niedziela, 8 października 2023

Bieg po Dynię 2023

 

Mój ulubiony z pomarańczowych biegów czyli Bieg po Dynię w naszej gminie właśnie dzisiaj się odbył. Jak tylko mogę to startuję, chociaż czasami wypadał akurat w terminie mojego jesiennego maratonu. Na szczęście w tym roku biegnę maraton na południu Francji, a tam jest dużo cieplej - z tego powodu maratony tam są później. Mój jest na początku listopada - za cztery tygodnie, więc nic nie stało na przeszkodzie żebym pobiegł w tym roku po tą dynię. 

Pogoda trochę była problematyczna, niby słoneczne, ale zimno i wietrznie. Mimo to wybraliśmy się we trójkę z żonką i najmłodszą córą na ten bieg - zawsze jest tam piknik z ciekawymi rzeczami dla dzieci. Podjechaliśmy przed południem (bo start biegu głównego był o 12:00), ja odebrałem pakiet, pogadałem ze znajomymi - było nas aż czterech z naszego osiedla - bardzo silna ekipa skoro z całej Nowej Iwicznej o ile pamiętam było tylko 8 osób, a w całym biegu pobiegło 160 osób. 

No to jak zwykle szybka rozgrzewka - trzy kilometry z wymachami ramion, skipami A i C i przebieżkami i szybko na start. Nie było na szczęście obsuwy i ruszyliśmy.

Najpierw kółko po stadionie, ustawiłem się z kolegą Mikołajem z przodu bo obaj trochę myśleliśmy o wyniku 20 minut na mecie. Na początku troszkę trzeba było się przepychać, albo raczej obiegać na wirażu innych (trochę to dziwne że widzę potem w wynikach że człowiek kończy w 23:30, ale na początku biegnie tempem 4:00/km... musiał się nieźle zakwasić na tym okrążeniu wokół stadionu i odpaść potem. No ale ja po tym kółku biegłem stałym tempem. Plan był trzymać 4:00/km i zobaczyć w drugiej połowie co z tego wyjdzie. Wybiegliśmy ze stadionu i potem na rondzie w lewo, czyli znowu trasa jest w odwrotnym kierunku niż kiedyś to bywało. Dzisiaj to był dobry wybór, bo mocno wiało i odcinek pod wiatr był trochę osłonięty przez domy przy ulicy Gminnej. Na tym odcinku schowałem się za jakimś dryblasem, za mną ustawił się młodszy biegacz w czerwonej koszulce (zagadałem do niego że lepiej się chować, co najwyżej potem dać zmianę). Przede mną widziałem cały czas samochód prowadzący pierwszego zawodnika (dziwne, zwykle mi uciekają szybko :) ) a oprócz tego naszą wioskową olimpijkę czyli trenerkę naszego klubu biegowego MILA (Ania Jakubczak-Pawelec). Kiedyś dawałem radę się z nią ścigać, ale od jakiegoś czasu mi nie wychodzi :) Postarałem się tylko dobiec do grupki trzech osób żeby nie biec samemu pod taki mocny wiatr. Udało się i jakiś czas mogłem się osłonić od wiatru. 

Biegłem wg zegarka (wirtualnego partnera na 4:00 ustawiłem) i udawało się to tempo trzymać. Przy urzędzie gminy zakręt w prawo, szło dobrze. Potem prosta gdzie wiało z lewej strony więc nie było to obciążające już tak bardzo, zakręt w prawo i długa prosta przede mną. Wiało w plecy, ale co dziwne nie pamiętam żeby mi to pomagało. Na tej prostej była dopiero połowa dystansu i nadał miałem tempo 4:00! Po trzech kilometrach było jeszcze OK patrząc na tempo wg zegarka. Zauważyłem niestety że rozjeżdża się liczony dystans przez zegarek i znaczniki kilometrowe na ziemi (nie było oznaczeń pionowych). Podejrzewałem że na mecie będzie więcej dystansu wg zegarka i że czas będzie dłuższy niż wynikałoby z garmina. Tak czy siak najważniejsze to biec równo, ale niestety czwarty kilometr był słabszy - wg stravy wyszło 4:06, ale ostatni to już dużo słabiej - bo 4:11. Teoretycznie więc powinno wyjść 20:15, jednak rzeczywiście - zostało jeszcze 160 metrów! 

I mimo że ta końcówka było w tempie 3:44/km to i tak na metę wbiegłem z czasem 

20:52

W końcówce mocno walczyłem żeby tego biegacza w czerwonej koszulce dopaść i już kilka razy się udawało, ale zawsze jak mnie tylko słyszał z tyłu to diabelsko przyspieszał i nic z tego nie wychodziło, skubany :)

Na mecie medal, izotonik, pogadałem znowu z kolegami którzy dobiegli chwilę po mnie, pogratulowałem temu co mi się nie dał wyprzedzić, pogadaliśmy z żonką i córką które mi kibicowały i na starcie i na finiszu (stąd mam takie zdjęcia :) ). No i wróciliśmy do domu bo ten wiatr w połączeniu z tym że się spociłem mógłby mi załatwić kolejne przeziębienie, a tego bym nie chciał :)






środa, 4 października 2023

Warszawska Dycha

Przy okazji maratonu warszawskiego była też zorganizowana dycha na którą się zapisałem. Tak oficjalnie to nazywa się ten bieg "Nice To Fit You Warszawska Dycha" (więcej wielkich liter się nie dało upchnąć). No ale to i tak nic w porównaniu do nazw polskich drużyn żużlowych z kilkoma nazwami sponsorów w nazwie :)

Przyznam się szczerze - chciałem zrobić dłuższą relację, ale mam tyle na głowie (i nie zawsze wesołych) tematów w życiu prywatnym że wpis czeka rozgrzebany już prawie dwa tygodnie. Więc zrobię tyle ile zdążę - krótko, bo za kilka dni kolejny start - Bieg po Dynię. 

Krótko zatem: dojechałem jak zwykle na styk, przez co niestety nie zdążyłem na zdjęcie z biegaczami z firmy (NatWest). Za to zdążyłem zobaczyć się z kolegą z osiedla przed biegiem i też po co mi umożliwiło wrzucenie tego ładnego zdjęcia (dzięki Mikołaj):

 
 
Pogadałem też z kolegą ze studiów i paroma innymi osobami, ale chyba nie da się uciec od tematu samego biegu. A nie było krótko mówiąc za dobrze. Poprzedni tydzień był pod znakiem choroby - nie brałem antybiotyków, ale jakiś wirus był na tyle zjadliwy że czwartek i piątek wziąłem zwolnienie chorobowe, jak nigdy właściwie. Taki byłem osłabiony że nie dałem rady pracować - i to widać było w niedzielę na biegu. Organizm był słaby i wystarczyło sił tylko na połowę dystansu, nie dało się potem już przyspieszyć. Czas bardzo słaby:

44:05

No ale to raczej wypadek przy pracy ze względu na chorobę - zapisałem się na Bieg Niepodległości i spróbuję coś w tym roku jeszcze pobiec bardziej sensownego na tym dystansie!


 

No i jeszcze filmik od kolegi z mety (dzięki Alan!) - pierwszy raz próbuję na moim blogu jakiegoś filmiku, oby zadziałało :)



niedziela, 10 września 2023

Dzień konia czy wręcz przeciwnie

Co to znaczy "mieć dzień konia"? Wiadomo - tak się mówi na dzień gdy się startuje i ma się wynik jak z bajki. Ale jak opisać dzień gdy nic się nie udaje? Żartowniś (jak ja) by odpowiedział "dzień jak co dzień" :) ale na serio - zacząłem się nad tym zastanawiać po moim delikatnie pisząc średnim występie na ostatnim półmaratonie praskim. Dla przypomnienia plan minimum był pobiec poniżej 1:32 a wyszło 1:37 (!). Zmartwiłem się tym tak bardzo że zapisałem się nawet na badania krwi - dostałem skierowania na aż 13 sztuk! W sumie i tak muszę je zrobić bo maraton biegnę w Nicei, a we Francji jest wymaganie żeby okazać zaświadczenie od lekarza że można biec w biegu masowym. Żeby takie zaświadczenie wystawić lekarze zwykle kierują na morfologię i często też na EKG wysiłkowe. Morfologię pełną już więc zrobiłem, EKG miałem mieć w piątek, ale z powodu zamieszania ze skierowaniem (musiałbym płacić) zrobię je za kilka dni w ramach mojego pakietu medycznego.

Wracając więc do tematu dnia konia - teoria że mam jakieś złe wyniki żelaza czy czegoś innego padła - wszystkie wyniki mam bardzo ładne, poza normą tylko sód (ale na dolnej granicy praktycznie - muszę jednak pić elektrolity częściej bo pogoda jest upalna i dużo wypacam) i jeden z rodzajów białych krwinek, ale też na granicy dolnej normy i to może być normalne okresowo.

W moim planie biegowym miałem akurat w tym tygodniu bieg w którym robiłem 5 razy 2-kilometrowe odcinki w tempie z półmaratonu czyli 4:20. Zobaczcie sami jak wyszło, najpierw zrzut z temp odcinków i tętna z pierwszej połowy półmaratonu:

A teraz zrzut z treningu kilka dni później:

Było też gorąco, tempo było bardzo podobne, a nawet szybsze, natomiast tętno: na półmaratonie którym startował późnym wieczorem (powinno być mniej upalnie) tętno średnie był w okolicach 173. A na treningu było... poniżej 165. Różnica naprawdę ogromna - widać jak bardzo w dniu biegu miałem, nawet nie wiem jak nazwać przeciwność dnia konia :)

W sumie to chyba dobrze - bałem się że coś jest nie tak z moim zdrowiem, a wygląda że to był jednorazowy wypadek przy pracy. Dzisiaj skończyłem ciężki tydzień treningów - razem ponad 86km w tym bieg długi 30km w niedzielę. Ale to może opiszę następnym razem. Na razie plany to pobiec dobrze dychę za dwa tygodnie (ta przy okazji Maratonu Warszawskiego), może za tydzień skuszę się na Park Run, zobaczę. No i postaram się zapisać na Bieg po Dynię w mojej gminie czyli Lesznowoli, zapisy ruszają w tym tygodniu! A za 9 tygodni - maraton!




niedziela, 3 września 2023

Półmaraton Praski 2023

Wczoraj pobiegłem w półmaratonie który bardzo lubię - w końcu to tutaj zrobiłem moją super wyśrubowaną życiówkę 1:24:59! Plany miałem wielkie - skoro na początku roku było 1:35 w Wiązownie, potem w Pradze udało się poprawić o 1,5 minuty to liczyłem co najmniej znowu na taki sam postęp. Tym bardziej że mój garmin też mi takie coś sugerował:

Pozostałe dystanse wydają się osiągalne na moim obecnym poziomie, wyglądało więc to jak najbardziej realnie. Zrobiłem więc słabszy kilometrowo tydzień żeby odpocząć. W sumie z powodu dojazdu do pracy dwa razy w tym tygodniu wypadły mi te dwa treningi, ale nie siliłem się żeby temu jakoś zaradzić (mógłbym wieczorem pobiegać albo przed pracą, ewentualnie do pracy albo z pracy. Ale chciałem odpocząć trochę bo ostatnio czułem trochę że za dużo biegam. Odpoczynek był więc zalecany.
W piątek po pracy odebrałem pakiet (i dla kolegi Maćka też), w sobotę trochę pospacerowaliśmy po Lesie Kabackim (najmłodsza na rowerze uczy się jeździć jeszcze), ale poza tym oszczędzałem raczej nogi i pojechałem na start. Zaparkowałem przy ulicy Dobrej i to było około 3 km od startu - akurat trasa na rozgrzewkę wśród "gorączki sobotniej nocy" która zwykle odbywa się w okolicach Wiślanych Bulwarów i klubów które tam są. Rozgrzewka wyszła dobrze, nastawiony byłem pozytywnie - wszytko wyglądało nadal dobrze. Mieliśmy biec tym razem w odwrotnym kierunku niż gdy ja biegałem ten półmaraton, myślę że to był dobry ruch - w drugiej połowie dystansu był doping, a to pomaga przecież.

 

Plan biegu był taki żeby biec według zegarka tempem 4:20/km. Biorąc pod uwagę że zegarek zlicza zwykle trochę więcej dystansu (czyli troszkę szybsze tempo) to by wyszło 1:32 na mecie.
Wystartowałem troszkę za szybko, ale w granicach błędu: 4:16, 4:17, potem na trzecim już się ogarnąłem i wyszło 4:26 więc w sumie średnia idealnie. Starałem się trzymać to tempo i wychodziło dobrze, druga trójka znowu w 13 minut - idealnie. Jednak martwiło mnie to że biegnie się za ciężko, było jak dla mnie za gorąco, już na początku biegu założyłem koszulkę na szyję z przodu odsłaniając brzuch i tors żeby lepsze mieć chłodzenie. Na czytnikach międzyczasów zdejmowałem dla pewności że czipa zarejestruje a zdjęcia złapią mój numer startowy. Na punktach z wodą piłem i wylewałem kubek albo dwa na głowę - naprawdę było mi za gorąco, co gorsza tętno pokazywało 175. Zwykle na półmaratonie jest mniej (w Pradze średnio wyszło 171). Miałem wrażenie że będzie ciężko. Trzecia trójka (liczyłem trójkami bo przy tempie zakładanym 4:20/km to akurat ładnie wychodziło 13 minut na trzy kilometry) wyszła idealnie, czas po 9km to 39:00. Niestety czwarta trójka to była ostatnią sensownie przebiegniętą, siekło mnie po 11km i zaczęła się tragedia która zdarzyła mi się w półmaratonie dopiero drugi raz. Tempo spadło w granice 4:50 a nawet zdarzył się najgorszy okres gdy było powyżej 5min/km. Byłem już w trybie przetrwania i zaczęły się myśli że już jestem na to za stary, po co mi to, trzeba biegać tylko żeby nie zdziadzieć. Coś w tym jest, trzeba będzie to przemyśleć :) W takim trybie przetrwania jakoś dohulałem do mety, nawet doping na Pradze, ludzi na Francuskiej itd. nie dał rady mnie zreanimować. Coś tam próbowałem wyliczyć na znaczniku 20km żeby się zmieścić w okrągłym czasie, wyszło mi że wystarczy poniżej 5:00/km, przyspieszyłem żeby był margines i wyszła ta końcówka po 4:33/km, ale chyba znacznik był źle postawiony bo na mecie okazało się że wbiegłem z czasem:

1:37:02

A na mecie wyglądałem tak (zdjęcie specjalnie kupiłem na stronie datasport.pl! muszę ich pochwalić że 5zł za sztukę biorą, to jest sensowna cena):


Rozbicie na odcinki pomiarowe wyszło tak - widać jak bardzo odpadłem:

A tutaj zrzut temp kilometrów z mojego garmina:


A na mecie zawołał mnie Radek czyli https://biegacz-polski.pl/ (ale strony nie aktualizuje, za to na fb wrzuca: https://www.facebook.com/biegaczpolskiPL/). Z Radkiem znamy się od czasów "Blog@czy" od których zaczęła się moja przygoda z bieganiem. No i musiałem mu sporo gratulować bo poprawił się o ponad 2 minuty i pobiegł 1:22:44 (tak, to nie literówka). Pogadaliśmy chwilę o treningu i co może być powodem że mi tak słabo poszło - może mam jakieś braki typu niskie żelazo? Żeby to wyjaśnić zapisałem się na jutro do lekarza medycyny sportowej, i tak muszę pójść bo na maraton w Nicei muszę mieć zaświadczenie od lekarza (we Francji to jest wymaganie prawne), przy okazji pogadam z nim, poproszę o skierowanie na badanie krwi i może mi też coś doradzi co jeszcze by sprawdzić. Trochę mnie podłamało że niby trenuję sporo, tempa utrzymuję coraz szybsze na krótkich odcinkach i na treningu, a nagle na biegu takie odcięcie i to tak szybko.
Możliwe że po prostu się przetrenowałem? Trochę za dużo chyba biegam - próbuję nawet 6 razy w tygodniu, ograniczę to do 5, w tym tygodniu byłem tylko 3 razy w tym ten start i nie wychodzę już dzisiaj. Byłem też przemęczony bo miałem dużo pracy i zarwałem kilka razy noc (za krótko spałem), to mi rozwaliło cykl spania i chyba też miało wpływ na ten start.
Zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie, mam nadzieję że poprawię te kilka rzeczy (odżywianie, spanie, regenerację, kilometraż) i będzie duża zmiana na plus. Jak nie to będę musiał przemyśleć moją taktykę na Niceę i dostosować do moich możliwości.

sobota, 26 sierpnia 2023

Trening pod Niceę i plany na półrocze

Czas leci, ale ja też nie próżnuję. Dzięki koledze który szukał zastępstwa na biegu mam pakiet na Półmaraton Praski - to już za tydzień! - a oprócz tego firma zafundowała pakiety (z koszulkami!) na dychę przy okazji Maratonu Warszawskiego. Na sam maraton też fundowali, ale ja trzymam się zasady jeden maraton na pół roku więc podziękowałem.

W sumie więc kalendarz najbliższych startów wygląda tak:

  • 2023.09.02 Półmaraton Praski
  • 2023.09.24 Warszawska Dycha
  • 2023.11.05 Maraton Nicea-Cannes

Myślę jeszcze o dyszce na Biegu Niepodległości, to będzie tydzień po maratonie - może być ciężko, ale z racji że ten bieg jest dla mnie ważny to chcę pobiec, nawet jeśli nie będzie to ściganie się. 

Natomiast ścigać się na pewno będę na tych trzech powyższych biegach. Patrząc na mój obecny poziom wydaje mi się że złamanie 1:32 będzie maksimum na co mogę liczyć... mimo że plany na ten rok były bardziej ambitne (1:30)... jakoś postępów nie widzę niestety. A patrząc na moje poprzednie starty w tym biegu to było naprawdę nieźle - to tutaj zrobiłem moją wyśrubowaną życiówkę :)

Nie wiem do tej pory jak to było możliwe żeby biec półmaraton z tempem średnich w okolicy 4:00/km!! 

Zobaczymy jak pójdzie, potem za miesiąc dycha i pewnie będę próbował pomyśleć o 41 minutach, a w Nicei - zobaczymy czy walka o utrzymanie wyniku z wiosny 3:20 czy może pokuszę się o 3:15?

Jutro zrobię sobie sprawdzian - długi bieg czyli 28km i tak myślę że pierwsza dycha spokojnie, druga w okolicach 5:00/km a potem 5km w tempie maratonu (właśnie nie wiem 4:44 czy 4:30 - zobaczymy jak się będę czuł) no i ostatnie 3km w tempie półmaratonu czyli 4:22/km skoro myślę o czasie 1:32 na mecie. Ciekawe ile z tych wielkich planów się ostanie jutro :) bo jednak upały są straszne nadal...

I jeszcze jedna rzecz - jak ja biegam teraz? Trenuję pod maraton, te pozostałe biegi robię więc z treningu maratońskiego, który jest głównym startem sezonu. Robię sobie plan sam, bazując na tym planie który miałem pod maraton w Poznaniu w 2015 (z "Wyzwanie Runner's World"). Wtedy to zaowocowało czasem 3:08:28, więc tempa sobie spowalniam - plan był pod czas 3:00-3:10 na mecie.

A do tej pory biegałem tak (jutrzejszy bieg jeszcze się nie odbył, planowane jest 28km):



czwartek, 3 sierpnia 2023

Bieg Powstania Warszawskiego

 

Ważny bieg dla mnie, ten Bieg Powstania Warszawskiego. Staram się zawsze w nim brać udział, chociaż z racji tego że jest w połowie wakacji to nie zawsze się udaje. Chociaż nie jest tak źle z moją frekwencją, bo w tym roku biegłem po raz jedenasty! Pierwszy raz w 2010 roku i tylko dwa razy ominąłem od tego czasu. W tym roku było trudno - starsze córki miały tego samego dnia start wyjazdu wakacyjnego, który miał wyjazd z Częstochowy - więc tam byliśmy w sobotę. Ja przyjechałem samochodem specjalnie na bieg do Warszawy, a od razu rano w niedzielę wróciłem samochodem do Częstochowy po rodzinę (tzn. resztkę bo starsze dziewczyny już były na obozie).

Miałem nadzieję na poprawę mojego wyniku z Konstancina. Tam było gorąco i trochę odpadłem, kończąc w czasie 41:54. Od tego czasu robiłem plan treningowy pod dychę - przez troszkę ponad dwa miesiące i liczyłem na poprawę co najmniej na 41:00. Mój zegarek garmin sugerował nawet że troszkę lepiej może być. Czułem się silny, wszystko wyglądało dobrze. Zaplanowałem sobie że nie spalę się na starcie, mimo że profile trasy wyglądał tak:

Czyli jest mocny zbieg w pierwszej części biegu który może zachęcić do szybszego startu (też dużo kibiców w tej części trasy). Zaplanowałem więc że 4:06/km i nic szybciej, jak się uda to po połowie można przyspieszyć, ale realnie patrząc spodziewałem się że to tempo będzie wyzwaniem i chciałem je tylko utrzymać. 

Na papierze wyglądało dobrze. 

A jak wyszło - zaparkowałem w Arkadii bo nie za daleko i wygodnie (bliżej startu jest trudno znaleźć miejsce). Przekazałem pakiety startowe czterem kolegom którym je odebrałem, podbiegliśmy razem w ramach rozgrzewki te niecałe dwa kilometry na start, tam zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie:

I rozdzieliliśmy się bo poszliśmy na rozgrzewkę a potem w różne strefy startowe. Ja jeszcze przed startem spotkałem innego kolegę z którym często widzimy w Lesie Kabackim i udało się chwilę pogadać. Zrobiłem kilka przebieżek po Parku Krasińskich, toaleta i koniec końców wpadłem w swoją strefę na czas. Po drodze do tej strefy złapał mnie hymn - odstałem więc ten czas, ale nie było problemu ze zdążeniem przed startem. Trasa biegu wyglądała tak:

Sam bieg zaczął się dobrze - nie za szybko. Początek wśród kibiców, w sumie aż do zbiegu na Karowej tak było i szło mi dobrze. Tempo nie było za szybkie patrząc na zegarek, zbiegając Karową w dół miałem dobry czas - taki jak sobie założyłem. Niestety jednak pamiętam swoje odczucie że jest mi ciężko biec tym tempem. Słyszałem ciężki oddech kogoś z tyłu (chyba jakaś biegaczka) i pomyślałem sobie, że ja tak ciężko nie dyszę, ale mimo to miałem to odczucie że jest za ciężko. I rzeczywiście tak było. Trzeci km był w dobrym tempie (na drugim było troszkę za szybko, ale był ostry zbieg), czwarty i piąty kilometr były akceptowalne, ale troszeczkę już za wolno - w okolicach 4:11/km. Na półmetku miałem czas 20:37 - czyli w granicach błędu. Zaraz potem był punkt z wodą - ponieważ biegłem z przodu nie było tłoku więc złapałem na szybko kubek i troszkę użyłem wody wewnętrznie, ale większość - na łeb!

No i tutaj powinienem napisać "tutaj zaczął się właściwy wyścig". Bo tak jest w biegu na piątkę - nie problem przebiec pierwszą piątkę tempem z dychy, problemem jest przebiec tym samym tempem drugą piątkę! I co tu długo pisać - poległem. Już szósty km w tempie 4:22 świadczy o tym najlepiej. Trochę to wynikło z tego że "straciłem czujność" - nie wiedzieć czemu biegłem utrzymując ten sam poziom wysiłku, nie patrzyłem na tempo okrążenia, tylko na ogólne (a to pomalutku rosło). Ogarnąłem się na siódmym kilometrze - przełączyłem zegarek na ekran z danymi okrążenia żeby się zmobilizować i na chwilę to zdało egzamin, ale nie miałem po prostu siły. Było strasznie duszno, mimo późnej pory temperatura odczuwalna była wysoka, nie wiem czy to jakaś klątwa, ale na Biegu Powstania zawsze jest strasznie upalnie! Kilometry ósmy i dziewiąty to znowu tempo powyżej 4:20/km, a ostatni ma podbieg i to 500 metrów aż jest pod górę - tam wyszło 4:32/km... zupełnie nie-dychowe tempo

Suma sumarum więc wbiegłem na metę z czasem 

42:36


No masakra, zamiast poprawy wyszło dużo wolniej. Myślę nad tym czemu tak się stało i widzę kilka powodów: po pierwsze zmęczenie organizmu - podróż samochodem w dwie strony, noc w hotelu z niezbyt wygodnym łóżkiem w Częstochowie, wczesna pobudka żeby córki na obóz odstawić, zmęczenie po cały dniu (bieg startował o 21:00) - zmęczenie skumulowało się. Po drugie było bardzo gorąco, bieg po asfalcie który oddawał ciepło po całym dniu. Po trzecie też źle pobiegłem drugą połowę biegu - powinienem bardziej być gotowy na mocny wysiłek, ale to tylko trzeci powód w kolejności ważności bo tak krawiec kraje jak materii staje. Nie bardzo było z czego wykrzesać więcej energii.

Dobra, to co teraz? Za 13 tygodni maraton w Nicei! Po pierwsze muszę dokończyć przygotowywanie planu treningowego - wrzucę na bloga za kilka dni. Po drugie postaram się jeszcze jakiś szybko test zrobić - może Park Run po prostu, bo mój zegarek albo zwariował albo ma rację twierdząc że stać mnie na 19:18 na piątkę (nawet tydzień temu twierdził że w okolicach 19:00). W tej chwili biegam 20:00 - warto by było się sprawdzić czy ten wynik z BPW to wypadek przy pracy. Po trzecie - trzeba by zaplanować jakieś starty w drugiej połowie roku, bo oprócz tego maratonu nie mam nic w planach w tej chwili (aż dziwne :) ). No to zaczynam knucie co i jak :) !

środa, 26 lipca 2023

Włoskie bieganie

 

Zaraz koniec mojego cyklu przygotowującego do Biegu Powstania Warszawskiego. Aż dwa tygodnie z tego czasu byliśmy na wakacjach w północnych Włoszech - było bardzo gorąco, ale cieszę się że nie byliśmy gdzieś bardziej na południu - tam to dopiero było strasznie!

A tak - udało się dobrze pobiegać:

Dystans tygodniowy był około 70km udało się też biegać akcenty, chociaż plan mam rozpisany pod czas 40:00 na dychę, a wiadomo że nie jestem na takim poziomie jeszcze. Więc trochę wolniej czasami biegałem te akcenty - pod tempo 41:00 które mam nadzieję będzie możliwe.

Jutro już odbieram pakiet na Bieg Powstania Warszawskiego, w weekend mamy zaplanowany wyjazd, ale powinno się udać być na biegu w Warszawie (trochę logistycznie mnie to będzie kosztować czasu!). Ale mam nadzieję że będzie warto. Jak by się udało te 41 minut złamać to będę bardzo zadowolony!

ADs