nas w domu kolejna córka i znowu przedszkole w programie dnia codziennie. Najmłodsza chodzi do Smart Kids Academy i skoro już covid zszedł z tapety to można było zorganizować podobną prezentację. 

Okazją był Dzień Sportu w przedszkolu, oryginalnie myśleliśmy że uda się praktyczną część tego opowiadania o bieganiu zrobić na dworzu, ale niestety było tak wietrznie że nie dało się wyjść. Przygotowałem więc kilkanaście zdjęć z biegów: takich trochę turystycznych z zagranicznych maratonów, też z krajowych, z biegów terenowych i nawet z takich gdzie biegały też nasze córki. 

 
Poza tym przyniosłem trochę sprzętów:
  • biegowe ciuchy: koszulki, bluzy, spodenki, skarpety (gaci nie pokazywałem), opaski kompresyjne, kurtkę biegową, czapeczkę, rękawiczki, kominy, opaski na głowę
  • biegowe akcesoria: zegarki biegowe, plecak z kubłakiem, paski z kieszkonkami na klucze czy telefon, bidon
  • biegową spożywkę: różne żele energetyczne, izotoniki w proszku, batony energetyczne i proteinowe, odżywki
  • no i chyba najważniejsze: najprzeróżniejsze medale z biegów 

Zdjęcia wgrane na pamięć wrzuciliśmy do telewizora (z ekranem dotykowym - fajna sprawa) i mogliśmy zaczynać. Przyszły aż trzy grupy przedszkolaków: grupa mojej Ali czyli Hipcie (!), młodsza trochę grupa Lemurków, no i najstarsze przedszkolaki czyli Żyrafy.
Dzieci zapełnily salę i jak to dzieci - prawie każde chciało coś powiedzieć, ale dzięki Ciociom zajmującym się nimi udało się dość sprawnie przejść przez cały program atrakcji. Czyli tak pokrótce: opowiedziałem o tym czemu lubię biegać, czemu to jest zdrowe, że dzieci też mogą biegać. Pokazałem te wszystkie biegowe utensynalia które przyniosłem, omawiając co do czego służy, potem puściłem w obieg medale żeby dzieci sobie poprzymierzały i pooglądały z bliska. Następnie była sesja pokazywania zdjęć z biegów, w tym zdjęcia na których była nasza mała Alicja - np. po Biegu po dynię w zeszłym roku (biegły tam w sumie trzy dziewczynki z tej jednej przedszkolnej grupy - jeszcze Zosia B. i Iga). Na koniec część praktyczna - skoro musieliśmy zostać w sali to zrobiliśmy to dość statycznie: czyli najpierw troszkę rozciągania, potem bieg w miejscu, skipy A i C, wymachy ramion itp.


Ogólnie to było bardzo fajne - dzieci były zaangażowane, opowiadały w stylu "a ja zrobiłam sto pompek" (nie do końca w to wierzę ;) ) i dużo było pytań i opowiadania też z ich strony. Bardzo się cieszę że mogłem dzieciom poopowiadać, nasza mała Alusia cieszyła się ża zobaczyła tatę w przedszkolu. A w dodatku dostałem na koniec ręcznie zrobiony medal (już wisi na moim sportowym wieszaku razem z wszystkimi innymi medalamo) i taką fajną laurkę!



wtorek, 17 maja 2022

Memoriał Rosłona 2022


W niedzielę pobiegłem sobie na stadionie 5000m w Memoriale Rosłona. To bieg organizowany przez lokalny klub Kondycja z Piaseczna i całkiem się im on udaje. W tym roku na przykład były dwa biegi w randze Mistrzostw Polski - 5000m U20 i U23 (każdy oczywiście w podziale na kobiety i mężczyzn więc w sumie cztery biegi były). Zawody trwały od rana, były różne dystanse dla przeróżnych grup wiekowych - fajna rodzinna impreza bo nawet darmowe dmuchańce dla dzieci (ale tyle ludzi że straszna kolejka się zrobiła), piknikowe budy z jedzeniem itd.

Moje cele na ten bieg były jak poprzednio opisałem: poprawić się z ulicznego Biegu Konstytucji. Wtedy było 20:00 to teraz obstawiałem żeby choć te pół minuty urwać bo na stadionie biega się szybciej plus (przede wszystkim) tam był podbieg Książęcą (i zbieg Agrykolą). Ubrałem się ładnie i poszedłem się rozgrzać:


 Mieliśmy towarzystwo znajomych plus kolega z pracy z którym biegamy dość podobnie (no dobra, on jest szybszy, ale kiedyś było na odwrót a ja się nie poddaję!) więc poszliśmy razem się rozgrzać. Dobiegliśmy do Górek Szymona i z powrotem - wyszło razem z przebieżkami i ćwiczeniami w biegu w sumie jakieś ponad 5km. No tylko że była niezła obsuwa czasowa - zamiast o 20:15 bieg zaczął się po 21-szej. W sumie po rozgrzewce niewiele już zostało :) Dobra, ale ustaliłem sobie plan - chciałem trzymać tempo 23 sekundy na 100m - na stadionie sam kontroluję czas na znacznikach co 100 metrów. To by mi dało 19:10 na mecie, co wiedziałem że było za ambitne, ale chciałem spróbować.

Po starcie dwie koiety biegły przede mną, patrzyłem na tempo i nie wyprzedzałem ich na pierwszym kółku - bo widziałem że ruszyliśmy trochę za szybko (co jest normalne chyba u wszystkich). Miałem 3 sekundy nadróbki, ale nie rosła na kolejnych setkach więc tempo było stabilne. Po 500m jednak wyprzedziłem te dwie kobiety - akurat zdjęcie u góry pokazuje ten moment.
Zdjęcia oczywiście robiła moja grupa wsparcia - Żonka i dwie młodsze córki, zawsze jak przebiegałem to miałem gorący doping :)
A ja tymczasem spokojnie biegłem. To znaczy nie do końca spokojnie - tempo było równe: po 23 sekundy na 100m i szło naprawdę fajnie. Przebiegłem tam pierwszy, drugi i trzeci kilometr. Kolega (Maciek) wyprzedził mnie już dawno - na pierwszym kilometrze, ale spodziewałem się tego bo celował w 19:00-19:30.
Po trzecim kilometrze przychodzi zwykle czwarty kilometr, a ten jest u mnie najtrudniejszy - zauważyłem że nadróbka 3 sekund zaczyna topnieć. Zacząłem więc od czwartego kilometra doliczać 24 sekundy a nie 23 - czyli tempo z 3:50/km spadło na 4:00/km. Byłoby i tak dobrze jak bym to utrzymał - miałbym te planowane pół minuty poprawy od poprzedniego biegu. Starałem się więc jak mogłem i trudno było, ale to tempo 4:00/km udawało się utrzymać. Na przedostatniej prostej spróbowałem dogonić dwie osoby przede mną i sam się zdziwiłem że mi się udało, za to mnie na ostatniej prostej wyprzedziła nasza olimpijka Ania Jakubczak (i zajęła drugie miejsce wśród kobiet). Przez co moja średnia córka miała wrażenie że mi źle poszło :) a ta naprawdę to poszło mi bardzo dobrze, złapałem sobie czas:

19:30

 

Bardzo fajnie ten bieg mi wyszedł, wygląda na to że powoli coraz szybciej się poruszam - oby tak dalej i przede wszystkim zdrowo żeby mi to poruszanie się wychodziło :)



 

sobota, 7 maja 2022

Bieg Konstytucji 2022


Ten długi majowy week-end to mieliśmy całkiem na sportowo - najpierw Żonka przebiegła półmaraton Grudziądz-Rulewo, a potem ja Bieg Konstytucji w Warszawie. Patrzę teraz na moją historię startów w Warszawie i dla ciekawości ją tutaj wkleję:

2012 rok: 22:00
2015 rok: 19:19
2017 rok: 18:55
2018 rok: 19:53
2019 rok: 19:23

Jak widać to impreza na której chyba bywam najczęściej :) ale nie bez powodu: fajnie zrobiona, blisko, ważna okazja - same plusy. W tym roku czuję że powoli zaczynam wracać do żywych, może to złudzenie, ale będę się go trzymał. 

Postanowiłem sobie tym razem że pobiegnę zupełnie na wyczucie, przestawiłem się więc mentalnie w tryb "nie patrzę na zegarek", nie obróciłem tylko zegarka żeby był z drugiej strony ręki bo ma on czujnik tętna więc musi od góry dotykać nadgarstka. Z racji wyjazdu do Grudziądza nie miałem odebranego wcześniej pakietu, podjechałem więc na start około godziny wcześniej co było dobrym pomysłem bo zaparkowałem bez problemu niedaleko od startu a w dodatku na starcie spotkałem się z kolegą z którym szliśmy na start półmaratonu w Wiedniu kilka tygodni wcześniej. Niezły zbieg okoliczności. No i dobrze potwierdzić swoje odczucia odnośnie Wiednia - też miał kolega zdanie że było duszno i biegło się bardzo źle.
Dobra, odebrałem pakiet i poszedłem na rozgrzewkę: porządna bo wyszło 5 kilometrów w tym trucht 2km, potem ćwiczenia w biegu: krok dostawny, przeplatanka, skipy A i C, przebieżki i wyszło 5km. Wtedy na start do odpowiedniej strefy, odśpiewanie hymnu (czemu niektórzy łazili w trakcie jak hymn grali - nie wiem do tej pory). No i cóż - start!
Ruszyłem na samopoczucie i jak widzę statystykach oczywiście było trochę za szybko, ale nie patrzyłem na zegarek, tylko biegłem mniej więcej na wyczucie. Piszę "mniej więcej" bo jednak miałem w zasięgu wzroku zająców na czas 20 minut. Ja chciałem mieć trochę poniżej 20 minut, ale nie kontrolowałem tempa więc to tylko było myślenie życzeniowe. W praktyce na początku zacząłem doganiać zająców. Było ich dwóch - minąłem tego drugiego, potem wyprzedziłem tego pierwszego. Przy okazji - wielkie podziękowania dla niego bo świetnie prowadził. Krzyczał, zagrzewał co chwilę do biegu i było to niegłupio zrobione: na podbiegu przypominanie o postawie, pracy rąk - no bardzo fajnie to prowadził.
Właśnie - podbieg. Zaraz jak wyprzedziłem pierwszą grupkę biegnącą na 20 minut zaczął się podbieg ulicą Książęcą. Niby jest na początku, ale biegłem przecież tempem poniżej 4min/km więc to musiało dać w kość. Było ciężko i widzę że zwolniłem, ale (też dzięki dopingowanu przez zająca na 20 minut) udało się wbiec w jednym kawałku. Na górze miało być uspokojenie i to się też udało. Najpierw wróciłem do tempa poniżej 4:00 ale widzę teraz że końcówka tej długiej prostej zaczęła być problemem. Ale nic, mocny skręt w lewo i zbieg Agrykolą! Tutaj wiadomo - nie było trudno utrzymać dobre tempo. 3:45/min wchodziło bez problemu przez ponad 500m. Tylko wtedy nastąpiło to co musiało nastąpić: koniec zbiegu a do mety grubo ponad kilometr! No i tutaj widzę że tempo mi spadło, minęły mnie obie grupy zająców na 20 minut (ale na starcie też były przede mną przecież) a ja dałem radę tylko na ostatnie 250m zmobilizować się, za to średnie tempo tego odcinka to było 3:45/km więc nie ma wstydu.

Na mecie zatrzymałem zegarek i zobaczyłem:

Czyli bardzo fajnie jak na mój gust. Wiem że mogłoby być trochę lepiej, szczególnie ten podbieg pod Książęcą przecież sporo mnie kosztował. Nie tylko strata czasu na samym podbiegu, ale też zmęczenie które potem się przełożyło na wolniejsze tempo pod koniec.

No to z takim podbudowaniem patrzę optymistycznie na następny start: też piątka, tylko 5000m a nie 5km - czyli będę biegł na stadionie z okazji Memoriału Rosłona w Piasecznie. Spróbuję tam zejść poniżej 20 minut - może się uda nawet pół minuty, w końcu ten podbieg chyba tyle mi zabrał?

Acha, a pod koniec maja widzimy się na dyszce Piotrkowską w Łodzi!

Ładny medal dali w tym roku, już wisi u mnie w garażu na ścianie :)


Widać pierwszy pik - to podbieg Książęcą i drugi pik - to zmęczenie przy obieganiu ulicą Kawalerii, gdzie zresztą pracowałem ładnych parę lat :)

Widać podbieg a na czerwonym - że się nie obijałem (tętno wysokie)

Rozbicie na odcinki 250m

Kolor trasy pokazuje tempo, widać te niebieskie gdzie było najwolniej



ADs