sobota, 4 marca 2023

Półmaraton Wiązowski 2023

No to pierwszy półmaraton tego roku za mną. Plan był żeby pobiec i się sprawdzić przed głównym startem na tym dystansie w tym półroczu - czyli pierwszego kwietnia w Pradze. Tak jak pisałem poprzednio plan był zmieścić się najlepiej w 1:33 a co najmniej w 1:35. Co daje tempo 4:24-4:30/km. Zimno było a w domu częściowo szpital, jak to o tej porze roku, to musiałem sam pojechać tym razem na tą imprezę. Zaparkowałem jak zwykle po drugiej stronie parku, kolega Bartek niestety tylko mi mignął zanim zdążyłem znaleźć miejsce do zaparkowania, podbiegłem sobie do biura zawodów, odebrałem pakiet. Znowu pobiegłem do samochodu bo w pakiecie dali puszkę a nie będę przecież z tym biegał :) z samochodu znowu na linię startu - w sumie razem z późniejszą pętlą tej rozgrzewki wyszło 4,5km! Na starcie jeszcze kolega biegowy Piotr (pozdrawiam) który miał biec podobnym trochę tempem - pogadaliśmy i okazało się że już był start. No to koniec rozrywki, zaczynamy bieg.

Zacząłem więc na czuja, ale patrzyłem na zegarek. Najpierw wychodziło za szybko, ale jakoś tak w granicach akceptowalnych więc tak biegłem. Ku mojemu zdziwieniu nie wiało jakoś strasznie mocno, chociaż jak na Wiązowną przystało - wiało co nieco. Trasa jak co roku ta sama - mała pętelka plus prosta z nawrotką. Oczywiście pofałdowana żeby się nie nudzić. Pierwsza piątka wyszła więc po 4:21/km i to było trochę za szybko. Skoro to pierwszy bieg uliczny w tym roku po przytyciu troszeczkę to nie wiedziałem jaki tempem biec i akceptowałem takie tempo. Oczywiście sam siebie okłamywałem bo zawsze liczę na jakiś cud :) Piłem grzecznie na wodopojach, starałem się trzymać tempo i jakoś to wychodziło. Druga piątka w tempie 4:25/km była całkiem dobra. Wtedy była jak to zwykle w Wiązownie - nawrotka i... zaczynamy pod górkę i pod niezbyt mocny ale jednak pod wiatr. No i w dodatku troszkę za szybko zacząłem, nie tak strasznie dużo, ale tempo trzeciej piątki 4:37/km było najgorsze. Żel wziąłem w połowie dystansu, ale jak widać niewiele to pomogło :) Czwarta piątka jest najważniejsza w połówce - i tutaj mimo starań wyszła tylko minimalnie szybciej niż trzecia: bo po 4:36/km. Końcóweczka natomiast jakoś tak już sensownie bo 4:27/km i na mecie zameldowałem się w 

1:35:03

Jak bym miał dość siły żeby na zegarek spojrzeć i wywnioskować ile mi zostało to bym te trzy sekundy na pewno urwał :) Ale nie ma co narzekać - czas w sumie przecież praktycznie taki jaki był plan minimum. Z drugiej strony noty za styl powinny być niskie - za ten standardowy "odwrócony negative split" jak się śmieje moja droga małżonka. Chociaż ja wolę polskie określenie czyli coś w rodzaju "odwrócony bieg z narastającą prędkością" - prawda że lepiej brzmi?

No dobrze, ale do rzeczy - wiadomo na czym stoimy i nie wiem na ile jest możliwe zbliżenie się do 1:30 w wiosnę. Moim zdaniem nie ma szans w Pradze bo to tylko 5 tygodni od Wiązownej. Ale trzeba popróbować. Na razie po tygodniu są plusy i minusy: z plusów: w poniedziałek poszedłem na trening siłowy ze sztangą - to może mi pomóc myślę. Z minusów: miałem niezłe problemy żołądkowe które mnie na półtorej dnia wyłączyły prawie z aktywności sportowych. Może jutro rano pobiegnę jakiś park run - zobaczymy ile na piątkę mogę teraz mieć i może przed  Pragą powtórzę taki test żeby sprawdzić czy coś się poprawiło. Troszkę waga drgnęła w dół - jakiś kilogram, to może się i czasy troszkę poprawią :) ?





sobota, 25 lutego 2023

Plany na pierwszą połowę 2023

Trochę późnawo z tymi planami, ale warto opisać. A więc szybko: chciałbym w tej pierwszej połowie roku poprawić się sportowo. W sumie nie jest tak źle - daję radę przecież biegać nie tak wolno. Złamanie 20 minut na jesieni na 5km czy wynik poniżej 3:20 w maratonie to są dobre wyniki jak na starszawego informatyka, ale trochę wchodzi mi na ambicję żeby wrócić do jeszcze szybszego biegania. Niestety na razie za dobrze mi to nie wychodzi: po roztrenowaniu nie wróciłem do poprzedniej wagi i tak 3,5kg trzeba by zrzucić. Więc to będzie pierwszy cel, drugi to poprawienie się z wynikami, a trzeci sobie sam wymyśliłem - wprowadzić na stałe do treningów dodatkowe elementy poza bieganiem: trening siłowy lub basen. Oczywiście przede wszystkim celem nadrzędnym jak zawsze zostaje biegać zdrowo (czytaj: nie mieć nigdy kontuzji) i żeby mieć z tego dużo zabawy!

No to tak konkretnie (żeby było mierzalnie) to te trzy cele postawię sobie w ten sposób:
1. dojść do średniej wagi 79kg
2. pobiec w tym roku:
    5km poniżej 19:30
    10km poniżej 40:00
    półmaraton poniżej 1:30
    maraton poniżej 3:15
3. w każdym tygodniu mieć chociaż dwa treningi dodatkowe typu basen albo siłowy

No dobra, a jak tam plany startowe? Zrobiło się tutaj naprawdę tłoczno, bo pierwsza połowa roku jest już wypełniona po brzegi:

Najbliższe starty

Sześć startów na pół roku to całkiem sporo - na razie wystarczy :) Jak widać będę miał szanse już w pierwszej połowie roku wypełnić trzy z czterech celów na czasy na różnych dystansach. Więc tak realnie - postaram się jak najszybciej wykonać punkt pierwszy - czyli stracić te kilka kilo, oby się udało przed Biegiem na piątkę za miesiąc - myślę że tam mogę postarać się pobiec te 19:30 na piątkę. Jutro biegnę Wiązowną - nie jestem niestety w stanie nawet zbliżyć się do 1:30. Plan minimum patrząc na moje tempa na treningach to 1:35 niestety... postaram się zbliżyć do planu maksimum czyli 1:33.
Natomiast już w Pradze to chcę naprawdę złamać te półtorej godziny! No i co do Edynburga to jeszcze nie wiem, próba 3:15 może skończyć się tragicznie. Ale zakładając że udadzą się punkty 1 i 3 (czyli waga i trening uzupełniający) to zaczynam wierzyć w to że jest to możliwe.

poniedziałek, 23 stycznia 2023

Zimowy Półmaraton Gór Stołowych

Pierwszy start sezonu za mną. W sumie to jeszcze nie wrzuciłem na blogu planów na ten rok, ale w sumie ważniejsze dla mnie jest teraz szybko opisać wczorajszy start, więc będzie w takiej kolejności. A ten pierwszy start był w Górach Stołowych. Dojazd z Warszawy - wiadomo, jest nieźle daleko. Na szczęście drogi już mamy całkiem przyzwoite w kraju więc po dwóch kilometrach od wyjechania z domu wjechałem na drogę ekspresową którą z pod Warszawy przedostałem się na autostradę do Łodzi, tam autostradę na południe troszkę i ta prawie nową autostradą do samego Wrocławia. Potem już zwykłymi drogami trzeba było, ale to już krótki odcinek. Droga kodowa więc mojej podróży to S79, S2, A2, A1, S8 - niby 5 godzin w jedną stronę, ale dało się po pracy w piątek zebrać i dojechać na miejsce w sensownym czasie. W okolicach Gór Stołowych wziąłem sobie nocleg, co prawda śniegu było jeszcze wtedy jak na lekarstwo, ale za to w nocy popadało tak, że nad ranem widok z okna pensjonatu był jak z bajki (albo książki o Narnii):

Zebrałem się więc szybko, ale jak to ja - za późno (!) i szybko podjechałem na start. A miałem około 30 minut, problem w tym że napadało śniegu tak dużo że z racji obawy o własne życie musiałem jechać wolno - warunki na drogach zrobiły się straszne. Przez to że wstałem troszkę później, zbierałem się troszkę dłużej a jechałem wolniej dojechałem praktycznie na styk (tak, wiem - mój znak rozpoznawczy). Miałem około 15 minut żeby zaparkować, odebrać pakiet i stawić się na starcie! No i jak zwykle - udało się, chociaż piwo z pakietu startowego zostawiłem w biurze zawodów bo nie miałem czasu zanieść nic do samochodu!
Mimo to w super humorze pojawiłem się na starcie - śnieg wyglądał bajkowo, było zimno więc nie było błota, ale nie było wcześniej opadów, więc nie powinno być lodu na trasie - no słowem wszystko wyglądało super. Jak widać humor też taki miałem:


Nie wspomniałem jeszcze nic o samej imprezie - a był to Zimowy Półmaraton Gór Stołowych, czyli 20,5km biegania wokół Szczelińca gdzie do atrakcji należą oprócz dystansu także:
- trzy strome podejścia (bo podbiegiem tego nie można nazwać, nawet wchodzenie momentami mnie przerastało)
- 1000m przewyższeń w górę i prawie tyle samo w dół
- ostatni odcinek to wejście schodami na Szczeliniec - to już typowo dla masochistów

Trudno jest nastawiać się na jakiś wynik w biegach górskich - czas zależy tak bardzo od pogody, że porównywanie czasów z tej samej trasy przy tej samej imprezie ale różnej pogodzie nie ma sensu. Kilka lat temu był taki lód że kolega mówił że co kilka kroków leżał na tyłku dopóki raczków na buty od znajomego nie dostał. Ja chciałem raczki kupić, ale nie udało mi się - wziąłem buty z gumowymi wypustkami i liczyłem że nie będzie lodu. Co do pozostałych przygotowań - miałem trzy warstwy ale bez kurtki, tylko termiczna podkoszulka z długim rękawem, cienka bluza z długim i grubsza bluza z długim. Poza tym komin, opaska na uszy, dwie pary rękawiczek - jedne trochę wodoodporne, drugie cieniutkie bawełniane. No i plecak z kurtką przeciwwiatrową, bidonem, telefonem i czapką. Plus dwa żele w kieszonkach i to był mój cały ekwipunek. Kijków nigdy nie miałem - nie wyobrażam sobie biegania z kijami w rękach, nawet składanymi, wolę przemęczyć się na podejściach.

Naładowany super energią, bo naprawdę po burych dniach w okolicach Warszawy krajobraz był piękny, ruszyłem w trasę! Na początku musiałem ze dwa razy przystanąć bo taki zator się zrobił, a stanąłem raczej z przodu, ale po chwili już wbiegliśmy w las i trochę było tasowania się. Tak patrzę że na tym pierwszym odcinku sporo osób wyprzedziłem - wiadomo, człowiek świeży to wyprzedza (co będzie później - tym będzie się martwił późniejszy Leszek ;) ). Trasa ładnie dzieliła się na trzy części - bo były dwa punkty odżywcze prawie równo dzielące trasę na trzy. Gdy trasa była raczej równa biegło się super, za to na podejściach było masakrycznie - były naprawdę bardzo strome i przy świeżym śniegu było dość ślisko (ale to nic w porównaniu gdyby był lód, albo chociaż błoto). Momentami prawie zsuwałem się w dół. Co ciekawe pamiętałem tą trasę miejscami bo dwa lata wcześniej wchodziliśmy tam z żoną i najmłodszą córą na pieszo. Ona miała wtedy 4 lata i weszła na samą górę na nogach! A ja taszczyłem pod tą górę wózek biegowy Thule Chariot taki ogromny, dobrze że pusty chociaż, bo na tych kamieniach byłoby chyba niemożliwe wejść z wózkiem z dzieckiem.

No dobra pierwszy wodopój osiągnąłem w niecałą godzinę - zacząłem więc od razu przeliczać ile mógłbym urwać z trzech godzin na mecie. Drugi odcinek był dość podobny w strukturze: za każdym razem jest jedno strome podejście:

Biegło się znakomicie, na połoninie fotografowie robili zdjęcia - mam nadzieję że się odnajdę na nich. W lesie było tak jak pisałem bajkowo - świeży śnieg. Na zbiegach trudno bo czasami było niebezpiecznie przez ostre kamienie i wiele się nie nadrabiało, na podejściach było ciężko - szczególnie na tym drugim odcinku dostałem w kość - długo pod górę było i dużo szedłem (nie tylko ja - wszyscy, nie dało się biec na sporych odcinkach).

Na drugi punkt kontrolny wpadłem w niecałe 1h 50m - to już było fajne, bo liczyłem że sporo urwę z 3 godzin, może nawet 15 minut. Chociaż wiedziałem że liczenie w górach tempa na kilometr to bez sensu - na podejściach można mieć i 15 minut na kilometr, na zbiegach poniżej 5, trudno coś zakładać. Ale ten ostatni odcinek jak widać po profilu był dość równy i tam dużo nadrobiłem - odzyskałem siły (w drugiej części już trochę opadłem z sił). Na tym drugim i trzecim odcinku trochę osób mnie wyprzedziło - z tego wnioskuję że jednak mogłem lepiej rozłożyć siły, albo po prostu - ja biegam na co dzień pod Warszawą po płaskim to w górach siłą rzeczy - odpadam pod koniec.

No i nadszedł finisz, a dokładniej - wejście schodami na Szczeliniec. Masakra, o biegu nie było żadnej mowy. Próbowałem - zaczęły mnie łapać okropne kurcze! Wszedłem więc na samą górę i zameldowałem się tam w czasie 2:43:17

W sumie więc jeśli chodzi o czas to było dość dobrze, 68 miejsce na 446 którzy ukończyli to miejsce około 15%, jak porównuję z moimi czasami na Rzeźniczku w 2019 i 2020 to jednak procentowo dużo słabiej, ale może inny trochę tam jest profil zawodników ;) (ci bardziej ścigacze biegną całego Rzeźnika może).

Podsumowując - bardzo mi się podobało, zadziałało prawie wszystko: super buty mi żona kupiła - czyli Altra które dla moich stóp są bardzo dobre dzięki szerokim noskom - żadnych strat w paznokciach! Nic mnie nie otarło, a było blisko - jeszcze kilka km i byłyby straty :) żadnych pęcherzy na stopach czy ran innego typu. Dwa żele na trasę w zupełności starczyły. Ubranie nie było za grube ani za chude, znowu muszę dodać że dystans był w sam raz bo jeszcze trochę i bym mógł mieć dłonie odmrożone przez kontakt ze śniegiem. Na podejściu po schodach zaczęły mnie kurcze łapać, ale to niewiele zmieniło bo i tak po schodach szedłem. No bardzo fajna i udana impreza. Spytacie więc - czy warto było spędzić 10 godzin w samochodzie  żeby niecałe 3 pobiegać po górach? Naprawdę warto było!



niedziela, 15 stycznia 2023

Podsumowanie 2022

Skończył się rok to warto podsumować żeby sprawdzić czy się udało zrealizować plany, może coś zmienić na przyszłość. I tutaj pierwszy mały problem - nie wpisałem rok temu tak oficjalnie planów na ten rok! No dobra, ale w zakładce "Plany" widać jednak że stoi jak byk:

Plany na 2022 bez zmian: to biegać zdrowo i może trochę się poprawić bo ostatnio coś forma gdzieś ucieka :)

No to jest chociaż trochę wkładu do którego można się odnieść. Zacznijmy od tego żeby biegać zdrowo - czy to się udało? Jak widać po wpisie "Reztrenowanie i fiz" prawie się udało. To znaczy przez cały rok nic mi nie dolegało, ale po maratonie w Poznaniu trochę zacząłem odczuwać prawe biodro. Na szczęście wizyta u fizjo uzmysłowiła mi że to nic wielkiego - ćwiczenia mi pomogły i bardzo (ale to bardzo!) poprawiło mi humor to że nie boję się że to coś z kością (to by było ciężko wyleczyć). Tylko lekkie zapalenie  tkanek miękkich z powodu niesymetrycznej budowy obu stawów biodrowych. Na szczęście więc trochę ćwiczeń i przeszło. Jeszcze nie w 100% ale prawie - biegam już normalnie od jakiegoś czasu (czyli staram się 5 razy w tygodniu).

A jak samo to bieganie wyglądało? Wykres pewnie lepiej pokaże niż opis:


W sumie to do maratonu jesiennego wychodziło średnio 65km tygodniowo - moim zdaniem dobrze jak na średnią. Potem było roztrenowanie i z powodu obawy o biodro powolny powrót do regularnego biegania, więc średnia całoroczna spadła do 60km na tydzień. Natomiast to co mi się spodobało to że zamiast biegania włączyłem wtedy basen - w sumie 11 razy tam zawitałem robiąc zawsze 1000m czyli 40 długości.


Oprócz basenu zacząłem też robić regularnie (dość) pompki, to w sumie mi poprawiło górną część ciała - więc zaliczam na plus. Natomiast nie spodobało mi się jak podczas roztrenowania wzrosła mi waga - ze średnich 79 do 83kg i nie chce spaść wredota. Troszkę się ruszyło - powiedzmy że jest teraz 82kg, ale jeszcze dużo zostało do zrobienia. No chyba że to te mięśnie od pompek i basenu tyle ważą! ;)


Ogólnie patrząc na ćwiczenia w dniach widać dość regularnie - to znowu na plus:


A jak starty mi wypadły: Najkrócej to skopiuję z mojej zakładki "Wyniki" dane za 2022:

2022
2022.10.16 Poznań Maraton 3:19:29
2022.09.18 Bieg Ursynowa 5km 19:45
2022.08.20 Półmaraton Reykjavik 1:31:29 
2022.08.30 Bieg Powstania Warszawskiego 10km 42:30 
2022.06.11 Park Run 5km 19:52 
2022.05.15 Memoriał Rosłona 5000m 19:30
2022.05.03 Bieg Konstytucji 5km 20:01
2022.04.24 Półmaraton Wiedeń 1:35:06
2022.04.03 Paris Marathon 3:39:26
2022.02.27 Półmaraton Wiązowski 1:32:25
2022.01.08 City Trail 5km 20:22

Zadowolony jestem z wyniku na 5km i maratonu w Poznaniu - jak na mój poziom po-pandemiczny to jestem bardzo zaskoczony że potrafiłem powstrzymać nierealne cele typu 3:15 a nawet szybsze i złamać 3:20 w Poznaniu - to było super! Trochę mi żal natomiast połówki na Islandii i bardzo słabej dychy w tym roku...

No nic, podsumowując - nie było źle, poziom sportowy mi się obniżył (latka lecą ;) ), ale podoba mi się że nadal jestem zdrowy, cieszy mnie bieganie a przede wszystkim zapewnia mi poza rozrywką czy odskocznią od siedzenia przy biurku przez osiem godzin także dobre samopoczucie tak na co dzień. Widzę to z każdym kolejnym rokiem patrząc na rówieśników którzy nie ćwiczą nic - komfort życia nie do pozazdroszczenia. A ja dla przykładu wczoraj ponad 18km po lesie, dzisiaj ponad 17km - połowa w deszczu :) i nie żałuję ani chwili z tych biegów!

sobota, 17 grudnia 2022

Roztrenowanie i fiz

 
Trochę tu cicho ostatnio, ale tak to bywa w trakacie roztrenowania. Właściwie to trochę mi się plany pozmieniały. Po maratonie w Poznaniu chciałem dociągnąć jeszcze sezon biegowy do Biegu Niepodległości, czyli prawie cztery tygodnie, i wtedy zrobić roztrenowanie. Po maratonie zacząłem odczuwać ból w prawym biodrze - tak jak w poprzednim roku, więc chciałem dać odpocząć organizmowi. No tylko trzeba zamknąć sezon Biegiem Niepodległości, prawda? Po drodze zapisałem się jeszcze na City Trail na Młocinach i... poszło źle, a co gorsza - zaczęło bardziej boleć. Pamiętając zalecienia ortopedy z poprzedniego roku - zdecydowałem się przerwać zupełnie bieganie. Pobiegłem tylko Bieg Niepodległości i niestety pobolewanie wróciło. Po tym biegu dalej nie biegałem więc - niech się zagoi, tak sobie myślałem. Na szczęście poszedłem do rozum do głowy i zapisałem się do fizjoterapeuty. Wybrałem na ślepo trochę jak najbliżej domu: Marcin Jagus w klinice Aktywna Fizjoterapia - czyli u mnie we wsi (Nowa Iwiczna). No i okazało się to super rozwiązaniem: bardzo profesjonalnie mnie przyjął, po wywiadzie i badaniu wytłumaczył co mi się stało, co mam robić - włącznie z ćwiczeniami które zrobiłem na miejscu a pan fizjo mnie nagrywał moim własnym telefonem. Dzięki temu wrzuciłem sobie na własny kanał youtube te ćwiczenia (nie szukajcie - te filmiki są prywatne, nie znajdziecie :) !) i robię sobie w domu przed telewizorem gdzie sobie je puszczam żeby wiedzieć jak wykonywać te ćwiczenia.

Najważniejsze że jak byłem rok temu u ortopedy to on zalecił badania (USG i chyba też rentgen) i powiedział że powodem bólu są zmiany zmęczeniowe z powodu wielu lat przykładania tych samych obciążeń. Nie ma podobno nic co było by niebezpieczne, podobno staw jest w normie, ale że to jest powodem i zalecił po prostu odpoczynek i zmianę sportu na jakiś czas. Tak wtedy zrobiłem i pomogło.

Natomiast tym razem fizjoterapeuta wytłumaczył mi że ból to stan zapalny tkanek miękkich podrażnianych przez kości w tym stawie. Nie mam symetrycznej postawy i prawą stronę inaczej obciążam. Zresztą widzę to teraz nawet sam - na przykład prawą stopę stawiam bardziej palcam na zewnątrz - podobno dlatego że kość udowa inaczej w biodrze jest osadzona (pod innym kątem). Dostałem ćwiczenia żeby wzmocnić tą prawą stronę, ale nie za dużo i nie na siłę bo organizm się już przyzwyczaił do takiej konstrukcji i co najważniejsze - dowiedziałem się że mogę dalej biegać! To było dla mnie najlepszą częścią tej wizyty.

Teraz po już ładnych kilku tygodniach po tej wizycie muszę stwierdzić że sprawdziło się. Robię te ćwiczenia, biegam dalej, gdy nie mogłem biegać albo po prostu co jakiś czas - chodzę na basen (spodobało mi się - robię 40 długości po 25m czyli kilometr, zajmuje mi to troszkę ponad 30 minut na razie). Ból w biodrze powoli przeszedł. Chyba już mogę powiedzieć że zupełnie, chociaż obserwuję nadal. Biegam tylko spokojnie, bo jak próbowałem nawet tylko w trakcie spokojnego zrobić kilka km szybko to ból wracał. Teraz mam za sobą na przykład cztery biegi codziennie (razem 37km) i nic nie boli! A nie biega się za łatwo w tym kopnym śniegu przy temperaturach do -10 stopni :) za to jet naprawdę fajnie, szczególnie jak pada śnieg :)

Na fali dobrego samopoczucia zapisałem się na cztery biegi! W styczniu, kwietniu, maju i czerwcu. Od biegów górskich w zimę i w lato po uliczne: półmaraton i maraton. Ale to już wyjaśnię co, gdzie i jak w następnym wpisie.




niedziela, 20 listopada 2022

Bieg Niepodległości 2022

Planowo miał to być ostatni bieg sezonu po którym chciałem zrobić roztrenowanie, ale coś w prawym biodrze zaczęło mnie po maratonie po maratonie pobolewać. Z tego powodu roztrenowanie zacząłem szybciej, coś tam próbowałem basenem i pompkami ratować sytuację, ale i tak przybrałem na wadze około 3-4 kilogramy i nie biegałem około dwóch tygodni. 

Bieg Niepodległości jest jednak dla mnie na tyle ważny że zrobiłem wyjątek i na ten jeden bieg zrobiłem wyjatek od nie-biegania. Oczywiście z wcześniej wymienionych powodów nie nastawiałem się na żaden wynik, miałem pobiec na samopoczucie.

Na bieg podjechałem najpierw samochodem - do miejsca gdzie jest nawrotka, a potem wsiadłem w metro i te 5 kilometrów przejechałem komunikacją miejską. Metro nie staje tuż przy starcie, więc dobieg do startu posłużył mi za rozgrzewkę. Trochę się bałem bo nie przestało mnie pobolewać to biodro. A na imprezie - jak by pandemii nigdy nie było :) pełno ludzi, organizacja jak przed pandemią, słowem - wracamy do żywych! Fajnie to bardzo wyglądało. Wepchnąłem się na koniec strefy 40:00-45:00 bo nawet gdybym nie miał tego roztrenowania i większej wagi to i tak pobiegłbym w okolicach 41 minut. Tutaj byłem pewny że będzie sporo wolniej. 

To jeszcze hymn, trochę czekania na start i... poszły konie po betonie. A właściwie to najpierw pojechały osoby na wózkach a po kilku chwilach pierwsza strefa. Ja byłem na końcu strefy, udało się dzięki temu ominąć prawie całkowicie tłok na starcie (chwilkę odczekałem na końcu strefy i przez linię startu przebiegłem bez ścisku). 

Biegłem na wyczucie - trasa jest pewnie dobrze znana, bo od lat już to po prostu pięć kilometrów na południe aleją Jana Pawła II, nawrotka i znowu taki sam dystans w drugą stronę. Trasa szybka - równy asfalt i w sumie tylko jeden wiadukt który jest w dość denerwującym miejscu (gdy się wraca) - do wtedy akurat człowiek jest już najbardziej zmęczony, a do mety jeszcze ni tak blisko. Patrząc teraz na wynik i międzyczasy (w trakcie biegu starałem się nie patrzeć, chociaż coś tam trochę podejrzałem) widzę że zacząłem od około 4:03/km, na wiadukcie spadło do 4:30, ale potem wrócił o do około 4:10 i powoli od połowy dystansu zaczęło spadać - 4:20 było przez całą środkową część biegu. Potem ten wiadukt w drodze powrotnej nad Jerozolimskimi i znowu troszkę ponad 4:30 no i potem końcówka w jakieś około 4:15/km. Średnio całość wyszła 4:17/km i czas 

43:05

Podsumowując - no słabo strasznie, ale nie był to bieg na wynik (chociaż starałem się pobiec jak najszybciej, ale roztrenowanie nie pozwoliło na bicie rekordów). Mimo to bardzo mi się spodobała impreza - to że było nas tak wielu, czuć że bieganie wraca do swojej przed-pandemicznej formy. Teraz pora też na to żebym i ja wrócił do tej formy :)



sobota, 29 października 2022

City Trail 2022

Za długo nie będzie, ale też i sam bieg trochę bez historii. No może trochę przesadzam bo kilka rzeczy mogę ciekawych opisać :) Zacznijmy od tego że to miało być takie przetarcie przed ostatnim biegiem sezonu - Biegiem Niepodległości. Dopiero co pobiegłem maraton w Poznaniu i jak wiecie z poprzedniego wpisu - poszło mi bardzo dobrze. Ucieszyłem się naprawdę ogromnie że dałem radę pobiec prawie równo obie połowy, zrealizowałem swój plan minimum (poniżej 3:20) i pierwszy raz od prawie 3 lat miałem czas który nie był słaby. 

Na fali tego biegu chciałe zrobić też dobry wynik w City Trail, celowałem w 20 minut bo podłoże jest tam gruntowe więc te pół minuty wolniej od wyniku z tego roku na asfalcie byłoby pewnie podobnym poziomem wysiłku. 

City Trail w Warszawie odbywa się na Młocinach. Ja mieszkam na południu czyli całą Warszawę muszę objechać. Jazda przez miasto trochę nie ma sensu - zajmuje sporo czasu ze względu na światła. Sprawdziłem dojazd wieczorem poprzedniego dnia - około 32 minut to chciałem o 10 wyjechać (start o 11). No i tu się zaczęły schody, to znaczy dokładnie: wyjazdy z Warszawy na Wszystkich Świętych. Korki od rana mimo że to sobota i zamiast 32 dojazd rano mi nawigacja pokazała około 46 minut. W dodatku wyszedłem kilka minut po 10-tej i na miejscu miałem być 10:52. Niezbyt możliwe żeby zaparkować (bardzo ciężko o miejsce - pamiętam z poprzedniego startu) odebrać pakiet i dotrzeć na start jeszcze. Przycisnąłem więc trochę na drodze ekspresowej (najpierw w kierunku lotniska, potem na południowej obwodnicy Warszawy. I ciekawostka - jakieś czarne duże BMW jechało za mną gdy się włączyłem do ruchu, zjechałem bo już jechałem 20 km/h więcej niż przepisy to mnie wyprzedzili i pognali jakieś na oko 180 km/h. Trochę za nimi pojechałem, ale nie blisko bo jechali za szybko i uciekali. I wtedy włączyli sygnały bo gość przed nimi nie chciał zjechać :) to była okazało się policja która spieszyła się na akcję. Jak im zjechał ten przed nimi to pognali dalej - tak się śpieszyli. 

Ja już dalej grzecznie pojechałem i na szczęście nawigacja przekierowała mnie na drogę przez północne dzielnice a nie zapchaną i stojącą północną częścią obwodnicy Warszawy. To mi oszczędziło jakieś 7 minut, udało mi się zaparkować i dobiec do biura zawodów. Odbiór pakietu trochę zajął bo numeru nie znałem, potem postałem chwilę w kolejce, wreszcie dostałem numer startowy i czip na buta. Założyłem wszystko i pobiegłem na start. A start wcale nie jest blisko! Jeszcze musiałem do lasu zboczyć (w ramach toalety) i w końcu dobiegłem na start równo 11:00! Dosłownie w momencie wbiegana padł sygnał do startu. Zdążyłem wyzerować zegarek i uruchomić gdy przebiegałem przez start.

Z jednej strony rozgrzewka była całkiem-całkiem, z drugiej strony miałem trochę wrażenie że startuję od razu troszkę podmęczony. Mimo że to było mniej niż 2km tej rozgrzewki. Temperatura była rzędu 16-17 stopni. Jak na koniec października bardzo ciepło - za ciepło na szybkie bieganie. Po drugie podłoże nie sprzyja wyścigom - to jest alejka parkowa. Po trzecie po maratonie zaczęło mnie znowu pobolewać prawe biodro! Chciałem biec 4min/km przynajmniej przez 3km i potem zobaczyć czy dam radę przyspieszyć. Ale tutaj już pierwszy kilometr nie wychodził mi w tym tempie, a starałem się. Wyszło niestety 4:04/km wg zegarka, drugi to już 4:12/km i uczucie że jest źle - oddech od początku za głęboki, myśli że się tego nie da tym tempem, lepiej zejść - było ciężko. Trzeci km to już tragedia - 4:29/km toż to blisko tempa maratońskiego z Poznania zaczęło być! Czwarty to już zupełna degrangolada - 4:36/km! I co z tego że ostatni to już 4:17/km i jakiś tam sensowny finisz gdzie powyprzedzałem, skoro wbiegłem na metę z czasem 

21:13

Tam zawsze biega sporo harpaganów - mój wynik (nie taki strasznie zły patrząc na średnią czasów na piątkę wśród biegaczy - amatorów jak ja) dał mi tylko 159 z 570 którzy dobiegli. Czyli aż 27,9% a zwykle w pierwszych 10% się mieszczę. Tutaj musiałbym nabiegać 18:36 czyli pobić życiówkę ze stadionu biegnąc po alejkach parkowych :) To tylko pokazuje że City Trail to jednak jest taki bieg gdzie wymiatacze w dużych ilościach się pokazują.  No coś, na początku wyprzedził mnie gość z dzieckiem w wózku i patrząc na tempo to poniżej 20 minut musiał mieć na mecie :)

Podsumowując - było fajnie że pobiegłem, impreza bardzo fajna i dlatego też już drugi raz tam wpadłem. Polecam wszystkim. Z minusów moich osobistych - znowu mnie pobolewa prawe biodro. Czekam już tego roztrenowania jak kania dżdżu - jeszcze tylko do Biegu Niepodległości, zostało jakieś 12 dni tylko i mam zmiar biegać mniej i krócej a potem - myślę że 3 tygodnie, może 4 przerwy - zobaczymy :)



ADs